REKLAMA
PIT 2023

Co dalej z inflacją? Kiedy (albo czy) wróci wreszcie do celu?

Krzysztof Kolany2023-12-04 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2023-12-04 06:00

Od ponad 4 lat zmagamy się z inflacją CPI przewyższającą cel Narodowego Banku Polskiego. Szanse na niższą inflację w roku 2024 są dość wysokie. Ale na to, że wróci ona do 2,5-celu, w najbliższych kwartałach nie mamy co liczyć.

Co dalej z inflacją? Kiedy (albo czy) wróci wreszcie do celu?
Co dalej z inflacją? Kiedy (albo czy) wróci wreszcie do celu?
fot. Jacek Szydłowski / / FORUM

Indeks cen towarów i usług konsumpcyjnych (potocznie zwany „inflacją”) był w listopadzie o 6,5% wyższy niż rok wcześniej – wynika z szybkiego szacunku Głównego Urzędu Statystycznego. Był to rezultat nieznacznie niższy niż miesiąc wcześniej (6,6%) oraz najniższy od października 2021 roku. Był to zatem miesiąc kontynuacji procesów dezinflacyjnych, które zaczęły się w Polsce na przełomie lat 2022/23.

Nie zmienia to faktu, że inflacja cenowa w Polsce pozostaje stanowczo zbyt wysoka. Od przeszło czterech lat przekracza ona 2,5-procentowy cel Narodowego Banku Polskiego. Oczywiście, lepiej jest, gdy inflacja wynosi 6-7% niż 16-18%, jak to miało miejsce rok temu. Nadal jednak tempo utraty siły nabywczej pieniądza jest nieakceptowalnie wysokie. Gdyby listopadowa wysokość inflacji CPI utrzymała się przez następne lata, to w ciągu 5 lat siła nabywcza złotego spadłaby o prawie 30%, a w ciągu dekady o niemal połowę. Takie tempo anihilacji wartości pieniądza jest na dłuższą metę nie do zaakceptowania w cywilizowanym kraju.

Reklama

Inflacja a wskaźniki inflacji

Inflacja jest procesem utraty siły nabywczej pieniądza spowodowana wzrostem jego podaży. Na dłuższą metę inflacja zawsze jest zjawiskiem monetarnym.  Nie ma zatem większego znaczenia, czy wzrost wskaźnika CPI napędziły drożejące paliwa, wyższe rachunki za energię, czy wyższe ceny żywności albo drożejące usługi. Inflacja sprawia, że za tą samą ilość pieniądza możemy nabyć mniej dóbr. Tu wszystko jest proste i oczywiste.

Ale już kwestia mierzenia procesów inflacyjnych jest znacznie bardziej złożona. Tak naprawdę to każdy z nas ma własną inflację. W zależności od indywidualnej struktury wydatków gospodarstwa domowe w różnym stopniu odczuwają wpływ inflacji na swoje portfele. A to dlatego, że ceny poszczególnych dóbr nie zmieniają w tym samym tempie. Część dóbr drożeje szybciej (np. żywność), część nieco wolniej, a część znacznie wolniej.

Sam wskaźnik CPI jest tylko jednym z wielu mierników, który ma za zadanie przybliżyć nam faktyczną wielkość indywidualnej inflacji. Przy rocznej dynamice CPI rzędu 5-7% niektórzy mogą odczuwać inflację jako stosunkowo niską (np. rzędu 3%), a dla innych będzie ona wynosiła 10% lub więcej. Warto o tym pamiętać, gdy w dalszej części tekstu zajmiemy się prognozami dla wskaźnika CPI.

Co z inflacją w 2024?

Chyba wszystkie prognozy ekonomistów zakładają, że w roku 2024 inflacja CPI będzie znacząco niższa niż w roku bieżącym. Listopadowa projekcja NBP zapowiada średnioroczną inflację CPI na poziomie 4,6% w 2024 roku wobec 11,4% w tym roku (oraz 14,4% w 2022 r.). Model ekonometryczny Narodowego Banku Polskiego pokazuje, że tzw. ścieżka centralna inflacji CPI aż do końca 2025 roku nie znajdzie się ani w celu inflacyjnym (2,5%), ani nawet w zasięgu dopuszczalnego odchylenia (+/- 1 pkt. proc.) od celu.

NBP

- Otoczenie zewnętrzne robi się dezinflacyjne, inflacja bazowa i headline spada szybciej od oczekiwań w USA i Europie, ceny ropy w odwrocie, Chiny wciąż słabe- krótkoterminowo surowce nie dołożą do inflacji (…)W Polsce krótkoterminowo perspektywy inflacyjne wyglądają lepiej, bazowa może dalej spowalniać dzięki globalnej dezinflacji i mocnemu złotemu, zamrożenie cen energii (bomba z opóźnionym zapłonem) przedłużone do połowy 24, CPI w 1poł24 poniżej 5%r/r – napisali na platformie X ekonomiści ING Banku Śląskiego.

Rynkowi ekonomiści powoli obniżają swoje prognozy dotyczące przyszłorocznej inflacji CPI. „Rozbierając” ten wskaźnik na części, otrzymujemy cztery główne elementy. Pierwszym są ceny paliw, które zależą od notowań na światowych giełdach i kursu dolara do złotego. Na to pierwsze nie mamy żadnego wpływu, na drugie wpływ czynników krajowych też jest ograniczony. Tutaj chyba wszyscy po cichu liczą, że giełdowe notowania benzyny i oleju napędowego po wojennym i covidowym szoku nieco się ustabilizują i przynajmniej przestaną rosnąć. Cóż, czas pokaże.

- Dalsze perspektywy inflacyjne to wciąż pozostawanie CPI ponad celem NBP, bo już dzisiaj widać duże odbicie dochodów do dyspozycji, konsumpcji i kosztów pracy, przed nami urynkowienie cen energii, gdy pojawi się ożywienie zagranicą ponownie drgną surowce, to nie wskazuje na powrót CPI do celu NBP – twierdzą ekonomiści ING Banku Śląskiego.

Drugą składową są ceny nośników energii. Czyli opału, gazu ziemnego, energii elektrycznej i ciepła sieciowego. Ten czynnik w warunkach polskich w średnim terminie pozostaje pod niemal pełną kontrolą rządu. To od decyzji politycznych zależy, jak będą wyglądać przyszłoroczne taryfy na prąd, gaz i ciepło. Nowa większość sejmowa optuje za utrzymaniem nierynkowych i sztucznie zaniżonych stawek z lat ubiegłych. Ma to kosztować 16,5 mld złotych tylko pierwszej połowie roku 2024, a środki na ten cel mają pochodzić z kasy Orlenu. Jednakże prędzej czy później ceny trzeba będzie urynkowić, co zapewne spowoduje ich wzrost i tym samym wyższą inflację CPI. Ale wygląda na to, że nie stanie się to w najbliższych miesiącach (czytaj: przynajmniej do wyborów samorządowych). Co będzie później, tego pewnie nikt nie wie.

Trzecim elementem są ceny żywności, która stanowi przeszło jedną czwartą inflacyjnego koszyka GUS. Tutaj trendy globalne są jednoznaczne: płody rolne tanieją i póki co nie zapowiada odwrócenia tej tendencji. A to powinno wreszcie przełożyć się na niższy wzrost cen w polskich sklepach. A dlaczego nie spadek? A to dlatego, że w przypadku przeważającej większości produktów spożywczych dochodzi cała masa innych kosztów: energii, transportu, pracy, opakowań, przetwórstwa i marż producentów, hurtowników i detalistów.

Bankier.pl

Na koniec mamy czwarty komponent koszyka inflacyjnego w postaci towarów przemysłowych oraz usług. Jeśli chodzi o dobra przemysłowe, to globalnie wciąż dominują tu czynniki deflacyjne. Surowce i energia są znacznie tańsze niż rok temu. Już dawno zakończyły się problemy z logistyką i covidowymi szykanami utrudniającymi transport. Koszty frachtu morskiego powróciły do poziomów sprzed 2020, a branża transportowa zmaga się z silnym spadkiem cen i zamówień. Tu zagrożeń inflacyjnych póki co w ogóle nie widać.

Gorzej jest w sektorze usługowym. Tu wciąż presja cenowa jest bardzo silna i nie zapowiada się rychła zmiana tego stanu rzeczy. Według danych GUS w październiku wiele dóbr z tej kategorii wciąż notowała dwucyfrową dynamikę cen. Już niemal przysłowiowe usługi fryzjerskie drożały w tempie ponad 10%. Jeszcze szybciej w górę szły cenniki w restauracjach i hotelach, u dentystów i lekarzy czy w opiece społecznej. W usługach decydującą rolę odgrywają płace. Raz po stronie kosztowej, gdzie są z reguły dominującą pozycją. A dwa po stronie popytowej – rosnące w dwucyfrowym tempie nominalne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw sprawiają, że wielu konsumentów stać na zaakceptowanie wyższych cen, co z kolei skłania usługodawców do dalszego podnoszenia stawek.

Ta spirala cenowo-płacowa wciąż ma się dobrze. A będzie miała jeszcze lepiej wraz z nadchodzącym ożywieniem w polskiej gospodarce. Dorzućmy do tego absurdalnie wysoki wzrost płacy minimalnej, która w 2024 roku ma być o blisko 20% wyższa niż w tym roku. To musi się przełożyć na ceny usług oraz dodatkowo podbije i tak już odradzający się popyt konsumpcyjny.

Inflacja stałą się strukturalnym problemem polskiej gospodarki

Dodatkowo proinflacyjnie działać będzie tzw. policy-mix. Polityka monetarna w wykonaniu obecnej Rady Polityki Pieniężnej pozostaje dość luźna. Stopy procentowe w NBP rzędu 5-6% przy prognozowanej inflacji rzędu 4,5-5,0% trudno uznać za przesadnie wysokie i raczej będą sprzyjać konsumpcji na kredyt i zniechęcać do oszczędzania. Jeszcze bardziej rozpasana pozostanie polityka fiskalna, z przewidywanym deficytem budżetowym na poziomie 4,5% PKB. Nominalnie rekordowy deficyt (164,8 mld zł) może jeszcze wzrosnąć, jeśli nowa władza zdecyduje się zrealizować choćby część swoich obietnic wyborczych.

Inflacyjnym impulsem będzie też patologiczne wsparcie rządowe dla branży bankowej i deweloperskiej. Mowa oczywiście o programie BK2%, w ramach którego podatnicy dopłacają do rat kredytowych nabywcom mieszkań. Taka polityka pompuje marże deweloperów oraz zwiększa podaż pieniądza w gospodarce. Odchodzący rząd właśnie zdecydował się na zwiększenie finansowania tego programu.

Równocześnie dezinflacyjnie może zadziałać siła złotego. Rzecz jasna, jeśli utrzyma się także w przyszłym roku. Mocniejsza waluta oznacza nie tylko spadek cen dóbr importowanych (np. paliw i elektroniki), ale też wywiera presją na obniżenie cen tych towarów, które można z kraju wyeksportować (np. żywności, stali czy sprzętu agd).  Mocniejszy złoty to oprócz rolnej deflacji i globalnego spowolnienia gospodarczego główna nadzieja obozu depilacyjnego.

Niezależnie od tego, czy w 2024 roku inflacja CPI w Polsce wyniesie 4%, 5% czy też 7%, będziemy mieli poważny problem. Po pierwsze, będzie to kolejny rok nieakceptowalnie szybkiej utraty siły nabywczej złotego i spadek realnej wartości oszczędności Polaków, które w zdecydowanej większości ulokowane są na niskooprocentowanych (albo wręcz zerowo) wkładach bankowych.

Po drugie, polska gospodarka będzie traciła konkurencyjność cenową względem Zachodu oraz innych krajów rozwijających się. Po prostu coraz wyższe (nominalne) płace będą sprawiać, że coraz drożej będzie cokolwiek wyprodukować. Do tej pory problem ten był po części maskowany przez osłabienie złotego (tj. wzrost kursu euro). Ale obserwowany od kilku miesięcy napływ zagranicznego kapitału sprawia, że złoty staje się coraz mocniejszy, co oczywiście cieszy, ale też pogarsza konkurencyjność naszej gospodarki.

I wreszcie po trzecie, kolejny rok podwyższonej inflacji luzuje i tak już bardzo luźno zakotwiczone oczekiwania inflacyjne Polaków. Po wiośnie 2020 roku przyzwyczailiśmy się, że ceny szybko rosną i generalnie zaakceptowaliśmy ten stan rzeczy. Ekonomiści nazywają ten proces „odkotwieczeniem się” oczekiwań inflacyjnych. Zbyt wysoka inflacja stała się strukturalnym problemem polskiej gospodarki i póki co nie widać woli politycznej, aby tą kwestię rozwiązać.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Sprawdź kredyt hipoteczny w Citi Handlowy!

Sprawdź kredyt hipoteczny w Citi Handlowy!

Komentarze (27)

dodaj komentarz
bha
Najszybciej do celu inflacja wróci w statystykach niestety znacznie gorzej nadal będzie wylądać inflacja realnie namacalna dla wszystkich w dojnym cenowo detalu. Takie inflacyjne Cuda Niewidy w detalu!!!. Brak na to......... słów
akcjoinm
nawet nie czytając tekstu wiadomo, że jak tylko Tusk wróci do władzy to inflacja spadnie i w miesiąc osiągnie te max 2%
jas2
Siłę złotego widać po porównaniu kursu dolara i euro dziś i 20 lat temu.
Z tego porównania wynika, że w Polsce nie wystąpiła większa inflacja niż w strefie euro i e Ameryce.
ministerprawdy
Dzięki inflacji można realizować ambitne cele rządzących. Inflacja to podatek którym pokrywa się pusty pieniądz "drukowany" na cele na które rząd nie ma kasy. Gdyby nie aktywne działanie banku centralnego i rządu wartość pieniądza by rosłą a tego władza nie chce bo celem jest ubóstwo i zależność od zasiłków.
vladymir
O co tu chodzi "Gdyby listopadowa wysokość inflacji CPI utrzymała się przez następne lata, to w ciągu 5 lat siła nabywcza złotego spadłaby o prawie 30%, a w ciągu dekady o niemal połowę."

Skąd p. Kolany ma przewidywania inflacji za 5 lub 10 lat? Na podstawie bieżących danych mógłby napisać, co najwyżej, iż inflacja
O co tu chodzi "Gdyby listopadowa wysokość inflacji CPI utrzymała się przez następne lata, to w ciągu 5 lat siła nabywcza złotego spadłaby o prawie 30%, a w ciągu dekady o niemal połowę."

Skąd p. Kolany ma przewidywania inflacji za 5 lub 10 lat? Na podstawie bieżących danych mógłby napisać, co najwyżej, iż inflacja w ciagu najbliższych 2 lat może zmniejszyć siłe nabywczą o 10-12%. A przecież to przy założeniu bieżacych płac, które tak naprawde rosna i siła nabywcza nie spada tak jak inflacja pokazuje.
I najlepsze, p. Kolany ubolewa że Polska traci konkurencyjność bo wzrastają płace Polaków. Rozumiem że płace miałyby spadać? Wolne żarty! P. Kolany chyba naczytał sie Balcerowicza.
tytus22
Bankier robi cenzurę .?gdzie reszta wypowiedzi?
recydywa
Po wykryciu dziury budżetowej i wielkości przywłaszczonych pieniędzy inflacja wróci ... do 10% na przełomie stycznia/lutego.
1984
Pan Krzysztof Kolany pisze naprawdę dobre teksty ale w tym zabrakło pewnego szczegółu. Chodzi o bazę do obliczania inflacji w 2024r. Ta z 2023r uwzględnia zamrożone ceny prądu, gazu i ciepła. Ponieważ w koszyku CPI utrzymanie domu razem z cenami energii waży 20% nawet niewielka zmiana w tym segmencie podbije inflację. A że koszyk Pan Krzysztof Kolany pisze naprawdę dobre teksty ale w tym zabrakło pewnego szczegółu. Chodzi o bazę do obliczania inflacji w 2024r. Ta z 2023r uwzględnia zamrożone ceny prądu, gazu i ciepła. Ponieważ w koszyku CPI utrzymanie domu razem z cenami energii waży 20% nawet niewielka zmiana w tym segmencie podbije inflację. A że koszyk jest nowelizowany w marcu GUS będzie w nim musiał zwiększyć wagę w/w co jeszcze trochę doda do inflacji. Brak mrożenia = wyraźny wzrost inflacji.

Nawet gdyby sejm przyjął koalicyjny projekt mrożenia cen to odroczy wyrok o pół roku. Bo tylko na taki okres ma obowiazywać regulowanie cen prądu i gazu. A od lipca inflacja w górę - liczona względem innej bazy niż styczniowa więc wystrzał będzie większy. Jedynie przyjęcie druku 71 da opisane w tekście efekty ale na to się nie zanosi.
oldboy_go
...przestańcie narzekać...jest dobrze...będzie jeszcze lepiej...np dziś usłyszałem że emeryci nie muszą się już martwić..mogą więcej dorobić...idą święta...Polacy wydadzą więcej...nasze dzieci , wnuki są szczęśliwe...nareszcie spadł śnieg i już nie muszą wpatrywać się w smartfony...zaraz zmieni się władza...nasz kraj nareszcie zakwitnie ...przestańcie narzekać...jest dobrze...będzie jeszcze lepiej...np dziś usłyszałem że emeryci nie muszą się już martwić..mogą więcej dorobić...idą święta...Polacy wydadzą więcej...nasze dzieci , wnuki są szczęśliwe...nareszcie spadł śnieg i już nie muszą wpatrywać się w smartfony...zaraz zmieni się władza...nasz kraj nareszcie zakwitnie i niczym lokomotywa popędzi w przyszłość... złotówka niczym stal silna i twarda...a ci wszyscy którzy nam szkodzili przez ostatnie 8 lat zostaną ukarani...no i mikołaj lada dzień...świat nam zazdrości...a jeżeli jeszcze nie...to i tak niebawem...

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki