Wtorkowy poranek przyniósł spadek kursu euro tuż poniżej linii 4,30 zł. Zejście poniżej grudniowych minimów byłoby bardzo pozytywnym sygnałem dla złotego. Analitycy sądzą, że umocnienie polskiej waluty napędzają spekulacje związane z pieniędzmi z Brukseli.


O 9:40 kurs euro wynosił 4,2973 zł. Są to najniższe notowania eurozłotego w tym roku. Tylko w lutym kurs EUR/PLN trzykrotnie usiłował sforsować linię 4,30 zł i za każdym razem nie przynosiło to powodzenia. Tym razem jest jednak trochę inaczej.
Ale o prawdziwej zmianie trendu z bocznego na spadkowy będziemy mogli mówić, gdy kurs euro przebije wieloletnie minimum z grudnia zlokalizowane na wysokości 4,2881 zł. Na gruncie analizy technicznej dopiero taki ruch byłby potwierdzeniem powrotu do trendu spadkowego rozpoczętego niemal równo rok temu.
Analitycy usiłują tłumaczyć niedawne umocnienie złotego informacjami o odblokowaniu funduszy Unii Europejskiej, zablokowanych wcześniej przez Komisję Europejską pod pretekstem rzekomego braku „praworządności” w Polsce. W piątek przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen poinformowała, że w tym tygodniu kolegium komisarzy wyjdzie z dwoma decyzjami ws. funduszy europejskich, które teraz są zablokowane dla Polski. Decyzje te uwolnią do 137 mld euro dla Polski z Funduszu Odbudowy i funduszy spójności.
- O ile przepływy finansowe związane z wykorzystaniem KPO będą w tym roku znaczące, to tyle ich wpływ na PKB, w szczególności inwestycje, będzie raczej ograniczony, spodziewamy się zwiększenia aktywności inwestycyjnej z tego tytułu w 2025 i 2026 roku – ocenili ekonomiści ING. Jednocześnie napływ euro z Brukseli (przede wszystkim pożyczek) ograniczy bardzo wysokie w tym roku potrzeby pożyczkowe polskiego rządu i w tym sensie przez resztę roku mogą wspierać notowania złotego i polskich obligacji skarbowych.
Tyle że sama informacja o odblokowania kasy z KPO była na rynku oczekiwana już od dość dawna – w zasadzie od ogłoszenia wyników październikowych wyborów parlamentarnych w Polsce. Także piątkowa reakcja rynku na deklarację komisarz von der Leyen nie była przesadnie znacząca. Tego dnia kurs euro spadł o 2,5 grosza, ale nie wyznaczył nowych minimów trendu.
Równocześnie złotego cały czas wspierają szampańskie nastroje na światowych rynkach finansowych. Na Wall Street trwa mania inwestycyjna związana z algorytmami AI. Ten optymizm zwiększa wśród globalnych inwestorów apetyt na ryzykowne aktywa, do których zaliczane są także polski złotych, polskie obligacje i akcje z GPW. Można by wręcz pokusić się o hipotezę, że przy tak sprzyjających okolicznościach zewnętrznych brak nowych minimów na parze euro-złoty jest przejawem względnej słabości złotego.
Tym bardziej że od kilku miesięcy złotemu sprzyja „jastrzębi zwrot” w polityce Rady Polityki Pieniężnej. Prezes NBP Adam Glapiński i kilku innych członków Rady nagle zaczęło wyrażać zaniepokojenie wysoką i uporczywą inflacją bazową i pod tym pretekstem zrezygnowało z planów obniżek stóp procentowych w 2024 roku. Przy utrzymujących się (ale jednak słabnących) oczekiwaniach na obniżki kosztów kredytu w krajach Zachodu powinno to premiować złotego względem euro czy dolara. A tak nie do końca się dzieje.
W średnim terminie obciążeniem dla złotego pozostaje jednak mocny dolar. Co prawda od połowy lutego „zielony” słabnie względem euro, ale kurs EUR/USD wciąż utrzymuje się na poziomach, które historycznie utożsamiano z mocnym dolarem. We wtorek rano za dolara na polskim rynku trzeba było zapłacić 3,9589 zł. Na parze dolar-złoty od dwóch miesięcy obowiązuje trend boczny, w zakresie 3,94-4,06 zł.
Frank szwajcarski o poranku wyceniany był na 4,5078 zł, czyli o grosz wyżej niż dzień wcześniej. W poniedziałek helwecka waluta po raz pierwszy od listopada kosztowała mniej niż 4,50 zł. Lokalny trend spadkowy na parze frank-złoty jest pochodną obserwowane od początku 2024 roku osłabienia franka względem euro. Tyle tylko, że pod koniec grudnia frank był najmocniejszy w historii.






























































