Prezydent a gospodarka. Ile są warte wyborcze obietnice Dudy i Trzaskowskiego?

Krzysztof Kolany2020-07-07 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2020-07-07 06:00
FORUM

Trwa dogrywka kampanii prezydenckiej. Kandydaci prześcigają się w obietnicach, jak to dobrze będzie nam, gospodarce i naszym portfelom, jeśli tylko ich wybierzemy. Sprawdzamy, co faktycznie może prezydent, a zatem jaka jest wiarygodność przedwyborczych obietnic.

W wyborczej dogrywce popierany przez Prawo i Sprawiedliwość urzędujący prezydent Andrzej Duda zmierzy się z pretendentem z opozycyjnej Platformy Obywatelskiej Rafałem Trzaskowskim. Głosowanie w II turze odbędzie się w niedzielę, 12 lipca.

Co w Polsce może prezydent?

Wbrew potocznej opinii prezydent w Polsce nie jest „strażnikiem żyrandola”,  czyli stanowiskiem stricte reprezentacyjnym. Urząd ten w rękach sprawnego polityka zapewnia spory zakres władzy i umożliwia realizację śmiałego programu politycznego.

Po pierwsze, w polskiej sytuacji politycznej i konstytucyjnej prezydent jest faktycznie jedynym ośrodkiem równoważącym i blokującym władzę większości rządowej. W sytuacji gdy Sejm został sprowadzony do roli maszynki do głosowania, gdy ustawy pisane są przez rządowych urzędników, a kontrola sprawowana przez Trybunał Konstytucyjny stała się fikcją, jedynie prezydenckie weto może hamować szkodliwe zapędy władzy. To instrument, z którego obecny prezydent Andrzej Duda korzystał rzadko, wetując raptem 9 ustaw.

Do odrzucenia prezydenckiego weta potrzeba większości 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów – czyli 276 posłów przy pełnej frekwencji. W obecnej konfiguracji sejmowej tyloma „szablami” dysponują połączone kluby PiS-u i Lewicy (284) lub PiS-u, PSL-Kukiz15 i Konfederacji (276). Jednak w praktyce odrzucenie prezydenckiego weta może nie być takie proste. Dysponując prawem weta, prezydent może uniemożliwić podwyżki podatków oraz zatrzymać ustawy ograniczające swobodę rozporządzania przez nas naszymi pieniędzmi.

Po drugie, prezydent dysponuje inicjatywą ustawodawczą. Ta prerogatywa w połączeniu z wetem sprawnemu politykowi pozwala na „przepchnięcie” przez parlament własnych projektów ustaw. W myśl zasady quid pro quo prezydent może podpisać jakąś ustawę wychodzącą z Sejmu w zamian za przegłosowanie własnego projektu. To główny sposób, w jaki głowa państwa może wcielać w życie swoją agendę polityczną. Wymaga ona jednak parlamentu choć trochę skłonnego do współpracy, o co w dobie „totalności” sporu politycznego może nie być łatwo.

Kliknij, żeby zapisać się na webinar / Bankier.pl

Po trzecie, prezydent przy współpracy z większością w Senacie ma prawo ogłaszać ogólnokrajowe referenda. Co prawda ta forma demokracji bezpośredniej nie jest w Polsce wiążąca (rząd może bezkarnie zignorować wolę ludu), ale może kształtować dyskusję polityczną i skupiać uwagę opinii publicznej na obiektywnie ważnych kwestiach (i to nie tylko gospodarczych).

