Z danych prezentowanych w Rzeczpospolitej wynika, że pod względem wzrostu płac wypadamy imponująco. Wyprzedza nas tylko Rumunia i Bułgaria, gdzie pensje wzrosły odpowiednio o 10% i 7,3%. W Niemczech zarobki wzrosły zaledwie o 3%, w Wielkiej Brytanii o 2,3%, a w Hiszpanii o 1,2%. Dochody Greków spadły o prawie 5%. Jednak statystyce nie wolno bezgranicznie wierzyć, np. na początku 2011 roku podawano, że pensje w Polsce wzrosły o 5% - warto dodać, że było to przeciętne wynagrodzenie brutto.
Czy rzeczywiście szybko doganiamy Europę Zachodnią? Jest to stwierdzenie dalekie od prawdy. Wystarczy spojrzeć na średnie roczne dochody obywateli państw UE w 2010 roku. Dane z averagesalarysurvey.com pokazują, że wówczas kształtowały się one na poziomie 38 tys. euro. W Niemczech i Wielkiej Brytanii przeciętny roczny dochód w 2010 roku wynosił 56 tys. euro, a w Hiszpanii 35 tys. euro. Dla porównania w Polsce wynosił on 11,6 tys. euro.
Zatem 3% wzrost dochodów w Niemczech przekłada się na 1680 euro rocznie. W Polsce mamy 6,6% wzrost, czyli teoretycznie w 2011 roku Polacy powinni zarobić o 765 euro więcej niż w 2010 roku. Średnie wynagrodzenie roczne w bankrutującej Grecji w 2010 roku wynosiło 25,6 tys. euro, czyli ponad dwa razy więcej niż w Polsce. Po spadku dochodów o 5% powinno się ono zmniejszyć o 1280 euro, czyli nawet po uwzględnieniu wzrostu w Polsce, wciąż będziemy zarabiać średnio 12 tys. euro rocznie mniej niż w Grecji. Innymi słowy 6,6% wzrost wynagrodzeń w Polsce to i tak nominalnie ponad dwa razy mniej niż w Niemczech, gdzie płace wzrosły tylko o 3%. Zatem nawet przy dwukrotnie wyższym tempie wzrostu płac w Polsce, dysproporcja pomiędzy wynagrodzeniami w Polsce i Niemczech ciągle rośnie. Żeby móc mówić o jakimkolwiek doganianiu naszego zachodniego sąsiada, to przy 3% podwyżkach płac w Niemczech, Polskie powinny być wyższe niż 15%. Wówczas polskie wynagrodzenia wzrosłyby średnio ok. 1700 euro rocznie, czyli nie zwiększałaby się różnica pomiędzy tym co realnie zarabia się w Niemczech i w Polsce.
Sukces widoczny w procentach
Biorąc to pod uwagę trudno mówić o sukcesie. Dysproporcja pomiędzy dochodami najbogatszych państw UE, a Polską wciąż się zwiększa. Co prawda doganiamy takie państwa jak Hiszpania, czy Grecja, ale warto zauważyć, że są to kraje pogrążone w głębokim kryzysie finansowym i stoją na skraju bankructwa. Dysproporcja między Hiszpanią a Polska zmniejszyła się o 300 euro, ale w Wielkiej Brytanii, gdzie odnotowano tylko 2,3% wzrost wynagrodzeń, był on realnie o 500 euro rocznie wyższy niż w Polsce.Sukces jest tym bardziej wątpliwy jeżeli spojrzy się na przyczyny wzrostu płac. Tutaj ekonomiści nieubłaganie wskazują, że średnie koszty życia w Polsce wzrosły o 4%. Z drugiej strony mamy dobre wyniki finansowe przedsiębiorstw, które stać było na zaspokojenie presji płacowej swoich pracowników. Jak widać ok. 3% wzrost płac ponad poziom inflacji wskazuje na to, że wyniki te nie były wcale tak rewelacyjne, jak wskazują analitycy.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl































































