REKLAMA

10 najważniejszych wydarzeń w świecie pieniądza w 2018 roku

Krzysztof Kolany2018-12-31 10:40główny analityk Bankier.pl
publikacja
2018-12-31 10:40
fot. Mateusz Szymański / Bankier.pl

Po wybitnie nudnym roku 2017 ustępujący rok był wyjątkowo niespokojny. Nieobecna zmienność z pełną mocą powróciła na rynki finansowe. Światowa gospodarka dostała drgawek. Zapraszam na subiektywne podsumowanie finansowego A.D. 2018.

To już szósty tekst z cyklu "10 najważniejszych wydarzeń roku w świecie pieniądza". Zachęcam do spojrzenia na podsumowania "listy przebojów" z poprzednich lat:

Najważniejsze wydarzenia 2017 roku w świecie pieniądza

Najważniejsze wydarzenia 2016 roku w świecie pieniądza

Najważniejsze wydarzenia 2015 roku w świecie pieniądza

10 najważniejszych wydarzeń w świecie pieniądza w 2014 roku

10 najważniejszych wydarzeń finansowych 2013 roku

10. Postępujący etatyzm w polskiej gospodarce

W roku 2018 trend zwiększania roli państwa w gospodarce uległ nasileniu. Nie jest to zjawisko nowe, bo zapoczątkowane zostało już w „późnym” okresie rządów Donalda Tuska. Ale obecna władza coraz mocniej ingeruje w życie gospodarcze. Wprowadzane są nowe podatki (tzw. exit tax, podatek od nieruchomości komercyjnych. „danina solidarnościowa”) i nowe ograniczenia w prowadzeniu działalności gospodarczej. Rośnie też siła aparatu fiskalnego, który może bez żadnego uzasadnienia zablokować każdy rachunek bankowy. Pomimo hucznych deklaracji rządu (tzw. konstytucja biznesu) indywidualny przedsiębiorca pozostaje bez szans w konfrontacji z urzędnikami skarbówki.

Ponadto państwo wypiera sektor prywatny z kolejnych obszarów gospodarki. Po „repolonizacji” banków i energetyki „uspołeczniane” są branże, w których udział państwa nie ma kompletnie żadnego uzasadnienia. Najbardziej kuriozalnym tego przykładem była renacjonalizacja kolejki na Kasprowy Wierch, za którą zresztą PFR sporo przepłacił. Rząd Morawieckiego rozwija także państwowy monopol hazardowy – Totalizator Sportowy z impetem wszedł na rynek „jednorękich bandytów”.

Najnowszym absurdem są plany utworzenia Polskiego Holdingu Hotelowego. Mamy zatem powrót do „czasów słusznie minionych””, gdy państwo usiłowało kontrolować każdy aspekt życia obywateli. W 2019 roku czekamy na nacjonalizację Orange Polska, Biedronki, FlixBusa, CD Projektu i prezes jeden wie, czego jeszcze. Do tego dodajmy nieudolne ręcznie starowanie państwową energetyką, co zapewne doprowadzi nas do powrotu znanych z PRL "stopni zasilania".

9. Hossa na grach, bessa na „maluchach”

Inwestorzy z Książęcej nie będą mogli zaliczyć roku 2018 do udanych. WIG stracił 9,5%, a WIG20 poszedł w dół o 7,5%. Ale prawdziwy dramat rozegrał się na spółkach średnich, mniejszych i zupełnie małych. mWIG40 zaliczył spadek o ponad 19%. Zrzeszający giełdowe „maluchy” sWIG80 poleciał w dół o przeszło 27%, co jest najgorszym rezultatem od 7 lat. Jeszcze gorzej jest wśród giełdowej drobnicy, czyli spółek z WIG-u niewchodzących w skład WIG20, mWIG40 i sWIG80. Takich walorów na GPW jest ponad 200 i dla inwestorów indywidualnych stanowią „sól’ giełdy.

Skalę bessy na GPW chyba najlepiej obrazuje indeks cenowy, którym każda spółka ma identyczną wagę, niezależnie od swojej kapitalizacji. Tak liczony indeks cen polskich akcji od początku 2018 roku spadł o 29% i znajduje się w trendzie spadkowym od marca 2017 roku, tracąc w tym czasie ok. 45%. Tylko 1 na 5 walorów tworzących WIG zakończył rok 2018 na plusie. Mediana stóp zwrotu na spółkach z WIG-u wynosi -20%. Mamy więc krajobraz charakterystyczny dla dojrzałej bessy.

Były jednak takie zakamarki rynku, w których można było porządnie zarobić. Pomimo ostrej korekty z września i października akcjonariusze CD Projektu końca rok z zyskiem 50%. Kurs innego producenta gier komputerowych – Playwaya – wzrósł o 112%. A notowane na rynku NewConnect papiery Farm51 mimo listopadowego krachu zakończyły rok z zyskiem 171%. Przez większość 2018 roku to właśnie spółki growe dostarczały inwestorom najwięcej zysków i wzbudzały najwięcej emocji. Istnieje jednak poważne ryzyko, że kilkuletnia i spektakularna hossa w branży gamingowej jesienią 2018 roku dobiegła końca.

/ Bankier.pl

W cieniu modnych spółek growych pozostała stara branża paliwowa, która także zaliczyła bardzo udany rok. Akcje Lotosu podrożały o 55%, Orlenu o 5,8%, a MOL-a o 5,8%. Całkiem nieźle jak na rynek, który wszakże znajduje się w stanie bessy i powolnego upadku charakteryzującego się spadkiem liczby notowanych spółek.

8. Ustawowa reglamentacja handlu

Mało który zakaz tak mocno podzielił Polaków, jak wprowadzony w marcu zakaz pracy w placówkach handlowych w niektóre niedziele. Mieszkańcy Polski nie mogąc się połapać w zawiłościach nowych przepisów co tydzień klikali na teksty zatytułowane „Czy w tą niedzielę sklepy będą nieczynne?” – bijąc rekordy klikalności na łamach Bankier.pl (i nie tylko tam). Legendarną polską pomysłowością wykazali się właściciele sieci handlowych, „przebranżawiając się” w placówki pocztowe czy punkty obsługi podróżnych.

/ Credit Agricole.

Postępujący niedzielny zakaz handlu był kolejnym ograniczeniem wolności gospodarczej w Polsce, który zasadniczo przeszedł bez żadnych aktów sprzeciwu w społeczeństwie. Dyskusja dotyczyła nie kwestii ideowych, lecz ekonomicznych. Spierano się, w jakim stopniu obostrzenia w handlu wpłynie na koniunkturę gospodarczą, zatrudnienie w sklepach czy zachowania konsumentów. Według obliczeń ekonomistów Credit Agricole każda „niehandlowa” niedziela obniżyła roczną dynamikę realnej sprzedaży detalicznej o jeden punkt procentowy.

7. Narodowy Bank Polski zwiększył rezerwy złota

Tego chyba nikt się nie spodziewał. Pod koniec września gruchnęła wiadomość, że Narodowy Bank Polski po raz pierwszy od 20 lat dokonał zakupów złota. Było to także pierwsze w XXI wieku zwiększenie rezerw kruszcu przez bank centralny kraju Unii Europejskiej. NBP kupował „barbarzyński relikt” w lipcu, sierpniu, wrześniu i październiku, łącznie nabywając 24,7 ton, zwiększając rezerwy złota o jedną czwartą.

Ale już w danych za listopad nie było widać aktywności polskiego banku centralnego na rynku złota. Nie wiadomo, czy oznacza to tylko przerwę w zakupach królewskiego metalu, czy też to sygnał, że proces zwiększania rezerw złota został zakończony. Kierownictwo NBP zwyczajowo nie komentuje swojej strategii zarządzania rezerwami walutowymi. Niemniej jednak udział złota w całości polskich rezerw na poziomie 4,4% pozostaje stosunkowo niski.

/ NBP.

W ślady NBP poszedł Węgierski Bank Narodowy, który w październiku poinformował o 10-krotnym zwiększeniu zasobów „barbarzyńskiego reliktu”, kupując ponad 28 ton metalu. Podejście banków centralnych do złota diametralnie zmieniło się po wybuchu kryzysu finansowego w 2008 roku. Wcześniej bankierzy centralni wyprzedawali „barbarzyński relikt” po tym, jak w latach 70. i 80. został on odsunięty od systemu monetarnego. Po 2008 roku europejskie banki centralne nagle zaprzestały wyprzedaży rezerw złota. Żółty metal zaczęły za to kupować kraje rozwijające się. W latach 2011-17 banki centralne nabywały średnio po 514 ton rocznie.

6. Powrót zmienności na Wall Street

Rok 2017 był rokiem, w którym zmienność umarła. Śmierć zmienności uznałem za najważniejsze zeszłoroczne wydarzenie w świecie finansów. Ale w roku 2018 zmienność zmartwychwstała. O ile rok wcześniej sesje ze zmianą S&P500 o ponad 1% należały do rzadkości, tak w 2018 normą stały się ruchy o ponad 2%.  Wall Street uraczyło nas dwoma dynamicznymi korektami. Pierwsza z nich, w lutym została przyjęta niemal z ulgą. Niemal wszyscy komentatorzy mówili, że „nic się nie stało” i że nawet dobrze, że rynek skorygował choć część wcześniejszych ekscesów.

/ Bankier.pl

W lutym S&P500 tracił 11,5%. Dołek przetestował jeszcze w kwietniu, po czym dziarsko ruszył w górę, by we wrześniu ustanowić nowy rekord wszech czasów – 2 940 punktów. Na początku października rozpoczęła się druga - momentami wręcz dramatyczna - korekta, która do 28 grudnia obniżyła S&P500 o 15%. Podczas jesiennej wyprzedaży akcji analitycy mówili, że spadki wzięły się „z niczego”. Jakoś też rzadziej było słychać głosy, że to tylko „przejściowe spadki”. Coraz częściej zaczęły się pojawiać opinie, że Stany Zjednoczone czeka recesja – albo w 2020 albo w 2019. To potwierdza tezę, że ta korekta na Wall Street jest inna niż poprzednie.

5. Kryzysy na rynkach wschodzących

W 2018 roku doszło do dwóch regularnych kryzysów walutowych w stosunkowo dużych gospodarkach rozwijających się. Pierwszą ofiarą padła Argentyna – czyli jedno z najsłabszych ogniw światowych finansów. Już na początku maja argentyński bank centralny rozpaczliwie próbował ratować walutę, podnosząc stopy procentowe do 40%. Równocześnie rząd poprosił o pomoc znienawidzony przez społeczeństwo Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Lecz nawet podwyżka stóp procentowych do „kosmicznego poziomu” 60%, ani obietnica 50 mld USD pożyczki z MFW  nie uspokoiły inwestorów. Dopiero we wrześniu i w październiku, gdy rząd Argentyny ogłosił cięcia wydatków i podwyżki podatków i dokonano drugiej w ciągu roku wymiany prezesa banku centralnego, sytuacja na rynku peso zaczęła się stabilizować.

Kurs dolara amerykańskiego wyrażony w argentyńskim peso. / Bloomberg.

Argentyńczycy kończą rok z dolarem po blisko 38 peso, choć jeszcze w styczniu za amerykańską walutę płacono niespełna 20 peso. Oznacza to 50-procentową deprecjację waluty. Gospodarka znalazła się w piątej recesji w tej dekadzie, oficjalna inflacja CPI sięga 48%, a stopa bezrobocia utrzymuje się tuż poniżej 10%. Mieszkańcy „Kraju Srebra” na własnym portfelu odczuli skutki socjalistycznego rozdawnictwa klanu Kirchnerów, zbyt luźnej polityki fiskalnej i monetarnej oraz kolejnej odsłony życia ponad stan za pożyczone zza granicy pieniądze. Jednym słowem: klasyka.

Rozgrywany według specyficznego podręcznika kryzys walutowy miał miejsce w Turcji. W połowie sierpnia lira traciła ponad 40% względem dolara, a prezydent Erdogan odwoływał się do Boga i  apelował do ludności o wymianę „dolarów, euro i złota” na krajową walutę. Kilka dni później odsiecz nadeszła z Kataru. Erdogan opamiętał się: zakopał wojenny topór z Ameryką i wreszcie pozwolił działać bankowi centralnemu. Ten we wrześniu podniósł stopę procentową z 17,75% do 24%, co pozwoliło zatrzymać odpływ zagranicznego kapitału i opanować panikę na rynku walutowym.

/ Bankier.pl

Koszty błędnej polityki gospodarczej ekipy Recepa Erdogana jak zwykle ponieśli ludzie. Pomimo absurdalnych dekretów władzy koszty życia w Turcji (mierzone inflacją CPI) poszły w górę o blisko 25%, a kraj znalazł się w recesji. Tym razem władza postanowiła zaakceptować rzeczywistość i ograniczyć finansowe zagranicznym zadłużeniem inwestycje publiczne. Zapaść walutowa pozwoliła też wyeliminować potężny deficyt na rachunku obrotów bieżących, co oznacza, że kraj przestał się zadłużać za granicą. Latem 2018 roku zastanawiano się, kto następny padnie ofiarą najnowszej fali kryzys „emerdżingów”. Z historii wiadomo, że kraje rozwijające się zwykle upadają stadnie. Na liście podwyższonego ryzyka znalazły się Indonezja, Indie, RPA i Kolumbia. Jak na razie kryzys na rynkach wschodzących nie zebrał kolejnych ofiar.

4. Afery na polskim rynku kapitałowym

Od kilku lat polska branża finansowa nie ma dobrej reputacji. Opcje walutowe, kredyty w CHF, tzw. polisolokaty czy kolejne szwindle na GPW już wcześniej mocno podkopały zaufanie Polaków do sektora finansowego. Ale rok 2018 przyniósł chyba ostateczny upadek wiarygodności rynku kapitałowego. Najpierw wybuchł skandal wokół GetBacku. Jak się później okazało, zarząd jednej z największych windykacyjnych firm w Polsce dopuścił się miliardowych malwersacji, fałszowania sprawozdań finansowych i oszukał prawie 10 tysięcy inwestorów indywidualnych, którym bankowi sprzedawcy „wcisnęli” ryzykowne obligacje GetBacku. Przez rok ani nadzór, ani audytor, ani profesjonalni uczestnicy rynku niczego nie zauważyli. A nawet jeśli podejrzewali, to woleli nie mówić o tym na głos.

GetBack pociągnął na dno notowania Idea Banku, który był głównym sprzedawcą getbackowego długu. Afera uderzyła też w największe pozabankowe TFI: Altus i Quercus. O ile ten drugi padł ofiarą firmy Kondara K. (i własnych błędów), to Altus był umoczony na tyle mocno, że jego główny akcjonariusz trafił do aresztu. A przy okazji wyszły na jaw przynajmniej nieetyczne praktyki stosowane w branży TFI. Klienci stracili zaufanie do funduszy i rzucili się do umarzania jednostek. Fala podaży akcji małych i niezbyt płynnych spółek przez Altus TFI na początku września doprowadziła do „wodospadu” na indeksie sWIG80. Tak słabe zachowanie rynku mogło skłonić kolejnych inwestorów do wyjścia z funduszy – opływy z akcyjnych TFI trwały do końca listopada.

Gdy już wydawało się, że gorzej być nie może, na rynek spadła prawdziwa bomba. Leszek Czarnecki – dominujący akcjonariusz Idea Banku i Getin Noble Banku – w listopadzie oskarżył przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego o złożenie korupcyjnej propozycji. Media dostały nagranie rozmowy Chrzanowskiego z Czarneckim. I choć jej treść nie jest jednoznaczna, to pan Chrzanowski w trybie pilnym przestał być szefem nadzoru finansowego i trafił za kratki. Wtedy to też poznaliśmy rzekomy „plan Zdzisława”, aby borykający się z problemami Getin przejąć za symboliczną złotówkę w ramach unijnej dyrektywy BRRD. Nic dziwnego, że klienci banków Czarneckiego przypuścili szturm na oddziały. O tym, że sytuacja była (jest?) bardzo poważna świadczyły trzy fakty: GNB podniósł oprocentowanie lokat znacznie powyżej rynkowej średniej (do 3,9%), nadaktywność reklamowa GNB, nocne narady Komitetu Stabilności Finansowej oraz tajne spotkania najważniejszych bankierów, którzy według informacji „Pulsu Biznesu” mieli przygotowywać się do awaryjnego przejęcia upadającej dużej instytucji finansowej. Chyba nie trzeba dodawać, o kogo chodzi.

Czarę goryczy przelało motywowane politycznie aresztowanie poprzedniego kierownictwa KNF, z Andrzejem Jakubiakiem i Wojciechem Kwaśniakiem na czele. Przez jakiś czas mieliśmy sytuację, w której za kratkami siedziało dwóch z trzech byłych szefów KNF. I jak w takiej sytuacji ludzie mają być spokojni o swoje oszczędności ulokowane w bankach, TFI, zakładach ubezpieczeń czy na giełdzie? Sytuacji nie poprawiało też nocne (i to w niedzielę!) spotkanie Komitetu Stabilności Finansowej, po którym NBP zadeklarował gotowość natychmiastowego uruchomienia wsparcia płynnościowego w celu zapewnienia obsługi zobowiązań wobec klientów banków: Getin Noble Bank oraz Idea Bank.

3. Amerykański rynek długu

Rok 2018 stał pod znakiem podwyżek ceny pieniądza w Rezerwie Federalnej. Po raz pierwszy od 2005 roku Fed dokonał aż czterech podwyżek stopy funduszy federalnych. Choć posunięcia banku centralnego USA były ślamazarne i spóźnione o przynajmniej kilka lat, to i tak sprowadziły rynek Treasuries na granicę bessy. Rentowność 2-letnich obligacji USA podeszła pod 3%, osiągając przeszło 10-letnie maksimum. Bacznie śledzona dochodowość amerykańskich 10-latek w porywach sięgała 3,26%.

Mimo że w listopadzie i grudniu doszło do ostrej korekty rentowności amerykańskiego długu (w okolice 2,72% w przypadku papierów 10-letnich), to i tak stanęliśmy na krawędzi odwrócenia krzywej rentowności. Czyli sytuacji, gdy rentowność obligacji 2-letnich przewyższyłaby rentowność 10-letnich. Tego typu inwersja krzywej terminowej w ostatnich kilku dekadach zawsze poprzedzała recesję w Stanach Zjednoczonych. Nic więc dziwnego, że ekonomiści przestraszyli się „incydentu”, jakim było pojawienie się w grudniu ujemnej różnicy w rentowności obligacji 3- i 5-letnich.

Rentowność amerykańskich obligacji 2-letnich (w %). / Bloomberg.

