To mogła być historia o sukcesie w amerykańskim stylu, ale skończyła się po rosyjsku - zdradą, wojną wpływów i interwencją władz. Tatiana Kim, była nauczycielka, matka siedmiorga dzieci, zbudowała od zera Wildberries - największy sklep internetowy w kraju. Gdy przed byłym mężem i Czeczenami obronił ją Kreml, ceną było oddanie kontroli ludziom z otoczenia Putina. Półtora roku później w magazyny firmy uderzyły ukraińskie drony.


W nocy z 10 na 11 sierpnia nad obwodem woroneskim rozległy się eksplozje, gdy ukraińskie drony uderzyły w wielki hub logistyczny Wildberries. Obiekt był fabrycznie nowy - oddano go do użytku w listopadzie 2025 roku, budowa kosztowała 135 mln dolarów, a powierzchnia magazynowa wynosiła 153 tys. metrów kwadratowych, pozwalających na przechowywanie do 90 mln sztuk towaru jednocześnie. Po ataku kompleks spłonął.
Woroneż był kolejnym punktem do odhaczenia na liście ukraińskich operatorów bezzałogowców. 2 sierpnia drony całkowicie zniszczyły liczący 200 tys. metrów kwadratowych magazyn Wildberries pod Samarą. Obiekt otwarty rok temu kosztował 10 mld rubli (ok. 450 mln złotych), mieścił 50 mln sztuk towaru i obsługiwał sześć sąsiednich obwodów. Pozostało po nim pogorzelisko.
W niespełna miesiąc Ukraińcy uderzyli w co najmniej 23. duże obiekty logistyczne rosyjskiego giganta. Skala zniszczeń jest tak duża, że może wpłynąć na całą gospodarkę państwa Putina.
Bilans ukraińskich ataków na Wildberries (12.08.2026)
- co najmniej 23 uszkodzone lub spalone centra logistyczne w całej Rosji,
- 20-33% zniszczonej całkowitej powierzchni magazynowej (1,2–1,47 mln m²),
- do 480 mld rubli (ok. 5,9 mld dolarów) szacunkowej wartości spalonego towaru.
Zanim rozpoczęły się ataki na magazyny, spółka mierzyła się z innym kryzysem - wewnętrzną walką o kontrolę, w którą zaangażowali się czeczeńscy bojownicy i sam Kreml.

Od biznesu w mieszkaniu do miliardów
Historia Wildberries zaczęła się w 2004 roku od prozaicznego problemu. Tatiana Kim (wtedy Bakalczuk), nauczycielka języka angielskiego przebywająca na urlopie macierzyńskim, szukała sposobu na kupowanie ubrań bez konieczności wychodzenia z domu z noworodkiem. Wraz z mężem Władysławem zauważyła lukę na tworzącym się dopiero rosyjskim rynku internetowym.
Małżeństwo zaczęło sprowadzać z Niemiec papierowe katalogi modowe Otto i Quelle. Tatiana ręcznie tłumaczyła opisy produktów na język rosyjski, dodawała niewielką marżę i zamieszczała oferty na prostej stronie internetowej. Paczki z ubraniami przychodziły do jej moskiewskiego mieszkania. Magazynowała je na łóżku i regałach, sortowała, a następnie zawoziła na pocztę i wysyłała klientom.
Z tego domowego biznesu w ciągu dwóch dekad wyrosło gigantyczne imperium. Wildberries zmonopolizował rosyjski handel e-commerce, generując w 2025 roku obroty na poziomie 6,1 bln rubli (ok. 78 mld dolarów) i obsługując rocznie ponad połowę populacji kraju.
Z siecią 98 tys. małych punktów odbioru paczek rozrzuconych od Moskwy i Petersburga po najdalsze zakątki Syberii i Uralu, firma stała się kręgosłupem rosyjskiego handlu detalicznego w sieci.
Tatiana Kim z majątkiem wycenianym przez "Forbesa" na ponad 7 mld dolarów zdobyła tytuł najbogatszej kobiety w Rosji. Wtedy zaczęły się kłopoty.
Bitwa pod Kremlem, Kadyrow i podpis Putina
Prywatny biznes w Rosji nie może pozostać prywatny zbyt długo, jeśli osiągnie pewną skalą. W 2024 roku w małżeństwie założycieli Wildberries doszło do burzliwego rozwodu, który szybko przekształcił się w wojnę o kontrolę nad spółką.
Władysław Bakalczuk, posiadający formalnie tylko 1% udziałów, sprzeciwił się próbom odsuwania go od decyzji i poszedł po pomoc do Ramzana Kadyrowa. Przywódca Czeczenii publicznie ogłosił, że doszło do wrogiego przejęcia i obiecał "przywrócić prawowitego właściciela".
Konflikt osiągnął apogeum 18 września 2024 roku. Grupa uzbrojonych czeczeńskich bojowników towarzysząca Bakalczukowi przeprowadziła szturm na główną siedzibę Wildberries w samym centrum Moskwy kilkaset metrów od murów Kremla. Doszło do strzelaniny, w której zginęło dwóch ochroniarzy budynku, a siedem osób zostało rannych.
Szukając ratunku przed Czeczenami, Tatiana Kim zwróciła się do drugiej strony kremlowskiego układu. Zgodziła się na fuzję Wildberries z operatorem reklamy zewnętrznej Russ Group. Za tą transakcją stali dagestański miliarder i senator Sulejman Kierimow (śmiertelny wróg Kadyrowa) oraz szef sztabu prezydenta, Anton Vaino.
List z prośbą o zatwierdzenie fuzji trafił na biurko samego Władimira Putina, który podpisał zgodę. Kadyrow musiał ustąpić, ale cena za ochronę Kremla okazała się bardzo wysoka.
W nowo utworzonej grupie RWB pełną kontrolę operacyjną i prawo do miliardowych dywidend przejęły podmioty powiązane z oligarchami i państwowym bankiem VTB. Tatiana Kim ocaliła firmę przed czeczeńskim przejęciem, ale stała się jedynie fasadowym prezesem.
Sukienki, pieluchy i "wszystko dla specjalnej operacji wojskowej"
Gdy oligarchowie i ludzie z otoczenia Putina dzielili zyski, na horyzoncie pojawił się problem, którego nie dało się rozwiązać układami na Kremlu.
Od 18 lipca ukraińskie siły zbrojne rozpoczęły systematyczną kampanię niszczenia zaplecza logistycznego Wildberries. Kijów argumentował, że platforma nie jest neutralnym sklepem cywilnym, lecz ważnym zaopatrzeniowcem rosyjskiej armii. Inną opinię wyrażała Tatiana Kim, która apelowała do Ukraińców:
- Dlaczego atakujecie centra logistyczne? Wildberries to platforma codziennego stylu życia, z której korzystają wszyscy nasi obywatele oraz mieszkańcy innych krajów. Atakowanie nas oznacza atakowanie setek milionów użytkowników i sprzedawców w dziesięciu krajach - mówiła właścicielka Wildberries po pierwszych atakach.
Śledztwo opublikowane na początku sierpnia przez dziennikarzy "New York Timesa" dostarczyło jednak dowodów na poparcie ukraińskiej narracji. Weryfikacja asortymentu platformy wykazała, że oprócz ubrań i kosmetyków na Wildberries bez przeszkód sprzedawano sprzęt wojskowy: kompletne drony FPV, kable światłowodowe do ich naprowadzania, gogle noktowizyjne i ładownice.
Do niedawna platforma oficjalnie promowała osobną sekcję pod hasłem "Wszystko dla SVO" (rosyjski skrót oznaczający specjalną operację wojskową, jak określa się w Rosji inwazję na Ukrainę). Sekcja ta zniknęła ze strony, gdy rozpoczęły się naloty ukraińskich dronów, ale sprzedawane w jej ramach produkty są wciąż dostępne do kupienia.
Po ataku na centrum logistyczne w Woroneżu dowódca ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych, Robert Brovdieg "Magyar" nazwał Wildberries "kwatermistrzem specjalnej operacji wojskowej", do którego trafiła "ostateczna paczka o podwyższonej palności".
Reakcja Banku Rosji i punkty odbioru za rubla
Ukraińska taktyka opiera się na wyłączaniu kluczowych węzłów logistycznych Wildberries, od których zależy ciągłość działania całej sieci. Brak dostaw z centralnych hubów uderza w tysiące małych i średnich firm oferujących swoje towary na platformie.
Skala zakłóceń wymusiła reakcję regulatora rynku. 10 sierpnia rosyjski bank centralny skierował do instytucji finansowych, w tym do Sberbanku i VTB, oficjalne zalecenie dotyczące uruchomienia procedur restrukturyzacji zadłużenia dla przedsiębiorców poszkodowanych w wyniku utraty magazynowanego towaru. Tylko do Sberbanku wpłynęło w tej sprawie ponad 2000 wniosków od właścicieli firm zagrożonych utratą płynności.
Mniejsze zatowarowanie przełożyło się na spadek aktywności marketingowej na platformie. Nakłady na reklamy na Wildberries zmniejszyły się w lipcu o 63% w porównaniu z majem i czerwcem - podał "Kommiersant". Sprzedawcy zamrażają budżety promocyjne, ponieważ nie mają pewności, czy uda im się sprzedać towar.
Problem dotyka również właścicieli punktów odbioru paczek działających na zasadzie franczyzy. W obwodzie samarskim, po zniszczeniu tamtejszego hubu dystrybucyjnego, na portalu Avito odnotowano dwukrotny wzrost liczby ogłoszeń o sprzedaży takich lokali. Przedsiębiorcy, pozbawieni możliwości dochodzenia odszkodowań za straty wojenne i pozbawieni ciągłości dostaw, szukają nabywców na nierentowne punkty, wystawiając je za ułamek wartości, a w skrajnych przypadkach za symbolicznego jednego rubla.
Znaczenie Wildberries dla rosyjskiej gospodarki wykracza poza sam sektor e-commerce. Cały handel internetowy w Rosji generuje równowartość około 8,5% PKB kraju, z czego na spółkę Tatiany Kim przypada ponad 52% wszystkich zamówień online oraz blisko 10% całkowitej sprzedaży detalicznej. Jak szacuje moskiewska agencja badawcza Data Insight, platforma jest kluczowym kanałem dystrybucji dla grupy od 500 do 800 tys. małych i średnich przedsiębiorców.
Paraliż tak dużego podmiotu uderza w płynność finansową całego sektora prywatnego, zwiększając ryzyko upadłości wśród firm, które nie dysponują innymi kanałami sprzedaży i nie są w stanie samodzielnie pokryć strat wynikających ze zniszczenia magazynowanego towaru.
Reorganizacja pod presją
W odpowiedzi na ukraińskie ataki zarząd grupy RWB podjął próby rozproszenia ryzyka operacyjnego. Jak podał dziennik "Kommiersant", spółka ogłosiła uruchomienie programu partnerstw magazynowych, pozwalającego prywatnym przedsiębiorcom w Rosji na udostępnianie własnych obiektów pod sortowanie i wysyłkę towarów.
Równolegle kierownictwo Wildberries rozpoczęło poszukiwania około 100 tys. metrów kwadratowych powierzchni magazynowej w Kazachstanie oraz przyspieszyło prace nad budową centrum logistycznego na Białorusi.
Próba przeniesienia części operacji za granicę nie rozwiązuje jednak istotnego problemu. Większość sprzedawców, odbiorców końcowych oraz sieć punktów odbioru paczek pozostaje w Rosji. Wywiezienie części zapasów do państw ościennych zwiększa koszty operacyjne i wydłuża czas realizacji zamówień oraz dokłada procedury celne. Fragmentaryzacja biznesu, który zbudował swoją przewagę na centralizacji i skali wymaga czasu. Ukraińskie drony nie dają mu taryfy ulgowej.




























































