Proces budowania reprezentacji przez Franciszka Smudę przebiegał podobnie do przygotowań polskiej gospodarki do organizacji mistrzostw. Czy po zakończeniu piłkarskich rozgrywek doświadczymy podobnych odczuć, jak po meczu z Czechami?

Warszawa, 12.06.2012. Radość polskich kibiców w Strefie Kibica w Warszawie (foto: Paweł Supernak/PAP)
Franciszek Smuda budował reprezentację przed ponad dwa lata. Czasu na przygotowanie drużyny było wiele. Przez dwa sezony w polskiej lidze pojawiło się wielu ciekawych zawodników, którzy jednak nie znaleźli uznania w oczach selekcjonera. Szczególnie rozczarował brak powołań zawodników Śląska Wrocław, najlepszej drużyny Ekstraklasy w ostatnich dwóch latach, zdobywającej najpierw wicemistrzostwo, a w tym roku mistrzostwo Polski.
Iluzja obnażona
Przed mistrzostwami nie ulegało wątpliwości, że będziemy najsłabszą drużyną na turnieju. Mimo smutnej rzeczywistości Franciszek Smuda nie powiedział otwarcie, że sam udział w turnieju jest dla naszych zawodników nobilitacją. Podobnie postępował PZPN, który podsycał niczym nie uzasadnione nadzieje na wyjście z grupy i grę w ćwierćfinale.
Selekcjoner dysponował bardzo ograniczonymi zasobami, lecz nie przyznał się do tego faktu i próbował maskować rzeczywistość. W tym celu naturalizował zawodników, którzy mieli w dużym stopniu zniwelować braki w reprezentacji. Kontrowersje wokół powołania tych piłkarzy odsuwały dyskusję o istotniejszych zagadnieniach w cień.
Trzy mecze podczas mistrzostw pokazały, że próba zbudowania drużyny na skróty poniosła porażkę. Droga na skróty polega na niekorzystaniu z prawdziwego fundamentu każdej reprezentacji, jakim jest własna liga. Sięgnięcie po zawodników grających wyłącznie poza naszą ligą było próbą zaserwowania kibicom iluzji, która następnie została szybko obnażona.
Smuda jak RPP
Rada Polityki Pieniężnej postępowała podobnie jak trener Smuda. Czas przygotowań do mistrzostw był okresem trwania w fikcji, którą były rekordowo niskie stopy procentowe, nieadekwatne do możliwości polskiej gospodarki. Podobnie postępował polski rząd, prowadząc do rozdęcia długu publicznego do niebezpiecznych poziomów.
| »Koniec fazy grupowej Euro 2012 |
Przygotowania do Euro 2012 zostały zrealizowane dzięki zwiększeniu zadłużenia przez sektor publiczny, a także z wykorzystaniem taniego kredytu fundowanego przez władze monetarne. Taki model realizacji przygotowań do mistrzostw był próbą zaklinania rzeczywistości, podobnie jak drużyna budowana przez Franciszka Smudę.
Objawem błędów popełnianych przez RPP jest wysoka inflacja. Już ponad półtora roku płacimy słony rachunek za lata zbyt szybkiego przyrostu kredytu w gospodarce za pośrednictwem drenującego portfele wzrostu cen. Jednocześnie rząd łata budżet podwyższeniem podatków oraz wzrostem kosztów pracy. Przerośnięty deficyt i wysokie podatki to kula u nogi dla wzrostu gospodarki.
Dlaczego nie gramy dalej?
Przegrana z Czechami oraz poprzednie nie do końca udane mecze były porażką fikcji firmowanej przez Franciszka Smudę. Oparcie drużyny o zawodników pochodzących z zagranicznych lig było próbą zamaskowania naszej własnej słabości, którą jest brak poważnej ligi i systemu szkolenia.
Po ostatnim meczu na Euro 2012 wśród kibiców pojawił się nie tylko zawód, lecz także refleksja, czy może nie byłoby lepiej, gdyby na mistrzostwach zagrali piłkarze na co dzień grający w kraju. Doświadczenie zdobyte na tak dużej imprezie jest bezcenne i procentowałoby w przyszłości w polskich klubach.
Czy kilka kwartałów po zakończeniu Euro 2012 nie będzie podobnych przemyśleń dotyczących stanu polskiej gospodarki? Już dzisiaj pojawiają się wątpliwości dotyczące zasadności utrzymywania drogich stadionów. Jednocześnie chyba nikt nie zaprzeczy, że inwestycje w infrastrukturę były tym, czego nasza gospodarka potrzebowała.
| »Politycy prześcigają się w komentarzach po przegranej |
Zasadniczy problem z przygotowaniami do mistrzostw jest podobny do problemów z reprezentacją. Ani potencjał gospodarki, ani potencjał piłkarzy nie były adekwatne do postawionych celów. Stąd wzięły się niezrealizowane projekty budowy autostrad i modernizacji kolei, a także brak awansu do ćwierćfinału.
Musimy zmienić założenia
Największym problemem jest jednak brak odwagi osób odpowiedzialnych za taki stan rzeczy do przyznania się do błędnych założeń i ich skorygowanie. Zwalanie odpowiedzialności za porażkę z Czechami na Rafała Murawskiego jest równie dużym nadużyciem jak obarczenie odpowiedzialnością za kryzys w sektorze budowlanym na PBG.
Zawodnik Lecha Poznań realizował założenia narzucone mu przez trenera. Z kolei firma budowlana działa w warunkach determinowanych przez władze, które ustalają koszty kredytu, dają zlecenie na wykonanie inwestycji, a następnie spóźniają się z zapłatą za wykonaną pracę.
Reprezentacja nigdy nie będzie funkcjonowała zadowalająco, jeżeli nie będzie oparta na fundamencie silnej ligi z systemem szkolenia. Podobnie jest z gospodarką, która nie potrzebuje inflacyjnego napompowania wskaźników, lecz rządzących, którzy promują oszczędzanie i ciężką pracę. Niestety w naszym kraju trudno dostrzec nadzieję na zmianę błędnych założeń.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl
































































