Rząd przekonywał obywateli, że podniesienie wieku emerytalnego do 67 roku życia to konieczność. Inaczej, z uwagi na niż demograficzny, nie da się utrzymać obecnego systemu emerytalnego. Ustawa wzbudzała liczne kontrowersje, ale ostatecznie udało się ją uchwalić. Niestety, prócz podniesienia wieku emerytalnego, nie wprowadza ona żadnych istotnych zmian, a co za tym idzie, już za kilka lat znów będziemy musieli powrócić do tematu reformy ZUS-u.
Co innego w przypadku „oskładkowania” tzw. umów śmieciowych. Sprawa dotyczy umów zlecenia i o dzieło na podstawie, których pracuje ponad 800 tys. osób w całej Polsce. Dla nich, lepszym określeniem jest „elastyczne umowy”, gdyż preferowane są one przez pracodawców oraz ogromną rzeszę pracowników. Dzieje się tak z uwagi na ich niskie koszty i dużą łatwość rozwiązywania ich w razie potrzeby. W przypadku umowy o dzieło pracodawca nie płaci za pracownika żadnego ZUS-u, a co za tym idzie – może mu więcej zapłacić na rękę. Umowy zlecenia są obciążone składkami do ZUS, ale tylko po stronie pracownika.
Dlaczego pracownicy i pracodawcy wybierają elastyczne umowy?
Pracodawca, który oferuje pracownikowi płacę minimalną, musi wydać na jego wynagrodzenie łącznie 1800 zł. Pracownik otrzymuje tylko 1111 zł netto wynagrodzenia. Gdy, pracownikowi zaoferuje się umowę zlecenia i przeznaczy na jego wynagrodzenie 1800 zł, to nawet po obciążeniu ZUS-em, otrzyma on na rękę ponad 1330 zł, czyli prawie 20% więcej niż, gdyby posiadał umowę o pracę na kwotę 1500 zł brutto. Dla osób zarabiających najmniej, jest to duża podwyżka. Niestety, elastyczne umowy nie dają możliwości wzięcia urlopu. Takiego pracownika, łatwiej też jest zwolnić.
| »Jak się liczy wynagrodzenie na umowie-zleceniu? |
Ten pierwszy problem zwykle wymaga „dogadania” się z pracodawcą. Bardzo rzadko zdarza się, by pracownikowi odmówiono wolnego. Z kolei łatwość rozwiązania umowy o dzieło lub zlecenia to duży komfort dla pracodawcy, który w razie problemów z koniunkturą nie musi się martwić odprawami i długimi okresami wypowiedzenia. Ma to też swoje dobre strony dla pracowników, którzy szybko mogą zmienić pracę na lepszą. O ile ten argument trafia do młodych pracowników, o tyle jest trudny do zaakceptowania przez starszych, którzy w razie zwolnienia mają większe trudności ze znalezieniem nowego zatrudnienia.
Zastępowanie umów o pracę innymi formami umów jest nielegalne
Co istotne i należy to podkreślić. Nie można zastępować umowy o pracę umowami zlecenia lub o dzieło. Prawo tego zabrania. Jeżeli pracownik przychodzi do zakładu pracy w określonych godzinach, korzysta ze sprzętu pracodawcy oraz ma swoje stanowisko pracy, to podpisanie z nim innej umowy, niż o pracę, jest nielegalne. Problem polega na tym, że jeżeli PIP zacznie skutecznie kontrolować te umowy, to istnieje duże zagrożenie, że pracodawcy stracą dużo pieniędzy na wypłatę zaległych składek i wzrosną ich koszty zatrudnienia. W efekcie, osoby zatrudnione na zleceniu po prostu stracą pracę i bardzo możliwe, że bardzo długo nie znajdą żadnej innej.
Stąd prosty wniosek, że to nie umowy zlecenia i o dzieło stanowią problem, ale umowa o pracę, która w rzeczywistości jest o wiele za droga właśnie z uwagi na jej „oskładkowanie”. ZUS trzeba płacić, ale związkowcy muszą pamiętać, że zlikwidowanie „umów śmieciowych” tak naprawdę przesunie obecnie objętych skromną, ale zawsze ochroną pracowników, do szarej strefy. Tam panuje „wolna amerykanka” i jeżeli pracodawca nie zapłaci im wynagrodzenia w terminie, to będą mieli mierne szanse na odzyskanie swoich pieniędzy. Jeżeli naprawdę zależy im na uzdrowieniu rynku pracy, czyli zapewnieniu godziwych zarobków jak najszerszej liczbie gotowych do podjęcia pracy obywateli, to powinni lobbować w kierunku zmniejszenia kosztów pracy, a nie odwrotnie.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
| Zobacz też: |
| » Działki warte miliardy złotych |
| » Trybunał zbada zasady działania Polskiego Związku Działkowców |
| » Będziemy bogatsi od Węgrów, ale za Litwinami |































































