Czwartkowa sesja na Wall Street przyniosła silne odbicie na Nasdaqu napędzane mocnym odreagowaniem w sektorze producentów półprzewodników. Paliwa do wzrostów dały też mocarne wyniki Microsoftu. A na wszystko przyzwolił Kevin Warsh, który nie poparł podwyżki stóp procentowych.


Nasdaq Composite poszedł w górę o 2,78%, docierając na wysokość 25 122,18 punktów. Było to silne odbicie po sześciu spadkowych sesjach z rzędu i utracie przez ten benchmark prawie 10% w czerwcu i lipcu. Ogółem przez ostatnie 10 sesji Nasdaq pod kreską zamknął 9 z nich.
Ton temu czwartkowemu odbiciu nadawały mocno przeceniono w ostatnich tygodniach gorące akcje producentów procesorów i pamięci komputerowych. Walory Micron Technology zwyżkowały o ponad 18%, Intela o przeszło 11%, zaś AMD o 13%. Nie można przy tym zapominać, że choć wspomniany tu Micron w lipcu został przeceniony o jedną czwartą, to wciąż jest o 206% droższy niż na początku roku. To pokazuje skalę zmienności i „rozdygotania” w tym niezwykle popularnym sektorze rynku akcji.
Ciąg do rakietowych silników hossy dodały także papiery starego Microsoftu, których kurs poszedł w górę o 15,5% po publikacji znakomitych wyników kwartalnych. Gigant z Redmont w samym II kwartale uzyskał sprzedaż na poziomie przeszło 90 mld dolarów i zysk netto rzędu 35,77 mld USD. Świetny wynik osiągnęły wyniki „chmury” Azure, a swoje trzy miliardy do zysku netto dodało przeszacowanie wartości udziałów w laboratorium AI Anthropic.
- To są kluczowe akcje. Inwestorzy nie się zdecydować, czy zwrot z kapitału na potężnych inwestycjach w AI okaże się bezwartościowy, czy też nie – skomentował Jed Ellerbroek z Argent Capital Management wypowiadający się dla agencji Reuters.

W rezultacie indeks S&P500 wzrósł w czwartek o 1,66% i sięgnął 7 437,63 pkt. Średnia przemysłowa Dow Jonesa zyskała 1,19% i zameldowała się na poziomie 52 208,06 pkt.
Nie jest wykluczone, że czwartkowych wzrostów by nie było, gdyby mocno niejednoznaczna postawa szefa Rezerwy Federalnej. Kevin Warsh podczas środowej konferencji prasowej brzmiał bardzo „jastrzębia” i deklarował twardą walkę z inflacją, ale nie zagłosował za podwyżką stóp procentowych. „Czyny, nie słowa” – zdawał się mówić rynek finansowy.
Sprzyjające były też dane spływające z gospodarki USA. Wprawdzie PKB Stanów Zjednoczonych w II kwartale nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań, ale jego struktura w postaci mocnej konsumpcji i wciąż silnych inwestycji prezentowała się bardzo zachęcająco. Cieszył też – wprawdzie oczekiwany i zgodny z oczekiwaniami – spadek czerwcowego deflatora wydatków konsumenckich (PCE). Był to pierwszy miesięczny spadek tego wskaźnika od 2020 roku. Oczywiście to efekt historyczny i napędzany tańszymi paliwami, które w lipcu już mocno zdążyły podrożeć. Był to jednak dzień, w którym rynek akcji chwytał się każdego pretekstu do wzrostów.
Ulgą dla rynku akcji był też 2-procentowy spadek cen ropy naftowej mimo wciąż bardzo negatywnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Wart odnotowania jest także wyraźny wzrost notowań złota, co można wiązać z osłabieniem dolara i brakiem zaostrzenia polityki pieniężnej przez Fed.
W tym całym zamieszaniu warto spojrzeć też na trochę niszowy rynek długoterminowych obligacji skarbowych. Tam rentowność 30-letnich Treasuries wzrosłą do 5,24% i osiągnęła najwyższy poziom od 19 lat. To dość jasny sygnał, że inwestorzy z rynku długu nie za bardzo wierzą w obietnice szefa Fedu sprowadzenia inflacji trwale do 2%. Gdyby tak było, to rentowności tych papierów pozostałyby znacznie niższe.































































