250 mld złotych, a właściwie dwa razy więcej mieli zainwestować nad Wisłą Chińczycy w związku z budową pierwszej w Polsce elektrowni atomowej – wynika z doniesień medialnych. Zejdźmy na ziemię – taka kwota to absurd zarówno z punktu widzenia Pekinu, jak i Warszawy.
„Pekin szykuje w Polsce inwestycje warte pół biliona złotych – wynika z nieoficjalnych doniesień. Połowa tej kwoty to wartość ogromnej elektrowni atomowej, a druga – wartość pozostałych inwestycji” - pisze dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”, powołując się na artykuł opublikowany w poniedziałek w „Dzienniku Gazecie Prawnej”. O tym, że Chińczycy chcieliby wybudować nad Wisłą elektrownię jądrową o mocy 10-12 GW i są skłonni zaoferować Polsce offset donosiła również na początku tygodnia „Rzeczpospolita”.
|
Struktura mocy osiągalnej w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym w 2015 r. [GW] |
|
|---|---|
|
Elektrownie zawodowe wodne |
2,330 |
|
Elektrownie zawodowe na węglu kamiennym |
19,443 |
|
Elektrownie zawodowe na węglu brunatnym |
9,322 |
|
Elektrownie zawodowe gazowe |
0,973 |
|
Elektrownie wiatrowe i inne odnawialne |
5,258 |
|
Elektrownie przemysłowe |
2,451 |
| Źródło: Polskie Sieci Elektroenergetyczne | |
Sama informacja, że Chiny są zainteresowane budową elektrowni atomowej w Polsce nie budzi wątpliwości. Państwo Środka jest w ostatnich latach liderem rozwoju technologii jądrowej – za Murem buduje się obecnie najwięcej reaktorów na świecie, i intensywnie stara się zarobić na niej poza granicami kraju. Chińskie firmy budują reaktory w Pakistanie i Rumunii, mają podpisane umowy z Argentyną, Wielką Brytanią i Iranem, walczą o kontrakty w Turcji, RPA, Arabii Saudyjskiej oraz prowadzą rozmowy z Kenią, Egiptem, Sudanem i Armenią.
Polska jest dla Pekinu kolejnym łakomym kąskiem - szansą na sprzedaż nowoczesnego produktu, który ma być wizytówką nowych, rozwiniętych Chin, w kraju należącym do Unii Europejskiej. Sukces nad Wisłą mógłby przekonać inne bogate kraje do zakupu technologii jądrowej za Murem. Pekin może być zatem skłonny zaoferować Warszawie naprawdę dobre warunki. Ale nie tak dobre, jak donoszą polskie media.
Kto zapłaci za elektrownię jądrową?
Po pierwsze, nie ma zgody, jaka miałaby być moc elektrowni, a co za tym idzie – ile miałaby kosztować. Minister Tchórzewski mówi o 1,5 GW do 2030 r. i 4,5 GW do 2040 r. Chińczycy są podobno gotowi zapewnić dwa reaktory o mocy 10 GW każdy. Stąd potężny rozstrzał szacowanej wartości inwestycji – od ok. 30 mld zł w pierwszym przypadku po 250 mld zł w ostatnim. Pekinowi może zależeć na większym projekcie, ale dlaczego miałaby się na niego zgodzić Warszawa? Czy Polaków stać na taką inwestycję? W zeszłym roku całkowite dochody budżetu państwa wyniosły 314 mld zł. Oczywiście koszty budowy „atomu” zostałyby rozłożone na lata, ale kwota 250 mld zł z odsetkami byłaby gigantyczna. Spłata takiego długu obciążyłaby kilka pokoleń Polaków.

Gdzie można znaleźć takie środki? Media donoszą, że chińskie instytucje finansowe mogłyby ją nam pożyczyć. To wersja bardzo mało prawdopodobna - oznaczałaby wielką, nawet na chińskie warunki, ekspozycję na jeden rynek, ponadto niecieszący się wcześniej specjalną popularnością wśród inwestorów zza Muru. Dotychczas podobne kredyty (rzędu 60 mld dolarów) otrzymała wyłącznie Wenezuela. I ani w Pekinie, ani w Caracas nie mają teraz powodów do zadowolenia.
Ponadto Chiny borykają się z poważnymi problemami w systemie finansowym – ogromnym zadłużeniem i widmem bankructw wielu nierentownych, a istotnych dla stabilności społecznej przedsiębiorstw, oraz odpływem kapitału za Mur, skutkującym presją na osłabienie juana. Jest raczej mało prawdopodobne, by w tych warunkach Pekin zgodził się na tak wielką pożyczkę dla raptem jednego kraju. Zresztą w żadnym z powyżej wspomnianych przykładów kontraktów na budowę elektrowni atomowej za granicą nie ma mowy o tak gigantycznych środkach.
Chińczycy są gotowi inwestować w naszym regionie, ale nie na taką skalę. Na razie przewodniczący Xi obiecał utworzenie funduszu, który miałby ulokować w Europie Środkowej i Wschodniej raptem 10 mld euro. Taka kwota miałaby trafić łącznie do 16 krajów, w tym tak dla Pekinu strategicznych, jak Węgry czy Serbia.
Z drugiej strony minister Tchórzewski, mówiąc o budowie elektrowni o mocy 4,5 GW, zapowiadał, że Polska sama ją sfinansuje. Rządowe źródła donoszą, że mechanizm nie miałby jednak obciążać budżetu państwa. Kto zatem miałby wygospodarować środki? Odpowiedź zostawiam akcjonariuszom publicznych spółek energetycznych. W zeszłym roku łączne przychody PGE, Energi, Enei i Tauronu wyniosły blisko 70 mld zł.
Kolejne 250 mld zł w formie inwestycji?
Jeszcze bardziej absurdalnie brzmią informacje o offsecie, który w zamian za kontrakt mieliby Polsce zaoferować Chińczycy. Co prawda kraj za Murem otwiera się na świat, a firmy z Państwa Środka prowadzą stopniową ekspansję, ale inwestycje w wysokości 60-70 mld dolarów stawiałyby Polskę na czele rankingu odbiorców chińskich BIZ.
Z oficjalnych chińskich danych wynika, że do 2015 r. łącznie (!) Chińczycy zainwestowali więcej tylko w Hongkongu. Liczby te oczywiście wypaczają rzeczywistość, ponieważ nie uwzględniają faktu, że pieniądze wędrują potem po świecie, dlatego spójrzmy na raport Rhodium Group. W ciągu ostatnich 17 lat w całej Unii Europejskiej Chińczycy zainwestowali w formie BIZ ok. 100 mld dolarów, z tego zaledwie ok. miliard w Polsce.
Taki napływ środków byłby także niezwykły z punktu widzenia Polski. 60-70 mld dolarów to więcej niż napłynęło nad Wisłę w ciągu ostatnich 5 lat z całego świata. Jest to wartość na poziomie łącznych zobowiązań Polski z tytułu BIZ wobec dwóch największych inwestorów – Holandii i Niemiec. Według danych NBP zobowiązania wobec Chin wyniosły na koniec 2015 r. raptem 845 mln dolarów.
Teraz mieliby skierować nad Wisłę 70 razy więcej? Największe kwoty są przeznaczane na akwizycje, a w Polsce nie ma zgody na wyprzedaż „aktywów narodowych”. Tworzenie nowych przedsiębiorstw nie jest tak kapitałochłonne. Obwołana mianem „gigantycznej” inwestycja Mercedesa w budowę fabryki w Jaworze to kwota rzędu 500 mln euro. Wizja „Pasa i Szlaku” nabiera ostatnio realnych kształtów, ale miejsce Polski na mapie Nowego Jedwabnego Szlaku nie jest tak dobre, jak się nam nad Wisłą wydaje. Z punktu widzenia Pekinu dużo istotniejsze są choćby kraje azjatyckie. Odrębną kwestią jest, czy takie inwestycje byłyby dla Polski korzystne.
Pierwsza polska elektrownia atomowa może zostać wybudowana przez Chińczyków, ale kwoty podawane przez media warto postrzegać raczej w kategoriach życzeniowych. Na razie firmy z Państwa Środka szykują w Polsce inwestycje o wartości 2 mld zł.



























































