REKLAMA

Ursus znów upada. Jak się rodziła legenda i dlaczego wpadła w tarapaty?

Adam Torchała2021-07-14 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2021-07-14 06:00
Ursus znów upada. Jak się rodziła legenda i dlaczego wpadła w tarapaty?
Ursus znów upada. Jak się rodziła legenda i dlaczego wpadła w tarapaty?
fot. Jacek Szydłowski / / FORUM

Sąd ogłosił upadłość Ursusa. Ciężko jednak mówić o "śmierci legendy", nową spółkę z legendarnym Ursusem łączyło bowiem niewiele. Nie zmienia to faktu, że kilka lat temu pretendowała ona do roli jednego z polskich hitów eksportowych. W ciągu kilku miesięcy wszystko się jednak zawaliło. Oto historia narodzin legendy, próby jej reanimacji, a następnie gorzkiej konfrontacji z rzeczywistością. 

Ursus upada - informowaliśmy we wtorek na bankier.pl. Konkretnie mowa o decyzji Sądu Rejonowego w Warszawie, który oddalił wniosek spółki o otwarcie postępowania sanacyjnego i ogłosił jej upadłość. Postanowienie jest wprawdzie nieprawomocne, ale skuteczne i wykonalne z dniem jego wydania. Wiele wskazuje na to, że historia legendarnej polskiej firmy może lada chwila zakończyć się bardzo smutnym finałem.

Pytanie jednak, czy na pewno mówimy o upadku legendy? Sam Ursus, owszem, jest legendą, powolny upadek firmy stojącej za kultowym C-360 ma jednak źródła w latach 90. Obecnie upada zaś spółka, która tę znaną markę próbowała reanimować, jednak trzeba przyznać, że z samym oryginalnym Ursusem za wiele wspólnego nie miała. Dodatkowo decyzja sądu wydaje się jak najbardziej prawidłowa. Bo choć nowy Ursus w pewnym momencie wydawał się świetnie zapowiadającą spółką, to jednak w ostatnich latach kojarzony na giełdzie jest głównie z kontrowersjami i ogromną dziurą kapitałową. Spółka miała naprawdę dużo czasu, by pokazać realne efekty działań naprawczych, problem jednak tylko się pogłębiał.

Mimo to dzieje oryginalnego i nowego Ursusa to naprawdę ciekawa historia pełna wzlotów i upadków. Zapraszam w krótką podróż, w trakcie której wyjaśnię, ile wspólnego ma nowy Ursus ze starym oraz dlaczego w stosunkowo krótkim czasie Ursus z polskiej gwiazdy eksportu - za jaką był uznawany jeszcze 6 lat temu - stał się jednym z największych giełdowych rozczarowań ostatnich lat.

Narodziny legendy

Historia oryginalnego Ursusa zaczyna się w 1893 roku, gdy z inicjatywy trzech inżynierów i czterech biznesmenów powstała fabryka produkująca armaturę do przemysłu spożywczego.  Wszystko zaczęło się w rejonie ulicy Siennej, w rejonie dzisiejszego Pałacu Kultury – wspomina Kazimierz Okraszewski, były technolog Ursusa, w filmie dokumentalnym „Ursus, powrót legendy”. – Zakład się na tyle dobrze rozwijał, że w 1910 roku przeniesiono fabrykę z centrum Warszawy na tzw. daleką Wolę – dodaje. W międzyczasie do portfela doszła produkcja silników spalinowych, a na fali popularności powieści „Quo Vadis” nazwę spółki zmieniono na Ursus. Wcześniej nosiła ona nazwę P7P, czyli "posag siedmiu panien", co przypominało, skąd zostały wzięte pieniądze na powstanie spółki: z posagu córek założycieli.

Zakłady Ursusa w latach 70-tych (Wikimedia Commons)

W 1922 roku z fabryki wyjechał pierwszy traktor, następnie produkowano ciągniki wzorowane na amerykańskich „Titanach” i ciągówki będące kopią „Johna Deere’a”. W międzywojniu Ursus jednak imał się wielu zamówień. Produkował m.in. samochody, ciężarówki, motocykle, ciągniki opancerzone, a nawet tankietki. Stricte na ciągnikach rolniczych skupiono się dopiero po II wojnie światowej, w 1948 roku ruszyły prace koncepcyjne nad polską konstrukcją ciągnika, a ich owocem był zaprezentowany w 1957 roku prototyp ciągnika Ursus C-325, potem zmodernizowany w C-330. W 1976 roku z taśm zjechał bodaj najpopularniejszy model Ursusa – C-360, który produkowano przez kolejne 18 lat. Była to już jednak inna linia produktów niż C-330, C-360 powstał bowiem na dokumentacji czeskiego Zetora. Ursus stał się wówczas symbolem polskiego rolnictwa, a popularne „sześćdziesiątki” do dziś można spotkać na wsiach we wszystkich zakątkach kraju.

Spółka uwieczniona została także na mapie polskiej stolicy, w międzyczasie podwarszawskie Czechowice, by uniknąć pomyłek ze śląskimi Czechowicami, przyjęły nazwę od zlokalizowanej tam jednej z fabryk Ursusa (obecnie to dzielnica Warszawy o tej samej nazwie).

Brutalna konfrontacja z rynkiem

Jeszcze w 1990 roku zakłady Ursusa były jednymi z najważniejszych w kraju. Wyprodukowano tam 35 400 sztuk ciągników, wypracowano zysk netto w wysokości 28 mld zł (na dzisiejsze to mniej więcej 286 mln zł), przy zatrudnieniu 23 400 osób. To był jednak ostatni dobry rok starego Ursusa. Choć załoga zakładów brała czynny udział w ruchu solidarnościowym (do historii przeszły przede wszystkim słynne strajki z 1976 roku brutalnie spacyfikowane przez milicję), rzeczywistość po upadku PRL-u okazała się dla Ursusa brutalna. Pojawiły się nowe podatki, zniknęły dotacje, długi jednak zostały. To, w połączeniu z rosnącymi stopami i spadkiem popytu na ciągniki, wpędziło Ursusa w spore tarapaty.

 Najbardziej kryzysowy dla ˝Ursusa˝ był rok 1992, w którym sprzedano ogółem zaledwie 8300 traktorów, strata brutto wyniosła 1200 mld zł (na dzisiejsze to 1,05 mld zł – przyp. red.) przekraczała o 5% wartość całorocznych przychodów – raportował w 1995 roku minister przemysłu i handlu Klemens Ścierski. W 1994 roku długi spółki sięgały około 6 bln zł (na dzisiejsze to około 2,8 mld zł) przy wartości majątku 6,8 bln zł, i to mimo że w międzyczasie wierzyciele zgodzili się na cięcie 40 proc. zadłużenia. Rozpoczęła się wyprzedaż majątku, w tym fabryk, a z wielkiego Ursusa powydzielano mniejsze spółki. W 2008 roku produkcja spadła do kilkuset ciągników. Na 180 ha zajmowanych przez fabryki pozostało tylko kilka budynków. Firma skrojona pod gospodarkę centralnie planowaną nie odnalazła się w nowej rzeczywistości.

Ursus - reaktywacja

W 2011 roku w Ursusa zainwestowała prowadzona przez Andrzeja Zarajczyka Warfama. Zarajczyk miał na swoim koncie już udaną restrukturyzację innego molocha: Pol-Motu. W 2010 roku większość przychodów jego grupa generowała na liniach do zbioru zielonki, słomy i siana, rynek ciągników jednak również nie był Zarajczykowi obcy. Przed przejęciem Ursusa stanowiły one drugą pozycję w przychodach, Zarajczyk współpracował z Hindusami i Chińczykami. Jego produkty postrzegane były jednak jako słabsza, ale tańsza alternatywa dla sprzętu z zachodu. Pol-Mot potrzebował marki, która nada projektowi jeszcze większego rozpędu. Ursus do tego nadawał się idealnie.

20 czerwca 2011 roku Zarajczyk przejął od ówczesnego właściciela – Bumaru – znak towarowy Ursusa (za 8,1 mln zł) oraz przedsiębiorstwo Ursus sp. z o.o. (za 1 zł). Rok później notowana na warszawskiej giełdzie spółka Zarajczyka Pol-Mot Warfama zmieniła nazwę na Ursus. Legenda polskiej motoryzacji trafiła tym samym na GPW.  Marka Ursus, która była obecna i znana w 120 krajach świata, otwiera nowe możliwości do znacznego wzrostu sprzedaży wyrobów Spółki na rynkach zagranicznych – pisał w liście do akcjonariuszy Adam Dobieliński, ówczesny prezes Pol-Motu Warfamy.

Lublin, 04.03.2017. Dziesiata edycja Targow Rolniczych Agro - Park. Ciągniki Ursusa w nowym designie (fot. Jacek Szydłowski / FORUM)

Ursus Zarajczyka był jednak zupełnie innym podmiotem niż ten, od którego wzięła nazwę warszawska dzielnica. Została marka, Zarajczyk pod nią realizował jednak swoje projekty. – Zrobiliśmy audyt, z Ursusa przejęliśmy praktycznie tylko dokumentację, która wykorzystana została może w 10 proc. Cała nowa stylistyka została wykonana przez nas – tłumaczył w „Ursus, powrót legendy” Jan Wielgus, ówczesny dyrektor pionu badań i rozwoju, a następnie także członek zarządu Ursusa. Produkcja została przeniesiona do Lublina, do dawnej fabryki samochodów ciężarowych, gdzie wcześniej produkowano lubliny i żuki. W grupie znalazły się także zakłady w Opalenicy i Dobrym Mieście, gdzie pod marką Ursusa produkowano inne sprzęty rolnicze.

Afrykańska ekspansja nowego Ursusa

Po przejęciu marki przystąpiono do ekspansji zarówno produktowej, jak i terytorialnej. Spore nadzieje wiązano szczególnie z tą ostatnią. W 2013 roku Ursus rozpoczął współpracę z firmą Metec, w ramach której rozpoczął sprzedaż swoich ciągników do Etiopii. Później przyszły kolejne kontrakty z Afryki, a w Etiopii Ursus miał swoje dwie montownie, gdzie składano sprzęt nie tylko na potrzeby lokalnych farmerów, ale także i lokalnego potentata rynku cukrowego.

Podpisanie tanzańskiego kontraktu przez przedstawicieli Ursusa (Ursus)

 Rząd Etiopii skorzystał z możliwości wniosku do rządu polskiego o pomocowe finansowanie w ramach regulaminu OECD na wsparcie etiopskiego rolnictwa. Wniosek został zaakceptowany i kredyt na realizację tych projektów został przyznany  tłumaczył w 2017 roku ówczesny prezes Ursusa, Karol Zarajczyk. Cieszy nas, że rząd odpowiedział na agresywną strategię Chińczyków oraz Hindusów, ponieważ sami, oferując same produkty, nie mielibyśmy szans na taki rozwój – dodawał.

Ekspansję Ursusa aktywnie napędzał więc polski rząd. Środki w zamyśle miały być reinwestowane w kraju w celu rozwoju gamy produktów. Ursus bowiem wciąż miał dość duże problemy z zawojowaniem rodzimego rynku. Wystarczy powiedzieć, że osiągnięcie w 2016 roku 10 proc. udziału w polskim rynku (wobec 3,2 proc. w 2015 roku) fetowano jako ogromny sukces.

Miłe złego początki

To właśnie wspomniany rok 2016 był najlepszym w historii nowego Ursusa. Spółka wypracowała wówczas 344 mln zł przychodów i 22,9 mln zł zysku netto. Nigdy wcześniej, ani nigdy później takich liczb nie osiągnięto. Za 55 proc. przychodów odpowiadał eksport. Wyniki podpompowała także sprzedaż jednej ze spółek zależnych.

Wiosną 2017 roku, już po publikacji raportu za 2016 rok, Ursus osiągnął także swoją rekordową giełdową wycenę - 329 mln zł. Był to okres medialnej ofensywy Ursusa i spółka w zasadzie nie schodziła z ust inwestorów. Mówiło się o kolejnych zagranicznych kontraktach m.in. w Namibii, w Zambii, w Algierii oraz w Senegalu. Wcześniej podpisano współpracę z Tańzańczykami, a do firmy spłynęły już nawet pierwsze rozliczenia, choć warto zauważyć, że pochodziły one nie z Tanzanii, a z współfinansującego całą umowę Banku Gospodarstwa Krajowego. Polityczny wymiar afrykańskiej współpracy potwierdzała także wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w etiopskich fabrykach Ursusa w maju 2017 roku.

Wyobraźnię inwestorów rozpalał także projekt poboczny. W 2012 pod skrzydłami Ursusa powstało konsorcjum, które wkrótce dostarczyło Lublinowi trolejbusy. Kolejnym etapem była produkcja autobusu elektrycznego. W 2016 roku Ursus już nie krył swoich ambicji i otwarcie mówił o rzuceniu rękawicy lokalnemu liderowi rynku, czyli Solarisowi. W listopadzie tegoż roku spółka podpisała nawet umowę w sprawie dostawy elektryków z warszawskim magistratem. W październiku 2017 roku firma chwaliła się już z kolei, że zebrała na 2018 rok zamówienia na elektryczne autobusy za prawie 180 mln zł. Wkrótce ogłoszono także plany wodorowe oraz chęć produkcji elektrycznego auta dostawczego.

2017 – rok przesilenia

Powoli następowało jednak przesilenie, czego pierwszym mocnym dowodem było sprawozdanie za 2017 rok, w którym Ursus pokazał pierwszą od trzech lat stratę. Załamały się wpływy z eksportu, piętrzyły się problemy w tanzańskim kontrakcie, a projekt autobusowy generował coraz większe koszty. Dodatkowo spółka narzekała także na rynek krajowy i przestoje w rozliczaniu dotacji unijnych, co jednak przebijało się przez komunikaty już od kilku lat (prezes Zarajczyk narzekał na krajowy rynek m.in. w rozmowie z bankier.pl na początku 2015 roku). Dodatkowo sam Ursus tracił rynek na rzecz konkurentów, co podkreślano już mniej chętnie. Głównym celem ataku stał się rząd. Ten sam, który przecież niedawno wychwalany był przez zarząd Ursusa, bowiem zapewniał finansowanie dla afrykańskich podbojów spółki.

Ekovolt - pierwszy autobus elektryczny Ursusa (internet)

 Podsumowując rok 2017, chcielibyśmy podkreślić piętrzące się trudności w działalności i otoczeniu Spółki, głównie: utrudnienia w realizacji kontraktu tanzańskiego, brak wsparcia w uruchamianiu nowych tego typu przedsięwzięć oraz zupełny rozkład funkcjonowania systemu dopłat, które są w wyłącznej gestii Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Cała branża odczuwa negatywne skutki odwoływania przez ARiMR wcześniej ogłoszonych naborów, co skutkuje wstrzymywaniem dotacji stymulujących zakupy maszyn i ciągników przez rolników. Na dzień dzisiejszy realizacja płatności z budżetu w dyspozycji ARiMR w zakresie Modernizacji gospodarstw rolnych na lata 2014-2020 wynosi tylko 7 proc. z przyznanych na ten cel 9,8 mld złotych. W związku z czym rynek ciągników i przyczep zmniejszył się o ponad połowę ponieważ rolnicy wstrzymują się z decyzjami inwestycyjnymi do momentu otrzymania płatności – tłumaczył w liście do akcjonariuszy Karol Zarajczyk.

Co ciekawe ARiMR postanowił odpowiedzieć Ursusowi, że spółka w swych tłumaczeniach mija się z prawdą, a żadne otwarte nabory nie były odwoływane. Statystyki coraz mocniej wskazywały, że Ursus po prostu na krajowym rynku przegrywa rywalizację z konkurencją. Rolnicy najwięcej kupili nowych ciągników włoskiej marki New Holland (1581) - ok. 15 proc - na drugim miejscu znalazł się amerykański John Deere (1291 rejestracji), a na trzecim - czeski Zetor (1201 szt.).

Psuć zaczął się także wizerunek spółki. W lutym 2017 roku spółka otrzymała karę od Komisji Nadzoru Finansowego za niedopełnienie obowiązków informacyjnych (sprawa dotyczyła 2013 roku). W maju 2017 roku gwałtowne spadki na akcjach spółki wywołała emisja z „opóźnionym zapłonem”. W styczniu 2018 roku akcjami sypać zaczął z kolei główny akcjonariusz spółki. W tym samym styczniu 2018 roku Ursus na rynku krajowym zarejestrował ledwie 23 nowe ciągniki. Mała afera zrodziła się także przy samej publikacji raportu za 2017 rok. Brakowało w nim sprawozdania niezależnego biegłego rewidenta (tłumaczono się awarią systemu), czym zarząd doprowadził do tymczasowego zawieszenia notowań.

Problemy coraz poważniejsze

W 2018 problemy się pogłębiały. 1 października tegoż roku Ursus poinformował akcjonariuszy o 16 mln zł straty w pierwszym półroczu. Spółka dalej traciła udziały na rynku krajowym (wciąż jak mantrę przywoływano winy ARiMR-u), dodatkowo pojawiły się odpisy na afrykańskie kontrakty. Sytuacja spółki pogorszyła się na tyle, że zarząd kolejnego dnia oznajmił, iż pracuje nad programem naprawczym. Ursus podał również, że w związku z trudną sytuacją spółki jej główny akcjonariusz Andrzej Zarajczyk poprzez spółki zależne w sierpniu i we wrześniu objął prywatną emisję 3,3 mln akcji serii S za 8,25 mln zł.

Wyniki finansowe Ursusa (Bankier.pl)

 Na obecnym etapie zarząd analizuje sytuację płynnościową spółki i grupy. Rozważamy różne scenariusze uzdrowienia finansów i już niebawem przedstawimy naszym akcjonariuszom i kontrahentom kompleksową propozycję wyjścia z tej wymagającej sytuacji – powiedziała cytowana w komunikacie Monika Kośko, wiceprezes Ursusa. Nadziei na poprawę upatrywano w unormowaniu się tematu afrykańskich zamówień oraz w realizacji wielomilionowych zamówień Ursus Busa.

Już jednak w listopadzie 2018 roku akcjonariusze otrzymali potwierdzenie powagi sytuacji  Sąd Rejonowy w Lublinie wydał postanowienie o otwarciu przyspieszonego postępowania układowego spółki. Warto dodać, że decyzję o sporządzeniu wniosku podjęto we wrześniu 2018 roku, przez kolejne tygodnie nie informowano jednak akcjonariuszy o działaniach na tym polu. W międzyczasie główny akcjonariusz znów wyprzedawał akcje, czym tylko podsycił kontrowersje wokół i tak przecież mocno już poobijanej wizerunkowo spółki. Co ciekawe zarząd poinformował również, że aktualna kondycja spółki jest "stabilna", jednocześnie informując, że planuje przygotować rozwiązania dla wierzycieli, co jednoznacznie sugerowało problemy z wypłacalnością.

Nowy Ursus idzie w rozsypkę

Układ miał być zawarty do końca 2018 roku, kluczową zmianą, która się pojawiła w tym czasie, była jednak rejterada Karola Zarajczyka, który zasiadał na fotelu prezesa od listopada 2013 roku. Zastąpił go Tomasz Zadroga. Wytrzymał na stanowisku ledwie do lipca 2019, jego następca rezygnację złożył w listopadzie 2019 – czmychnął do innej z giełdowych spółek. Inwestorzy mogli powoli zacząć zadawać sobie pytanie: "czy leci z nami pilot?".

Zawirowania na kluczowym stanowisku w spółce, oddawały także pogłębienie się biznesowych problemów Ursusa. Początek 2019 roku przyniósł wprawdzie nadzieje w postaci wygrania przez Ursus Bus megaprzetargu na autobusy elektryczne, spółka jednak wkrótce go straciła i sama musiała uciekać w restrukturyzację. Na dodatek w marcu do Ursusa wszedł komornik – PKO BP sugerowało, że działania restrukturyzacyjne są bezskuteczne. Zarząd publikację tej istotnej informacji znów opóźnił, a główny akcjonariusz znów w międzyczasie sprzedawał akcje. Sprawą wkrótce zajęła się Komisja Nadzoru Finansowego.

kliknij, by przejść do notowań (Bankier.pl)

Kolejne miesiące to dogorywanie Ursusa. Spółka co jakiś czas publikowała nowe plany, bądź informacje o pojawieniu się nowych partnerów, jednak działania te nie przynosiły zapowiadanych skutków. Szeroko okres ten opisywaliśmy w artykule „Ursus i wypatrywanie rycerza na białym traktorze” z lutego 2020 roku. Skalę absurdów, które narosły wokół restrukturyzacji, pokazywały z kolei negocjacje z amerykańskim Enerkonem, które miały zakończyć się ratunkiem dla Ursusa, a tymczasem dość szybko firmy z obopólnymi oskarżeniami poszły do organów ścigania.

Kończ waść, wstydu oszczędź!

Warto podkreślić, że Ursus miał wystarczająco dużo czasu, by przedstawić realny plan naprawy finansów. Mimo kilku prób spółka wciąż notowała straty. W I kwartale 2021 roku jej skonsolidowane przychody sięgnęły 12 mln zł, podczas gdy strata netto wyniosła 8,2 mln zł. Od wspomnianego 2016 roku Ursus ani jednego rocznego sprawozdania nie zamknął zyskiem, dodatkowo audytor już w 2019 roku zgłaszał istotne wątpliwości dotyczące szans na kontynuowanie działalności przez spółkę.

Dziura kapitałowa w Ursusie (Bankier.pl)

Obecna sytuacja bilansowa spółki nie jest trudna. Jest dramatyczna. Przy aktywach na poziomie 186 mln zł spółka posiada zadłużenie na poziomie 389 mln zł (ostatnie dostępne dane za I kwartał 2021). I to zadłużenie niemal w całości krótkoterminowe. Dziura kapitałowa sięga zatem 200 mln zł! Mając ją na uwadze, regularne straty oraz pełne kontrowersji giełdowe historie wokół spółki, wydaje się, że decyzja sądu jest jak najbardziej słuszna.

Szczególnie ten ostatni aspekt wydaje się warty podkreślenia. Smutnym jest, że próba reanimacji znanej polskiej marki zakończyła się porażką, warto jednak podkreślić, że nowy Ursus – eufemistycznie mówiąc  nie wsławił się najlepszymi relacjami z inwestorami indywidualnymi. Gdy w spółce zaczęło się palić, nie brakowało kontrowersyjnych ruchów. Po drugie sam nowy Ursus ze starym ma niewiele wspólnego. To zupełnie inna firma, która po prostu wykorzystywała nabytą przez siebie znaną, choć upadłą markę w celach marketingowych. Ewentualny upadek Ursusa nie będzie zatem upadkiem legendy, a po prostu spółki, która budowała biznes na dotacjach i do pewnego momentu nawet nieźle się zapowiadała. Legendarny Ursus przegrał walkę z rynkiem już dawno temu.

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy
Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Advertisement

Komentarze (60)

dodaj komentarz
podatnik-
Ciekawe gdzie posiadają swoje zamki ci co przy Ursusie się krzątali? Trzeba pamiętać korzenie to POL-MOT!
marok
Wchodzili w rynek pojazdów elektrycznych, a tymczasem osuwał im się spod "nóg"rynek ciągników rolniczych. Zamiast sprawdzić , dlaczego rolnicy przestają kupować Ursusy i zaradzić tej sytuacji, słychać było jedynie o winowajacach na zewnątrz. Tymczasem odpowiednik Ursusa , -Zetor na popularności nie tracił.Wchodzili w rynek pojazdów elektrycznych, a tymczasem osuwał im się spod "nóg"rynek ciągników rolniczych. Zamiast sprawdzić , dlaczego rolnicy przestają kupować Ursusy i zaradzić tej sytuacji, słychać było jedynie o winowajacach na zewnątrz. Tymczasem odpowiednik Ursusa , -Zetor na popularności nie tracił. W zeszłym roku nawet hinduski Farmtrac montujący swoje ciągniki w Polsce sprzedał ponad 4 razy więcej ciągników na polskim rynku. .
madarot
Zetor nie jet Czeski, po ogłoszeniu upadłości został zakupiony przez Słowacką firmę, która przeprowadziła restrukturyzację, sprzedała 40% majątki i są właścicielami Zetora i jakoś tam się im interes kręci, ale też jest daleki od tego co razem z Ursusem kiedyś robili (cięzkie traktory były robine w kooperacji Zetor nie jet Czeski, po ogłoszeniu upadłości został zakupiony przez Słowacką firmę, która przeprowadziła restrukturyzację, sprzedała 40% majątki i są właścicielami Zetora i jakoś tam się im interes kręci, ale też jest daleki od tego co razem z Ursusem kiedyś robili (cięzkie traktory były robine w kooperacji Ursus-Zetor).
pstrzezek
Fajne podsumowanie. Sam miałem okazję jeździć traktorami Ursusa więc sentyment zostaje. Ale sentyment to jedno a wyniki to co innego. Widać wyraźnie że od 2011 ze starego Ursusa została tylko nazwa którą kupił Zarajczyk by jego biznez był bardziej rozpoznawalny. Potem już były machloje by zostać jakoś na powierzchni Fajne podsumowanie. Sam miałem okazję jeździć traktorami Ursusa więc sentyment zostaje. Ale sentyment to jedno a wyniki to co innego. Widać wyraźnie że od 2011 ze starego Ursusa została tylko nazwa którą kupił Zarajczyk by jego biznez był bardziej rozpoznawalny. Potem już były machloje by zostać jakoś na powierzchni kosztem akcjonariuszy którzy uwerzyli w siłę spółki z tradycjami. Zostali na lodzie
demeryt_69
Tow. Strzeżek astałsa traktoristom, hehe ... pewnie w jakimś kibucu :)
300_pala odpowiada demeryt_69
Masz jego wyniki badań DNA??0
brat_ramzesa
Przecież John Deer, New Holland i Class nie pozwolą na istnienie tańszego zamiennika ich drogich wypasionych traktorów. Jeśli politycy będą dalej działać na służbę obcym mocarstwom to dalej będzie tak jak jest. Cukier, cement, AGD/RTV, samochody, ciągniki. Przyjdzie czas na banki, paliwa, miedź ...
pstrzezek
Tak na koniec dnia to klient decyduje czy chce kupić lepszy sprzęt, tak czy nie? Dorabianie do tego fikozofii ładnie wygląda ale raczej w TVP
langdon25
Ursus upadł - i Sasin nie maczał choć przez chwile w tym rąk ???
demeryt_69
Przykład Ursusa pokazuje dobitnie, że za Ruska firma potrafiła wiązać koniec z końcem i coś produkowała, jednak CIA rękami solidarki to zniweczyła i nawet żadna z licznych 'kroplówek' nie była już w stanie wskrzesić Ursusa.

Powiązane: Giełdowe kontrowersje

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki