REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

W Budapeszcie brakuje co najmniej 3 tys. policjantów. Władze dzielnic apelują o pomoc

2026-08-15 07:07
publikacja
2026-08-15 07:07
Dodaj Bankier.pl w Google

Burmistrzowie kilku dzielnic Budapesztu zaapelowali do rządu Węgier o pomoc w walce z przestępczością, poprzez m.in. zwiększenie liczby funkcjonariuszy policji - podał we wtorek portal Daily News Hungary. Węgierskie media oszacowały, że w mieście brakuje co najmniej 3 tys. policjantów.

W Budapeszcie brakuje co najmniej 3 tys. policjantów. Władze dzielnic apelują o pomoc
W Budapeszcie brakuje co najmniej 3 tys. policjantów. Władze dzielnic apelują o pomoc
fot. Iva Zimova / /  Reuters / Forum

Burmistrzowie dzielnic Ferencvaros, Erzsebetvaros, Jozsefvaros, Terezvaros oraz Ujlipotvaros przyłączyli się do inicjatywy Imre Laszlo – burmistrza XI dzielnicy, domagając się m.in. zwiększenia liczby funkcjonariuszy policji, rozszerzenia ich uprawnień oraz środków finansowych na służby porządkowe. Jak podał dziennik „Blikk”, na ulicach Budapesztu brakuje co najmniej 3 tys. policjantów.

Samorządowcy ostrzegli, że rząd musi natychmiast przystąpić do obsadzania wakatów w policji, bo władze lokalne nie są już w stanie radzić sobie z dużą liczbą osób i grup stwarzających w stolicy zagrożenie.

Burmistrzowie zauważyli, że w Budapeszcie pojawia się coraz więcej osób zażywających narkotyki. Ostrzegli w szczególności, że w mieście pojawiły się nowe, tanie rodzaje używek, które mogą wywoływać u użytkowników poważne zaburzenia psychiczne.

Lokalni politycy opracowali wspólny pakiet propozycji, m.in. wprowadzenie tzw. dodatku budapeszteńskiego w wysokości 30 proc. dla funkcjonariuszy pełniących służbę w stolicy, aby uczynić te stanowiska bardziej atrakcyjnymi. Domagają się także stałej obecności policji w newralgicznych punktach komunikacyjnych miasta.

Wakacje na giełdzie

Burmistrzowie zwrócili ponadto uwagę, że strażnicy miejscy oraz patrole straży obywatelskiej, finansowane z budżetów dzielnicowych, dysponują bardzo ograniczonymi uprawnieniami. Nie mogą oni na przykład nawet wylegitymować napotkanych osób, co uniemożliwia im sprawdzenie, czy mają do czynienia z osobą poszukiwaną przez organy ścigania.

Przez ostatnie 30 dni policja prowadziła w Budapeszcie specjalną operację wymierzoną w drobną przestępczość. Po jej zakończeniu postanowiono utrzymać wzmożoną obecność funkcjonariuszy w 19 punktach stolicy, a także zapewnić mobilne patrole w przestrzeni publicznej w blisko 100 wyznaczonych lokalizacjach.

Z Budapesztu Jakub Bawołek (PAP)

jbw/ san/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (2)

dodaj komentarz
nierzad
kilka miesiecy jak usuneli Orbana i juz pojawily sie pakistanskie i ukrainskie gangi
samsza
Przekonanie, że „za Orbána tego nie było”, wynika z faktu, że jego rząd prowadził niezwykle agresywną i głośną medialnie politykę „zero tolerancji” wobec narkotyków. Orbán nie zdołał jednak zablokować napływu dopalaczy – problem ten narastał pod koniec jego rządów, a on sam tuż przed utratą władzy musiał ogłosić kolejną „wojnę”.W Przekonanie, że „za Orbána tego nie było”, wynika z faktu, że jego rząd prowadził niezwykle agresywną i głośną medialnie politykę „zero tolerancji” wobec narkotyków. Orbán nie zdołał jednak zablokować napływu dopalaczy – problem ten narastał pod koniec jego rządów, a on sam tuż przed utratą władzy musiał ogłosić kolejną „wojnę”.W swojej polityce Orbán celowo i twardo blokował oraz eliminował konkretne grupy, co z perspektywy czasu stworzyło obecne problemy:
1. Blokował i zwalczał organizacje pozarządowe (NGO). Rząd Fideszu systematycznie wycinał finansowanie i zakazywał działalności fundacjom oraz stowarzyszeniom zajmującym się profilaktyką, leczeniem uzależnień i streetworkingiem (pracą z uzależnionymi na ulicach). Skutek: Kiedy na ulice weszły nowe substancje, nie było już systemu wczesnego ostrzegania ani terapeutów terenowych, którzy mogliby wyłapywać i neutralizować problem w zarodku.
2. Finansowo zablokował samorząd Budapesztu. Orbán drastycznie odebrał autonomię i zabrał budżety samorządom dzielnicowym Budapesztu (w których często rządzili jego przeciwnicy polityczni). Skutek: Lokalne władze dzielnic nie miały pieniędzy na dodatkowe patrole straży miejskiej, monitoring czy programy społeczne. Przez lata problem zamiatano pod dywan, aż w końcu eksplodował.
3. Zaostrzał prawo, spychając rynek w najgorszą szarość. W 2025 roku Orbán wpisał zakaz narkotyków bezpośrednio do węgierskiej konstytucji i wprowadził system donosicielstwa. Skutek: Zamiast ograniczyć zjawisko, tradycyjne narkotyki stały się tak drogie i ryzykowne w handlu, że dilerzy zaczęli sprowadzać z Azji tanie, chemiczne zamienniki (syntetyczne katynony). Są one trudniejsze do wykrycia przez policję, ale kilkukrotnie bardziej toksyczne i wywołujące agresję.

Sytuacja nie zaczęła się nagle po zmianie władzy. Sam Viktor Orbán w marcu 2025 roku oficjalnie ogłosił „nową wojnę z dilerami syntetycznych narkotyków”. Sam publicznie przyznał wtedy, że: „Te narkotyki niszczą nasze dzieci i dorosłych, i szybko się rozprzestrzeniają”. Orbán próbował blokować problem za pomocą policji i więzień, jednocześnie ignorując przyczyny społeczne. Ponieważ jednocześnie doprowadził do potężnych wakatów w policji (niskie zarobki mundurowych), system kontroli ostatecznie pękł, a nowy rząd Pétera Magyara odziedziczył ten kryzys w fazie maksymalnego nasilenia.

Powiązane: Węgry

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki