Większość ludzi nie wyjechałaby samochodem na zatłoczoną autostradę bez kursu i prawa jazdy, tymczasem na rynkach kapitałowych robimy to nagminnie. Dlaczego kupno kilku popularnych ETF-ów to często tylko pozorna dywersyfikacja? Czym różni się defensywne oszczędzanie od gry o prawdziwe giełdowe zwycięstwo i dlaczego brak cierpliwości kosztuje na rynku najwięcej? O giełdowych początkach i błędach, pułapkach social mediów oraz o budowaniu zdrowych nawyków finansowych rozmawiamy z twórcą kanału Doradca.tv.


Trwa konkurs "Wakacje na Giełdzie", do którego wciąż można dołączyć. W tegorocznej edycji bierze udział już blisko 4900 osób, które testują swoje strategie na wirtualnym kapitale. Do końca zmagań pozostało jeszcze 25 dni. Łączna pula nagród w konkursie wynosi 45 tys. zł w gotówce, z czego aż 20 tys. zł trafi do zwycięzcy klasyfikacji głównej.
Konkurs Bankier.pl i GPW obok rywalizacji o zwycięstwo, jest też okazją do poszerzania wiedzy o giełdzie i inwestowaniu. Z poradami dla stawiających pierwsze kroki na rynku przychodzą ambasadorzy Wakacji na Giełdzie. Tym razem z 10 pytaniami od redakcji zmierzył się Tomasz Jaroszek - prowadzący kanał Doradca.TV.
Zobacz także
Dlaczego ktoś miałby zaczynać przygodę z giełdą, jeśli ma o niej znikomą wiedzę?

W każdej dziedzinie mamy małą wiedzę na samym początku, ale tylko w finansach ten problem paraliżuje wielu ludzi latami. Najlepszym przykładem jest dla mnie prawo jazdy. Kierowanie wielkim pojazdem w pełnym ruchu drogowym wydaje się naprawdę trudne, gdy mamy niemal zerową wiedzę o motoryzacji i przepisach oraz naturalnie zero praktyki. Jednak to nas nie paraliżuje przed decyzją i zapisujemy się na kurs, bo wiemy, że to jest do nauczenia. Z inwestowaniem jest podobnie, tylko nie ma żadnego obowiązkowego kursu, ani egzaminu, więc jeśli sami nie narzucimy sobie edukacji, to w zasadzie od razu wyjeżdżamy na inwestycyjną autostradę i stąd bierze się wiele problemów.
Ja zawsze wychodziłem z założenia, że jeśli ja idę do pracy, to moje pieniądze też powinny iść do pracy i zarabiać, a do tego najlepsze są w długim terminie rynki kapitałowe. Jeśli się tego nie nauczymy, to po prostu tracimy duże potencjalne korzyści. Dobra wiadomość jest taka, że nigdy nie było tak łatwo zacząć, a dostęp do instrumentów i wiedzy jest zupełnie inny niż jeszcze chociażby dekadę temu.
Jakie są największe błędy popełniane przez początkujących inwestorów? Jak ich uniknąć?
Z takiej listy błędów można dosłownie napisać małą książkę, a i tak część z nich na pewno popełnimy - to naturalny proces nauki. Przykładowo, możemy szybko wpaść w spekulację zamiast inwestowania i przeglądanie wykresów i tickerów stanie się dla nas rozrywką, a to często prowadzi do problemów.
Dzisiaj dużo inwestorów zaczyna od ETF-ów i tu pojawia się nowy ciekawy błąd, tzw. pozorna dywersyfikacja. Dzieje się tak, gdy instrumenty pokrywają się, ale tego nie wiemy. Przykładowo, portfel składający się z ETF-ów na MSCI, SP500 i duże spółki to tak naprawdę portfel inwestujący w niemal to samo 3 razy. Jeśli wydaje nam się, że dobrze go zdywersyfikowaliśmy to faktycznie tylko nam się wydaje, w bessie wszystkie trzy ETF-y zrobią to samo. Osobiście nigdy tego nie doświadczyłem, bo gdy ja zaczynałem, nie było w zasadzie dostępu do ETF-ów!
Moim największym błędem był brak cierpliwości w pierwszych latach inwestowania. Spółki notowane na rynkach mogą dać zarobić duże pieniądze, ale rozwój nigdy nie trwa tygodnie czy miesiące, a lata. To właśnie od cierpliwości inwestora zależy czy będzie on uczestniczył w tym rozwoju czy jedynie skakał z inwestycyjnego kwiatka na kwiatek szukając szybkich zysków zamiast dużych zysków.
Z jakim najmniejszym kapitałem ma sens wejście na giełdę? Czy w ogóle jest coś takiego jak "zbyt mała kwota"?
Z mojego punktu widzenia, nie ma czegoś takiego jak zbyt mała kwota, ale trzeba zdawać sobie sprawę z naturalnych ograniczeń niskiego kapitału. Robiąc zlecenie za 100 zł z minimalną prowizją 3 zł, tracimy 3% na samym kupnie instrumentu, a drugie tyle stracimy w czasie sprzedaży. To matematycznie skrajnie nieefektywne, ale tylko tak nauczymy się na niskich kwotach. Gdy rachunek będzie większy, prowizje naturalnie będą proporcjonalne i matematyka będzie się zgadzać.
Trzeba też sobie jasno powiedzieć, że inwestowanie małych kwot niewiele w naszym życiu na początku zmieni. To jest potrzebne, żeby oswoić się ze zmiennością, nauczyć jak działa giełdowy ekosystem i zbudować nawyk interesowania się rynkiem i zasilania rachunku nową gotówką. Docelowo te kwoty muszą rosnąć i trzeba tego pilnować. Poza tym wpłaty na rachunek to jedna z tych rzeczy, które zależą tylko od nas. Rynki kapitałowe to miejsce, gdzie można pomnażać zarobione pieniądze, a nie zarabiać - im szybciej zrozumiemy tę zasadę, tym lepiej pójdzie nam nauka inwestowania.
Jaki był Pana początek na giełdzie?
2006-07 rok, polskie akcje i pierwszy rachunek maklerski, na który dosłownie przelałem odłożone kieszonkowe. Nauka z gazet, próba zrozumienia co stoi za mechanizmem, że mogę autentycznie mieć część cudzego biznesu. Świat giełdy mnie zafascynował, ale historia potoczyła się później dosyć naturalnie.
Były zyski, bo run na spółki budowlane po decyzji o ogłoszeniu Mistrzostw Europy w 2012 w Polsce i Ukrainie, a później były straty, bo za oceanem wybuchł kryzys. Dalej było tylko gorzej, bo próbowałem swoich sił w spekulacji na CFD, a dźwignia nie wybacza błędów i to była kwestia czasu, aż rachunek zostanie wyzerowany.
Dopiero po latach przyszła refleksja, że próba siłowania się z rynkiem nie ma sensu i trzeba korzystać z jego największych przewag - można w długim terminie czerpać korzyści z bycia akcjonariuszem świetnie prosperujących spółek. Część z nich przez lata urośnie x-krotnie, część będzie nam przez wiele lat wypłacać dywidendy. Wtedy jeszcze nawet nie marzyłem, że część portfela może składać się z tanich ETF-ów na cały świat. Pewnie dzisiaj zaczynałbym zupełnie inaczej.
W jaki sposób poradzić sobie ze stresem i emocjami, gdy widzę, że moje inwestycje tracą na wartości?
Stres jest naturalny i trzeba się do tego przyzwyczaić, bo w życiu inwestora przyjdą chwile zwątpienia, mniejsze i większe kryzysy, a w końcu i prawdziwa bessa. Jeździłem po Polsce w 2022 z serią wykładów o tym jak przetrwać ten czas i pamiętam doskonale emocje i ciężką atmosferę, gdy wszyscy patrzyli na rachunki i czekali na cud. Każdy musi przeżyć swoją pierwszą bessę i wyciągnąć z niej wnioski, z każda kolejną powinno być lżej. To będzie prawdziwy test dla inwestorów, którzy zaczęli w ostatnich 2-3 latach i o bessie czytali jedynie w książkach.
Natomiast co do samych emocji, trzeba na nie uważać. Jeśli nie mogę spać spokojnie, bo wartość mojego rachunku spada, to powinienem się zastanowić czy to aby na pewno dobrze dobrany poziom ryzyka do mojej tolerancji. Jeśli co chwilę odświeżam rachunek to może powinienem mieć więcej obligacji w portfelu. Skupmy się na tym, na co mamy wpływ. Zmienności nie wyeliminujemy, ale w długim terminie możemy dostosować odpowiednio portfel do własnych ograniczeń.
Gdybym trzeba było wybrać tylko trzy rzeczy, których warto uczyć się każdego dnia o rynkach finansowych, co by to było?
Na pewno trzeba rozumieć jak działają stopy procentowe i jaki mają wpływ na finanse i rynki kapitałowe. Polityka monetarna to jest fundament tego jak działa świat, będzie miała znaczenie w kredytach, obligacjach, ryzyku giełdowym, kapitale spekulacyjnym - tej lekcji nie można omijać.
Drugi temat to zrozumienie inwestowania opartego o indeksy. Sam mechanizm indeksowania, fundusze i ETF-y oparte o nie i konsekwencje wynikające z pasywnej rewolucji to zestaw wiedzy niezbędnej, nawet jeśli sami inwestujemy aktywnie. Najlepiej opisał to John Bogle w "Małej książce zdroworozsądkowego inwestowania".
Trzeci temat to psychologia i jak najlepsze zrozumienie procesów, które dzieją się w naszych głowach. Dzięki temu widzimy po jakimś czasie własne ograniczenia albo pułapki. Housel, Kahneman, Pring, Thaler - zaryzykuję, że ta wiedza w długim terminie zaowocuje największymi zyskami.
Powszechnie mówi się, że finanse to u nas temat tabu. Jak przełamać ten strach przed rozmawianiem o pieniądzach, by móc skuteczniej się uczyć od innych?
Wydaje mi się, że to kwestia pokoleniowa i docelowo będzie z tym lepiej. Coraz popularniejsze są trendy w social media z pokazywania rozliczeń podatkowych czy swoich budżetów domowych, młodzi ludzie dużo bardziej otwarcie mówią o pieniądzach. To ważne, żeby mówić o wszystkich aspektach finansów, a nie tylko o tych złych. Do tej pory było tak, że zyskami na giełdzie mało kto się chwalił, ale jeśli jakieś pieniądze stracił, to chętnie oznajmiał to wszem i wobec. Taką mamy naturę i zła wiadomość niesie się dużo szybciej niż dobra.
Rozmowa z innymi inwestorami to cenna nauka. Ja zawsze zachęcam do odwiedzania różnych konferencji chociażby po to, aby porozmawiać z innymi uczestnikami i zobaczyć, że oni mają te same problemy co my.
Jak odróżnić rzetelną wiedzę inwestycyjną od obietnic "szybkiego zysku", których jest pełno w Internecie?
Nie ma szybkiego zysku bez ryzyka, ta zasada działa od zarania dziejów. Na pewno obietnica gwarantowanych zysków też powinna uruchomić u nas alarm. Niestety w świecie algorytmów i social mediów, wykazanie zainteresowania inwestowaniem sprawi, że nasze tablice w każdym serwisie będą za moment zalane treściami finansowymi. Wśród nich pojawią się sprzedawcy marzeń, nierzetelni twórcy, a nawet profesjonalne oszustwa czy piramidy finansowe.
Prosty mechanizm obronny to zadanie sobie pytania: "czemu mi to mówisz?". To czasami odczarowuje cały mechanizm. Ktoś widzi genialną okazję do zarobienia i zamiast sam w nią inwestować, sprzedaje mi to niczym akwizytor? Sprzedaje mi sygnały transakcyjne albo gotowy portfel zamiast samodzielnie maksymalizować zyski? Coś tu nie gra. Zdrowy rozsądek to nasza najlepsza linia obrony.
Czym różni się oszczędzanie od inwestowania i dlaczego w dzisiejszych czasach samo odkładanie do skarbonki lub na konto to za mało?
Oszczędzanie to próba ochrony pieniędzy przed inflacją, a mówiąc metaforą meczową - próba wywalczenia remisu w naszych finansach. Inflacja strzela nam bramkę już w pierwszych minutach, a my przez cały mecz staramy się odrobić wynik. I tak co roku. Z kolei inwestowanie to wykorzystanie procentu składanego i współczesnej konstrukcji rynków finansowych na naszą korzyść w długim terminie. W zamian za potencjalnie wyższe zyski, musimy zaakceptować ryzyka rynkowe, takie jak chociażby zmienność. I znowu piłkarsko - gramy tu o solidne zwycięstwo, ale to nawet nie mecz, a cała liga do rozegrania. Z każdym meczem będzie trochę łatwiej. Dzięki oszczędzaniu możemy czuć się bezpieczniej, zbudować solidną poduszkę finansową, ale niewiele poza tym. Pomnożyć zgromadzony majątek możemy poprzez inwestowanie.
Jaką radę, z perspektywy swojego wieloletniego doświadczenia, dałaby Pan samemu sobie na początku swojej drogi zawodowej i inwestycyjnej?
Problem z takimi radami polega na tym, że mógłbym w wieku 18 lat dostać najmądrzejsze podpowiedzi, ale nie skorzystałbym z nich. Wiele błędów popełniłbym tak samo, nawet gdybym dostał wiele ostrzeżeń. Młodość rządzi się innymi prawami i nie da się zrozumieć upływającego czasu ani procentu składanego inaczej niż przeżyć to na sobie.
Jedyne co chciałbym szybciej zrozumieć to potęga rynków kapitałowych i uświadomienie sobie, co potrafi dobra spółka, gdy damy jej czas na rozwój. I wcale nie trzeba sięgać po takie firmy jak Apple czy NVDiA. Wystarczy spojrzeć na polski Benefit, LPP, XTB czy CD Projekt. Indeksy, solidne firmy, cierpliwość, konsekwencja, regularność - w teorii to bardzo proste, ale większości inwestorów zajmuje długie lata żeby to zrozumieć.
Sprawdź, jak wygląda inwestowanie w Wakacjach na Giełdzie!
>> Kliknij i zarejestruj się <<






























































