Niestety dżentelmeni w naszym kraju zwykle nie rozmawiają o pieniądzach, dopóki nie zaczną ich tracić na własne życzenie. Mój siostrzeniec Paweł jeszcze przed miesiącem był "wielkim traderem" - klikał na giełdzie z dźwignią, aż w końcu rynek sprowadził go do parteru i wyczyścił mu portfel. Gdy oparzył sobie ręce, zarzekał się, że kończy z lewarem raz na zawsze i teraz to już tylko bitcoin, złoto i obligacje. Ale zamiast obligacji wybrał program Earn.


Od porażki Pawła na dźwigni minęło trochę czasu, jeszcze nie opisał mi dokładnie jak to wyglądało, widocznie czas wciąż nie uleczył tej rany, ale bądźcie pewni, że opowiem Wam wszystko, gdy tylko się dowiem. Ostatnio wpadłem do niego na kawę. Paweł siedzi uśmiechnięty, z dumą przestawia laptopa i mówi: "Wujek, rozkminiłem to! Żadnej spekuły, tylko zdywersyfikowany portfel, a do bezpiecznej części znalazłem coś, co płaci lepiej niż lokaty w banku! Trzymam cyfrowe dolary na programie Earn i mam 15% rocznie!"
Zastygłem z filiżanką w dłoni. Okazało się, że chłopak po wejściu w życie unijnych przepisów MiCA odpala przez VPN zagraniczną, nieregulowaną giełdę i wpłaca tam oszczędności, święcie przekonany, że znalazł "magiczne konto oszczędnościowe". Też nie lubię biurokracji i ograniczeń, ale znajmy ryzyko. Paweł zamienił właśnie granat bez zawleczki na tykającą bombę zegarową.
Wielkie porządki po 1 lipca. Co stało się w Europie?
Dla niektórych ten dzień był początkiem wakacji, dla branży krypto był końcem wakacji od unijnego rozporządzenia MiCA. Okres przejściowy przestał obowiązywać. Wraz z nim skończyła się możliwość świadczenia przez giełdy kryptowalut w UE usług "Earn" rozumianych jako obietnica wysokich zysków dawanych klientom za blokowanie na ich platformach stablecoinów.
Takie nieprzejrzyste instrumenty oferowały często znacznie lepszy zwrot niż lokaty czy rządowe obligacje, ale w zdecydowanej większości przypadków, nie było wiadomo skąd pochodzą te zyski. Dziś w Unii Europejskiej nie ma już mowy o takim udawaniu banku.

Co zatem zostało na legalnym rynku? Platformy, które zdobyły unijne zgody - jak Kraken, OKX, Bitpanda czy Bitvavo - oferują usługi "Earn" w oparciu o czysty, techniczny Staking w sieciach Proof-of-Stake (PoS). Zgodnie z artykułem 75 rozporządzenia MiCA, usługa ta jest ściśle traktowana jako czynność poboczna do przechowywania aktywów. Giełda musi wyłożyć karty na stół: informuje o ryzykach błędów w kontraktach, o tzw. ryzyku slashingu, czyli kar sieciowych dla walidatorów, a zysk nie bierze się z czarodziejskiego kapelusza, tylko z delegowania środków do zapewniania ciągłości funkcjonowania blockchaina określonej kryptowaluty.
Skąd naprawdę biorą się wysokie procenty?
Paweł ominął jednak unijne blokady przez VPN i poleciał na nieregulowaną giełdę offshore, bo tam wciąż obiecują dwucyfrowe zyski bez pytania o papierologię. Mój siostrzeniec zapomniał o uniwersalnej rynkowej prawdzie.
- Najprostsza zasada brzmi: im wyższy "gwarantowany" zysk, tym większa powinna być nasza podejrzliwość - ostrzega prof. Krzysztof Piech. - W banku odsetki biorą się z tego, że bank pożycza pieniądze dalej; w krypto też trzeba zapytać: kto i na czym zarabia na to moje oprocentowanie?
Profesor zwraca uwagę na mechanizm, o którym ulica po prostu nie chce pamiętać. Część z tego typu projektów utrzymuje się z czystej inflacji, czyli wypłaca "odsetki" z bieżącego mintowania, czyli dodruku nowych tokenów. Kiedy rusza machina marketingowa, popyt rośnie i cena się trzyma. Ale gdy entuzjazm opada, podaż wydrukowanych tokenów zalewa rynek, cena leci w przepaść, a cały projekt stopniowo wygasza działalność.
- Rynek krypto to wielki cmentarz upadłych projektów, które nie wytrzymały próby rynkowej. Pamiętajmy o tym - podsumowuje prof. Piech.
Obligacja kontra pożyczka wysokiego ryzyka
Największy błąd mojego siostrzenicy - i pewnie wielu podobnych mu inwestorów - polega na myśleniu, że stablecoin w programie Earn to w zasadzie cyfrowy odpowiednik państwowej obligacji czy lokaty. Nic bardziej mylnego.
- Obligacja skarbowa to kotwica w portfelu. Ma określonego emitenta (państwo), określony termin wykupu, roszczenie prawne i nadzór - tłumaczy prof. Aleksander Mercik. - Program "Earn" na giełdzie krypto to coś zupełnie innego, choć ubrane w te same słowa. Kiedy "deponuję" stablecoiny i dostaję "odsetki", w rzeczywistości najczęściej pożyczam swoje środki giełdzie albo jej kontrahentom, którzy gdzieś je dalej obracają. Jeśli nie potrafię tego jasno wytłumaczyć, to znaczy, że ryzyko jest ukryte - a nie że go nie ma.
Profesor Mercik przypomina z całą surowością - to nie jest depozyt. Nie ma tu Bankowego Funduszu Gwarancyjnego ani żadnej państwowej osłony. Wpłacając tam środki, stajesz się po prostu niezabezpieczonym wierzycielem prywatnej, często zarejestrowanej w raju podatkowym firmy.
- "Stabilny" nie znaczy "gwarantowany". Przykład: w 2022 r. stablecoin UST (Terra) rozpadł się do zera. Popularny USDC chwilowo stracił parytet przy kłopotach banku SVB - podkreśla prof. Mercik, podsumowując, że program Earn na giełdzie krypto to nie żaden substytut obligacji, ale produkt bliższy pożyczce wysokiego.
Podsumowanie
Przetłumaczyłem to Pawłowi prostym językiem: jeśli pożyczasz pieniądze koledze z podwórka, który obiecuje Ci oddać 15% więcej za rok, ale nie mówi, skąd weźmie tę kasę ani na co wyda, to właśnie udzieliłeś mu pożyczki wysokiego ryzyka.
Jeśli po 1 lipca 2026 roku szukacie pasywnego dochodu na licencjonowanych w UE platformach oferujących czysty staking PoS - przynajmniej wiecie, z czym to się wiąże i jakie zasady narzuca MiCA. Ucieczka przez VPN na nieregulowane giełdy w głąb rajów podatkowych po to, by gonić za dwucyfrowym procentem na stablecoinach, to proszenie się o tragedię.
Wszystkie zapiski z mojego dziennika znajdziecie w tym miejscu. Zapraszam też do odwiedzin na moim Facebooku. Maile możecie słać na adres janusz.krypto@bankier.pl.































