Kwestia regularnej inwersji krzywej terminowej w USA pozostanie tematem aktualnym w 2019 roku. Warto przy tym pamiętać, że w tej rozgrywce większość atutów na ręku trzyma Rezerwa Federalna. Z jednej strony po grudniowym posiedzeniu apetyt członków FOMC na kolejne podwyżki stóp procentowych obniżył się z trzech do dwóch, co oznaczałoby zacieśnienie polityki o 50 pb. w 2019 r. Jeśli by tak się stało, to rentowność obligacji 2-letnich może w przyszłym roku przekroczyć 3%. Lecz z Fed trzyma w rękach także długi koniec krzywej, od października 2017 roku konsekwentnie (lecz bardzo powoli) prowadząc politykę „ilościowego zacieśnienia” polityki monetarnej. W ramach QT (czyli odwrotności QE) Rezerwa Federalna ogranicza zakupy długoterminowych obligacji, wytwarzając dodatkową presję na wzrost rentowności obligacji głównie 7- i 10-letnich.

W 2019 roku jeszcze większe znaczenie może mieć wzmożona podaż amerykańskiego długu. Od początku 2018 roku obowiązują cięcia podatkowe zafundowane przez prezydenta Trumpa, którym jednak nie towarzyszy obniżka wydatków publicznych. W rezultacie w minionym roku fiskalnym (zakończonym 1.10.2018) deficyt federalny sięgnął 782 mld USD i był o 17% wyższy niż rok wcześniej. Relacja deficytu do PKB podniosła się z 2,4% do 3,9%. Gdyby USA były w strefie euro, to Komisja Europejska mogłaby objąć je procedurą nadmiernego deficytu :-) Eksperci Kongresowego Biura Budżetowego (CBO) przewidują, że w 2019 roku deficyt rządu federalnego sięgnie biliona dolarów i utrzyma się na tym poziomie przez następne lata. Doprowadzi to do jeszcze szybszego narastania długu publicznego, który w grudniu 2018 roku przekroczył 21,87 bilionów dolarów. Rosnący dług i potężny deficyt zwiększą podaż amerykańskich obligacji, co może przełożyć się na niższe ceny tych papierów i tym samym wzrost ich rentowności.

2. Banki centralne zabierają wazę z ponczem

„Wieloletni prezes Fed William McChesney Martin powtarzał, że bank centralny jest jak dobry gospodarz na przyjęciu: dba, żeby goście mieli odpowiednią ilość ponczu w kieliszkach. Gdy atmosfera zaczyna przypominać potańcówkę w remizie, a nie cocktail u ambasadora, misę z ponczem trzeba wynieść” – tak opisał wzorcową politykę monetarną Marek Belka, poprzedni prezes NBP.

Problem w tym, że po 2008 roku największe banki centralne kompletnie już pijanym imprezowiczom zamiast ponczu zaczęły polewać wódkę i spirytus. I to w przemysłowych ilościach. Trwająca niemal dekadę polityka zerowych lub wręcz ujemnych stóp procentowych wzmocniona bilionami dolarów wykreowanymi z powietrza w ramach kolejnych spazmów QE kompletnie zamroczyły uczestników rynków finansowych. Wielu z nich uwierzyło, że tani i łatwy pieniądz będzie trwał do końca świata.

Rok 2018 pokazał, jak bardzo się mylili. Nie chodzi tylko o cztery podwyżki stóp procentowych w USA i kontynuowanie „ilościowego zacieśnienia” (QT) przez Fed. W grudniu 2018 roku Europejski Bank Centralny zakończy własne QE. Na placu boju, niczym „ostatni drukarz”, pozostanie tylko Bank Japonii. Zatem mniej więcej od połowy 2018 roku gigantyczny „monetarny stymulant” nie dość, że został zabrany, to jeszcze banki centralne jako całość wręcz redukują salda swych bilansów.

