Dokładnie wczoraj minął rok, od kiedy Argentyna z wielkim sukcesem wyemitowała obligacje stuletnie. Dziś posiadacze tych papierów są jakby w nieco gorszych humorach.
W czerwcu 2017 roku rząd Argentyny znalazł nabywców na stuletnie, denominowane w dolarach obligacje o wartości nominalnej 2,75 mld dolarów przy rentowności 7,917 proc. i kuponie 7,125 proc. Jak wyliczył Bloomberg, była to wówczas zdecydowanie najwyższa rentowność spośród wszystkich (rządowych i korporacyjnych) długoterminowych obligacji, którymi handluje się na światowych rynkach. Zainteresowanie emisją było spore – Argentyńczycy otrzymali oferty na 9,75 mld dolarów, dzięki czemu udało się zbić rentowność z pierwotnego poziomu 8,25%.
Już wtedy wielu wyrażało zdumienie, że kraj o śmieciowym ratingu z historią spektakularnych bankructw równie długą jak samo jego istnienie (Argentyna bankrutowała 8 razy w ciągu ostatnich 200 lat), w ogóle był w stanie znaleźć chętnych na tak długoterminowe papiery. O „szaleństwie stulecia” na łamach Bankier.pl pisał wtedy Michał Żuławiński.
Zobacz także
Gdy Argentyna emitowała swoje stulatki, na świecie trwało gorączkowe polowanie na jakąkolwiek nieujemną stopę zwrotu (ang. hunt for yield). Represja monetarna zaserwowana przez największe banki centralne niejako zmuszała firmy ubezpieczeniowe czy fundusze emerytalne do podejmowania takiego hazardu jak zakup stuletnich obligacji Argentyny. Zresztą percepcja samego Kraju Srebra była wtedy zgoła odmienna. Argentyna miała nowy, umiarkowanie prorynkowy rząd chcący zerwać z niechlubnym dziedzictwem kirchnerowskiego socjalizmu.
Ale to się nie udało. Nowe władze Argentyny nie dały radę okiełznać dwóch starych wrogów gospodarki: inflacji i deficytu budżetowego. Nieudolność na obu polach doprowadziła do utraty zaufania inwestorów. W maju kraj przeżył zapaść walutową i awaryjną podwyżkę stóp procentowych (aż do 40%!), co niemal na pewno zakończy się dotkliwą recesją. Sytuacja była tak tragiczna, że rząd Argentyny poprosił Międzynarodowy Fundusz Walutowy o awaryjną pożyczkę w wysokości 50 miliardów dolarów. Wróciły zatem wszystkie demony przeszłości.

Już po roku pokazało się, że zakup 100-letnich obligacji Argentyny to nie był do końca dobry pomysł...https://t.co/bqC5p86a3E pic.twitter.com/tP24YwvnNV
— Krzysztof Kolany (@kkolany) 29 czerwca 2018
Skutki argentyńskiego kryzysu odczuli także posiadacze obligacji stuletnich. Cena tych papierów na rynku wtórnym spadła do zaledwie 76 centów za dolara wartości nominalnej. Jeszcze w grudniu argentyńskie stulatki były notowane z premią –trzeba było zapłacić ponad 100 centów za dolara nominału. Obecnie rentowność argentyńskich matuzalemów przekracza 9% i zdaniem niektórych analityków stanowi to... okazję inwestycyjną.
„Każdy wzrost rentowności o 20 pb. z tego poziomu przyciągnie więcej popytu, więc dotarcie do 10% rentowności jest możliwe, ale może się to okazać krótkotrwałą okazją” – uważa Michael J. Roche, analityk rynków wschodzących z firmy Seaport Global.
Krzysztof Kolany































































