Polska nie należy do najważniejszych partnerów gospodarczych i politycznych Chin, a inicjatywa „Pasa i Szlaku” wcale nie gwarantuje rychłej dobrej zmiany w relacjach dwustronnych. Pekin nie rozdaje też pieniędzy za darmo, jak zdaje się myśleć wiele osób nad Wisłą. To oczywiście nie oznacza, że o dobre stosunki z Chińczykami nie warto zabiegać.


Beata Szydło wróciła z Chin, gdzie uczestniczyła w szczycie „Pasa i Szlaku” i rozmawiała m.in. z prezydentem Xi Jinpingiem oraz premierem Li Keqiangiem. Opinia publiczna żyła nadzieją, że premier przywiezie z Dalekiego Wschodu gwarancje wsparcia budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego, konkretne wieści o dużych chińskich inwestycjach w Polsce czy decyzje pozwalające ograniczyć ogromny bilateralny deficyt handlowy Polski w handlu z Chinami.
Tymczasem żadnych fajerwerków nie było. Kraje podpisały co prawda dwa dokumenty – dotyczące współpracy w zakresie turystyki i gospodarki wodnej – a podmioty z obu państw, m.in. spółka zależna KHGM i TVP oraz ich chińscy partnerzy, kilka mniejszych umów, ale znów nie udało się osiągnąć spektakularnych efektów. Po raz kolejny potwierdziła się teza, że bez wyraźnej woli politycznej Chińczycy nie kwapią się do szybkiego podejmowania poważnych decyzji gospodarczych, a samo hasło „brama do Europy” na Nowym Jedwabnym Szlaku nie wystarczy, by Pekin bezmyślnie skierował miliardy dolarów właśnie do Polski.
Skończyło się na tym, że przedstawiciel Polski nie podpisał się nawet pod dokumentem "Financing Guidelines for the Belt and Road Initiative", który ma na celu stworzenie długoterminowego i stabilnego mechanizmu finansowania projektu „Pasa i Szlaku”. Pod umową podpis złożyli reprezentanci Chin i 26 krajów, w tym m.in. Czech i Węgier.
Grupa Wyszehradzka otwiera się na Wschód
Nasi południowi sąsiedzi oraz bratanki od szabli i szklanki od kilku lat konsekwentnie budują pod przywództwem prezydenta Zemana i premiera Orbana wizerunek krajów sceptycznych wobec pogłębionej współpracy w ramach Unii Europejskiej, ale za to otwartych na Wschód.
W porównaniu do Polski potencjał gospodarczy tych państw jest jednak niewielki i Pekin doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego odrzucił zaloty premiera Orbana i pierwszą umowę w Europie Środkowej o strategicznym partnerstwie podpisał w 2011 r. z Warszawą, a pięć lat później Polska stała się jedynym w regionie członkiem założycielem Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych powstałego pod egidą Chin. Warto, żeby w końcu za ociepleniem stosunków politycznych doszło do poprawy relacji gospodarczych.
Wszystkie kraje Grupy Wyszehradzkiej notują w dwustronnym handlu z Państwem Środka deficyt handlowy, ale w przypadku Polski jest on zdecydowanie najwyższy – wynika z danych chińskiego urzędu celnego. Ponadto zarówno Węgry, jak i Czechy eksportują tam więcej towarów niż Polska, a dystans ten w ostatnim czasie jeszcze się pogłębia - członkowie V4, za wyjątkiem Polski, zanotowali dynamiczny wzrost sprzedaży do Chin w pierwszym kwartale: Węgrzy aż o 31,1%, Czesi o 18,1%, a goniący Polskę Słowacy - o 8,8%. Eksport Polski spadł o 1,8%.
| Wymiana handlowa Chin z krajami Grupy Wyszehradzkiej w I kwartale 2017 r. [mld USD] | ||||
|---|---|---|---|---|
|
Obroty handlowe |
Eksport do Chin |
Import z Chin |
Bilans handlowy |
|
|
Polska |
4,46 |
0,66 |
3,8 |
-3,14 |
|
Węgry |
2,26 |
0,97 |
1,29 |
-0,32 |
|
Czechy |
2,69 |
0,81 |
1,88 |
-1,07 |
|
Słowacja |
1,3 |
0,6 |
0,7 |
-0,1 |
| Źródło: The General Administration of Customs of the PRC | ||||
Ubiegły rok przyniósł za to wyraźne ożywienie w chińskich inwestycjach w Polsce, a w obecnym ma być podobnie. W ciągu ostatnich 17 lat przedsiębiorstwa z chińskim kapitałem zainwestowały nad Wisłą w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) prawie miliard dolarów, z czego ponad połowę w ubiegłym roku – wynika z obliczeń Rhodium Group. Jednak trzeba podkreślić, że to „zasługa” głównie jednej, sporej w regionalnej skali akwizycji – przejęcia przez China Three Gorges aktywów portugalskiego EDP Renováveis w Polsce za 398 mln USD.
Jak bardzo atrakcyjna jest Polska dla inwestorów zza Muru w porównaniu do pozostałych państw V4? Węgry mogą się pochwalić najwyższą sumą napływów BIZ, wynoszącą ponad 2 mld USD, choć w tym wypadku efekt jednej dużej akwizycji jest jeszcze bardziej wyraźny. W 2011 r. Wanhua Industrial Group przejęła węgierską spółkę BorsodChem za ok. 1,5 mld USD.
Przypadek Czech jest podobny do Polski: w zeszłym roku doszło tam do wystrzału chińskich inwestycji, wyniosły one bowiem blisko 400 mln USD, czyli dwukrotnie (!) więcej niż łącznie w poprzednich 15 latach. Słowacja do tej pory nie cieszyła się uwagą Chińczyków, ale wkrótce może się to zmienić. Podmiot z Państwa Środka złożył wniosek o zgodę na przejęcie 50% w J&T Finance Group, właściciela m.in. banków w Czechach, Słowacji i Rosji.
Polska nie wyróżnia się zatem poziomem współpracy gospodarczej z Chinami nawet na tle regionu, który ma obecnie dla Państwa Środka marginalne znaczenie, nie wspominając o krajach leżących na „Pasie i Szlaku” czy reszcie świata. Pod względem wymiany handlowej plasujemy się w czwartej dziesiątce partnerów Pekinu. Inwestycje są trudniejsze do oszacowania, ale można z dużą dozą prawdopodobieństwa powiedzieć, że pod tym względem nie jest lepiej, bo dotychczas chiński kapitał był lokowany w przedsięwzięciach zagranicznych, które zapewniały dynamicznie rosnącej gospodarce dostęp do surowców oraz nowych technologii czy marek, a tych Polsce brakowało i wciąż brakuje.
Warszawa wierzy jednak, że wszystko zmieni się za sprawą realizacji wielkiej wizji zaproponowanej w 2013 r. przez nowego chińskiego przywódcę Xi Jinpinga.
Polska „bramą do Europy” dla Chin
Przez Polskę przebiega jedna nitka Nowego Jedwabnego Szlaku (Pasa i Szlaku; Jednego Pasa i Jednego Szlaku - nazwa wciąż ewoluuje), z czym Polacy wiążą wielkie nadzieje. Dlatego rząd Beaty Szydło zaproponował Chińczykom budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego, który miałby pozwolić zarówno na zwiększenie ruchu lotniczego, jak i kolejowego z Dalekim Wschodem. Miałby on kosztować ok. 30 mld złotych i powstać w ciągu 10 lat, więc Warszawie zależy na szybkim pozyskaniu środków na korzystnych warunkach oraz rozpoczęciu i błyskawicznej realizacji projektu. Chińczycy wydają się idealnym partnerem dla takiego przedsięwzięcia – chcą rozwijać handel z Europą, mają konieczne środki i ogromne doświadczenie w budowie infrastruktury. CPK wpisuje się w wizję „Pasa i Szlaku”.
Nie zapominajmy jednak, że Pekin niczego nie daje za darmo. Jeżeli pieniądz jest inwestowany nierozważnie, to ciężko potem spłacić zadłużenie, o czym przekonały się Wenezuela czy Sri Lanka. Warto zatem przeanalizować sensowność samego projektu – czy CPK będzie rentowne? Czy Chińczycy będą z niego korzystać? Kredyt trzeba przecież spłacić, a utrzymanie infrastruktury nie jest tanie. Doświadczenia innych krajów pozwoliły ukuć określenie „biały słoń”, które oznacza inwestycje generujące wysokie koszty utrzymania, a przynoszące ograniczone korzyści.
Przeczytaj także
Typowo chińską praktyką jest udzielanie kredytu na projekt infrastrukturalny, który jest realizowany przez chińskie firmy zatrudniające chińskich pracowników. W ten sposób firmy zza Muru tworzą przyczółek za granicą, co często spotyka się z niezadowoleniem miejscowych przedsiębiorców i pracowników.
Szerszą kwestią pozostaje motyw „bramy do Europy”. Obecnie zaledwie kilka procent chińskiego eksportu jest wysyłane na Zachód trasą kolejową. Pekin chce to zmienić, ale transport morski pozostaje dużo tańszy i daje możliwość transferu większych ilości towarów. Ogromne inwestycje w infrastrukturę nieprędko zmienią taki stan rzeczy – nawet po ich realizacji udział kolei zwiększy się do kilkunastu, może dwudziestu procent. Utworzenie szybkiej linii kolejowej, która skróciłaby transport z Chin do Europy do 3 dni, wymagałoby ogromnych nakładów i czasu, także ze względu na różnice w prawach obowiązujących w różnych krajach „Pasa i Szlaku”. Dlatego znacznie łatwiej jest być bramą w formie portu morskiego.
Rynkiem zbytu chińskich towarów będą w większym stopniu kraje na zachód od polskiej granicy, a towary mogą tam dotrzeć nie tylko drogą morską, ale także innymi odnogami „Pasa i Szlaku”. Pekin naciska na Ukrainę, by podpisała z Chinami umowę o wolnym handlu, Gruzja już to zrobiła. Teraz możemy liczyć na to, że „brama” da nam dochody z ceł, ale wizja „Pasa i Szlaku” zakłada, że bariery handlowe będą stopniowo znoszone. Negocjacje w tej sprawie między Chinami a UE zresztą już się toczą.
Przeczytaj także
Gloryfikując naszą strategiczną pozycję, zapominamy o równie ważnym dla Chin położeniu Rosji, Turcji, Pakistanu, Grecji czy krajów Azji Południowo-Wschodniej i znacznie lepszych relacjach politycznych tych krajów z Pekinem. W Europie ktoś musi chińskie towary kupić, więc chińskim liderom zależy na dobrych stosunkach z Niemcami czy Wielką Brytanią, które wciąż mają jeszcze co im sprzedać. O przyjaźń Państwa Środka zabiegają również mocno zadłużone, ale wciąż znajdujące się na wyższym poziomie rozwoju niż Polska, kraje południa Europy – Włochy czy Hiszpania, czego dowodem jest obecność premierów obu państw na szczycie „Pasa i Szlaku”.
Z analizy Credit Suisse wynika, że w ciągu najbliższych 5 lat Chiny mogą zainwestować 580 mld USD w krajach „Pasa i Szlaku” oraz 13 państwach afrykańskich. Na największy napływ środków mogą liczyć Indie (84-126 mld), Rosja (53-80 mld) i Indonezja (35-52 mld). W czołowej szesnastce nie wymieniono Polski, znalazło się za to miejsce dla Rumunii (7-11 mld).
Credit Suisse reckons China could invest $580 billion in 62 countries under One Belt One Road & 13 African states over next 5 years... pic.twitter.com/TSLtMbDpOh
— Neil Gough (@n_gough) 5 maja 2017
Politycy i eksperci przekonani o wyższości eksportu nad importem zapominają także, że za sprawą Jedwabnego Szlaku szybciej będzie rosła sprzedaż chińskich dóbr w Europie niż europejskich w Państwie Środka. „Chińczycy wszystko chcą zrobić sami i często potrafią to zrobić taniej i szybciej” – mówił przed miesiącem R. Pyffel, zastępca dyrektora w AIIB, w rozmowie z Bankier.pl. I wciąż pracują nad tym, aby rozwijać zdolności produkcyjne, szczególnie dóbr bardziej zaawansowanych, gwarantujących wyższe marże.
Czy dodatkowe korytarze transportowe zagwarantują Polsce zmniejszenie fetyszyzowanego, dwustronnego deficytu handlowego? Nie, najpierw trzeba znaleźć produkty, które można by na Wschód sprzedać. Być może już niedługo będziemy kupować w Pekinie nowoczesne technologie – szybkie pociągi, elektrownie atomowe – a naszym głównym pomysłem na sprzedaż w drugą stronę pozostają miedź (prezes KGHM-u jako jedyny szef dużej spółki wybrał się z premier Szydło do Chin) i żywność (walczymy o otwarcie rynku dla polskiej wieprzowiny). W ten sposób deficytu handlowego nie uda się wyraźnie zmniejszyć.
Handel międzynarodowy jest tylko jedną z form współpracy gospodarczej. Aby zainwestować na brytyjskiej giełdzie, w zakład produkcyjny pod Zgorzelcem po niemieckiej stronie, czy przejąć włoską firmę Pirelli, Chińczycy nie potrzebują żadnej bramy. Żeby dostać się z Szanghaju do Pragi również – samoloty kursują trzy razy w tygodniu. Rozwój technologiczny sprawił, że położenie geograficzne nie gwarantuje już jak kiedyś wielkich korzyści gospodarczych.
Warto zabiegać o dobre relacje z Chinami
To wszystko nie zmienia faktu, że o dobre relacje z Pekinem warto dbać i skoro pojawiła się wizja, której jesteśmy częścią, to trzeba pomyśleć, jak ją wykorzystać. Polska jest bardzo silnie powiązana z gospodarką Unii Europejskiej, więc problemy za zachodnią granicą odbijają się na działalności biznesowej nad Wisłą. Po 2020 r. skończy się też dopływ ogromnych środków z budżetu europejskiego, co w świecie rosnących stóp procentowych może spowodować załamanie inwestycji. Chiny są szansą na dywersyfikację dla polskiej gospodarki.
Nie odrzucajmy również bezwarunkowo chińskiego importu. Dzięki niemu miliony Polaków mają dostęp do tanich i coraz lepszych towarów sprowadzanych ze Wschodu. Wysoki deficyt w handlu z Chinami wynika również z tego, że blisko 30% polskiego eksportu trafia do Niemiec i dopiero tam część podzespołów jest przetwarzana i wędruje do Państwa Środka.
Zmiany zachodzące w chińskiej gospodarce – spowolnienie tempa wzrostu, przerost mocy produkcyjnych, coraz wyższe koszty pracy, rosnące zadłużenie – powodują, że duża grupa firm szuka okazji, by uciec zza Muru. Polska ma im wiele do zaoferowania – dostęp do rynku UE, tanich, ale wykształconych pracowników oraz niedrogie aktywa z potencjałem rozwoju w interesujących sektorach, np. energetycznym. Chińscy inwestorzy będą tworzyli nad Wisłą coraz więcej miejsc pracy.


























