Łączna wartość sumy bilansowej czterech banków centralnych (Fed, EBC, BoJ, BoE) na tle światowych cen akcji (indeks MSCI ACWI) / DoubleLine Funds

Trzymając się alkoholowych metafor to tak, jakby pijącego alkoholika pozbawić porannego klina. Takiego delikwenta – czyli globalne rynki finansowe - po tak długim ciągu czeka teraz bardzo nieprzyjemna delirka. Jej pierwsze objawy już widać na Wall Street, gdzie Dow Jones notuje najgorszy grudzień od czasów Wielkiej Depresji.

1. Wojny handlowe i renesans protekcjonizmu

Gdybym tegoroczny opis wojny handlowej między USA a ChRL rok temu zaserwował jako prognozę, zapewne mało kto by w nią uwierzył. W 2018 roku zmaterializowały się bowiem najczarniejsze sny pesymistów. Po roku w Białym Domu prezydent Donald Trump powrócił do swych pomysłów z czasów kampanii wyborczej. Trump wcielił w życie hasło „uczynienia Ameryki ponownie wielką” przy użyciu taryfikatora celnego. Gospodarz Białego Domu najpierw postanowił spacyfikować swoich wasali. Groźby wprowadzenia ceł na stal i aluminium (a później także na samochody) poskutkowały rozejmem z Komisją Europejską i renegocjacją traktatu NAFTA z Kanadą i Meksykiem.

Ale prawdziwa wojna handlowa zawisła nad Pacyfikiem. Prezydent Trump postanowił oclić połowę chińskiego importu do USA. W większości stosunkowo łagodną stawką 10%, która jednak w przypadku braku porozumienia handlowego ma w przyszłym roku wzrosnąć do zaporowych 25%. Groźby realizacji takiego scenariusza już od 1 stycznia 2019 roku udało się uniknąć dzięki grudniowemu spotkaniu prezydentów Chin i USA na szczycie G20.

Front handlowy pozostaje jednak otwarty i w mojej ocenie nie jest to wydarzenie, które szybko pójdzie w niepamięć. Obawiam się, że spór handlowy pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem to coś więcej niż tylko przedwyborcze zagrywki „populistycznego” gospodarza Białego Domu. To początek twardej konfrontacji mocarstwa schyłkowego (Stany Zjednoczone) z mocarstwem wschodzącym (Chiny). Będzie dobrze, jeśli ta konfrontacja nie doprowadzi do otwartego konfliktu militarnego na Pacyfiku tak, jak to miało miejsce w 1941, gdy Amerykanie nałożyli embargo na dostawy ropy naftowej do Japonii.

Ponadto amerykańsko-chińska wojna handlowa jest częścią szerszego trendu deglobalizacji światowej gospodarki. Przez ostatnie 30 lat względnie swobodny przepływ kapitału i towarów pozwolił wyprowadzić z nędzy setki milionów mieszkańców Ziemi. Na globalizacji bardzo skorzystały kraje rozwijające się, w tym także Polska, która stała się ważnym ogniwem w łańcuchu dostaw wielu (często niemieckich) korporacji. Narastający nie tylko w USA protekcjonizm gospodarczy grozi zerwaniem globalnych łańcuchów dostaw. Konsekwencjami deglobalizacji mogą być nie tylko wyższe ceny dóbr konsumpcyjnych, wolniejszy wzrost gospodarczy i kłopoty gospodarcze krajów rozwijających się.

„Jeśli towary nie przekroczą granic, zrobią to armie” – ten cytat przypisywany Fredericowi Bastiatowi jest dziś złowieszczo aktualny. Wolny handel jest prawdopodobnie najlepszą metodą zachowania pokoju i prosperity. Coraz mniej polityków rozumie też fakt, że protekcjonizm najmocniej krzywdzi własnych obywateli i że w wojnach celnych nie ma zwycięzców.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Najtańsze konta osobiste z premią – listopad 2020 r.

Najtańsze konta osobiste z premią – listopad 2020 r.

Komentarze (4)

dodaj komentarz
hodler
Najważniejszy fragment artykuły jakby ktoś nie dotarł do końca:

Problem w tym, że po 2008 roku największe banki centralne kompletnie już pijanym imprezowiczom zamiast ponczu zaczęły polewać wódkę i spirytus. I to w przemysłowych ilościach. Trwająca niemal dekadę polityka zerowych lub wręcz ujemnych stóp
Najważniejszy fragment artykuły jakby ktoś nie dotarł do końca:

Problem w tym, że po 2008 roku największe banki centralne kompletnie już pijanym imprezowiczom zamiast ponczu zaczęły polewać wódkę i spirytus. I to w przemysłowych ilościach. Trwająca niemal dekadę polityka zerowych lub wręcz ujemnych stóp procentowych wzmocniona bilionami dolarów wykreowanymi z powietrza w ramach kolejnych spazmów QE kompletnie zamroczyły uczestników rynków finansowych. Wielu z nich uwierzyło, że tani i łatwy pieniądz będzie trwał do końca świata.

rekin1986
Panie redaktorze to co się obecnie wyprawia w świecie pieniądza to istna fantastyka

Podstawowa zasada sektora finansowego straty publiczne zyski prywatne

To co się wyprawia od roku 2008 to jest jeden wielki cyrk na kółkach obywatele płacą cenę za głupotę rządzących nieważne po której stronie parlamentu
Panie redaktorze to co się obecnie wyprawia w świecie pieniądza to istna fantastyka

Podstawowa zasada sektora finansowego straty publiczne zyski prywatne

To co się wyprawia od roku 2008 to jest jeden wielki cyrk na kółkach obywatele płacą cenę za głupotę rządzących nieważne po której stronie parlamentu siedzą jedni robią w bambuko otwarcie inni po cichu ale efekt ten sam obywatel płaci za to wszystko cenę

Co do FED- u jak się pożycza pieniądze na kupno nieruchomości bez rzetelnej wyceny tylko bierz ile chcesz to potem się okazuje , że liczba przepłaconych nieruchomości jest wyższa niż nowo oddanych do użytku czy z rynku wtórnego gdy ich liczba jest wyższa cały rynek idzie na łeb na szyję bo muszą zejść najpierw najtańsze nieruchomości by te droższe były atrakcyjne

Nie jest sztuką wpakować w rynek 5 bln zielonych z czego się potem okazuje , że 3 bln nie sposób odzyskać

Jeżeli bank pożycza obywatelowi 150 wypłat na singla czy 300 na parę to jest logiczne , że kopie sam na siebie grób bo tego typu inwestycja jest nie do spłacenia w ciągu 1 pokolenia

Nie lepszy numer robi EBC oraz BoJ skupując obligacje rządowe w celu pokrycia deficytów budżetowych Kolejne 5 bln Euro wpakowane bez możliwości spłaty bo na 90 procent PKB jest kaplica państwa nie sposób obsłużyć bieżący dług a co dopiero wcześniejsze zobowiązania

Grecja 250 procent PKB Włochy ponad 130 Francja ponad 100 Hiszpania Ponad 110 procent Nie wiem kto to pospłaca ale tego typu rzeczy nie rozejdą się po kościach lekko
piano350
Fantastyczny artykuł. Od mniej więcej roku czytam analizy autora i jestem pod wrażeniem odwagi jego wypowiedzi. Spostrzeżenia Pana Kolany stoją w opozycji do opinii ogółu. Obawiam się, że nad-chodzące dwa lata będą przełomowe w historii cywilizacji zachodniej choć nie spodziewam się na-dejścia Mesjasza.
and00
Pan Kolony od około 10 lat wieszczy krach i depresje
W końcu jakiś kryzys wybuchnie, ale czy będzie można powiedzieć że go przepowiedział? Wątpię.
Gdyby rok przed kryzysem zaczął o nim mówić to tak, ale on w przed hossą, w czasie szczytu, jak i teraz do znudzenia to samo...
To nie analiza a krakanie

Powiązane: Tylko u nas

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki