REKLAMA
WAŻNE

Koronawirusowy kataklizm na rynkach finansowych [Podsumowanie]

2020-04-01 07:40
publikacja
2020-04-01 07:40
fot. Manuchi / Shutterstock

Za nami jeden z najgorszych miesięcy w historii rynków finansowych. Oto co drożało, a co taniało w czasie pierwszego uderzenia koronawirusowego krachu.

Wybuch wielkiego kryzysu w październiku 1929 r., szok naftowy w 1973 r., kryzys Azjatyckich Tygrysów, bankructwo Rosji, upadek Lehman Brothers i obawy o rozpad strefy euro… Do tej listy z całą pewnością można już dopisywać marzec 2020 r. i szok wywołany pandemią koronawirusa.

Podsumowując ten burzliwy miesiąc, postanowiliśmy sięgnąć jeszcze do końcówki lutego – za ostatni dzień „starych, dobrych czasów” przyjęliśmy piątek 21 lutego 2020 r. Ostatni tydzień lutego i cały marzec to już okres rynkowego rollercoastera.

Zachęcamy do klikania w zamieszczone w tym artykule linki oraz zapraszamy do śledzenia Bankier.pl także w kwietniu. Rynkowych emocji z całą pewnością nie zabraknie.

Polska giełda

Okres po 21 lutego 2020 roku był na GPW czasem podwyższonej zmienności. WIG20 najpierw w niecałe trzy tygodnie potrafił spaść o 783 punkty (-38 proc.), by potem urosnąć o 207 punktów (+16 proc.) w trzy kolejne tygodnie. Po drodze zaś trafiały się sesje, które przeszły do annałów polskiej giełdy ze względu na skalę ruchu na nich wykonaną.

Takim pamiętnym momentem jest 12 marca, gdy WIG20 spadł aż o 13,3 proc. Była to najgorsza sesja w historii tego indeksu. Rekordowo, aż o 12,7 proc. w dół, poleciał także i WIG. Zatem w zakończonym wczoraj miesiącu byliśmy niestety świadkami najgorszej sesji w 29-letniej historii polskiej giełdy.

Dla kontrastu 17 marca WIG20 zanotował wzrost o 6,5 proc., czyli czwarty najlepszy wynik w XXI wieku. Warto jednak dodać, że w czasie bessy popadanie rynków ze skrajności w skrajność nie jest niczym zaskakującym, podobnie sytuacja wyglądała podczas pękania bańki dotcomowej czy latach 2008/09.

14 z 26 sesji (ponad połowę) obecnej bessy WIG20 zakończył ruchem o ponad 3 proc. 6 z tych ruchów (blisko połowa) miało miejsce w górę. To pokazuje jak wielka zmienność panowała pod koniec lutego i w marcu na rynku. W sumie WIG20 w tym okresie stracił jednak 27,6 proc.

Dużo działo się i na innych indeksach. 27,5 porc. stracił WIG, 21,4 proc. sWIG80, a aż 29,7 proc. mWIG40. Sektorowo najsłabiej radziła sobie odzieżówka (-43 proc.) - przez zamknięcie galerii firmyliczą straty. Słabo wypadły też banki (-38 proc.), które jako sektor finansowy część uderzenia gospodarczego będą musiały wziąc na siebie. Najlepszym sektorem okazało się IT, ten indeks branżowy i tak jednak stracił 13,8 proc., a firmy informatyczne komunikują, że problemy ich klientów, to także mniejsze zamówienia dla nich.

Najmocniejsze spadki w czasie koronawirusowej bessy wśród spółek z indeksu WIG zanotowało Rainbow (-69,7 proc.). Turystyka jako jedna z pierwszych odczuła wpływ koronawirusa ze względu na de facto zawieszenie turystycznego ruchu. Na tym samym wozie co touroperator spod znaku tęczy jedzie i EnterAir (-67,8 proc.), operator czarterowych lotów, a zarazem trzecia najsłabsza spółka tej bessy. Warto dodać, że Rainbow zakłada utrzymanie zyskowności, a analitycy dają spółce szansę na przetrwanie kryzysu, o ile znacząco obniży koszty.

Drugi najgorszy wynik w WIG-u, licząc od 21 lutego, zanotowało Forte (-69,3 proc.), które ma napięty bilans (duże zadłużenie), a w związku z pandemią musiało zamknąć zakład. W podobnej sytuacji jest również mocno zadłużone CCC (-67,8 proc.), któremu zamknięto sklepy. Spółka ogłosiła ratunkową emisję, a jej akcje były czwartą najgorszą inwestycją w WIG-u. Pierwszą piątkę uzupełnił Mabion (-63,2 proc.), który ma problemy z rejestracją swojego leku.

