Sprzedaż nowych mieszkań w Londynie gwałtownie spada - w pierwszym półroczu liczba ta wyniosła zaledwie 5,6 tys. nieruchomości, czyli o ponad 3 tys. mniej niż w analogicznym roku. Daleko do wyników, które nieruchomości uzyskały w 2020 roku, kiedy to rynek pierwotny mógł się pochwalić ponad 20 tys. transakcji.


Brytyjska stolica ma na koncie ponad 4,6 tys. niesprzedanych mieszkań, których oferty wiszą na rynku. Ich wartość szacowana jest na 3,5 mld funtów. Deweloperzy tną więc swoje plany, wstrzymując realizację 56 inwestycji, w ramach których miało powstać prawie 4 tys. mieszkań. Nawet mimo tych kroków, do końca 2027 roku oddanych zostanie ponad 20 tys. mieszkań.
Do spadku popytu doszły rosnące koszty budowy, które w porównaniu z 2016 roku wzrosły według serwisu "This is Money" o 75 proc. Szacunkowy koszt powstania dwupokojowego mieszkania o powierzchni 70 metrów kwadratowych wzrosły w tym czasie z 245 tys. funtów do około 430 tys. funtów. W tym samym czasie zgodnie z brytyjskim rejestrem średnia wartość mieszkania w Londynie spadła.
Nie chodzi tylko o odpływ chętnych cudzoziemców. Sami Brytyjczycy przestali kupować mieszkania w Londynie, bo w całym ubiegłym roku sfinalizowali zaledwie 3,2 tys. transakcji. W tym roku ta liczba ma być jeszcze niższa.
Kupili mieszkania i żałują. Przełomowy spadek sprzedaży w stolicy Wielkiej Brytanii
Powodów jest kilka. Przede wszystkim koszt. Dla przeciętnego londyńczyka posiadanie własnego M jest po prostu zbyt drogie.

Dla wielu osób największą przeszkodą jest zgromadzenie środków na zaliczkę przy jednoczesnym opłacaniu niebotycznych londyńskich czynszów - wskazują analitycy.
Finalizacja transakcji to jeszcze nie koniec kosztów. Kupujący muszą jeszcze uciułać na niemały podatek od czynności cywilnoprawnych. Kupując dom za 600 tys. funtów, należy zapłacić 50 tys. świadczenia na rzecz państwa (osoba z zagranicy zapłaci 62 tys. funtów). Osoba przeprowadzająca się do domu w Londynie o wartości 1,6 miliona funtów, musiałaby dodać do kosztów ponad 105 tys. funtów podatku, nawet gdyby był to jej pierwszy lub jedyny dom.
Elitarna dzielnica stała się rynkową pułapką. Domy potaniały o połowę, a kupców wciąż brak
Superdzielnica Londynu nie jest w stanie sprzedać ekskluzywnych rezydencji w stylu gregoriańskim z prywatnymi ogrodami. Mimo przecen nikt nie chce się osiedlić na Montpelier Square w dzielnicy Knightsbridge. Ten przykład to zdaniem ekspertów skupia jak w soczewce problemy brytyjskiego rynku nieruchomości.
Eksperci wskazują też niechęć do kupienia mieszkania na zasadzie dzierżawy wieczystej, a właśnie w takiej formie przeważają oferty. Jak się okazuje, około 90 proc. osób żałuje tej decyzji.
Inwestorzy także kręcą nosami na londyńskie M
Firmy – w tym właściciele nieruchomości i deweloperzy budujący na wynajem – nabyły 3,8 tys. nowych mieszkań. Dla porównania osoby prywatne, w tym nabywcy zagraniczni, kupiły 1,7 tys.nieruchomości. Widać więc wyraźnie, że inwestorzy także wciskają hamulec.
Obecnie właściciele raczej sprzedają, niż kupują. - Wielu inwestorów sprzedaje nieruchomości nabyte od pięciu do piętnastu lat temu, często po cenach o 20 proc. niższych od porównywalnych nowych mieszkań - pokazują analizy.
Przeczytaj także
opr. aw





























































