Osoby młode, które otrzymują zasiłek zdrowotny, gdyż nie mogą podjąć pracy ze względu na lęki, otrzymują o 100 funtów więcej niż ich pracujący rówieśnicy. Zaświadczenie o ADHD czy lęku wystarcza. Premier Andy Burnham idzie na czołowe zderzenie z przedstawicielami Partii Pracy, zapowiadając rewolucję w polityce socjalnej Wielkiej Brytanii.


Obecnie w Anglii i Walii ponad 4 mln osób pobiera "zasiłek na niezależność osobistą" [ang. Personal Independence Payment - w skrócie PIP], z czego ponad 87 tys. stanowią 16- i 17-latkowie. Wzrosła ona dwukrotnie od 2019 roku i zgodnie z prognozami wydatki budżetowe na ten cel do końca 2030 roku wzrosną do kwoty ponad 41 mld funtów.
Czym jest ten zasiłek? Przyznawany jest jako pomoc w wykonywaniu codziennych czynności oraz pokrycie dodatkowych kosztów utrzymania dla osób zmagających się z długotrwałymi schodzeniami fizycznymi lub psychicznymi oraz z niepełnosprawnością.
Pracują i zarabiają o 100 funtów mniej niż koledzy na zasiłku
"The Times" podlicza, że ponad dwie trzecie osób z grupy 87 tys. nastolatków, które otrzymują tygodniowo 194 funty (ok. 980 zł), przedstawiają zaświadczenia z powodu zaburzeń zdrowia psychicznego i zaburzeń neurorozwojowych tj. lęk, depresja, autyzm i ADHD. W tym samym czasie ich równolatek, który pracuje, otrzymuje średnio tygodniową wypłatę w wysokości 94 funtów (ok. 475 zł).
Przeczytaj także
- Nasz system zasiłków chorobowych nie działa. Zamiast służyć osobom z poważnymi niepełnosprawnościami, tysiące nastolatków otrzymuje prawie 200 funtów tygodniowo z tytułu lęku i ADHD. To absurd - zaznacza sekretarz ds. pracy i emerytur w gabinecie cieni Partii Konserwatywnej Helen Whatel.

Młodym ludziom mówi się, że mają niepełnosprawność, i kieruje się ich do systemu pomocy społecznej. Co gorsza, ci nastolatkowie będą w lepszej sytuacji finansowej niż ich koledzy z klasy, którym udaje się znaleźć pracę w niepełnym wymiarze godzin - wylicza.
Brytyjski premier uderza w dysfunkcyjny system opieki społecznej
Zasiłki mają być uzależnione od tego, "czy młodzi ludzie skorzystają z możliwości, które się przed nimi pojawiają" - zaznacza następca Keira Starmera na Downing Street. To jest dość mgliste kryterium, przy jednoczesnej zapowiedzi, że nie będzie stosował "prymitywnych i brutalnych cięć w celu zmniejszenia pomocy społecznej". To m.in. na tej reformie poległ jego poprzednik.
- Uważam, że jako kraj musimy naprawdę poważnie podejść do kwestii obniżenia wydatków na zasiłki - zaznaczył Andy Burnham w wywiadzie dla BBC. - Niekoniecznie od razu obwiniałbym ludzi. Chciałbym powiedzieć raczej, że w systemie są młodzi ludzie w wieku około 20 lat, którzy zostali poważnie zawiedzeni, ponieważ nie otrzymali wsparcia, kiedy powinno im się ono należeć - dodaje.
Często prowadzi to tylko do pogrążenia ludzi w jeszcze większym kryzysie, a w konsekwencji do jeszcze większych wydatków publicznych w innej części systemu. Potrzebujemy systemu, który przygotowuje ludzi do sukcesu, a nie płaci za porażkę” - kontynuował.
Zaznaczył, że system edukacji ma "obsesję na punkcie ścieżki uniwersyteckiej", a nie zrobił wystarczająco dużo dla młodzieży, która chce się kształcić w szkołach zawodowych, traktując ich jako uczniów drugiej kategorii.
Obecny system zasiłku PIP zaprojektowany został w 2013 roku.
Elitarna dzielnica stała się rynkową pułapką. Domy potaniały o połowę, a kupców wciąż brak
Superdzielnica Londynu nie jest w stanie sprzedać ekskluzywnych rezydencji w stylu gregoriańskim z prywatnymi ogrodami. Mimo przecen nikt nie chce się osiedlić na Montpelier Square w dzielnicy Knightsbridge. Ten przykład to zdaniem ekspertów skupia jak w soczewce problemy brytyjskiego rynku nieruchomości.
opr. aw



























