Choć koronawirus przyniósł gwałtowne i szerokie spadki na GPW, 24 spółkom z WIG-u udało się urosnąć względem poziomów z 21 lutego. To przede wszystkim spółki biotechnologiczne lub kosmetyczne, które zdaniem akcjonariuszy mogą skorzystać na pandemii. W tym zestawieniu lideruje Biomed Lublin (+90,7 proc. – producent szczepionki na gruźlicę, która może się przydać w budowaniu odporności na COVID), wzrosły także notowania m.in. Mercatora (+46,6 proc. – producent rękawic i masek) czy Global Cosmed (+44,7 proc. – producent m.in. mydła w płynie). Warto jednak zauważyć, że inwestycje, które obserwuje się na wielu rosnących w czasach koronawirusa spółkach (wspomniana trójka, ale także i inne, które wzrosły jak np. Cormay, Pamapol, Makarony), mają charakter silnie spekulacyjny. Papiery charakteryzują się dużą zmiennością i trudną do rozpoznania skalą ewentualnego pozytywnego wpływu na wyniki.

W czołówce zestawienia znalazły się także Morizon (+84,5 proc.) oraz Libet (+64,5 proc.). Tutaj wzrosty nie mają jednak związku z koronawirusem, a z istotnymi informacjami dotyczącymi spółek. W przypadku Morizona 26 lutego pojawiło się wezwanie na kupno akcji spółki, które wywindowało ich cenę. Libet zaś 19 marca poinformował otrzymał ofertę kupna przedsiębiorstwa od inwestora branżowego, która również podbiła cenę akcji.

Giełdy światowe

Amerykański indeks Dow Jones zakończył I kwartał 2020 roku spadkiem o 23,2%, co jest najgorszym kwartałem od 1987 roku. Był to także najgorszy pierwszy kwartał w 124-letniej historii tego giełdowego indeksu. S&P500 w trzy miesiące stracił 20% i był to najgorszy kwartalny wynik od IV kw. 2008 roku, gdy rynki reagowały na eskalację wielkiego kryzysu finansowego.

W ostatnich tygodniach byliśmy świadkami najszybszego w historii Wall Street przejścia od hossy do bessy. Jeszcze w połowie lutego inwestorzy nie zważali na koronawirusa paraliżującego Chiny i w atmosferze kompletnie nieuzasadnionego optymizmu śrubowali historyczne rekordy. A pod koniec lutego rozpoczęła się paniczna wyprzedaż horrendalnie drogich akcji.

Nie pomogła nawet bezprecedensowa akcja ratunkowa w wykonaniu Rezerwy Federalnej. Choć Fed ciął stopy jak szalony i dostarczał rynkowi setki miliardów dolarów, to ceny akcji wciąż spadały. W połowie marca zmienność osiągnęła epickie rozmiary. Sesje ze spadkami indeksów o ponad 10% i najgłębszymi przecenami akcji od czasów Wielkiego Kryzysu przeplatały się z sesjami, podczas których S&P500 rósł o ponad 9%, czyli najmocniej od jesieni 2008 roku

Historyczne spadki uderzyły także w giełdy zachodnioeuropejskie. W czasie koronawirusowego krachu niemiecki DAX stracił 26,8 proc., francuski CAC40 27,1 proc., włoski FTSE MIB 31,2 proc., hiszpański IBEX35 31,4 proc., a brytyjski FTSE100 23,4 proc.

Mocne przeceny nie oszczędziły także głównych giełd azjatyckich. Najmniejsza skala przeceny występowała w Chinach (Shanghai Composite -9,5 proc.), znacznie gorzej radziły sobie giełdy w Japonii (Nikkei -19,1 proc.) i Korei Południowej (-18,9 proc.).

Waluty

Bezapelacyjnym królem pierwszego kwartału był dolar amerykański, a partnerowały mu obligacje rządu USA. Indeks dolara umocnił się może o niezbyt imponujące 3%, ale tylko dlatego, że w końcówce marca roztrwonił większość zysków, spadając od 4,8%. Na polskim rynku za dolara płacono momentami ponad 4,30 zł, czyli najwięcej od 2001 roku.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych uległa załamaniu, spadając z niemal 2% na początku stycznia do niespełna 0,4% w pierwszych dniach marca. Był to najniższy poziom w historii. Spadek rentowności sygnalizuje wzrost ceny rynkowej obligacji. Do rekordowo niskich wartości obniżyła się też dochodowość amerykańskich papierów 30-letnich, które momentami płaciły zaledwie 0,83%.

Był to fatalny kwartał dla polskiego pieniądza. W trzy miesiące złoty stracił 7% wobec euro. Kurs EUR/PLN początkowo wydawał się odporny na koronawirusa, ale po 11 marca wystrzelił w górę, rosnąc z 4,30 zł do 4,63 zł, by w ostatnim tygodniu miesiąca obniżyć się do 4,55 zł. Tak wysokich notowań euro nie widzieliśmy od marca 2009 roku, czyli od apogeum globalnej recesji.

Polskiej walucie nie pomagały posunięcia Narodowego Banku Polskiego, który 16 marca uruchomił skup obligacji skarbowych, balansując na skraju konstytucyjnego zakazu finansowania deficytu budżetowego. 26 marca NBP kupił obligacje skarbowe za 10 mld zł, które zostały wyemitowane tego samego dnia przez Ministerstwo Finansów i formalnie odkupione od w pełni państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego.

Surowce

Miniony miesiąc przyniósł także historyczne wydarzenia na rynku ropy naftowej. O ile już na początku marca wiadomo było, że rozprzestrzeniająca się epidemia ograniczy popyt w kolejnych regionach świata (prognozy mówiły nawet o pierwszym od 2009 r. spadku globalnego zapotrzebowania na surowiec), o tyle nikt nie spodziewał się, że na ropę wpłynie także wojna cenowa między Arabią Saudyjską a Rosją. 9 marca ropa brent potaniała o 26,8 proc., co było największym dziennym spadkiem od rozpoczęcia pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. Nie był to koniec przeceny – pod koniec miesiąca cena baryłki spadła poniżej 25 dolarów, osiągając najniższy poziom od 2003 r. W sumie od 21 lutego z kolei do końca marca ropa potaniała o 55,9 proc.

Sytuacja na światowych rynkach przełożyła się na ceny paliw na polskich stacjach. Pod koniec marca benzyna bezołowiowa 95 kosztowała przeciętnie 4,31 zł za litr, spadając od początku miesiąca o 56 groszy, do najniższego poziomu od 2016 r. Mocno potaniał także olej napędowy (do 4,39 zł, spadek o 0,66 zł).

Z kolei rynek złota zachowywał się bardzo podobnie jak podczas rynkowej zapaści jesienią 2008 roku. Notowania kontraktów terminowych na złoto rosły do 9 marca, osiągając poziom 1703 USD za uncję trojańską. Były to najwyższe dolarowe notowania kruszcu od 7 lat. Ale potem zaczęły dziać się rzeczy na pozór bardzo dziwne. Mimo paniki na giełdach i w zasadzie już nieuchronnego załamania gospodarczego „ceny złota” zaczęły gwałtownie spadać. W ciągu kilku dni „królewski metal” potaniał w porywach o 15%.

Tyle że równocześnie u dilerów w Europie i Stanach Zjednoczonych zaczęło brakować złotych sztab i monet lokacyjnych. W Polsce złoto bulionowe stało się towarem niedostępnym po cenach zbliżonych do tych znanych z rynku nowojorskiego. Taki stan utrzymał się do końca marca. Owszem, złotego Krugerranda można kupić, ale za 8,5 tys. złotych, podczas gdy cena z nowojorskiego Comeksu przeliczona po bieżącym kursie dolara na koniec marca wynosiła ok. 6,5 tys. zł. W ten oto sposób podobnie jak w roku 2008 ceny złota „papierowego” (tj. kontraktów terminowych czy jednostek ETF) oderwały się od cen złota fizycznego.  

Krzysztof Kolany, Adam Torchała, Michał Żuławiński

Źródło:
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (4)

dodaj komentarz
zenekd
Ale tytuł - kataklizm. Co autor napisał by wiedząc że spadki były jeszcze przed nami.
jarunia
Giełda zaczęła się obsuwać jak nastał Sasin i jak Sasina odpalą się podniesie.
Wirus gospodarce szkodzi mało bośmy się nie zglobalzowali.
atx
a z pozytywów tego wszystkiego
to zobaczcie jakie mamy czyste niebo żadnej parszywej kreski
i tak taprawdę śmiertelność na świecie spadła ...ludziska siedzą w domach i nie zarażają się na inne zabójcze grypki, nie ma tylu wypadków, fabryki nie kopcą, ptaszki śpiewają
żyć nie umierać ....w masce
hfjdj
Ile razy można barankom tłumaczyć że to co na niebie to skroplona para woda? Co ty myślisz że to tak dym sobie tam wisi? Taki biały jak ze słomy? I jeszcze jakoś dziwnie go nie ma gdy samolot startuje a tylko na pewnej wysokości się pojawia? Jak można w dobie TAKIEGO dostępu do informacji takie bzdury Ile razy można barankom tłumaczyć że to co na niebie to skroplona para woda? Co ty myślisz że to tak dym sobie tam wisi? Taki biały jak ze słomy? I jeszcze jakoś dziwnie go nie ma gdy samolot startuje a tylko na pewnej wysokości się pojawia? Jak można w dobie TAKIEGO dostępu do informacji takie bzdury wygadywać?

Powiązane: Koronawirus na GPW i giełdach światowych

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki