5 ciosów Chin w USA

redaktor Bankier.pl

Donald Trump ewidentnie przestał się patyczkować i w końcu postanowił skarcić Chińczyków za nieuczciwe praktyki gospodarcze. Czy to już początek wojny handlowej z prawdziwego zdarzenia? Odpowiedź na to pytanie zależy od stylu, w jakim prezydentowi USA odpowie Pekin. Chińczycy mają do dyspozycji 5 ciosów - jedne są tak szybkie i zręczne, że umykają oku postronnego obserwatora, inne są zadawane z wielkim rozmachem, ale nie powinny przesadnie zaboleć.

Zaczęło się od potężnego zamachu. Donald Trump zapowiedział, że nałoży zaporowe cła na import stali i aluminium. Oberwać miał newralgiczny (bardzo duże zatrudnienie, już występujący przerost mocy produkcyjnych) sektor gospodarek sojuszników USA - Kanady, Meksyku, Brazylii, Korei Południowej czy Unii Europejskiej. W zasięgu ciosu znalazły się co prawda i Państwo Środka, ale nie miał on prawa specjalnie zaboleć Chińczyków. Ostatecznie cios został wymierzony, lecz nie pięścią, a otwartą ręką i ominął popleczników Stanów Zjednoczonych.

Ale równocześnie Amerykanie szykowali silniejsze uderzenie, które ma trafić w newralgiczny punkt głównego rywala. W końcu Trump odwinął się i rąbnął: USA nałożą zaporowe taryfy na chińskie towary. I to nie byle jakie, bo dzieła nie tylko chińskich rąk, ale i umysłu - symbole modernizacji Państwa Środka, już nie jak kiedyś produkujące tanie "szmaty", a produkty najbardziej zaawansowane - roboty, koleje wysokich prędkości, samochody elektryczne, biofarmaceutyki czy sprzęt kosmiczny. Wszystkie zidentyfikowane przez "cesarza" Xi jako kluczowe w strategii "Made in China 2025".

Taka przynajmniej jest koncepcja amerykańskiej administracji, bo oficjalnej listy jeszcze nie znamy. Co więcej, wcale nie jest jasne, czy Trump przypadkiem nie ma w głowie jeszcze potężniejszego ciosu. Jak zauważa JP Morgan, nie wiadomo, czy kwota podawana przez media (do 60 mld dolarów) dotyczy rocznej wartości dóbr importowanych do USA, które mają zostać objęte cłami, czy kwoty, która ma być zebrana w wyniku nałożenia taryf. W tym drugim przypadku, cłami zostałyby objęte towary o zawrotnej wartości 200 mld dolarów, czyli 40 proc. amerykańskiego importu z Chin. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale Trump nie raz już zaskakiwał.

W jakim stylu odpowiedzą Chińczycy?

To, czy będziemy świadkami (i niestety ofiarami) prawdziwej wojny handlowej, zależy od odpowiedzi Pekinu. Chińczycy mają pięć głównych stylów do dyspozycji. Ale mogą też wyciągnąć rękę na zgodę. Na rzucenie ręcznika nie ma co liczyć.

Pierwsze uderzenie już zostało zadane. 120 produktów importowanych z USA do Chin zostanie objętych dodatkowym cłem w wysokości 15 proc., a 8 kolejnych - 25 proc. Na liście znalazły się m.in. owoce, orzechy, wino i stal zbrojeniowa (pierwsza grupa) oraz wieprzowina i aluminium z recyklingu (druga grupa). Rocznie Chińczycy płacą za te towary 3 mld dolarów podmiotom z terenów USA. Taki cios to ostrzeżenie, pokaz, że nie można bezkarnie zatrzymać wędrówki klucza chińskich żurawi w poszukiwaniu pożywienia na całym świecie.

Ale na liście nie znalazły się kluczowe produkty eksportowane ze Stanów za Mur - soja czy samoloty. Być może jest to wyraz przezorności chińskiego lamparta, który nie ma pewności, czy ofiara znalazła się już w jego zasięgu. Soja jest niezbędna do hodowli świń, ulubionego przez Chińczyków źródła białka. Portfele mieszkańców Państwa Środka są coraz grubsze, dzięki czemu mogą sobie oni coraz częściej pozwolić na konsumpcję mięsa. Dlatego część ekspertów ma wątpliwości, czy komuniści mogą się zdecydować na nałożenie wysokich ceł, które mocno odbiją się na portfelach zwykłych Chińczyków. Pekin jest na razie, i będzie jeszcze przez lata, zmuszony godzić się na głęboką zależność od zagranicznych dostawców żywności, lecz stara się także zwiększyć produkcję wewnętrzną. Jeśli soja z USA będzie zbyt droga, trzeba będzie ją nabyć gdzieś indziej. Najbardziej oczywistym kierunkiem jest Brazylia, ale mówi się również o Polsce. Podobnie jest z samolotami - maszyny zamiast Boeinga może przecież dostarczyć jego główny konkurent - Airbus. A w przyszłości Chińczycy i tak postawią na samoloty produkowane przez krajowe firmy.

Dlatego jest bardzo prawdopodobne, że i to uderzenie dosięgnie amerykańskiej szczęki. I to w newralgicznym miejscu - produkcja płodów rolnych eksportowanych do Chin jest istotną gałęzią gospodarki w kilku tzw. "swing states", czyli stanach nieopowiadających się zawsze po jednej stronie sporu politycznego w USA, m.in. Iowa, Minnesota, Ohio, oraz w kilku popierających republikanów i Trumpa - Nebrasce, Indianie czy Missouri. A za Oceanem wielkimi krokami zbliża się (choć właściwie trwa non stop) kampania wyborcza.

Taki cios byłby dość widowiskowy i bolesny, ale niezbyt inteligentny - prowokowałby tylko do silniejszych retorsji. I jeszcze przed erą Xi Chiny pewnie by się na niego nie zdecydowały. Ten czas się już jednak skończył - Pekin nie jest może jeszcze dorosłym tygrysem, królującym w światowej dżungli, ale ma świadomość swojej siły i instynkt bezwzględnego zabójcy. Dlatego taryfy na amerykańskie produkty rolne powinny być kwestią czasu.

Ale prawdziwe uderzenie będzie szybkie i początkowo niezauważalne, niczym ukąszenie jadowitego węża czającego się w wysokiej trawie. Chiny uderzą po cichu w amerykańskie firmy produkujące za Murem. Odetną spółkom z USA dostęp do strategicznych półproduktów. Wyprą Amerykanów z innych rynków, nawet ponosząc krótkookresową stratę. Po co celować w głowę przeciwnika, gdy można go obalić na ziemię, kopiąc w goleń? Zagraniczne korporacje już teraz z trudem przedzierają się przez regulacyjną dżunglę za Murem. W gąszczu czają się gotowe w każdej chwili zaatakować drapieżniki - hordy inspektorów, celników, strażaków, policjantów, sędziów czy nadzorców rynków. Jest też inna potężna siła, której nie można lekceważyć - ponad miliard chińskich konsumentów, odpowiednio podburzonych przez rząd, gotowych na bojkot amerykańskich towarów.

Na tym kończą się scenariusze najbardziej prawdopodobne, czas na prawdziwe uderzenia nokautujące. Pierwszy to dewaluacja juana. Byłby to cios nokautujący, ale prędzej dla Pekinu i partii komunistycznej niż USA. Spadek wartości chińskiej waluty wzmocniłby co prawa niektórych eksporterów (tych najmniej polegających na dostawach komponentów z zagranicy), ale ponownie obudził grozę w sercach zwykłych Chińczyków i inwestorów, zachęcając ich do ucieczki z oszczędnościami za granicę. Lata 2015-16 pokazały, że taka zabawa może być baaardzo kosztowna. Dlatego taki cios zapewne nie padnie.

Ostatni styl, po jaki może sięgnąć Pekin to prawdziwe wyjście smoka. Mowa o wyjściu z amerykańskich obligacji skarbowych - Chińczycy w łagodniejszym scenariuszu mogliby przestać kupować papiery emitowane przez rząd USA, a w drastycznym nawet zacząć je zrzucać na rynek. Ewentualnie zacząć rozpuszczać plotki o takich możliwościach na rynku. Jest to jednak ścieżka nie tylko do kryzysu w USA, ale i za Murem. I na razie Chiny nie są jeszcze gotowe, żeby nią podążyć.

Może się to jednak wydarzyć w bardziej odległej przyszłości, i to właśnie dzięki Donaldowi Trumpowi. Nowe cła będą sprzyjały opornie idącej reformie chińskiej gospodarki - porzuceniu uzależnienia od dolara i eksportu, wyższej konsumpcji i niższym oszczędnościom czy ograniczeniu zadłużenia.

Chiny poczekają aż Trump znokautuje się sam

Oczywiście wcale nie jest powiedziane, że Xi zrewanżuje się Trumpowi poważniejszym ciosem. Równie dobrze Chińczycy mogą odpowiedzieć rozważnie, tylko w takim stopniu, by zachować twarz i skończyć pojedynek rozejmem. W końcu po co przystępować do walki, której nie można wygrać? Prezydent USA mówił, że chciałby, żeby deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych z Państwem Środka zmniejszył się o 100 mld dolarów. Od kilku lat nie jest to przesadnie trudne - wystarczy, że Chiny będą kupować od Amerykanów więcej ropy i gazu. W takim wypadku ucierpią inni dostawcy surowców energetycznych, ale świat i tak odetchnie z ulgą, że udało się uniknąć poważnego konfliktu między największymi potęgami.

Jedno jest pewne, Chińczycy nie muszą nawet podnosić ręki, by dostało się Amerykanom. Nakładając cła na towary zza Muru, Trump uderza głównie w obywateli USA, którzy będą musieli więcej płacić za kupowane towary, i amerykańskie spółki, zmuszone nabywać po wyższych cenach komponenty niezbędne do wytworzenia "amerykańskich" produktów.

Najnowsze wieści zza Muru

Najnowsze wieści zza Muru

Więcej informacji, komentarzy i analiz dotyczących gospodarki Chin znajdziesz w naszej nowej sekcji.

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 10 ajwaj

@modulometer 2018-03-24 20:
nie mam ani zyczen do $$$, ani zielonych $$$ :)
Tekst pochodzi z OILPRICE.COM, przyjelo sie do wiadomosci, jako fakt > chinscy przyjaciele NAJWIEKSZY importer ropy, ruszaja z oil-futures 26.03.2018
> nie mniej, nie wiecej :)

! Odpowiedz
19 4 talmud

haahaha ale usmielismy sie - ajgoj predziej ty bedziesz nosil yarmulke

buahahaha "smiertelny cios dla...." hihihihi

! Odpowiedz
3 8 open_mind

Zajmij się lepiej serialem Złotopolscy i nie zawracaj głowy

! Odpowiedz
4 15 ajwaj

Jak nizej + update:
- 24.03.2018
""To może być śmiertelny cios dla już słabnącego dolara USA i wzrostu juana jako dominującej waluty światowej.""
""26 marca Chiny rozpoczną wreszcie kontrakt futures na ropę naftową zdominowany przez yuana. W ciągu ostatniej dekady pojawiło się wiele "fałszywych gwiazdek", ale tym razem umowa została zatwierdzona przez Chińską Radę Stanu.""

https://oilprice.com/Geopolitics/International/China-Prepares-Death-Blow-To-The-Dollar.html

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
9 12 modulometer

Gdybyś wasć jeszcze to udowodnił a nie poprzestawał na pobożnych życzeniach... Wedle mitomanów Chiny mają zatopić dolara wysypując amerykańskie obligacje. No problem taki ze Chiny mają ledwie 6% amerykańskiego długu.. Tak naprawdę olbrzymią większośc amerykańskich obligacji ma w kieszeni FED. Dokładnie tak samo jak japońskie obligacje ma emitent Jena - BOJ. Dla porównania - Chiny mają o ile pamięć mnie nie myli 14% polskiego długu zagranicznego. Czyli 14% z ok 250mld USD. O wiele łatwiej wywrócić im Polskę niż USA. Dlaczego Japonia nie bankrutuje a Jen rośnie jak na drożdżach w sytuacjach podbramkowych? Każdy sobie sam odpowie

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 5 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
14 18 rttyuiop

"Chiny poczekają aż Trump znokautuje się sam"

! Odpowiedz
4 3 open_mind

Yeah... That's not gonna happen... https://www.youtube.com/watch?v=nEdPhRa0k_A

! Odpowiedz
4 17 niepelnosprawny_org

ale bruce lee był amerykaninem... jak z obrazku...

! Odpowiedz
40 29 talmud

co za bzdury - takie "analizy" prosto jak z pudelka :):)

HAHAHAAA

I te metafory.....buyaahahhaa

! Odpowiedz