Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski ocenił w środę na szczycie NATO, że lepiej tonować emocje, bo to Ukraina potrzebuje wsparcia Zachodu, a Polska bardzo dużo dla niej zrobiła. Szef polskiej dyplomacji skomentował w ten sposób niedawną wypowiedź szefa Biura Prezydenta Ukrainy Kyryła Budanowa.


- Rozmawiałem i o tej wypowiedzi wczoraj z ministrem spraw zagranicznych Ukrainy (Andrijem Sybihą). Wydaje mi się, że lepiej tonować emocje, bo to Ukraina potrzebuje wsparcia Zachodu, a Polska bardzo dużo dla niej zrobiła - powiedział Sikorski.
Budanow ocenił we wtorek w rozmowie z ukraińską agencją RBK Ukraina, że wkrótce napięcie w stosunkach z Polską osiągnie punkt kulminacyjny, a najtrudniejszy etap w stosunkach dwustronnych dopiero nadejdzie.
11 lipca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP. Dzień ten obchodzony jest w rocznicę tzw. krwawej niedzieli 11 lipca 1943 r., gdy w ok. 100 miejscowościach na Wołyniu doszło do fali mordów na Polakach. Był to punkt kulminacyjny rzezi wołyńskiej.
Budanow powiedział też, że Ukraina nie zamierza przyjmować żadnych ultimatów.
W ostatnich miesiącach doszło do napięć w relacjach polsko-ukraińskich w związku ze sporem o kwestie historyczne, w tym o upamiętnianie Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) i związanych z nią postaci. Spór wywołała decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego z końca maja o nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA.
Sikorski był też pytany o spotkanie grupy E5 (Wielka Brytania, Francja, Niemcy, Polska i Włochy) i reakcje partnerów na swoje słowa o zagrożeniach ze strony Rosji, w tym prowokacje.
- Mamy podobne dane i podobne podejrzenia co do intencji (przywódcy Rosji Władimira) Putina. Wiemy, że Putin prowadzi wojnę hybrydową wobec całego Zachodu, i wiemy, że jego sytuacja jest niewesoła, więc przyparty do muru może coś próbować - powiedział.
Sybiha: Ukraina jest zainteresowana budowaniem równoprawnych stosunków z Polską. Nawrocki rozmawiał z Zełenskim
Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha powiedział w środę podczas rozmowy z dziennikarzami w czasie szczytu NATO w Ankarze, że Kijów jest zainteresowany budowaniem równoprawnych, strategicznych i korzystnych dla obu stron stosunków z Polską – przekazała agencja Interfax-Ukraina.
- Nie raz deklarowaliśmy, że jesteśmy gotowi i zainteresowani budowaniem równoprawnych, strategicznych i korzystnych dla obu stron stosunków – powiedział szef ukraińskiego MSZ. Dodał, że Polska i Ukraina potrzebują siebie nawzajem, zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i wspólnej przyszłości w Unii Europejskiej.
Sybiha podkreślił także, że „kanały dyplomatyczne pozostają otwarte”. Wspomniał również o swoim spotkaniu z szefem polskiego MSZ Radosławem Sikorskim w czasie szczytu w Ankarze.
– Ten temat cieszy się zainteresowaniem naszych partnerów. (...) Powinniśmy dalej działać i wykorzystać maksymalnie instrumenty dyplomatyczne, aby doprowadzić nasze relacje do poziomu, na jaki zasługują oba nasze narody – powiedział Sybiha.
Podczas szczytu w Ankarze krótką rozmowę przeprowadzili też przywódcy Polski i Ukrainy. Poinformował o tym prezydent Karol Nawrocki, który powiedział w środę, że dzień wcześniej rozmawiał z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.
Co z Patriotami?
Szef MSZ został też zapytany o potencjalne zakupy amerykańskich Patriotów przez Ukrainę z wykorzystaniem unijnych mechanizmów finansowych. Jak podkreślił, należy pamiętać, że znakomitą większość wydatków obronnych w Europie stanowią wydatki z budżetów narodowych i w tym przypadku nie ma żadnych ograniczeń na zakupy od sojusznika, który „jest największym dostawcą, i to tak o kilka długości, dla państw europejskich”.
Poruszył też kwestię wydatków na obronność w ramach NATO. - Mnie się najbardziej podoba, powiem szczerze, porównanie tego, ile Europa wydawała w pierwszym roku pierwszej kadencji prezydenta (USA Donalda) Trumpa (w 2017 r. - PAP), a ile wydaje dzisiaj. Wydaje dwa razy tyle i jesteśmy na drodze do podwojenia tego jeszcze do końca dekady - zaznaczył.
Sikorski zaznaczył, że „jeśli zrobimy tylko to, do czego się zobowiązaliśmy, to pod koniec dekady jako Europa będziemy w stanie - jako europejska część NATO - odstraszyć Putina, a Stany Zjednoczone już nie będą czuły, że nas subsydiują". - Wtedy zdobędziemy też szacunek w Waszyngtonie i to po prostu trzeba wykonać - podsumował.
Z Ankary Łukasz Osiński (PAP)
luo/ akl/ js/






























