Po czwarte, Konstytucja przyznaje prezydentowi „furtkę” do skrócenia kadencji  parlamentu i rozpisania przedterminowych wyborów. Artykuł 225 głosi, że „jeżeli w ciągu 4 miesięcy od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy budżetowej nie zostanie ona przedstawiona Prezydentowi Rzeczypospolitej do podpisu, Prezydent Rzeczypospolitej może w ciągu 14 dni zarządzić skrócenie kadencji Sejmu.”  Równocześnie Rada Ministrów ma konstytucyjny obowiązek (art. 222 Konstytucji) przedłożenia Sejmowi ustawy budżetowej do końca września. Jeśli więc do końca stycznia budżet nie wyląduje na prezydenckim biurku (co przez ostatnie 20 lat w Polsce było normą), prezydent może rozwiązać parlament. To prerogatywa umożliwiająca wywarcie silnego nacisku na większość rządzącą i swoisty „guzik atomowy” w warunkach polskiego budżetowego rozgardiaszu.

Po piąte, Konstytucja daje prezydentowi pośrednie kompetencje w zakresie polityki monetarnej. To prezydent desygnuje prezesa Narodowego Banku Polskiego, którego musi jeszcze zatwierdzić Sejm. 6-letnia kadencja obecnego szefa NBP kończy się w czerwcu 2022 roku i to wybrany w tych wyborach prezydent najprawdopodobniej wybierze następcę Adama Glapińskiego. Prezes NBP odgrywa kluczową rolę w prowadzeniu polityki pieniężnej oraz w zakresie finansowania potrzeb rządu, mając spory wpływ na wysokość zysku wpłacanego do budżetu państwa. A także na „niestandardowe” metody wspierania rządu, jak choćby prowadzony od marca 2020 roku program skupu obligacji, faktycznie będącym instrumentem finansowania deficytu finansów publicznych.

Ponadto nowy prezydent wybierze trzech członków Rady Polityki Pieniężnej, ustalającej m.in. wysokość stóp procentowych. Kadencje zgłoszonych przez prezydenta Dudę Łukasza Hardta i Kamila Zubelewicza kończą się w lutym 2022 roku. Zatem od połowy 2022 roku prezydent przy współpracy z Senatem może zmienić skład RPP na bardziej „jastrzębi”. Czyli taki, który będzie bardziej skłonny do podnoszenia stóp procentowych. Byłaby to zła wiadomość dla rządu (który lubi jak najniższe stopy procentowe) i dobra dla oszczędzających poddanych pod represję finansową przez obecną RPP.

Po szóste, w razie kryzysu rządowego lub wyborów to prezydent desygnuje nowego premiera. Polityczna praktyka jest taka, że robi to po konsultacjach z przedstawicielami klubów parlamentarnych. Ale Konstytucja pozwala na desygnowanie na Prezesa Rady Ministrów dowolnego pełnoletniego obywatela RP. Prezydent może więc tu sporo namieszać, czego dowodem jest przeforsowanie na premiera Marka Belki przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w 2004 roku.

Po siódme, prezydent dysponuje konstytucyjnym prawem łaski. Przyzwyczailiśmy się, że prerogatywa ta stosowana jest okazjonalnie i tylko w wyjątkowych przypadkach. Można sobie jednak wyobrazić sytuację, gdy prezydent masowo ułaskawia skazanych z określonego paragrafu. Na przykład za niepłacenie podatku dochodowego, składek ZUS czy posiadanie narkotyków. Taki niekonwencyjny ruch w praktyce znosiłby działanie części istniejących ustaw.

Co obiecują kandydaci?

Gdy tylko PKW ogłosiła wyniki, ruszyła lawina przedwyborczych obietnic. Obaj kandydaci wiedzą, że jeśli chcą wygrać, to muszą przyciągnąć do siebie nowych wyborców. W sztabach wyborczych zapewne już policzono, jaką część elektoratu pozostałych kandydatów trzeba przekonać, aby wygrać II turę. Wyborca powinien jednak mieć świadomość, że wyborcza obietnica nie jest prawnie wiążącym kontraktem i że polityk może ją złamać, nie ponosząc z tego tytułu żadnych konsekwencji.

A ponieważ specom od politycznego marketingu zapewne wyszło, że o wyniku II tury mogą zadecydować wolnościowo nastawieni wyborcy Krzysztofa Bosaka, to nie dziwi, że kandydaci nagle zaczęli deklarować, jak to popierają niskie podatki. Prezydent Andrzej Duda powiedział: „my obniżamy podatki”. Była to deklaracja mocno mijająca się z rzeczywistością. Urzędujący prezydent podpisał ustawy wprowadzające, zaostrzające lub podnoszące ponad 30 danin, podatków i opłat.  

Przypomnijmy, że przez ostatnie 5 lat wprowadzono m.in.: podatek bankowy, tzw. daninę solidarnościową, opłatę emisyjną (od paliw), podatek od nieruchomości komercyjnych, opłatę wodną, utrzymanie podniesionych stawek VAT, podwyżkę akcyzy na alkohol i papierosy, ograniczenie liniowego PIT-u, obniżenie (lub likwidacja) kwoty wolnej od podatku dla lepiej zarabiających podatników. Wszystkie te obciążenia fiskalne w mniejszym bądź większym stopniu ostatecznie zostały przerzucone na konsumenta w postaci wyższych cen towarów i usług.

W drodze jest jeszcze podatek handlowy, cukrowy i od serwisów VOD. Ten ostatni wszedł w życie tego samego dnia, gdy prezydent Duda chwalił się obniżaniem podatków. Dodajmy do tego coraz to nowe uprawnienia dla coraz to bardziej represyjnego aparatu skarbowego – wszystko to przeszło przez biurko prezydenta Andrzeja Dudy bez sprzeciwu ze strony głowy państwa.

Co więcej, prezydent Duda nie wywiązał się ze złożonej w 2015 roku obietnicy podniesienia kwoty wolnej od podatku PIT. Kwota wolna miała wzrosnąć z 3091 zł do 8000 zł. Ale dla ponad 90% podatników pozostała bez zmian, dla części została zmniejszona, a niektórym w ogóle odebrana. Wyższą kwotą wolną cieszyć się mogą tylko osoby zarabiające w granicach 13 000 zł rocznie – czyli 1083 zł miesięcznie. Obiecane przez prezydenta 8 000 zł dotyczy tylko osób, które w ciągu roku zarobią nie więcej niż… 8 000 zł (średnio 666,67 zł miesięcznie). Zatem kwota wolna nie wzrosła nawet dla ludzi pobierających przez cały rok minimalne wynagrodzenie.

Prezydent Duda zatwierdził cztery redukcje obciążeń podatkowych. Była to obniżka najniższej stawki PIT (z 18% do 17%) oraz podniesienie i tak śmiesznie niskich kosztów uzyskania przychodu (ze 111,25 zł do 250 zł miesięcznie). Drugą było zwolnienie z podatku od pracy osób do 26. roku życia. Trzecia to obniżenie stawki CIT dla małych przedsiębiorstw (z 18% do 15%, a następnie 9%) oraz tzw. mały ZUS dla samozatrudnionych. Jednakże statystyka jest tu nieubłagana: na każdą z tych obniżek przypadało ok. 8 przepisów podnoszących, zaostrzających lub wprowadzających nowe daniny. Trudno natomiast uznać za obniżkę podatków zmianę tzw. matrycy vatowskiej, która obniża stawki VAT na niektóre produkty, a na niektóre podnosi. Tu wszystko zależy od profilu konsumpcji konkretnego obywatela.

Wybierzemy prezydenta kontynuacji

Można powiedzieć, że pod względem podatkowym Andrzej Duda i jego obóz polityczny kontynuują politykę Platformy Obywatelskiej, z której wywodzi się Rafał Trzaskowski. Kandydat PO piastował stanowisko ministra cyfryzacji w rządzie Donalda Tuska. Tak,  w tym samym układzie rządowym, który wprowadził lub podniósł 20 podatków i opłat, m.in. stawki VAT, „składkę” rentową, akcyzę (na olej napędowy i wódkę), „kagiemne” (które PiS obiecywał znieść, a nie zniósł), myto (via toll) i ozusował umowy zlecenia. Nie przypominam sobie, aby Rafał Trzaskowski jako polityk PO zabierał głos przeciwko podwyżkom tych podatków. Tak samo jak teraz nie mówi o ich zniesieniu. Ba, nie deklaruje nawet likwidacji żadnej z danin wprowadzonych za rządów PiS.

W tym kontekście przedwyborcza deklaracja Rafała Trzaskowskiego, że nie zgadza się na podwyższania i nakładanie nowych podatków, nie wygląda zbyt wiarygodnie. Kandydat opozycji miał mnóstwo czasu na krytykowanie wyższych podatków i deficytu budżetowego, gdy jeszcze sam zasiadał w ławach rządowych. Ale wtedy tego nie robił. Zapytany o propozycję PO z 2005 roku 3x15 (czyli o ustalenie na poziomie 15% jednolitej stawki PIT, CIT i VAT) Trzaskowski odparł, że teraz dostrzega potrzebę obniżenia stawek VAT tylko o 1 punk procentowy. Czyli o ten punkt, o który stawki "tymczasowo" podniesiono za rządów Platformy Obywatelskiej i PSL.

W sprawach fundamentalnych Andrzeja Dudę i Rafała Trzaskowskiego znacznie więcej łączy niż dzieli. Obaj opowiadają się za utrzymaniem wysokich wydatków socjalnych (w tym utrzymaniem 500+) i obniżonego wieku emerytalnego. Żaden z nich nie deklaruje istotnego obniżania stawek lub likwidacji danin i podatków płaconych przez obywateli.  Żaden z kandydatów nie opowiedział się za wprowadzeniem rozwiązania niemieckiego, gdzie rząd zamiast uprawiać socjalne rozdawnictwo po prostu tymczasowo (do końca roku) obniżył podstawową stawkę VAT z 19% do 16% (i z 7% do 5% w przypadku stawki obniżonej).

Zabawne jest też, że kandydat KO podnosi te same obietnice, które 5 lat temu deklarował Andrzej Duda. Chodzi o kwestie wsparcia dla frankowiczów, podniesienia kwoty wolnej od podatku czy rezygnacji z „opitowania” emerytur. Najwyraźniej jest to „zestaw obowiązkowy” obietnic prezydenckich, składany regularnie co pięć lat i potem zgodnie nierealizowany (aby znów móc to samo obiecać za 5 lat). Dziwne tylko, że wyborcy to tolerują wciąż głosując na te same ugrupowania polityczne.

OFE tematem tabu

Rafała Trzaskowskiego i Andrzeja Dudę łączy też milczenie w kwestii przyszłości Otwartych Funduszy Emerytalnych, w których Polacy zgromadzili ponad 125 mld złotych. Rząd Donalda Tuska w 2014 roku pozbawił OFE 51,5% aktywów. Z kolei rząd Mateusza Morawieckiego chciał zlikwidować OFE od 1 lipca 2020 roku, pobierając przy tym 15-procentową „opłatę przekształceniową”. Jednakże koronawirusowy krach na rynkach akcji skłonił rząd do przesunięcia likwidacji OFE przynajmniej o rok. Prezydenccy kandydaci niewiele mówią o kwestiach emerytalnych: zarówno o OFE, jak i o PPK, jak i o przyszłości ZUS-u. Temat ten w kampanii wyborczej zbywany jest milczeniem.

Z punktu widzenia przyszłych emerytów znaczenie ma też fakt, że żaden z kandydatów nie podniósł ani kwestii likwidacji podatku Belki, ani zwiększenia limitów wpłat na IKE czy IKZE. Jak rozumiem obaj chcą, aby emerytalne oszczędności Polaków wciąż były opodatkowane i aby jak najbardziej zniechęcać ludzi do samodzielnego gromadzenia pieniędzy na starość. Nie wspomnę już o tym, że w prezydenckiej debacie kwestia giełdy i inwestorów indywidualnych w ogóle nie została poruszona.

