REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

JANUSZ KRYPTODźwignia nie wybacza. Jak stracić na kryptowalutach w trzech krokach?

autorzydr hab. Aleksander Mercik, prof. UEWJanusz Krypto2026-08-14 06:00
publikacja
2026-08-14 06:00

Nikt nie sięga po dźwignię po to, żeby przegrać - każdy liczy, że dzięki niej uda mu się szybciej wygrać. A na rynku, jak w życiu, co nagle to po diable. Mój siostrzeniec potrzebował trzech transakcji, by pokonać drogę od przekonania o własnym geniuszu do finansowego nokautu. Dziś omawiamy jego przypadek, zderzamy rynkowe mrzonki ze statystyką i wraz z prof. Aleksandrem Mercikiem pokazujemy, dlaczego wysoka dźwignia w rękach amatora to maszynka do niszczenia majątku.

Dźwignia nie wybacza. Jak stracić na kryptowalutach w trzech krokach?
Dźwignia nie wybacza. Jak stracić na kryptowalutach w trzech krokach?
fot. Everett Collection / / Shutterstock

Pisałem Państwu jakiś czas temu, że mój siostrzeniec Paweł wyzerował swój portfel na lewarowanych kontraktach. Wtedy chłopak milczał jak zaklęty, ale czas leczy rany i wreszcie udało mi się dowiedzieć, jak to dokładnie wyglądało. Nie piszę tego, żeby go wyśmiać, tylko by pokazać schemat, jak rynek potrafi uśpić czujność, nakarmić fałszywym poczuciem wyższości, a na koniec wystawić rachunek.

Miłego złego początki, czyli jak dopamina wyłącza myślenie

Do tej pory Paweł unikał dźwigni. Ma kryptowaluty, które w większości kosztują mniej niż w momencie, gdy je kupował, ale ich nie rusza. "Wujek, teraz mamy bessę, ale to tylko kwestia cyklu, kurs odbije" - tłumaczył mi za każdym razem. 

Jego podejście do lewara, czyli pożyczania kapitału od giełdy, by zwielokrotnić wartość pozycji, zmieniło się dwa miesiące temu. Jak przyznał, od dłuższego czasu na Instagramie i X-sie bombardowały go zrzuty ekranów z zamkniętymi pozycjami, na których widział kilka tysięcy procent zysku. Internetowi guru chwalą się transakcjami na dźwigni. Co z tego, że wyzerują 20 rachunków, zanim na jednym z nich pojawi się wynik, którym można się pochwalić.

Mój siostrzeniec widział tylko tyle, ile ktoś chciał mu pokazać, ale to wystarczyło, żeby go zaciekawić i zasiać ziarno: "a może ja też spróbuję, to może nie być takie trudne, a wpłacając 1000 złotych i zarabiając 5000% jak @zdzichInwestor, miałbym ponad 50 tys. złotych" - niczego nie liczy się tak dobrze, jak jeszcze niezarobionych pieniędzy, a w głowie już zaczynają kiełkować plany, jak je wydać.

Wakacje na giełdzie

Paweł wpłacił pieniądze, otworzył pozycję z dźwignią razy 20, rynek poszedł w dobrą stronę. Chłopak zarobił kilkanaście procent i zamknął pozycję. Czuł się jak król. Otworzył drugą pozycję. Początkowo rynek poszedł w drugim kierunku, ale Paweł przetrzymał stratę - "to jest ta cała psychologia, która liczy się w inwestowaniu, o której wszyscy mówią" - myślał i znów triumfował, gdy ostatecznie zarobił na tym rozegraniu przeszło 50%. 

Postanowił grać dalej. Otworzył trzecią pozycję. Rynek poszedł w drugą stronę. Paweł przetrzymywał stratę licząc, że odbije. Nie odbił. Spadki nabrały tempa i rachunek został wyzerowany. Nie dość, że mój siostrzeniec stracił wszystko to, co zarobił na dwóch poprzednich rozegraniach, to w dodatku przepadł jego początkowy wkład. Przynajmniej nie próbował się odkuwać.

Policzmy to: dlaczego lewar jest taki groźny?

Żeby zrozumieć, dlaczego dźwignia tak szybko wykańcza "inwestorów", odrzućmy na chwilę trudne pojęcia i spójrzmy na czystą matematykę.

Wyobraź sobie, że masz w kieszeni 1000 złotych i lokujesz je:

  • Bez dźwigni - zwyczajnie kupując kryptowaluty na rynku, wydajesz 1000 złotych, kurs spada o 10%, twój portfel odchudził się o stówkę. Boli, ale żyjesz. Nadal masz te tokeny i możesz poczekać, aż rynek odbije, jeżeli uważasz, że są na to szanse.
  • Z dźwignią x10 - pożyczasz od giełdy kapitał i grasz na lewarze. Twoje 1000 zł służy jedynie jako tzw. depozyt zabezpieczający, ale na rynku operujesz kwotą 10 000 zł. Jeśli kurs rośnie o 10%, zarabiasz 1000 zł (podwajasz wkład). Brawa, gratulacje! Ale jeśli kurs spada o zaledwie 10%... Straty liczone są od całej kwoty 10 000 zł. 10% z 10 000 zł to równo 1000 zł. Twoje całe zabezpieczenie wyparowuje. Giełdowy automat zamyka pozycję (następuje tzw. likwidacja), a Ty zostajesz z okrągłym zerem. Wystarczył zwykły, 10-procentowy spadek.
  • Z dźwignią x100 - twój 1000 zł udaje na rynku pozycję wartą 100 000 zł. W tym przypadku margines błędu w zasadzie nie istnieje. Żeby giełda wyczyściła Ci konto do czysta, rynek musi "tąpnąć" o... 1%. Jednoprocentowe wahanie ceny w krypto to może być kwestia kilkunastu sekund.

Ekspert wyjaśnia: narzędzie dla profesjonalisty, pułapka dla amatora

Kiedy rozmawiam o dźwigni z prof. Aleksandrem Mercikiem, naukowiec podkreśla konieczność grubego rozgraniczenia dwóch zastosowań instrumentów pochodnych.

W profesjonalnym zarządzaniu portfelem - na przykład w funduszach inwestycyjnych - kontrakty terminowe czy opcje służą głównie do tak zwanego hedgingu, czyli zabezpieczania pozycji przed spadkami, ograniczania ryzyka walutowego, budowania ekspozycji przy zdefiniowanym z góry, ograniczonym ryzyku.

- Robi się to w ramach ścisłych limitów, z wielkością pozycji policzoną co do grosza, z zarządzaniem depozytem zabezpieczającym i z planem na wypadek, gdy rynek nas zaskoczy - wyjaśnia prof. Mercik.

Dla inwestora detalicznego szukającego szybkiego zysku wysoka dźwignia działa jednak w całkowicie odwrotny sposób: 

- Niestety w większości przypadków kończy się to utratą kapitału. Domy maklerskie oferujące kontrakty CFD mają obowiązek podawać, jaki odsetek ich klientów detalicznych traci pieniądze - i zwykle jest to grubo powyżej 70%. Przy wysokiej dźwigni nawet niewielki ruch w złą stronę oznacza likwidację pozycji. Dochodzą koszty finansowania i prowizje - mówi mój rozmówca.

Jak podsumował prof. Mercik, dźwignia sama w sobie jest jedynie narzędziem finansowym, a złem staje się dopiero wtedy, gdy używa się jej bez chłodnej kalkulacji ryzyka i w rozmiarze, w którym jeden gorszy dzień wymazuje cały dorobek.

- W profesjonalnych rękach jest miejsce na instrumenty pochodne - głównie do zabezpieczania i przy żelaznej dyscyplinie. Dla zwykłego inwestora detalicznego produkt "wysoka dźwignia na krypto" jest w ogromnej większości przypadków maszynką do niszczenia majątku - puentuje naukowiec.

Skoro 30% zarabia, to dlaczego nie ja?

Zajrzyjmy do statystyk, które przywołał prof. Aleksander Mercik. Według najnowszego raportu KNF za 2025 rok na CFD (kontraktach na różnicę cenową) traciło w 2025 roku 72% aktywnych klientów polskich brokerów.

Domyślam się, że mój siostrzeniec słysząc to, mógłby powiedzieć: "ok, 70% traci, ale to znaczy, że prawie 30% zarabia - to całkiem sporo, może zmieszczę się w tej zyskownej grupie”.

By dać temu odpór, sięgnijmy głębiej do danych. Gdy wejdziemy w szczegóły, robi się mniej kolorowo:

  • w samym tylko 2025 roku polscy inwestorzy ponieśli na CFD łączną stratę w wysokości ponad 1,62 mld złotych. W tym samym czasie łączny zysk szczęśliwców wyniósł 394 mln złotych - to oznacza, że suma strat jest ponad czterokrotnie większa od zysków,
  • średni zysk przypadający na wygranego inwestora wyniósł 8358 zł,
  • średnia strata na jednego pechowca sięgnęła 12 162 zł,
  • średni wynik przeciętnego gracza zamknął się pod kreską z wynikiem -6373 zł. 

Innymi słowy te "prawie 30% zarabiających” to często osoby, które miały jednorazowe szczęście na pojedynczym zagraniu. Matematyka i koszty lewaru w dłuższym czasie spychają inwestora detalicznego pod kreskę.

Na końcu podkreślmy jeszcze jedną rzecz - polskie domy maklerskie i brokerzy z UE mogą oferować na kryptowalutowe kontrakty CFD dźwignię wynoszącą maksymalnie x2. Na giełdach kryptowalut posiadających unijne licencje w ramach MiCA górny limit dla inwestorów detalicznych nie wychodzi powyżej x10.

Pomyślmy, jak statystyki zbierane przez KNF wyglądałyby na giełdzie kryptowalut spoza UE, która udostępnia klientom lewar x100. Moim zdaniem nie byłyby lepsze i to duży eufemizm. 

Niech uważają Państwo na dźwignię, bo ona naprawdę łatwo zeruje konta. 


Wszystkie zapiski z mojego dziennika znajdziecie w tym miejscu. Zapraszam też do odwiedzin na moim Facebooku. Maile możecie słać na adres janusz.krypto@bankier.pl. 

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Inwestor Wojtek: Rynek ma obecnie innych faworytów niż ja. W portfelu mam trzy nowe spółki

Wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i badacz specjalizujący się w kryptoaktywach, zarządzaniu portfelami inwestycyjnymi oraz ryzykiem inwestycji. Inwestor z 20-letnim doświadczeniem. Autor licznych publikacji naukowych oraz książki "Kryptoaktywa i ich rola w dywersyfikacji portfela inwestycyjnego". Uczestnik Rady Ekspertów cyklu edukacyjnego Janusz Krypto.

Janusz Krypto to fikcyjna postać stworzona przez redakcję Bankier.pl przy współpracy z Radą Ekspertów. Reprezentuje tradycyjnych inwestorów. Jego celem nie jest pogoń za szybkim zyskiem, lecz chłodna weryfikacja rynku kryptowalut i sprawdzenie, czy cyfrowe aktywa mają rację bytu w portfelu poważnego inwestora. Kolejne kroki Janusza są wspierane merytorycznie przez profesorów, bankowców i specjalistów od informatyki i cyberbezpieczeństwa. O sobie: “Mam 59 lat i portfel nudny jak flaki z olejem: solidne akcje dywidendowe, fizyczne złoto i obligacje skarbowe. Przez lata omijałem kryptowaluty szerokim łukiem, patrząc na nie jak na wirtualne żetony bez pokrycia. Skoro jednak największe fundusze świata i banki centralne biorą się za bitcoina, odkładam emocje na bok i wyciągam notes. Przeprowadzam audyt na własnych zasadach: najpierw wiedza, potem pieniądze. Nie słucham influencerów z TikToka, tylko twardych danych i moich biegłych.”

Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz

Powiązane: Janusz Krypto

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki