Drugi kwartał 2018 roku cechował się mniejszą zmiennością niż pierwszy, ale i tak nie zabrakło wydarzeń burzących spokój inwestorów. Dotyczy to zwłaszcza rynków wschodzących, do których globalni gracze zaliczają Polskę.


1. Serial "GetBack" hitem roku
Sprawa GetBacku to serial, którym w minionym kwartale żyła cała Polska. Wszystko zaczęło się 16 kwietnia od słynnego komunikatu, w którym wrocławski windykator informował o prowadzeniu rozmów z PFR i PKO BP, co szybko zdementowały obie instytucje. Wtedy ruszyła lawina: handel akcjami spółki został zawieszony, sprawą zajęła się prokuratura, a także politycy. Skala problemu robi wrażenie – obligacje za ponad 2,5 mld złotych trafiły do ponad 9000 osób. Nawet największe liczby bledną jednak wobec ludzkich dramatów, które w listach do naszej redakcji opisywały osoby, które na papiery GetBacku – najczęściej za namową bankowych sprzedawców - przeznaczyły oszczędności całego życia.
Jak na dobry serial przystało, akcja w przypadku „afery GetBacku” rozgrywa się wielotorowo. Pierwszy wątek dotyczy restrukturyzacji samej spółki, która prowadzona jest pod okiem wrocławskiego sądu. Drugi to prokuratorskie zarzuty dla członków zarządu spółki, z byłym prezesem Konradem K. na czele, a także przedstawicieli innych podmiotów. Trzeci to problemy TFI (Quercus, Altus, Trigon) zaangażowanych w obligacje GetBacku lub współpracujących z windykatorem. Czwarty to wpływ sprawy GetBacku na finansowe imperium Leszka Czarneckiego. Piąty (niekoniecznie bardzo istotny, za to dość głośny) to pojawienie się GetBacku w politycznej przepychance PO-PiS. Wątki można mnożyć jeszcze długo…
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że sprawa GetBacku będzie (z krajowego punktu widzenia) najważniejszym wydarzeniem finansowym bieżącego roku. Kolejne odcinki serialu dopiero przed nami, jednak niezależnie od tego, ile osób trafi za kraty, ile podmiotów straci licencje na prowadzenie działalności i ile środków stracą posiadacze papierów spółki, sprawa GetBacku dobitnie przypomina o olbrzymim znaczeniu edukacji ekonomicznej – tylko dzięki niej tego typu bankructwa/oszustwa nie będą prowadziły do ludzkich dramatów.
2. Wojenna ofensywa Trumpa
Drugi kwartał 2018 r. upłynął pod znakiem eskalacji konfliktu handlowego Stanów Zjednoczonych z resztą świata. Na celowniku Donalda Trumpa znaleźli się przede wszystkim Chińczycy, którzy nie zwykli nadstawiać drugiego policzka, tylko odpowiadać ciosem na cios. W pierwszej turze dwustronnych sankcji, taryfy dotknęły stosunkowo niewielkiej części wymiany handlowej - ok. 3 mld dol. rocznie. Następnie prezydent USA zapowiedział, że nałoży dodatkowe 25-proc. cła na sprowadzane z Chin produkty o łącznej wartości 50 mld dol. rocznie. Fakt, że nie zdecydował się tego zrobić od razu, a jedynie ogłosił, że to zrobi, mógł napawać nadzieją, że wojna handlowa skończy się zanim na dobre wybuchnie, ograniczając się do niewielkiej grupy towarów objętych cłami i wymiany "uprzejmości" między Pekinem a Waszyngtonem. Strony podjęły negocjacje, a Chińczycy zgodzili się na ustępstwa.

Oferta okazała się jednak niesatysfakcjonująca i Trump dał zielone światło do nałożenia kolejnych ceł. Kolejna tura sankcji wejdzie w życie 6 lipca i obejmie 818 produktów, których łączna wartość importu z Państwa Środka do USA sięga 34 mld dol. rocznie. Kolejne 284 produkty o wartości importu w wysokości 16 mld dol. będą przedmiotem dalszego przeglądu. Na odpowiedź Pekinu nie trzeba było długo czekać - 6 lipca dodatkowymi 25-proc. cłami zostanie objętych 545 produktów z USA, m.in. płody rolne (soja!) i samochody, których import wynosi 34 mld dol. rocznie. Taryfy dot. kolejnych 114 produktów, m.in. surowców energetycznych, produktów chemicznych i sprzętu medycznego, o wartości 16 mld dol. zostaną ewentualnie ogłoszone później.
Za rogiem czają się kolejne tury wzajemnych sankcji, bo Trump zagroził wprowadzeniem ceł na kolejne towary - łącznie wprowadzane od marca i zapowiadane dodatkowe taryfy mają objąć 450 mld dol. z ok. 500 mld dol. importu USA zza Muru. Państwo Środka, które sprowadza zza oceanu mniej towarów, będzie musiało znaleźć inną odpowiedź. O potencjalnych scenariuszach pisaliśmy już w marcu.
"Wojna Trumpa" nie ogranicza się tylko do Chin. Sojusznicy Waszyngtonu - Unia Europejska, Kanada czy Meksyk - zostali początkowo wyłączeni z ceł nałożonych na stal i aluminium, ale w maju taryfa ulgowa została zlikwidowana. Odpowiedzieli więc analogicznymi sankcjami na towary sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych. W czerwcu prezydent USA szczególnie potężne działo wymierzył w Unię Europejską, która jego zdaniem jest "chyba tak samo szkodliwa jak Chiny". Trump zagroził nałożeniem 20-proc. cła na samochody montowane w UE.
3. Banki centralne przestawiają wajchę
W czerwcu Rezerwa Federalna zgodnie z oczekiwaniami podniosła przedział stopy funduszy federalnych z 1,50-1,75 proc. do 1,75-2,00 proc. Ale Fed zaskoczył dość „jastrzębią” retoryką oraz „fedokropkami” sugerującymi dokonanie jeszcze dwóch podwyżek do końca roku. Wcześniej rynek skłaniał się ku tylko jednej podwyżce. Według czerwcowych projekcji członków FOMC do końca 2019 r. Fed może „dojechać” ze stopami powyżej 3%. To wciąż mniej niż historyczna średnia (5,72% w latach 1971-2018), ale to i tak szok dla świata finansów przez ostatnią dekadę przyzwyczajonego do ceny pieniądza efektywnie równej zero.
Dzień później Europejski Bank Centralny zadeklarował, że w grudniu kończy z polityką „drukowania pieniądza” znanej pod skrótem QE (ang. quantitative easing – ilościowe poluzowanie). Ponadto EBC ograniczył do „końca lata 2019 r.” obietnicę utrzymania zerowych (a w przypadku stopy depozytowej wręcz ujemnej) stopy procentowej. Oznacza to, że cena pieniądza w strefie euro może wzrosnąć najwcześniej jesienią przyszłego roku. Poprzednio obietnica ta była bezterminowa.
Przeczytaj także
Rzecz jasna podczas konferencji prasowej Mario Draghi znów zwodził inwestorów, przypominając, ile to warunków musiałoby się spełnić, aby EBC porzucił skrajnie ekspansywną politykę monetarną. Ale moim zdaniem było to tylko mydlenie oczu. Wygląda na to, że decyzje po obu stronach Atlantyku zostały podjęte i będą realizowane tak długo, aż w świat nie uderzy kolejny kryzys finansowy. Sprokurowany rzecz jasna ponownie przez banki centralne: Fed, EBC i Bank Japonii.
4. Bessa na GPW?
Polscy inwestorzy raczej nie zaliczą ostatnich trzech miesięcy do udanych. Zresztą podobnie jak poprzednich trzech. W drugim kwartale WIG stracił 4,2%, powiększając tegoroczną stratę do 12,2%. Wynik WIG20 to odpowiednio -3,4% oraz -13,2%. Pod koniec kwartału WIG20 znalazł się najniżej od lutego 2017 r. Im mniejsze spółki, tym było gorzej. mWIG40 w drugim kwartale zaliczył spadek o 7,4%, od początku roku zniżkując o prawie 13%. Obraz nędzy i rozpaczy prezentowały spółki mniejsze – sWIG80 w trzy miesiące spadł o 10,5%, od początku roku oddając ponad 13% i schodząc do najniższego poziomu od dwóch lat.
W ujęciu sektorowym fatalnie spisała się budowlanka. WIG-Budownictwo zaliczył spadek o przeszło 20%! Po 12-13% w dół poszły subindeksy dla branży chemicznej i telekomunikacyjnej. Na plusie kwartał zakończył jedynie WIG-Leki (+13%) oraz WIG-Paliwa (+ 1%).
Przeczytaj także
Wraz z indeksami spadały nastroje inwestorów. Na koniec półrocza nastroje inwestorów indywidualnych mierzonych przez sondę SII osiągnęły najniższą wartość w przeszło 7-letniej historii tego badania. Odsetek giełdowych „byków” spadł do rekordowo niskiego poziomu 20,2%.
Jeżeli nie widzisz poniższej sondy, kliknij w ten link
5. Gry zawładnęły GPW
CD Projekt dał o sobie znać podczas targów E3 2018. Zaprezentowany tam został zwiastun długo wyczekiwanego „Cyberpunka 2077”, a ponadto studio rozwiało nieco wątpliwości na temat samej gry. Za zamkniętymi drzwiami wybrane osoby mogły także zobaczyć gameplay produkcji. W odróżnieniu od „Wiedźmina", nowa gra czerwonych będzie prowadziła rozgrywkę z perspektywy pierwszej osoby. Całkiem nieźle CD Projekt radził sobie także na giełdzie, a kurs akcji tylko w ostatnim kwartale wzrósł o blisko 40 proc.
Wiele działo się również u innych producentów gier. Akcje 11 bit podrożały w ostatnim kwartale o ponad 100 proc., po tym jak gigantyczny sukces osiągnęła ich najnowsza produkcja, „Frostpunk”. Gra natychmiast trafiła na szczyt listy sprzedażowej Steam, a łączna sprzedaż po czternastu dniach od premiery była aż czterokrotnie wyższa, niż miało to miejsce w przypadku poprzedniego hitu, „This War of Mine”. Dużo mówiło się ostatnio także o PlayWayu, którego gry, choć osiągały wiele sukcesów (m.in. „Farm Manager 2018" oraz „House Flipper”), to i tak w pamięci głównie pozostaje nieudana gra „Agony”, która doprowadziła do ogromnej przeceny akcji.
Mówiąc o grach, nie sposób także nie wspomnieć o ostatnich giełdowych debiutach. W poprzednim kwartale aż sześć na osiem spółek wchodzących na giełdę to byli właśnie producenci gier. Jednym z najciekawszych debiutów było Ten Square Games, które niemal z marszu wskoczyło do grona największych polskich spółek gamingowych. Niektórzy producenci swoich pierwszych giełdowych miesięcy jednak nie mogą zaliczyć do udanych, mocno bowiem potaniały m.in. akcje spółek The Dust oraz 7Levels. Warto podkreślić również to, że dwa studia spośród ostatnich debiutów (Creativeforge Games oraz Ultimate Games) to spółki, w których udziały posiada PlayWay.
6. Zapaść rynków wschodzących
Drugi kwartał 2018 r. stał pod znakiem odwrotu kapitału z rynków wschodzących. Indeks MSCI Emerging Market w trzy miesiące stracił 8,7%, schodząc do najniższego poziomu od sierpnia 2017 r. „Emerdżingom” nie sprzyjała polityka Rezerwy Federalnej, która podnosząc stopy procentowe, zwiększa atrakcyjność amerykańskich obligacji i nijako „zasysa” kapitał z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Rynki wschodzące mogą także ucierpieć na eskalacji wojny handlowej, która zagraża łańcuchom dostaw globalnych koncernów. Dotyczy to zarówno takich krajów jak Meksyk, jak i Polska.
W globalny odwrót od rynków wschodzących wpisuje się także osłabienie złotego, który przez ostatnie trzy miesiące stracił 3,5% względem euro i aż 8,7% wobec dolara amerykańskiego. Złoty nie był odosobniony. Meksykańskie peso w drugim kwartale straciło 8,5% wobec USD. Węgierski forint oddał 10%, real brazylijski stracił aż 14,5%, tajlandzki bat osłabił się o 5,4%, a rosyjski rubel o 8,3%.
Na niekorzyść rynków wschodzących przemawiały także lokalne kryzysu walutowe, które wybuchły w Argentynie i w Turcji. Mimo desperackiej podwyżki stóp procentowych (do 40%!) od początku roku argentyńskie peso straciło 36% wobec dolara, w samym drugim kwartale osłabiając się aż o 30%. W czerwcu Międzynarodowy Fundusz Walutowy przyznał Argentynie 50 mld dolarów awaryjnego kredytu. Nieco łagodniejszy scenariusz rozegrał się w Turcji, gdzie lira w poprzednim kwartale straciła 14% wobec dolara. W Turcji podobnie jak w Argentynie problemem wysoka inflacja i niska wiarygodność banku centralnego, dodatkowo podważana przez prezydenta Erdogana. Oprócz tego Turcja boryka się z pogłębiającym się deficytem na rachunku obrotów bieżących oraz rosnącymi cenami ropy i gazu. Na początku czerwca turecki bank centralny usiłował okiełznać kryzys, podnosząc stopę procentową do 17,75%, co na razie ustabilizowało notowania liry.
7. Kryptouspokojenie
Wielkim nieobecnym medialnych nagłówków w drugim kwartale był bitcoin. Powód? W ciągu minionych trzech miesięcy najpopularniejsza z kryptowalut straciła na wartości jedynie kilka procent (wskazania Coindesk mówią o 7 proc., wartość ta na poszczególnych giełdach może być inna). Wycena na poziomie ok. 6300 USD nijak ma się do rekordów z końca 2017 r., kiedy za bitcoina płacono nawet 19 000 USD. Z drugiej jednak strony, bitcoin wciąż jest wart więcej niż przez większość swojej historii. Stopniowe oddalanie się od ubiegłorocznych szczytów sprawiło, że zainteresowanie kryptowalutami wśród szerokiej publiczności spadło (wystarczy zerknąć na wyszukiwanie w Google).
Tego samego nie można jednak powiedzieć o rządach i organach nadzoru, które nierzadko wciąż widzą w kryptowalutach „wroga publicznego”. Przykładów nie trzeba szukać daleko – krucjatę przeciwko wirtualnym walutom ramię w ramię prowadzą NBP i KNF, kryptowalutowe giełdy objęto przepisami ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, zaś sami inwestorzy zostali solidnie przeczołgani w trakcie zamieszania dotyczącego stosowania podatku PCC od transakcji. Trudno się dziwić, że w takim otoczeniu największa polska giełda kryptowalutowa Bitbay zdecydowała się na emigrację na Maltę. Niektórzy przedstawiciele branży wciąż jednak walczą – w ostatnich dniach polskie firmy bitcoinowe doniosły do UOKiK na banki, które odmawiają prowadzenia rachunków.
8. Drogie paliwa
W trzy miesiące notowania ropy Brent poszły w górę o 14%, w maju po raz pierwszy od czterech lat osiągając pułap 80 dolarów za baryłkę. „Czarne złoto” jest o blisko 20% droższe niż na początku roku oraz o dwie trzecie droższe niż rok temu. Wzrostu notowań tego strategicznego surowca nie zatrzymały ani rekordowo wydobycie w Stanach Zjednoczonych, ani zwiększenie limitów produkcyjnych przez kraje OPEC, ani nawet zapewnienia Donalda Trumpa (zdementowane), jakoby Saudyjczycy zgodzili się rzucić na rynek dodatkowe dwa miliony baryłek dziennie.
Droga ropa w połączeniu z mocnym dolarem sprawiły, że polscy kierowcy cierpią podczas wizyt na stacjach paliw. Na początku maja ceny benzyny oraz oleju napędowego przekroczyły poziom 5 złotych za litr i później tylko nieznacznie spadły. Według danych BM Reflex średnia detaliczna cena litra Pb95 w Polsce pod koniec czerwca była o 67 groszy wyższa niż rok temu, zaś ON był droższy o 84 groszy na litrze.
9. Niepewne losy Pracowniczych Planów Kapitałowych
Maleją szanse, aby Pracownicze Plany Kapitałowe - czyli jeden z filarów „Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” – zostały uruchomione w lipcu 2019 r., jak wcześniej zapowiadano (pierwotnie miał to być nawet styczeń 2019 r.). Krytyczne uwagi do PPK w dalszym ciągu ma Narodowy Bank Polski. Z kolei Rządowe Centrum Legislacji ostrzega o niekonstytucyjności niektórych zapisów ustawy o PPK. Co gorsza, silną opozycję wobec tego projektu otwarcie prezentują niektórzy wpływowi politycy obozu władzy, w tym zwłaszcza minister energii Krzysztof Tchórzewski. Wydaje się, że mimo wsparcia premiera Morawieckiego idea PPK okazała się polityczną sierotą.
Program PPK był ostatnią nadzieją na stabilny napływ dużego kapitału na warszawską giełdę. Faktycznie przymusowe uczestnictwo milionów pracowników w nowym systemie miało zapewnić kilka miliardów złotych rocznego dopływu na polski rynek kapitałowy, który od kilku lat boleśnie odczuwa absencję OFE. Problem jednak w tym, że zdaniem sceptyków PPK swą konstrukcją wykazuje zbyt duże podobieństwa do OFE.
Przeczytaj także
Projekt ustawy o PPK resort finansów zaprezentował w połowie lutego. Ma to być założeniu dobrowolny (lecz z automatycznym zapisem) i prywatny system oszczędzania emerytalnego. Pracodawca potrącałby z wynagrodzenia pracownika 2% i sam dokładał 1,5%. Pieniądze te byłyby inwestowane na rynku kapitałowym przez prywatne TFI lub Państwowy Fundusz Rozwoju. Rząd szacuje, że PPK obejmą 11 mln osób i po roku 2020 zasilą rynek kapitałowy kwotą 12 mld zł rocznie.
Krzysztof Kolany, Maciej Kalwasiński, Michał Żuławiński, Adam Hajdamowicz































































