Księgowa pracująca w spółce pod Białymstokiem przez dwa lata przywłaszczała powierzone jej pieniądze. Przelewała je na swoje konto, księgując jako zapłatę dla nieistniejących odbiorców. Kupowała też sobie za firmowe pieniądze m.in. biżuterię i sprzęt RTV AGD oraz wypłacała diety za delegacje, których nie było. Teraz czeka na wyrok.


Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku rozpoczął się proces byłej księgowej jednej z podmiejskich spółek. Zarzuca się jej przywłaszczenie około 1,5 mln zł z rachunków przedsiębiorstwa, a także spowodowanie znacznej szkody majątkowej. Sprawę jako pierwsza opisała Polska Agencja Prasowa.
Księgowa była zatrudniona w spółce budowlanej. Jak podkreślili śledczy, nadużyła udzielonych uprawnień i od maja 2021 do kwietnia 2023 r. przywłaszczyła pieniądze powierzone jej na rachunkach firmy. Uczyniła sobie z popełnianych przestępstw stałe źródło dochodu.
Przelewy na swoje konto i zakupy za firmowe pieniądze
Księgowa działała na dwa sposoby. Pierwszy to przelewy na własny rachunek. W aktach sprawy jest mowa o przelewach na łączną kwotę 454,7 tys. zł. Oskarżona dokonała ich, księgując to jako zapłatę dla nieistniejących odbiorców. Poza tym zapłaciła sobie 16,3 tys. zł za delegacje, które nie miały miejsca.
Drugi sposób to dokonywanie zakupów, które nie miały związku z działalnością prowadzoną przez firmę. Ich łączna kwota to ponad 1 mln zł. Chodzi o zakup m.in. markowych ubrań i butów, biżuterii oraz sprzętu AGD i RTV. Kobieta opłacała je z rachunku firmowego, wpisując dane nieprawdziwych kontrahentów. Powyższe zakupy zostały uznane za prywatne wydatki oskarżonej.

Właściciel poszkodowanej firmy, będący w procesie oskarżycielem posiłkowym, mówił przed Sądem Okręgowym w Białymstoku, że kobieta zajmowała się księgowością firmy od 2021 r. Podkreślił, że budziła zaufanie, dlatego z czasem zaczęła wykonywać płatności samodzielnie płatności. Zdarzały się przypadki, że informowała właściciela o braku pieniędzy na koncie, a wtedy ten je zasilał.
Jednocześnie przedsiębiorca zapewnił przed sądem, że nigdy nie zlecał księgowej powyższych zakupów i nigdy nie przelewał na jej prywatne konto pieniędzy, które miałyby być wypłacone pracownikom – poza oficjalnym obiegiem – jako wynagrodzenia lub premie.
Kontrola wykazała skalę nieprawidłowości
W jaki sposób sprawa wyszła na jaw? Kobieta chciała zwolnić się z pracy. Wtedy inna księgowa zauważyła, że w dokumentach księgowych firmy jest duży bałagan. Przeprowadzony został audyt, który wykazał, że wiele faktur w ogóle nie było wprowadzanych do systemu - opisuje Polska Agencja Prasowa. Kobieta zobowiązała się wprowadzić brakujące faktury. Argumentowała, że pewne dane musiały się w systemie skasować. Ostatecznie jednak zwolniła się z pracy.
Porządkowanie danych po jej odejściu ukazało skalę nieprawidłowości. Przedsiębiorstwo skorzystało z pomocy biegłego rzeczoznawcy. Okazało się, że poza przelewami na swoje konto księgowa dokonywała również wspomnianych prywatnych zakupów.
Do tej pory oddała ok. 1,5 tys. zł
O sprawie została powiadomiona prokuratura. Postawiła ona 34-letniej księgowej zarzut przywłaszczenia łącznie ok. 1,5 mln zł z kont firmy i wyrządzenie tym samym szkody majątkowej w wielkich rozmiarach.
Właściciel firmy, pytany przed sądem, czy oskarżona podjęła próbę naprawienia szkody, powiedział, że do tej pory przelała na konto firmy łącznie ok. 1,5 tys. zł.
Kolejni świadkowie w sprawie będą przesłuchiwani we wrześniu.































