Taktyka kontra fundamenty

W fundamentalnych kwestiach gospodarczych obu kandydatów niewiele dzieli. Zarówno Duda jak i Trzaskowski są gwarancją kontynuacji etatystycznej polityki gospodarczej prowadzonej przez ostatnie 20 lat. Jeden i drugi obiecuje rozmaite profity grupom interesu, finansując to wszystko naszymi pieniędzmi. Bo wyższe wydatki państwa w konsekwencji zawsze skutkują wyższymi podatkami płaconymi przez obywateli.

Istnieje natomiast istotna różnica taktyczna. Jestem skłonny uwierzyć, że Rafał Trzaskowski jako prezydent Polski zawetuje podwyżki podatków proponowane przez rządy PiS-u. Ale czy równie ochoczo będzie wetował nowe podatki, jeśli po wyborach w 2023 roku (lub wcześniejszych) zmieni się większość sejmowa? Śmiem wątpić. A przecież prezydenta wybieramy na 5 lat.

To samo odnosi się kandydatury urzędującego prezydenta. Owszem, reelekcja Andrzeja Dudy prawdopodobnie oznacza trzy kolejne lata faktycznych rządów partii Jarosława Kaczyńskiego i utrzymanie skupienia prawie całej władzy w rękach jednego obozu politycznego. Ale nikt nie wie, co stanie się za trzy lata i jak wtedy będzie wyglądał skład parlamentu.

Reasumując, w drugiej turze tegorocznych wyborów prezydenckich wybór jest w zasadzie pozorny. Obaj kandydaci są politykami kontynuacji kierunku z ostatnich 20 lat. Różnią ich detale światopoglądowe, przynależność partyjna i wektory w polityce zagranicznej. Ale z punktu widzenia naszego portfela różnice są marginalne.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Rozwiń firmę z terminalem płatniczym

Rozwiń firmę z terminalem płatniczym

Advertisement

Komentarze (101)

dodaj komentarz
przemek_opinia
Warte przeczytania:
https://zapodaj.net/0d94163c4b70e.jpg.html
pstrzezek
Od 16 czerwca nie było ani JEDNEGO posiedzenia rządu, w czasie gdy jest to najbardziej potrzebne
pstrzezek
Ile kasy tylko w ostatnie dwa tygodnie przepalił ten rząd i ministrowie łącznie z premierem, jeżdżąc po całej Polsce w kampanii wyborczej "prezydenta wszystkich Polaków"?? Wręczając papierowe czeki i promując papierowe państwo. Konkrety proszę
przemek_opinia
Konkrety.
Kampania wyborcza nie jest pokrywana z pieniędzy podatnika w zakresie w którym nie obejmuje.
Trzaskowski nie zajmuje się stolicą tylko kampanią. Tutaj proszę policzyć straty i nonszalancje PO. Mają tak słabe kadry, że nie mieli kogo wystawić i muszą zabierać polityka, który urzęduje co oznacza możliwość
Konkrety.
Kampania wyborcza nie jest pokrywana z pieniędzy podatnika w zakresie w którym nie obejmuje.
Trzaskowski nie zajmuje się stolicą tylko kampanią. Tutaj proszę policzyć straty i nonszalancje PO. Mają tak słabe kadry, że nie mieli kogo wystawić i muszą zabierać polityka, który urzęduje co oznacza możliwość kolejnych wielomilionowych kosztów dla stolicy.
Papierowe czeki i papierowe państwo, a proszę mi pokazać które Państwo na świecie (z nielicznymi wyjątkami) nie jest papierowe. USA, Francja, Niemcy z bilionami dodruku, proszę Pana bardzo o logike.
przemek_opinia
Trzaskowski mówi, "że będzie współpracował z każdym." Przed chwilą mówił, że "będzie wypalał żelazem wszystko co zrobił PiS." I właśnie tak jest z PO-KO powiedzą wszystko jak chorągiewka wieje. Bez żartów on i jego partia współpracują z każdym??? Co to za pusty frazes. Widzimy jak przez Trzaskowski mówi, "że będzie współpracował z każdym." Przed chwilą mówił, że "będzie wypalał żelazem wszystko co zrobił PiS." I właśnie tak jest z PO-KO powiedzą wszystko jak chorągiewka wieje. Bez żartów on i jego partia współpracują z każdym??? Co to za pusty frazes. Widzimy jak przez lata jedyne co mają to straszenie pisem, a jak się zapytać o program gospodarczy PO to odpowiedzi w stylu: "no co pan, to nie jest ważne trzeba zniszczyć pis i odsunąć od władzy, bo wywoła wojnę" lub inne frazesy, których już się słuchać nie da. Tak krytykowali 500+ i osoby je pobierające patologią nazywali, a teraz Trzaskowski 200zł+ tu, a tam 10 0000 zł dla mieszkaniówki (jak deweloperzy podbiją po tym ceny mieszkań do dopiero obudzicie się wtedy?) Teraz to on będzie "rozdawał" nie swoją kasę. I taki to program gospodarczy. A poza tym chcieć to on sobie może. Jeśli jego założenia będą różniły się od założeń Sejmu i Rządu to nic nie może. Andrzej Duda był wstanie realizować obietnice wyborcze z przed 5 lat, ponieważ miał wspólną linię programową z Rządem i dlatego dużo rzeczy weszło.

