Być może trzeba ograniczyć liczbę turystów na praskim Zamku - sugeruje w rozmowie z PAP pisarz i przewodnik po Pradze Mariusz Surosz. Jedną z największych atrakcji miasta odwiedza rocznie ponad 9 mln turystów i zapowiadane są kolejne zmiany, które mają uczynić ją jeszcze bardziej dostępną.


- Być może wzorem Wenecji Praga powinna ograniczyć liczbę grup turystycznych - zastanawia się w rozmowie z PAP Surosz. Zwraca uwagę m.in. na brak kontroli nad liczbą sprzedawanych biletów oraz tłok w najważniejszych miejscach kompleksu na praskim wzgórzu zamkowym.
- Sprzedają każdą liczbę biletów - mówi doświadczony przewodnik. Efekt widoczny jest przede wszystkim w katedrze św. Wita, Starym Pałacu Królewskim i w Złotej Uliczce. - Gdy wejdziesz do jednego z tych obiektów, zobaczysz tłum jak podczas promocji w supermarkecie – dodaje.
Znawca Pragi i jej zabytków uważa, że należy wprowadzić system limitowanych wejść na Zamek na Hradczanach o określonych godzinach, na wzór rozwiązań stosowanych w najbardziej obleganych przez turystów miejsc w Europie. Jak zauważa, obecnie „nie ma planowania, nie można przez internet kupić biletów na określoną godzinę”.
- My złego słowa nie powiemy na Pragę i Zamek - zastrzega Joanna z Lublina, która tę część czeskiej stolicy postanowiła zwiedzić z rodziną samodzielnie, bez przewodnika. Wystarczają im informacje z centrum turystycznego i telefonu. - Nam najbardziej przeszkadzał tłok. Nie dawało się zrobić rodzinnego zdjęcia. Jak gdzieś był ładny widok, natychmiast pchali się inni - relacjonowała w rozmowie z PAP swoje doświadczenia z Hradczan.

Dla Kancelarii Prezydenta Republiki Czeskiej, która administruje wzgórzem zamkowym, rekordowa liczba odwiedzających to jednocześnie sukces i coraz większe wyzwanie. Zapowiadane są kolejne inwestycje, od nowego centrum obsługi zwiedzających po renowacje zabytków i poprawę infrastruktury. - Jeżeli chcemy, by Zamek Praski był kulturalnym sercem Pragi, potrzebujemy bardzo dobrych przestrzeni wystawowych. Musimy je odnowić i planować kolejne inwestycje – powiedział PAP szef Kancelarii Milan Vaszina.
Jak podkreślił, część zmian jest już widoczna. Na terenie Zamku pojawiły się darmowe toalety, kraniki z wodą pitną, zraszacze pomagające przetrwać upały, nowe ławki oraz czytelniejsze oznakowanie. Zniknęły również betonowe zapory i charakterystyczne stalowe „jeże”, zastąpione po latach bardziej dyskretnymi słupkami.
Przewodniczka Beata Szyndler w rozmowie z PAP przyznaje, że zmiany są zauważalne, ale z perspektywy turystów wciąż jest wiele do zrobienia. - Na dziedzińcach mogłoby być więcej miejsc do odpoczynku, żeby można było usiąść - powiedziała. Jej zdaniem większość zwiedzających porusza się głównymi dziedzińcami, nie docierając do spokojniejszych ogrodów, gdzie łatwiej znaleźć chwilę wytchnienia. Zwraca też uwagę na ceny. - Jest bardzo drogo - ocenia.
Jednocześnie podkreśla, że polskich turystów najbardziej zaskakuje otwartość Zamku, który jest siedzibą czeskiego prezydenta. - Najczęściej spotykam się z reakcją: „I tutaj tak można wszędzie wejść? Tu jest kancelaria prezydenta i ludzie normalnie chodzą?”. To dla nich duże zaskoczenie - mówi. Oprowadzając grupy turystów, sama kilkakrotnie widziała szefa państwa Petra Pavla przechodzącego przez dziedziniec między zwiedzającymi. - Po prostu szedł między ludźmi. Polaków to bardzo dziwi - mówi Szyndler.
Na Zamek dostać się jest łatwiej niż wcześniej. Na turystów czekają nowe ławki, darmowe toalety, odnowione ogrody; zapowiadane są kolejne remonty. Wszystko to ma poprawić komfort zwiedzania, ale na razie o tym, jak turyści zapamiętają Hradczany, decydują raczej nie inwestycje, a pierwsze pół godziny po przekroczeniu bramy, spędzone w przepełnionych przestrzeniach.
Z Pragi Piotr Górecki (PAP)
ptg/ akl/































































