REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Za to uzależnienie są premie i awanse. Później przychodzi rachunek

Katarzyna Wiązowska2026-08-12 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2026-08-12 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Polacy pracują niemal 39 godzin tygodniowo, przez co należą do najbardziej zapracowanych narodów Unii Europejskiej. Jednocześnie 12 proc. Polaków deklaruje pracę przekraczającą 45 godzin tygodniowo. Według badań objawy pracoholizmu może przejawiać około 14 proc. pracowników. Dziś obchodzimy ich „święto”.

Za to uzależnienie są premie i awanse. Później przychodzi rachunek
Za to uzależnienie są premie i awanse. Później przychodzi rachunek
fot. Oleksandr Latkun / imageBROKER / / Forum

Jeszcze kilkanaście lat temu pracoholik był bohaterem. Pierwszy przychodził do biura, ostatni z niego wychodził, odbierał telefon podczas urlopu i odpowiadał na maile o drugiej w nocy. Dziś wiadomo, że za takim obrazem może kryć się nie ambicja, lecz uzależnienie od pracy.

Pracoholizm długo uchodził za zaletę

Problem nadmiernego zaangażowania w pracę nie pojawił się w Polsce wraz z pracą zdalną czy smartfonami. Szczególnego znaczenia nabrał już na przełomie lat 90. i 2000. Transformacja gospodarcza otworzyła wówczas nowe możliwości kariery i awansu społecznego. Jednocześnie utrwaliła model pracownika, dla którego gotowość do poświęcania pracy niemal całego czasu mogła być traktowana jako dowód ambicji.

Dziś Polacy należą do najbardziej zapracowanych narodów Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu w 2025 r. przeciętny tydzień pracy w Polsce trwał prawie 39 godzin. Daje nam to piąte miejsce w Unii Europejskiej i wynik o około trzy godziny wyższy od unijnej średniej. Dłużej pracowali jedynie mieszkańcy Litwy, Bułgarii, Rumunii i Łotwy. Jednocześnie 12 proc. Polaków deklaruje pracę przekraczającą 45 godzin tygodniowo. Natomiast pracoholizm może około 14 proc. zatrudnionych.

Nie godziny, a motywacja

Według ekspertów Uniwersytetu SWPS jednym z największych mitów dotyczących pracoholizmu jest przekonanie, że decyduje o nim liczba przepracowanych godzin. Tymczasem dwie osoby mogą pracować po 12 godzin dziennie z zupełnie różnych powodów. Pierwsza robi to świadomie – kończy ważny projekt, wie, że za kilka tygodni tempo pracy spadnie i bez wyrzutów sumienia wyjedzie na urlop. Druga również pracuje po kilkanaście godzin, ale nawet wtedy, gdy nie musi. Kiedy próbuje odpocząć, pojawia się napięcie, niepokój albo poczucie winy. Myślami nieustannie wraca do obowiązków, sprawdza pocztę podczas kolacji, budzi się w nocy z przekonaniem, że o czymś zapomniała. To właśnie ten wewnętrzny przymus jest dziś uznawany za najważniejszą cechę pracoholizmu.

Wakacje na giełdzie

– Osoba zaangażowana w swoją pracę czerpie z niej satysfakcję, ale potrafi świadomie wyznaczać granice. Kiedy kończy projekt, zamyka komputer, jedzie na urlop i jest psychicznie obecna z rodziną czy przyjaciółmi. Praca jest ważną częścią jej życia, ale nie jedynym źródłem poczucia własnej wartości. Pracoholik funkcjonuje inaczej. Nawet jeśli formalnie kończy dzień pracy, jego umysł nadal pozostaje w trybie zawodowym. Z czasem praca przestaje być jedynie obowiązkiem czy źródłem satysfakcji – zaczyna pełnić funkcję regulowania emocji. Pozwala na chwilę obniżyć napięcie, odwrócić uwagę od trudnych przeżyć, odzyskać poczucie kontroli lub podnieść samoocenę. Z czasem pojawia się błędne koło – im większy stres lub dyskomfort, tym silniejsza potrzeba, by ponownie „uciec” w pracę – wyjaśnia Żaneta Rachwaniec psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Najpierw premie i pochwały, a później rachunek

Według ekspertki pracoholizm jest jednym z niewielu uzależnień, za które na początku dostajemy pochwały, premie i awanse, a dopiero później pojawia się rachunek.

 – Objawy łatwo zbagatelizować, bo w naszej kulturze nadmierne zaangażowanie zawodowe nadal bywa powodem do dumy. Przez wiele lat o pracoholizmie myślano przede wszystkim przez pryzmat liczby przepracowanych godzin i był on synonimem ciężkiej pracy. Dzisiaj wiemy, że to zbyt duże uproszczenie – twierdzi Żaneta Rachwaniec.

Problem ma konsekwencje zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Według danych WHO osoby pracujące co najmniej 55 godzin tygodniowo mają o 35 proc. wyższe ryzyko udaru mózgu i o 17 proc. wyższe ryzyko śmierci z powodu choroby niedokrwiennej serca w porównaniu z osobami pracującymi 35 - 40 godzin tygodniowo.

Osoby zmagające się z pracoholizmem częściej doświadczają również:

  • przewlekłego zmęczenia,
  • problemów ze snem,
  • bólów głowy, karku i pleców,
  • dolegliwości ze strony układu pokarmowego,
  • podwyższonego ciśnienia,
  • kołatania serca,
  • powracających infekcji.

Nadmierna koncentracja na pracy może także odbijać się na relacjach rodzinnych i ogólnej jakości życia.

Pracodawca może wzmacniać problem

Indywidualne predyspozycje to tylko jedna strona problemu. Duże znaczenie ma sposób organizowania pracy. Kultura firmy może bowiem zarówno ograniczać pracoholizm, jak i go wzmacniać.

Badania wskazują, że cechy osobowości, takie jak perfekcjonizm czy sumienność, mają znacznie mniejsze znaczenie, niż sądzono jeszcze kilka lat temu. Znacznie silniej na rozwój pracoholizmu wpływa kultura organizacyjna promująca nadgodziny, ciągłą dostępność i przekonanie, że wartość pracownika mierzy się liczbą przepracowanych godzin – mówi Żaneta Rachwaniec.

Dlatego zdaniem ekspertów znaczenie mają nie tylko deklaracje wpisane do firmowych regulaminów. Jeżeli przełożony regularnie wysyła wiadomości późnym wieczorem, pracuje podczas urlopu, nagradza osoby pozostające po godzinach albo oczekuje natychmiastowych odpowiedzi, tworzy normę ciągłej dostępności. Pracownicy mogą zacząć odbierać odpoczynek jako zachowanie źle widziane przez organizację.

Wielu pracodawców nie zdaje sobie sprawy, że każda dodatkowa godzina i każdy weekend spędzony przy laptopie, choć krótkoterminowo może przynieść firmie korzyści, to dodatkowe obciążenie dla organizmu pracownika, które prędzej czy później trzeba będzie „spłacić" – chorobą, długą absencją albo odejściem kogoś, kto był dla zespołu kluczowy – uważa lek. Piotr Leszczyński z LongLife. – Dlatego zamiast czekać, aż problem urośnie na tyle, by czasowo całkowicie wykluczyć pracownika z pracy, warto zacząć od wdrożenia programów przeciwdziałających wypaleniu i psychicznemu obciążeniu. Jednocześnie dbać o regularne badania profilaktyczne, które pozwalają wychwycić pierwsze sygnały przeciążenia organizmu oraz choroby cywilizacyjne wywołane przewlekłym stresem i brakiem regeneracji, takie jak nadciśnienie tętnicze czy insulinooporność.

Sam urlop może nie wystarczyć

Większość osób zmagających się z pracoholizmem nie uważa swojego zachowania za problem. Wręcz przeciwnie – często są dumne z tego, że „zawsze można na nich liczyć”.   Zdaniem Żanety Rachwaniec, wiele osób wierzy, że wystarczy dwa tygodnie wakacji i wszystko wróci do normy. Jednak choć urlop może zmniejszyć poziom zmęczenia, to nie zmienia mechanizmów psychologicznych odpowiedzialnych za pracoholizm.

– Jeżeli poczucie własnej wartości zależy wyłącznie od osiągnięć zawodowych, po powrocie do pracy bardzo łatwo wrócić do dawnych schematów. Dlatego skuteczna pomoc zwykle obejmuje nie tylko odpoczynek, ale także zmianę sposobu myślenia o sobie, naukę stawiania granic i rozwijanie umiejętności regulowania emocji. W wielu przypadkach pomocna okazuje się psychoterapia – dodaje psycholożka.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Akcje tej spółki spadły o 70 proc. od szczytu. Nie zanosi się na poprawę
Katarzyna Wiązowska
Katarzyna Wiązowska
redaktor Bankier.pl

Dziennikarka prasowa i internetowa. Z wykształcenia ekonomistka, PR-owiec i psycholog komunikacji medialnej. Bliskie jej są tematy dotyczące rynku pracy, przedsiębiorczości i kreatywności. Lubi rozmawiać z ludźmi, poznawać ich historie, również biznesowe. Z pasji – kinomanka.

Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Praca, płaca i kariera

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki