"Wracasz z emigracji? Nie stawiaj sobie poprzeczki zbyt wysoko"

Życie jest za krótkie, żeby robić coś na siłę - uzasadnia swoją decyzję o powrocie Katarzyna, która z dużego miasta w Kanadzie przeprowadziła się na polską wieś. Tym, którzy się wahają, podpowiada, jak przygotować się do tego nowego etapu w życiu.

Tekst jest jedną z prac nagrodzonych w konkursie "Powrót z emigracji to nowy start". To inicjatywa towarzysząca serii reportaży "Zawróceni z emigracji" publikowanych na łamach Bankier.pl.

(YAY Foto)

"Pół roku temu weszłam na pokład dreamlinera lecącego z Toronto do Warszawy. W objęciach trzymałam mojego 14-letniego kota, a w luku bagażowym miałam dwie walizki. Reszta moich rzeczy spakowana w kontenerze czekała na wysyłkę do Polski. Tak zamknęłam 27-letni etap mojego życia spędzony w kraju pachnącym żywicą. 

W sierpniu 1990 roku odbyłam podobną podroż, tylko że w przeciwnym kierunku. Leciałam do męża z naszym 5-letnim synkiem, a mój i syna dobytek mieścił się w dwóch walizkach. Miał to być wyjazd tylko na trochę - na rok - żeby przekonać się, jak tam jest. Wyszło inaczej.

Kanady nienawidziłam serdecznie przez pierwsze dwa lata, kiedy nie mogłam jej opuścić w oczekiwaniu na papiery na stały pobyt. W trzecim roku, już na prawach rezydenta, mogłam wreszcie przyjechać do Polski i odwiedzić rodzinę. Dalej nie mogłam się odnaleźć w Kanadzie, brakowało mi bliskich, nie mogłam znaleźć sobie miejsca i satysfakcjonującego zajęcia; ciągle szukałam podobnych miejsc, jak w Polsce, podobnych ludzi, wszystko porównywałam do tego, co było w Polsce - oczywiście na niekorzyść Kanady.

Powoli się to zmieniało, zdobyłam nowy zawód, poszłam do pierwszej pracy, potem następnej, znalazłam nowych znajomych, zaczęłam poznawać kraj i ludzi i wreszcie zaczęło mi się tam coraz bardziej podobać. Za którymś razem, wracając z kolejnej krótkiej wizyty w Polsce, zobaczyłam baner na lotnisku w Toronto: Welcome home i zakręciła mi się łezka w oku – poczułam, że wracam do siebie, do domu. Ale zawsze bardzo tęskniłam za rodziną, zwłaszcza, że po roku od wyjazdu do Kanady odeszłam od męża i zostałam sama.

Powrót do Polski zaplanowałam już kilka lat temu. Zdałam sobie sprawę, że nie będę w stanie ogarnąć opieki nad rodzicami, będąc na drugim kontynencie. Dodatkowo mój syn, mimo że wychowany i wykształcony w Kanadzie, 5 lat temu postanowił wrócić do Polski, a ostatnio ożenił się z Polką. Na polu zawodowym poczułam się lekko wypalona pracą w korporacji, a życie w dużym mieście coraz bardziej mnie męczyło. Doszłam do wniosku, że życie jest za krótkie, żeby robić coś na siłę. I tak dojrzała we mnie decyzja, że zwolnię się z pracy i zamieszkam na wsi, wrzucę na luz i zacznę życie bardziej w zgodzie z rytmem natury i moimi potrzebami. Ten plan był raczej niewykonalny w Kanadzie, ale na szczęście w Polsce do podobnych wniosków doszła moja siostra. Wizja spokojnego życia na wsi, warzyw i owoców z własnego ogrodu, czasu dla rodziny i na przyjemności skłoniła nas do zakupu kawałka ziemi na Mazurach i zaczęłyśmy budowę naszych domów.

Przez ostatnie kilka lat w Kanadzie przygotowywałam się do tej dużej zmiany. Zapisałam się na kursy rolnicze i spędzałam weekendy na farmach pod Toronto. Czytałam wszystko, co się dało na temat naturalnej uprawy warzyw i owoców, hodowli zwierząt, prowadzenia gospodarstwa. W wakacje przylatywałam do Polski i na tempo nadganiałam budowę domu, potem przez resztę roku pilnowała budowy siostra. W rezultacie mój dom na wiosnę w tym roku był w stanie tak zwanym surowym zamkniętym.

Od pierwszego dnia po powrocie z Kanady wpadłam w wir prac budowlanych wykończeniowych i ogrodowych. Był (i nadal jest) to morderczy wyścig z czasem, żeby zdążyć przed zimą i mrozami. Ten, kto budował dom w Polsce wie, jaka to jest droga przez mękę. Na to nałożyło się załatwianie mienia przesiedleńczego, instalowanie się w nowym miejscu i załatwianie wszystkich formalności, żeby na nowo zaistnieć w Polsce. Papierologia jest przerażająca.

Muszę przyznać, że przeprowadzka z Kanady do Polski była i jest dla mnie jak druga emigracja. Niby mówi się, że wraca się „do siebie”, ale tak naprawdę, to po tylu latach mieszkania gdzieś indziej, nie licząc bardzo krótkich wizyt u rodziny w Polsce, to jest to jednak jak następna emigracja. Ja praktycznie całe moje dorosłe życie spędziłam w Kanadzie, do której wyjechałam zaraz po skończeniu studiów. Cała moja kariera zawodowa była związana z praca w Kanadzie i w języku angielskim. Przyjaźnie z młodości i dzieciństwa się pourywały i zostały zastąpione znajomościami i przyjaźniami zawiązanymi w Kanadzie. Kanada stała się moim domem. I teraz zauważam u siebie podobna reakcje, jak po emigracji do Kanady - często porównuję to, co w Polsce do tego, co w Kanadzie, i oczywiście w 95 proc. jest to na niekorzyść Polski. 

Powrót do Polski traktuję jako kolejny etap w życiu, bo zaczynam zupełnie od nowa. Nie tylko zmieniłam kontynent, ale także styl życia. Mieszkanie w dużym mieście i pracę w dużej korporacji zamieniłam na życie na wsi w drewnianej starej chałupie i pionierskie życie osadnika. Komputer zamieniłam na siekierę i piłę spalinowa, szpilki na walonki. I na razie jest mi z tym dobrze.

Z racji zawodowego skrzywienia (jestem PMP) postanowiłam podsumować pierwsze półrocze spędzone w RP i zobaczyć, jaki jest stan faktyczny i jak się to ma do tego, co sobie zaplanowałam i wyobraziłam.

Pierwsze pół roku - post-mortem lessons learned

Co poszło dobrze

  1. Przez pierwsze 5 miesięcy, dzięki gościnności rodziców,  miałam gdzie wygodnie mieszkać, pracując nad moją chałupą, żeby się nadawa do zamieszkania.
  2. Wsparcie mojej rodzinki i jej pomoc w załatwianiu codziennych spraw w urzędach, oraz ogólne wprowadzenie w realia życia w Polsce zaoszczędziło mi bardzo dużo czasu, pieniędzy i kłopotów.
  3. Pomoc przyjaciół w Kanadzie w przygotowaniach do wyjazdu i w pakowaniu była bezcenna. Bez nich nie dałabym rady, fizycznie i psychicznie. Tym trudniej było się z nimi pożegnać.
  4. Udało mi się spakować 80 proc. tego, co chciałam zabrać. Stosunkowo niewiele rzeczy zapomniałam albo żałuję, że nie zabrałam.
  5. Wysyłka mienia kontenerem okazała się bardzo dobrą decyzją: niewiele rzeczy uległo zniszczeniu w transporcie i nic nie zginęło.
  6. Przewóz kota, po załatwieniu papierów w Kanadzie, był superłatwy i bezstresowy. Kot leciał ze mną w kabinie, a w Polsce się zaaklimatyzował nadspodziewanie bardzo dobrze, mimo podeszłego wieku i diametralnej zmiany stylu życia.
  7. Jeszcze w Kanadzie udało mi się znaleźć przez internet odpowiedniego psa do adopcji. Wprawdzie musiałam pojechać po niego aż na Śląsk, ale zaadoptowałam wspaniałego psa, syberyjskiego husky'ego, który dogadał się z moim kotem. Znaleźć psa do adopcji, kiedy się ma konkretne wymagania, nie jest łatwo i w moim wypadku zajęło to ponad pół roku.
  8. Nie wiem, kiedy i jak, ale schudłam ponad 25 funtów, bez diety i katowania się na siłowni. Nie ma to jak praca na świeżym powietrzu i ruch. Długie spacery (raczej marszobiegi) z psem trzy razy dziennie też zrobiły swoje.

Co poszło nie tak?

  1. Przeliczyłam się z siłami, pakując rzeczy, i gdyby nie pomoc przyjaciół w ostatnich dwóch tygodniach, nie byłabym w stanie się wyrobić. Zaczęłam pakowanie w styczniu, ale chodząc do pracy do połowy kwietnia nie dałam rady wszystkiego przygotować. Jest bardzo ciężko ocenić, ile czasu trzeba na pakowanie, zwłaszcza że nie pakuje się wszystkiego, jak leci, tylko robi się selekcje, co zabrać, co oddać, co zostawić.
  2. Ostatnie 6 tygodni to był istny maraton - pod względem psychicznym i fizycznym. Przyjechałam do Polski skrajnie wykończona, bo pracowałam niemal do końca i ogarniałam wyjazd w tym samym czasie. Powinnam zwolnić się z pracy co najmniej 4 tygodnie przed wyjazdem, a nie tylko półtora tygodnia, jak zrobiłam.
  3. Nie zabrałam wszystkiego, co chciałam wziąć, część rzeczy oddałam, zostawiłam, zapomniałam zabrać, bo po prostu zabrakło mi czasu i sił.
  4. Nie przewidziałam wszystkich sytuacji i nie zabezpieczyłam się na wszystkie ewentualności. Na przykład powinnam wyrobić jeszcze jedną kartę do banku.
  5. Nie jest łatwo odnaleźć się w rodzinie po 20+ latach mieszkania samemu.
  6. Zderzenie z polską szarą codziennością jest bardzo bolesne. Większość rzeczy wydaje się pod górkę, nawet najprostsze, oczywiste sprawy urastają do rangi problemu, z którym trzeba się zmierzyć i powalczyć o załatwienie. Zajmuje to czas, zużywa energię i frustruje.
  7. Mój harmonogram budowlano-osiedleńczy poszedł do kosza, bo nijak miał się do rzeczywistości. Wszytko trwa dwa albo trzy razy dłużej, niż planowałam. Na przykład w Kanadzie przejazd 100 km to godzinka jazdy samochodem - tu to wyprawa na pół dnia albo i więcej.
  8. Język polski niby znam, ale czasem mam problemy ze zrozumieniem i brakuje mi słów, zwłaszcza w urzędach i w banku. Pomoc rodziny lub znajomych jest absolutnie konieczna, bo można się nieźle wkopać.
  9. Przyzwyczajenie się do jeżdżenia po polskich drogach to temat na oddzielny rozdział. Ja dalej mam wrażenie, że tu nikt nie przestrzega przepisów i co drugi kierowca chce mnie zabić.

Jeśli ktoś rozważa powrót z emigracji, to radzę się dobrze do tego przygotować i wszystko sobie dokładnie przemyśleć. Warto mieć plan awaryjny i zachować dużą elastyczność. Przygotowania do wyjazdu trzeba zacząć jak najwcześniej. Nie stresować się i nie stawiać sobie za wysoko poprzeczki. 

I zawczasu zainstalować polskie znaki na komputerze, bo inaczej będą duże problemy z poprawnym pisaniem".

Kasia

Wyniki konkursu "Powrót z emigracji to nowy start"

Uczestnicy konkursu "Powrót z emigracji to nowy start" rywalizowali o nagrodę główną, czyli 1000 złotych, ufundowaną przez partnera konkursu - firmę Provident. Zdobywca nagrody głównej oraz trzej wyróżnieni uczestnicy konkursu otrzymują również książki "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą".

Nagrodę główną, czyli 1000 zł oraz książkę "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą" z autografem autorki otrzymała czytelniczka podpisująca się inicjałami MM (imię i nazwisko do wiadomości redakcji). Zwycięską pracę Jak przekuć powrót z emigracji w sukces? "Nie licz, że po powrocie do Rzeszowa będziesz wiódł nowojorskie życie" można przeczytać tutaj.

Dodatkowo trzy wyróżnienia (książki: "Tam mieszkam. Życie Polaków za granicą") przyznano autorkom prac:

  1.  Starych drzew się nie przesadza? Powrót z emigracji po sześćdziesiątce w praktyce.
  2. "Powrót do Polski to nie jest podróż all-inclusive. W niej musi się chcieć".
  3. "Wracasz z emigracji? Nie stawiaj sobie poprzeczki zbyt wysoko".

Gratulujemy zwycięzcom i zachęcamy do lektury zwycięskiej pracy w konkursie "Powrót z emigracji to nowy start".

opracowanie: Malwina Wrotniak

Fundatorem nagrody głównej w konkursie był Partner Konkursu - firma Provident
Fundatorem nagrody głównej w konkursie był Partner Konkursu - firma Provident
Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
6 7 czarex85

Każda zmiana kraju to dużo zawracania głowy jak również duży koszt psychiczny, fizyczny i finansowy. Tak jak to zostało napisane "powrót" po x latach to tez emigracja, a młodsi się nie stajemy. W takie rzeczy można się bawić jak się jest relatywnie młodym, ma się sile i jest się skłonnym do poświęceń i wyrzeczeń. Ale po 50tce? Po co? Życie już ułożone jest i człowiek powinien się skupić na przyjemnościach.
Tekst czysto propagandowy.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz