W pierwszym półroczu 2026 r. obroty ETF-ami, ETC i ETN na warszawskiej giełdzie sięgnęły 3,44 mld zł i były wyższe niż w całym 2025 r. Rośnie też liczba dostępnych strategii. Michał Zaleski z GPW wyjaśnia w rozmowie Bankier TV, co ta zmiana oznacza dla inwestorów i gdzie za prostotą ETF-ów kryją się decyzje, których nie można pominąć.


Jeszcze kilka lat temu ETF-y były w Polsce kojarzone głównie z doświadczonymi inwestorami. Dziś coraz częściej stają się pierwszym narzędziem do budowy zdywersyfikowanego portfela. Według Analiz Online i GPW na koniec 2025 r. ich wartość w portfelach polskich inwestorów indywidualnych wyniosła 12,8 mld zł, o 80 proc. więcej niż rok wcześniej. Pod koniec marca 2026 r. wzrosła do 15,4 mld zł. Dane obejmują zakupy na różnych rynkach, nie tylko na GPW, ale wyraźnie pokazują, że fundusze indeksowe przestają być niszą.
„Zanim będziemy mówili o szczegółach, trzeba Polakom uświadomić, że warszawska Giełda jest w ogóle w ich zasięgu - Michał Zaleski, wicedyrektor Działu Rozwoju Rynku GPW (wypowiedź podczas Forum Finansów Bankier.pl)
ETF-y przestają być niszą
Na koniec drugiego kwartału 2026 r. na GPW notowane były 42 instrumenty z segmentu ETF, ETC i ETN. Inwestor może więc zaczynać nie od pytania o jedną spółkę, lecz o cały rynek, klasę aktywów albo strategię. Jedno zlecenie pozwala uzyskać ekspozycję na dziesiątki lub setki firm, choć nie usuwa ryzyka spadku wartości. Trzeba też odróżniać ETF-y od ETC i ETN. Te ostatnie są prawnie instrumentami dłużnymi i mogą śledzić m.in. surowce, kryptoaktywa lub strategie z dźwignią, co oznacza inną konstrukcję i dodatkowe ryzyka.
Pasywne nie znaczy bezobsługowe
ETF najczęściej odtwarza z góry określony indeks. Pasywny jest zatem sposób zarządzania funduszem, a nie decyzje jego posiadacza. To inwestor wybiera rynek, udział akcji i obligacji, horyzont oraz moment wpłat. Szeroki fundusz globalny może rozłożyć ryzyko pomiędzy wiele spółek i krajów, ale produkt sektorowy, tematyczny, lewarowany lub typu short może być bardzo skoncentrowany. Sama etykieta „ETF” nie przesądza więc ani o bezpieczeństwie, ani o przeznaczeniu produktu.
Przed zakupem warto sprawdzić indeks bazowy i jego skład, sposób replikacji, politykę dywidend, ekspozycję walutową, płynność oraz dokument KID. Roczna opłata za zarządzanie to tylko część kosztu. Dochodzą prowizja maklerska i spread, a wynik może odbiegać od zachowania indeksu. Notowanie instrumentu w złotych nie usuwa też ryzyka kursowego, jeżeli aktywa bazowe są wyceniane w dolarach lub euro.

Prościej nie znaczy bez ryzyka
ETF-y dobrze wpisują się w regularne, wieloletnie inwestowanie i mogą być dostępne także na rachunkach IKE oraz IKZE. Korzyść podatkowa wynika jednak z zasad rachunku, a nie z samego funduszu. Największą zmianą nie jest więc automatyczny wzrost zysków, lecz uproszczenie budowy portfela. Inwestor nadal musi określić cel, czas, akceptowalną stratę i udział poszczególnych klas aktywów.
Rekordowe obroty, rosnąca wartość aktywów i szybkie poszerzanie oferty wskazują, że ETF-y rzeczywiście zmieniają sposób inwestowania Polaków. Przesuwają uwagę z poszukiwania jednej „pewnej” spółki na wybór rynku i kontrolę ryzyka. Są prostym narzędziem, ale nie drogą na skróty do pewnego zysku. Im szybciej dojrzewa rynek, tym ważniejsza staje się edukacja inwestorów.
Materiał ma charakter edukacyjny i nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej.



























































