Kevin Warsh zarzekał się, że nie odpuści zbyt wysokiej inflacji, ale stóp procentowych podnieść nie chciał. Uczestnicy rynków trochę nie bardzo wiedzą, co o tym wszystkim myśleć. Dolar się osłabił, giełdy spadły, ale ceny Treasuries wzrosły. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.


Przedział stopy funduszy federalnych pozostał bez zmian, w zakresie 3,50-3,75% - oznajmił w środowym komunikacie Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC). Tego z grubsza wszyscy się spodziewali. Ale rynek terminowy na 30% wyceniał szanse 25-punktowej podwyżki. Ponadto 3 z 12 członków Komitetu poparło taką właśnie podwyżkę. To nowy standard w banku centralnym USA, w którym przez ostatnie dekady starano się podejmować decyzje w trybie konsensusu.
Treść komunikatu FOMC praktycznie niczego nie zdradzała, bo niemal w całości została przekopiowana z wersji czerwcowej. - Inflacja pozostaje podwyższona względem 2-procentowego celu Komitetu, po części odzwierciedlając szoki podażowe, które napędziły wzrost cen w niektórych sektorach, włączając w to energię – napisano w lipcowym komunikacie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. - Komitet dostarczy stabilność cen - dodano.
Zobacz także
Kevin ostro mówi…
Zwyczajowo pół godziny później na mównicę wyszedł przewodniczący Rezerwy Federalnej. Kevin Warsh wystąpił w tej roli po raz drugi. Mówił mocno, zdecydowanie i zwięźle. - Dla niektórych gospodarstw domowych i przedsiębiorstw ostatnie 5 lat wysokiej inflacji pozostawiło błędne przekonanie, że trudno będzie ją zdławić. Ale Fed nie ma żadnego nieoficjalnego celu powyżej 2%. Powtórzę: nie ma żadnego rozmiękczenia celu inflacyjnego. Nie za kadencji tego Komitetu. Jest tylko jeden cel i wynosi on 2% - z przekonaniem powiedział szef Fedu Kevin Warsh.
Elementarna logika podpowiadałaby, że skoro nowy przewodniczący Rezerwy Federalnej faktycznie chciałby odzyskać wiarygodność banku centralnego i zrealizować 2-procentowy cel, to powinien szybko podnieść stopy procentowe. Jak to mawiają u nas: „robimy, nie gadamy”. Tymczasem przewodniczący Warsh zapytany wprost, dlaczego w takim razie nie zagłosował za podwyżką stóp procentowych, zaczął kluczyć i powoływać się na rynek.

- Stopy są wyższe, niż były 42 dni temu. Rynek je podniósł na rynku obligacji skarbowych – tak na pytanie dziennikarza odparł szef Fedu, zapytany o to, dlaczego stóp nie podniesiono już dzisiaj.
… ale niewiele robi
Jeśli bankier centralny rzeczywiście jest przekonany, że statutowy mandat jego instytucji nie jest realizowany, to powinien niezwłocznie podjąć decyzje, które pozwoliłyby go zrealizować. W tym momencie, gdy bezrobocie w USA jest niskie, a inflacja zbyt wysoka, podręczniki mówią jedno: Kevin, podnieś te cholerne stopy!
A nie mów nam o rynku, o ekonomii i swoim niezachwianym zobowiązaniu do zapewnienia 2-procentowej inflacji. To wszystko ładnie brzmi, ale niczego nie zmienia. Inflacja nadal hasa sobie daleko powyżej celu. I tak już od ponad 5 lat – jak sam wspomniałeś.
- Podczas konferencji prasowej po posiedzeniu FOMC K.Warsh przyznał, że Fed gorzej realizuje cel inflacyjny niż cel pełnego zatrudnienia, uznając że wyższe stopy „mogą być częścią rozwiązania” tego problemu i deklarując, że Fed „nie zawaha się działać” – napisali w komentarzu analitycy PKO BP. - Szef FOMC nie wyjaśnił, dlaczego nie głosował za podwyżką stóp (oraz unikał forward guidance), stwierdzając jedynie, że rynek częściowo zastąpił działania Fed poprzez ostatnie wzrosty rentowności – odnotowali w PKO BP.
Więc rynek nie wie, co o tym wszystkim sądzić
Stąd też reakcja rynków finansowych była co najmniej niejednoznaczna. Rynek walutowy reagował tak, jakby Fed wręcz stopy obniżył. Dolar osłabiał się względem euro, a kurs EUR/USD wzrósł z niespełna 1,14 do blisko 1,15. Najwyraźniej część uczestników rynku na poważnie brała pod uwagę możliwość podwyżki stóp o 25 pb.
Na mocno „jastrzębie” słowa przewodniczącego Warsha początkowo w ogóle nie zareagowała też Wall Street, gdzie indeksy zdołały nawet odrobić początkowe straty i wyjść nad kreskę. Posiadacze akcji mogli odetchnąć z ulgą, że Fed stóp jednak nie podniósł. Co prawda finalnie Nasdaq i S&P500 zanotowały tego dnia dotkliwe straty, ale za te spadki w znacznej mierze odpowiadał pozostający ostatnio pod presją sektor technologiczny.
Ale już zupełnie co innego „powiedział” rynek długu, na którym podczas wystąpienia Kevina Warsha doszło do silnego spadku rentowności obligacji skarbowych. Rentowność 2-letnich Treasuries spadła aż o 10 pb.: z 4,34% do 4,24%. Ale w przypadku rentowności 10-letnich obligacji rządu USA rentowność wzrosła z 4,62% do 4,72%. Wygląda to tak, jakby rynek długu nieco stracił wiarę w rychłe podwyżki stóp w Fedzie, ale równocześnie wkalkulował w ceny długoterminowych papierów dłużnych wyższą inflację w Stanach Zjednoczonych.
- Jeśli naprawdę chcemy osiągnąć 2 proc., uważam, że musimy podnieść stopy procentowe – nie owijał w bawełnę Jeffrey Gundlach z DoubleLine wypowiadający się dla CNBC. - Po konferencji prasowej rentowność długoterminowych obligacji znacznie wzrosła, ponieważ strażnicy rynku obligacji mówią: »Jeśli naprawdę chcesz, żebyśmy uwierzyli w twoją retorykę, musisz zacząć działać« – dodał Gundlach.
Można by też rzec, że „jastrzębiej” narracji nowego szefa Rezerwy Federalnej kompletnie nie kupił rynek złota. To tylko w środę wieczorem podrożało o ok. sto dolarów na uncji. A przecież gdyby wiara w sprowadzenie inflacji do 2-procentowego celu została ugruntowana, to złoto powinno raczej tanieć, aniżeli drożeć. „Czyny, nie słowa” – zdawał się mówić rynek złota do Kevina Warsha.
Reasumując, po środowym wystąpieniu szefa Fed rynek terminowy już na 63% wycenia szanse wrześniowej podwyżki stopy funduszy federalnych – wynika z danych FedWatch Tool. Dzień wcześniej prawdopodobieństwo to było wyceniane na 57%, a miesiąc wcześniej na niespełna 51%. Rynek długu oraz złota chyba nie uwierzyły w „jastrzębie” deklaracje Kevina Warsha. A dolar zachował się wręcz tak, jakby szef Fedu stopy obniżył.
Następne posiedzenie FOMC odbędzie się w dniach 15-16 września. Do tego czasu poznamy jeszcze dwa odczyty inflacji CPI oraz dwa raporty z rynku pracy. Zapewne sporo będzie też zależało od sytuacji na Bliskim Wschodzie, cen ropy naftowej i presji wywieranej przez prezydenta Trumpa (który chciałby stóp jak najniższych, najlepiej pewnie zerowych). Tymczasem szacowana przez model Fedu z Cleveland lipcowa inflacja CPI dla Stanów Zjednoczonych wynosi 3,42%. Czyli jakieś pb. powyżej 2-procentowego celu.




























































