Aż 61 spółek notowanych na GPW jest wpisanych do Krajowego Rejestru Długów – czytamy w raporcie KRD. Co prawda ich łączne zadłużenie sięga tylko 9 mln zł, ale tak duży odsetek spółek z parkietu daje sporo do myślenia i może być traktowany jako wskaźnik wyprzedzający.


Na 426 krajowych spółek notowanych na GPW aż 61 zostało wpisanych do KRD. Czyżby 15% firm w obrocie miało poważne problemy z regulowaniem swoich zobowiązań? Wpis do KRD to jeszcze za mało, by tak twierdzić, zwłaszcza gdy spojrzymy na kwotę łącznego zaległego zobowiązania, które wynosi ok. 9 mln zł. W teorii to sprawa groszowa, ale w praktyce mamy poważny problem.
Średnia kwota zadłużenia wynosi 147 tys. zł – innymi słowy mamy spółki, które zalegają na milion złotych i będą też takie, które „zapomniały” uregulować fakturę za 1 tys. zł (do KRD można wpisać przedsiębiorcę, który zalega z płatnością co najmniej 500 zł przez ponad 60 dni). Zapewne znajdą się też firmy, które prowadzą spór ze swoimi kontrahentami, np. nie zapłaciły im za niedochowanie warunków umowy. Druga strona uważa, że jest poszkodowana i wpisem do KRD chce zmusić spółkę publiczną do zażegnania sporu i wypłaty wynagrodzenia.
Przeczytaj także
Niestety, w raporcie KRD czytamy, że spółki wpisane do rejestru tylko przez jednego dłużnika stanowią mniejszość. W KRD przeważają firmy, które zalegają więcej niż jednemu podmiotowi.
Wpis do KRD to wskaźnik wyprzedzający?
- Każda informacja o zadłużeniu powinna budzić czujność kontrahentów dłużnika, nawet jeśli jest niewielka. Przypomnę sytuację sprzed kilku lat, kiedy bankrutowały biura podróży czy przedsiębiorstwa budowlane zaangażowane w inwestycje na Euro 2012 oraz budowę autostrad. Początkowo każda z tych firm miała wpisane do KRD niewielkie zaległości, które narastały wraz z ich rosnącymi kłopotami z utrzymaniem płynności finansowej. Ci, którzy zlekceważyli te pierwsze sygnały ponieśli później dotkliwe straty. To, że spółka jest notowana na giełdzie, nie oznacza że nie może zbankrutować – ostrzega Adam Łącki.

Dane o wpisie do KRD powinno się raczej traktować jako wskaźnik wyprzedzający. Ponadto, jeśli nawet spółka nie ma problemów finansowych, a wpis do rejestru był tylko „wypadkiem przy pracy”, to jak inwestor giełdowy może poważnie traktować spółkę, która dla np. kilkuset złotych pozwala sobie na tak poważny uszczerbek wizerunkowy? Na rynku kapitałowym największą wartością jest dobre imię i zaufanie inwestorów. Jeśli poważna firma daje się wpisać do KRD za wątpliwe 1 tys. zł zaległości, to co jest wstanie zrobić inwestorom?
Przeczytaj także
Profesjonalna spółka w tej sytuacji uruchomiłaby wszelkie możliwe procedury, by wyjaśnić nieporozumienie, tak by nie pozostawiać wątpliwości. Gdyby istniało ryzyko, że jednak takie się pojawią, to kwestia uregulowania niesłusznego zobowiązania powinna być wpisana w marketingowe koszty działania na rynku publicznym.
























































