Prezydent Mauricio Macri ogłosił kolejny program oszczędnościowy, który ma pomóc odzyskać zaufanie inwestorów zagranicznych do argentyńskich aktywów i przekonać MFW do szybszego przekazania środków na ratowanie peso. Waluta straciła w tym roku do dolara już ponad 50 proc.
Podczas poniedziałkowego orędzia do narodu Macri przyznał, że w obliczu ostatniego załamania peso kraj znalazł się w sytuacji kryzysowej. "To nie jest tylko kolejny kryzys. To musi być ostatni" - stwierdził prezydent. Argentyńska waluta od lat traci na wartości - w ostatniej dekadzie straciła do dolara ponad 90 proc. - ale w ostatnich dniach tempo deprecjacji ponownie nabrało rozpędu - tylko w ubiegłym tygodniu peso potaniało o blisko 20 proc. Dramatycznych (proszę sobie wyobrazić, że euro miałoby jutro kosztować ponad 5 zł) spadków na dłużej nie są nawet w stanie zatrzymać gwałtowne podwyżki stóp procentowych. W czwartek bank centralny podwyższył je z najwyższego na świecie poziomu 45 proc. do 60 proc. Tymczasem inflacja przebiła w lipcu 31 proc.
Buenos Aires pozostaje zatem ponownie liczyć na wsparcie zagranicy. Macri zaznaczył wczoraj, że rząd musi natychmiast podjąć działania w celu odzyskania zaufania inwestorów. "Wierzyliśmy, z przesadnym optymizmem, że możemy rozwiązywać problemy stopniowo. Ale rzeczywistość pokazała nam, że musimy to robić szybciej. Świat powiedział nam, że żyjemy ponad stan" - stwierdził prezydent, cytowany przez "Financial Timesa".
Władze Argentyny zdecydowały się na przyspieszenie programu oszczędnościowego. W przyszłym roku saldo pierwotne budżetu (czyli saldo budżetu bez wydatków na obsługę długu) ma zostać zredukowane z planowanych -2,6 proc. PKB do zera. W 2016 r. deficyt pierwotny wynosił 4,6 proc., rok później - 3,9 proc., a w tym roku ma spaść do 2,7 proc.
Redukcja deficytu ma być możliwa dzięki oszczędnościom po stronie wydatkowej - zmniejszeniu liczby ministerstw o ponad połowę oraz płac w administracji rządowej oraz ograniczeniu inwestycji publicznych - oraz przychodowej - podwyżce podatków obciążających eksport.

O ile cięciom wydatków na biurokrację trudno odmówić sensu, to podwyżka podatków jest bardziej kontrowersyjna. Szczególnie, że obciążą one eksport, a więc zmniejszą napływ pieniędzy z zagranicy, doprowadzając do nasilenia presji na dalsze osłabienie waluty. Na początku swojej kadencji prezydent Macri ściął podatki eksportowe na wołowinę, kukurydzę czy inne produkty rolne. W obliczu konieczności pozyskania środków od zagranicznych inwestorów oraz szybszego dostępu do 50 mld dol. z MFW zdecydował się na niepopularną wśród jego wyborców polityczną woltę. A w przyszłym roku będzie ubiegał się o reelekcję.
Prezydent stwierdził, że kraj potrzebuje pomocy od tych, którzy "mają największe możliwości, by jej udzielić". "Wiemy, że to zły podatek i działa w kontrze do tego, do czego zachęcamy: zwiększenia eksportu, by tworzyć dobre miejsca pracy, ale mamy sytuację kryzysową i potrzebujemy waszej pomocy" - powiedział Macri. Od każdego dolara wpływów z eksportu produktów rolnych argentyńskich fiskus będzie pobierał 4 pesos, a od innych towarów - 3 pesos. Zdaniem argentyńskiego ministerstwa finansów podwyżka podatku przyniesie w tym roku wpływy rzędu 68 mld pesos (ok. 1,8 mld dol.), a w kolejnym roku ponad czterokrotnie więcej. Podatek ma zostać zniesiony z końcem 2020 r. - podaje "Wall Street Journal".
Wczoraj, już po ogłoszeniu programu oszczędnościowego, peso osłabiło się (pod nieobecność Amerykanów, którzy mieli wolne) do dolara o ponad 3 proc. Dziś na rozmowach w Waszyngtonie ws. przyspieszenia wypłaty z MFW jest minister finansów Nicolas Dujovne.
W świecie finansów Argentyna wyrobiła sobie opinię wyjątkowo niesolidnego dłużnika i stała się przykładem gospodarczej degrengolady. Sto lat temu był to jeden z najbogatszych krajów świata. Teraz jest biedniejszy od Węgier, Litwy czy Grecji. Licząc w parytecie siły nabywczej, PKB przypadający na Argentyńczyka jest niższy niż w Rumunii, Kazachstanie czy Rosji. W swej 200-letniej historii Argentyna bankrutowała aż ośmiokrotnie - ostatni raz w 2014 r. Mauricio Macri, zwolennik rynkowych reform, przejął władzę pod koniec 2015 r., po dekadzie rządów populistyczno-lewicowego klanu Kirchnerów.
Maciej Kalwasiński





























































