Wrzucając głos do urny w wyborach prezydenckich będziemy mieli pewien wpływ na przyszłość Rady Polityki Pieniężnej. Osoby powołane przez prezydenta mogą zaważyć na kierunku polityki monetarnej w najbliższych latach.


Polityka monetarna nie jest tematem, który rozpala największe przedwyborcze emocje. Chociaż stopy procentowe mają spory wpływ na życie milionów Polaków, sprawa ta rzadko trafia do głównego nurtu debaty publicznej.
Stan ten po części związany jest to z obowiązującym na świecie paradygmatem niezależności ciał decydujących o stopach (w Polsce jest to Rada Polityki Pieniężnej) i samych banków centralnych od polityków. W obecnym systemie bankierzy centralni odpowiedzialni są co najwyżej przed Bogiem i historią – teoretycznie żadna władza, o ile nie złamią prawa, nie może pozbawić ich kompetencji lub wywierać wpływu na ich decyzje.
Owa niezależność polityki monetarnej od polityki zwyczajnej nie oznacza jednak całkowitego braku związku miedzy nimi. Ostatecznie RPP tworzona jest z kandydatów wskazywanych przez trzy ośrodki władzy: Sejm, Senat i prezydenta. Każdy z nich wybiera po trzech przedstawicieli. W obecnym układzie pozycja prezydenta jest jednak szczególna, nie tylko ze względu na to, że wybory prezydenckie są tymi najbliższymi.
Dobra zmiana rozdała karty
Znaczna większość obecnego składu RPP zaczęła swoje kadencje w 2016 r., rok po tym jak Andrzej Duda wprowadził się do pałacu prezydenckiego, a Zjednoczona Prawica wygrała wybory parlamentarne. Wszyscy nowi kandydaci pochodzili zatem ze wskazania jednego obozu politycznego.

| Imię i nazwisko | Koniec kadencji | Instytucja powołująca |
|---|---|---|
| Grażyna Ancyparowicz | styczeń 2022 r. | Sejm |
| Eugeniusz Gatnar | styczeń 2022 r. | Senat |
| Jerzy Kropiwnicki | styczeń 2022 r. | Senat |
| Eryk Łon | styczeń 2022 r. | Sejm |
| Adam Glapiński | czerwiec 2022 r.* | Sejm/Prezydent |
| Łukasz Hardt | luty 2022 r. | Prezydent |
| Kamil Zubelewicz | luty 2022 r. | Prezydent |
| Jerzy Żyżyński | marzec 2022 r. | Sejm |
| Rafał Sura | listopad 2022 r. | Senat |
| Cezary Kochalski | grudzień 2025 r. | Prezydent |
| *
przewodniczący RPP będący jednocześnie prezesem NBP może zostać powołany na
drugą kadencję. Źródło: NBP |
||
Jedynym wyjątkiem był Jerzy Osiatyński, który do Rady wszedł w 2013 r. Powołanie zawdzięczał prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu, który wyznaczył go na następcę Zyty Gilowskiej po tym jak była minister finansów, powołana do RPP jeszcze przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zrezygnowała z zasiadania w Radzie ze względów zdrowotnych. Kadencja Osiatyńskiego dobiegła końca w grudniu 2019 r., a na jego miejsce Andrzej Duda powołał na 6-letnią kadencję Cezarego Kochalskiego.
Polityczna arytmetyka
Jeżeli IX kadencja Sejmu i X kadencja Senatu nie zostaną skrócone (kolejne wybory parlamentarne wypadają w 2023 r.), to powołanie Rady Polityki Pieniężnej V kadencji (organ ten funkcjonuje dopiero od 1998 r., na mocy konstytucji z 1997 r. ) odbywać będzie się w nieco innych realiach politycznych niż miało to miejsce w wypadku IV kadencji rozpoczętej w 2016 r.
Zakładając, że sytuacja w parlamencie pozostanie bez zmian, na początku 2022 r. sejmowa większość z Prawem i Sprawiedliwością na czele powoła trzech nowych członków RPP, którzy zastąpią Grażynę Ancyparowicz, Eryka Łona i Jerzego Żyżyńskiego.
W Senacie, gdzie kruchą większością dysponuje opozycja (wliczając w to senatorów niezależnych), w styczniu 2022 r. nastąpi wybór następców Eugeniusza Gatnara i Jerzego Kropiwnickiego, zaś w listopadzie zastąpiony zostanie Rafał Sura. Rozbieżność ta wynika z rezygnacji Marka Chrzanowskiego, który w RPP zabawił kilka miesięcy, a następnie przeniósł się na stanowisko szefa UKNF (opuścił je w wyniku „afery KNF” w 2018 r.).
Teoretycznie można więc wyobrazić sobie, że trzech „sejmowych” członków RPP może być przychylnych polityce rządu, zaś „senacka” trójka będzie ją kontestować. Nie od dziś wiadomo, że każda ekipa rządząca jest zwolennikiem łagodnej polityki monetarnej, która może napędzić konsumpcję, poprawić nastroje wśród wyborców-kredytobiorców czy obniżyć koszt finansowania długu publicznego. Trzy senackie szable to jednak za mało – do przeforsowania własnych propozycji obu obozom potrzebne będą głosy osób wskazanych przez prezydenta - trzech członków i prezesa NBP, który przewodniczy pracom RPP.
Prezydencki dwutakt
W wypadku wygranej Andrzeja Dudy, sytuacja zapewne nie ulegnie większej zmianie, a Adam Glapiński będzie mógł pozostać na stanowisku. Swoją drugą kadencję w fotelu prezesa NBP i trzecią w RPP (wszedł do niej w 2010 r.) spędziłby w otoczeniu osób powołanych w większości przez jego macierzysty obóz polityczny. Kandydaci wskazani przez senacką opozycję mogliby dodać jedynie nieco kolorytu posiedzeniom Rady, ale nic więcej.
Większe pole do spekulacji otwiera scenariusz, w którym prezydentem zostaje ktoś inny. Nowy prezydent musiałby w lutym 2022 r. wymienić Łukasza Hardta i Kamila Zubelewicza. Gdyby obaj desygnowani przez prezydenta członkowie RPP utworzyli wspólny front z trzema kandydatami wskazanymi przez Senat, wówczas w głosowaniach mógłby padać remis 5-5. Pozostałą piątkę tworzyłby bowiem prezes NBP, trzech członków powołanych przez Sejm oraz Cezary Kochalski.
Kwestię remisów w głosowaniach precyzuje Ustawa o NBP. Zgodnie z jej treścią, „w przypadku równej liczby głosów rozstrzyga głos Przewodniczącego Rady”. Przewodniczącym jest oczywiście prezes NBP, więc dopóki będzie nim Adam Glapiński, nawet okrojony do pięciu osób obóz „dobrej zmiany” miałby w RPP przewagę (aczkolwiek problem mógłby pojawić się przy braku udziału jednego z członków w posiedzeniu, co w przeszłości zdarzało się wielokrotnie).
Kooperacja albo klincz
Fundamentalny dla przyszłości RPP będzie zatem czerwiec 2022 r., kiedy zapadnie decyzja, co dalej z Adamem Glapińskim. Konstytucja stanowi, że „prezes Narodowego Banku Polskiego jest powoływany przez Sejm na wniosek Prezydenta Rzeczypospolitej na 6 lat”.
Gdyby prezydentem został kandydat opozycyjny, wówczas powołanie nowego prezesa NBP wymagałoby współpracy z kontrolującą Sejm Zjednoczoną Prawicą. Jak uczy doświadczenie związane z innymi konstytucyjnymi organami (Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy itp.), atmosfera sporu politycznego może mocno utrudnić przebieg tego procesu.
Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, w której kandydaci proponowani przez prezydenta nie zyskują akceptacji niższej izby parlamentu. Politycznej pikanterii takiemu scenariuszowi dodaje to, że zgodnie z ustawą, w takiej sytuacji obowiązki prezesa NBP nadal pełniłby Adam Glapiński.
- Sejm nie jest zobowiązany zaakceptować kandydata przedstawionego przez prezydenta. Teoretycznie może więc też odrzucać kolejne propozycje głowy państwa. Trzeba jednak pamiętać, że zarówno Sejm, jak i prezydent mają obowiązek postępować zgodnie z zasadą współdziałania władz, która została wyrażona w Preambule do Konstytucji. Oba te organy powinny więc dążyć w tej sprawie do kompromisu. Inicjatywa w tym zakresie spoczywa jednak na prezydencie, który dodatkowo jest gwarantem ciągłości władzy państwowej, co wyraża się m.in. w czuwaniu nad terminowym obsadzaniem urzędów konstytucyjnych. Powinien on więc proponować takich kandydatów, którzy mają realne szanse uzyskać odpowiednie poparcie w Sejmie - mówi dr Mateusz Radajewski z Wydziału Prawa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.
Ewentualny klincz wokół wyboru prezesa NBP byłby przedmiotem zainteresowania nie tylko komentatorów politycznych, lecz także zagranicznych instytucji finansowych. Obawy o negatywny wpływ polityków na prace RPP były podnoszone po wygranej Zjednoczonej Prawicy w wyborach jesienią 2015 r. To właśnie m.in. kwestia potencjalnego naruszania niezależności banku centralnego była jednym z motywów stojących za obniżeniem przez agencję S&P ratingu Polski w 2016 r. (choć nota została podwyższona, ponieważ obawy się nie ziściły).
Rada Podzielonych Profesorów
Wszystkie powyższe rozważania dotyczące wpływu „politycznego zaplecza” członków RPP na ich decyzję trzeba wziąć w pewien nawias. Nawet obecna kadencja RPP pokazuje, że ten sam obóz polityczny może powołać do Rady osoby o bardzo różnych przekonaniach. Ekonomia jest na tyle niejednorodną nauką, że dziesięcioosobowe grono akademików może prezentować szeroką paletę punktów widzenia.
Przykładowo, Eryk Łon (powołany przez Sejm) od lat namawiał NBP do cięcia stóp procentowych i prowadzenia rozmaitych eksperymentów, z kupowaniem akcji spółek z GPW na czele. Dla kontrastu, Kamil Zubelewicz (powołany przez prezydenta) głośno krytykował obniżanie stóp procentowych. Śledząc wypowiedzi członków RPP miesiąc po miesiącu (mało którzy przedstawiciele jakichkolwiek władz są tak wnikliwie analizowani przez inwestorów i ekonomistów) często da się także zauważać ewolucję poglądów, choć akurat w obecnej kadencji Rada jest dosyć stała w swoich poglądach.
Kolejna edycja ankiety @PAPBiznes dot. nastawienia członków RPP do polityki pieniężnej - niezmiennie gołębiomierz, a nie jastrzębiomierz. pic.twitter.com/wKtaeg2tGi
— Rafał Tuszyński (@R_Tuszynski) March 31, 2020
Dodatkowo, w porównaniu z wieloma innymi gremiami decydującymi o stopach procentowych, polska RPP wyróżnia się małym udziałem reprezentantów zarządu banku centralnego. Nawet jeżeli osoby te nie podlegają politykom, to w służbowej hierarchii znajdują się poniżej prezesa banku.
Tymczasem jedynym przedstawicielem zarządu w NBP w RPP jest sam prezes. Pozostała dziewiątka, choć ustępuje prezesowi pod względem zarobków (członek RPP otrzymuje tyle, co wiceprezes), to na niwie monetarnej jest mu absolutnie równa (pomijając przysługujący tylko przewodniczącemu-prezesowi przywilej rozstrzygania remisów).
Nie jest to praktyka występująca wszędzie: przykładowo w Banku Anglii mamy pięciu "insiderów" (gubernator, trzech zastępców i główny ekonomista) i czterech członków niezależnych. Można jedynie domyślać się, że dynamika wewnątrz grupy, w której występuje szef i podwładni jest odmienna od tej, w której w teorii każdy jest sobie równy.
Czy Balcerowicz i Belka mogą wrócić?
Konstytucja precyzuje, że „ta sama osoba nie może być prezesem NBP dłużej niż przez dwie kolejne kadencje”. Oznacza to, że teoretycznie możliwy jest powrót na stanowisko szefa banku centralnego Leszka Balcerowicza lub Marka Belki, którzy kierowali NBP w latach 2001-2007 oraz 2010-2016.
- Zgodnie z art. 9 ust. 2 ustawy o NBP ta sama osoba nie może być Prezesem NBP dłużej niż dwie kolejne kadencje. Oznacza to, że osoba, która w przeszłości pełniła już funkcję Prezesa NBP, może być ponownie powołana na to stanowisko. W takim wypadku może ona potem zostać powołana również na kolejną kadencję. Ustawa nie pozwala bowiem jedynie na pełnienie urzędu Prezesa NBP przez tę samą osobę przez okres trzech bezpośrednio następujących po sobie kadencji – dodaje dr Mateusz Radajewski.
Ta sama ustawa precyzuje też, że członkiem RPP można być jedynie przez jedną kadencję. Zasada ta nie obowiązuje byłych prezesów, wobec czego mogliby oni wejść w skład Rady następnej kadencji (drogę w odwrotną stronę, od szeregowego członka do przewodniczącego przebył Adam Glapiński).
Dopóki bankowość centralna pozostanie taka, jaką znamy od lat, akt głosowania będzie największym możliwym przejawem wpływu przeciętnego wyborcy na wysokość stóp procentowych w naszym kraju. Mimo to trudno oczekiwać, aby kwestia przyszłej polityki monetarnej raczej była czynnikiem, od którego zależeć będzie czyjakolwiek decyzja wyborcza.
Warto jednak pamiętać, że możliwość wpływu na skład Rady Polityki Pieniężnej jest realną kompetencją prezydenta - w przeciwieństwie do przewijających się w obietnicach postulatów takich, jak "reforma służby zdrowia" czy "podwyżka emerytur", których bez wsparcia rządu nijak zrealizować się nie da. To tym istotniejsze, że, jak pokazały ostatnie miesiące, w czasach kryzysu to bank centralny i grono decydujące o stopach procentowych są jednymi z głównych gospodarczych "strażaków". Czy nam się to podoba czy nie, chociaż o składzie RPP decyduje nieliczne grono, to konsekwencje decyzji tego gremium ponosimy wszyscy.




























