Takich frazesów o współpracy przez PO się słuchać nie da. Przecież widzimy jak to wygląda teraz. Opozycja niezależnie co zrobi Rząd jest na nie. Jedyne zadanie Trzaskowskiego będzie polegać na destabilizacji pracy sejmu i wetowaniu ustaw. Tego chcecie? Wnioskuję, że odpowiedzialni ludzi tego nie chcą. Inwestycje są realizowane. Mamy projekty Mierzei, Jedwabny Szlak, Trójmorze, PGNiG poszerza sieć dystrybucji i produkcja tak jak Orlen.



Poniżej parę spełnionych obietnic Andrzeja Dudy:

- spełnienie zasad polityki pro rodzinnej i 500+,
- odwrócenie reformy emerytalnej PO-PSL,
- likwidacja gimnazjów,
-zwiększenie uprawnień obywateli w zakresie referendów lokalnych i ogólnokrajowych,
- obywatelskie wnioski ustawodawcze nie mogą być odrzucane w pierwszym czytaniu
- powołał Narodową Radę Rozwoju i Radę Przedsiębiorczości,
- zapewnienie wzrostu minimalnego wynagrodzenia,
- program mieszkaniowy,
-zniesienie obowiązku szkolnego dla 6-latków,
- ustawa o ziemi,
- Narodowa Rada Rozwoju,
- likwidacja Bankowego Tytułu Egzekucyjnego, podejmowanie działań w zakresie ochrony klientów podmiotów rynku finansowego przez rzecznika klientów banków,
- obniżenie CIT dla mikro przedsiębiorców.

przemek_opinia
,,Moim zdaniem pan Trzaskowski nie jest człowiekiem, który w normalnej rozmowie potrafi odpowiedzieć trafnie, dobrać właściwie myśli. W normalnej dyskusji, kiedy nie można operować hasłami, mógłby dużo stracić"

Puste frazesy to siłą Trzaskowskiego. A także to, że ma krótką kampanię (ponieważ wcześniej
,,Moim zdaniem pan Trzaskowski nie jest człowiekiem, który w normalnej rozmowie potrafi odpowiedzieć trafnie, dobrać właściwie myśli. W normalnej dyskusji, kiedy nie można operować hasłami, mógłby dużo stracić"

Puste frazesy to siłą Trzaskowskiego. A także to, że ma krótką kampanię (ponieważ wcześniej była dramatyczna Kidawa). I ta krótka kampania to jego szczęście, ponieważ jakby ludzie nasłuchali się go dłużej to sami zaczęliby dochodzić do przemyśleń, że coś z nim nie tak. Dziennikarzowi, który zapytał o ścieki, odpowiedział, że jak dojdzie do władzy to media nie będą mogły zadawać takich pytań. Szczyt hipokryzji i niby "wielki demokrata". Szanowni Państwo nie musicie uwielbiać PiSu, ale jednak Trzaskowski nie jest żadną alternatywą dla Polski.
sel
Pewny to jest tylko ogromny wzrost podatków przez 5 lat i wzrost cen ,i coraz wyższa inflacja , wstrzymanie inwestycji , zostały tylko gatki o nich , a na sto procent rosną kary 10 razy !!! i te administracyjne z byle powodu 30000zł , a do tego dyktatura przejmuje sądy, ostatni niezależny organ w państwie który mógł Pewny to jest tylko ogromny wzrost podatków przez 5 lat i wzrost cen ,i coraz wyższa inflacja , wstrzymanie inwestycji , zostały tylko gatki o nich , a na sto procent rosną kary 10 razy !!! i te administracyjne z byle powodu 30000zł , a do tego dyktatura przejmuje sądy, ostatni niezależny organ w państwie który mógł bronić obywateli i skazywać partyjnych kłamców i oszustów, to nigdzie się nie odwołasz i żaden partyjny kacyk nie będzie ścigany za kradzieże i oszustwa.
przemek_opinia
Kolejna kłamliwa wypowiedź!!! Straszenie i przytaczanie informacji bez pokrycia. Ceny w wielu przypadkach spadają:
https://zapodaj.net/3989e293d7196.jpg.html
oloch odpowiada przemek_opinia
Wypowiedź to tylko opinia. Każdy swoje opinie opiera na swojej cząstkowej wiedzy. Jako klient sklepów widzę wyraźna i spora podwyżkę cen większości produktów spożywczych i przemysłowych. To są fakty. Co do sądów to dziwię się, że ktoś jeszcze broni sędziów, którzy skazywali ludzi pod dyktat PZPR. Pewnie sam Wypowiedź to tylko opinia. Każdy swoje opinie opiera na swojej cząstkowej wiedzy. Jako klient sklepów widzę wyraźna i spora podwyżkę cen większości produktów spożywczych i przemysłowych. To są fakty. Co do sądów to dziwię się, że ktoś jeszcze broni sędziów, którzy skazywali ludzi pod dyktat PZPR. Pewnie sam jest takim sędzią, albo członkiem jego rodziny....
przemek_opinia odpowiada oloch
Tyko, że często te "wypowiedzi" są nierzetelne i nieobiektywne, a mają charakter sformułowania jakby były sprawdzone i podawały fakty. To co dzieje się teraz z cenami często wynika z zachowania polskich przedsiębiorców chcących "odbić sobie" tygodnie zamknięcia gospodarki. U fryzjera płacę 50% Tyko, że często te "wypowiedzi" są nierzetelne i nieobiektywne, a mają charakter sformułowania jakby były sprawdzone i podawały fakty. To co dzieje się teraz z cenami często wynika z zachowania polskich przedsiębiorców chcących "odbić sobie" tygodnie zamknięcia gospodarki. U fryzjera płacę 50% więcej. Jak na podstawie takich "odbić" będzie podawać się inflację i obarczać winą rząd to jest to nierzetelna informacja.
Ja osobiście znaczącego wzrostu cen artykułów spożywczych nie widzę. Ale tutaj w zależności od tego co kupujemy nasze zdania mogą się różnić i być czysto subiektywne.
Odnośnie sądów - zgadzam się z Panem.

Powiązane: Wybory prezydenckie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki