REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Złoto poniżej 4000 USD. Czy to tylko korekta, czy już zmiana trendu?

Krzysztof Kolany2026-06-25 14:09główny analityk Bankier.pl
publikacja
2026-06-25 14:09
Dodaj Bankier.pl w Google

Dolarowe notowania złota znów zalazły się na linii 4 000 USD/oz. O ile jednak poprzednio przebijały ją od dołu, tak teraz atakują ją od góry. Korekta na rynkach metali szlachetnych trwa już od pół roku i zdążyła obniżyć kurs królewskiego metalu o blisko 30%. A to stawia pytanie, czy to jeszcze korekta, czy już regularna bessa.

Złoto poniżej 4000 USD. Czy to tylko korekta, czy już zmiana trendu?
Złoto poniżej 4000 USD. Czy to tylko korekta, czy już zmiana trendu?
fot. i viewfinder / / Shutterstock

Wczesnym popołudniem w czwartek 25 czerwca najaktywniejsza (tj. wygasająca w sierpniu) seria nowojorskich kontraktów na złoto była notowana po kursie 3997,80 dolarów za uncję trojańską. Po raz pierwszy od listopada dolarowe notowania złota znalazły się poniżej 4 000 USD/oz i są już o 28,8% poniżej szczytu hossy z 29 stycznia. Jednocześnie na wielu serwisach finansowych już wcześniej mogli Państwo zobaczyć  ceny poniżej 4 000 USD/oz. A to dlatego, że najbliższa (tj. zapadająca w czerwcu) seria kontraktów terminowych notowana była po 3 986,70 USD/oz. Więcej na ten temat można doczytać w artykule zatytułowanym „Cena złota, czyli co? To wcale nie taka prosta sprawa”.

Podobne rzeczy dzieją się w przypadku pozostałych metali szlachetnych. Kurs srebra wynoszący ok. 57,5 USD także jest najniższy od listopada i jest już o ponad połowę niższy od styczniowego rekordu wszech czasów. To samo dotyczy cen platyny (-46% od szczytu) i palladu (-46% od ATH).  Warto zwrócić uwagę na to, że ta głęboka i momentami dość gwałtowna korekta na rynku metali szlachetnych przebiega w medialnej ciszy. O przecenie kruszców piszą w zasadzie tylko niszowe media finansowe oraz branżowi analitycy. W mainstreamie panuje cisza w tym temacie.

Złota podróż do nieodległej przeszłości

Aby zrozumieć, co teraz dzieje się na rynkach metali szlachetnych, trzeba by było cofnąć się w czasie o przynajmniej pięć miesięcy. Mamy wtedy końcówkę stycznia 2026. Dolarowe notowania złota po raz pierwszy przekroczyły pułap 5000 USD za uncję trojańską. „Barbarzyński relikt” drożeje nawet po sto dolarów na uncji dziennie, w ciągu czterech tygodni roku zyskując blisko 30%! I to po tym, jak w roku 2025 ceny złota wyrażone w USD poszły w górę o 66%, notując najwyższą roczną stopę zwrotu od 46 lat.

Jesteśmy świadkami pierwszej tak zmasowanej ucieczki kapitału od dolara w stronę złota. Chyba każdy obserwator rynku widział wtedy, że dzieją się rzeczy historyczne. - Na naszych oczach wykuwa się nowy porządek świata (…) Uczestnicy rynków finansowych przypuszczalnie wyczuwają ten wiatr zmian i coraz częściej pozycjonują się w aktywach niepowiązanych z dolarem amerykańskim, gdyż ten może być jedną z ofiar nowego porządku świata (NWO) – pozwolę sobie na autocytat z 21 stycznia.

Wakacje na giełdzie

Wtedy nagle wszyscy chcieli mieć złoto. Banki inwestycyjne gremialnie podnosiły prognozy dla cen kruszcu. Poziom 5 000 USD/oz. przestał być tematem tabu, a stał się „scenariuszem bazowym” dla większości analityków. Ostrzegałem wtedy, że rynek jest rozgrzany do czerwoności i że taka trajektoria kursów złota i srebra jest niemożliwa do utrzymania w dłuższym terminie.

- Wydaje mi się, że w krótkim terminie jest bardzo wysokie ryzyko korekty. I to takiej korekty przez wielkie K, bym powiedział, naprawdę spektakularnych spadków – powiedziałem pięć miesięcy temu w podcaście „GPW – Gospodarczy Punkt Widzenia”.

Dzień przed historycznym krachem uncja złota podrożała o ponad 200 dolarów.  - Złoto może nadal zyskiwać na wartości, ponieważ rosnąca izolacja USA na arenie międzynarodowej przekonuje wielu inwestorów do redukcji aktywów dolarowych i przejścia na kruszec – powiedział Vincent Mortier, dyrektor ds. inwestycji w Amundi w wywiadzie dla Bloomberg Television.

Pan Mortier wciąż może mieć rację, ale na krótką metę jego wypowiedź nie mogła się pojawić w gorszym momencie. Bo już dwa dni później – czyli 29 stycznia – doszło do przesilenia. Był to jeden z najbardziej szalonych dni na rynku złota, którego dolarowa cena ustanowiła obowiązujący do dzisiaj rekord wszech czasów na poziomie 5 625,89 USD/oz, w trakcie dnia wahając się w zakresie niemal 400 USD/oz. A dzień później doszło do krachu. W piątek, 30 stycznia kurs złota runął o blisko 11% (a notowania srebra zanurkowały o 28%), notując najsilniejszy dzienny spadek w historii.

Wielka hossa i głęboka korekta. A może coś więcej?

Po trwającym raptem dwa dni załamaniu ceny złota ponownie ruszyły w górę i rosły aż do izraelsko-amerykańskiej napaści na Iran. W pierwszym dniu handlu po wybuchu wojny z Iranem uncja złota znów kosztowała prawie 5,5 tys. dolarów. Mówiono wtedy: wiadomo, bezpieczna przystań zyskuje w obliczu wojny i kryzysu naftowego, etc.

I wtedy wszystko się zacięło. Ceny złota zamiast rosnąć, szybko zaczęły spadać. Mówiono wtedy, że złoto zawiodło. Że nie okazało się „bezpieczną przystanią”, gdy doszło do wojny, kryzysu naftowego i symultanicznego spadków cen akcji i obligacji. A 23 marca pierwsze doniesienie o możliwym zakończeniu działań zbrojnych doprowadziły do kolejnego załamania cen złota, które w tamten pamiętny poniedziałek momentami zniżkowało o ponad 10%. Cały marzec żółty metal zamknął ze stratą ponad 11%. Pod kreską zakończył także kwiecień (-1%) i maj (-1,6%), by od początku czerwca oddać już 12%.

Pretekstów do przeceny złota nie brakowało. Po pierwsze, głównym beneficjentem zawieruchy na Bliskim Wschodzie okazał się dolar amerykański, którego wartość jest negatywnie skorelowana z ceną złota. Po drugie, rynki finansowe na kryzys naftowy zareagowały dość wyraźnym wzrostem stóp procentowych. Na atrakcyjności zyskała zatem podstawowa alternatywa dla żółtego metalu – czyli przynoszące stały dochód obligacje skarbowe.

Po trzecie, pomimo zadeklarowanego otwarcia Cieśniny Ormuz i normalizacji cen ropy naftowej rynek doszedł do wniosku, że Rezerwa Federalna i tak podniesie stopy procentowe. I to być może już we wrześniu!  Takie oczekiwania drastycznie umocniły dolara, co przełożyło się na niższe dolarowe ceny złota. To stara korelacja w myśl której mocniejszy dolar oznacza tańsze złoto i vice versa.

Po czwarte, złota zaczął się pozbywać Bank Rosji. Wprawdzie coraz więcej banków centralnych deklaruje, że zamierza zwiększać rezerwy złota, ale to przecież Rosja była jednym z prekursorów tego trendu. Zatem odwrót jednego z liderów (nawet jeśli wymuszony ekonomicznymi kosztami wojny z Ukrainą) tego trendu mógł podsycić niepokój ze strony prywatnych inwestorów.

Lecz równocześnie mało kto rozumiał, że że decydujące znaczenie dla wiosennej przeceny złota miały nie kwestie fundamentalne, lecz płynnościowe. Gdy „świat się wali”, to zlewarowani inwestorzy wyprzedają nie to, co chcą, tylko to, co mogą. W tym przypadku było to złoto i kontrakty terminowe na złoto. To stąd czerpano gotówkę niezbędną dla utrzymania pozycji na innych rynkach (margin call) bądź pokrycie strat. Ponadto ze względu na załamanie dochodów z eksportu ropy i gazu spadł popyt na złoto ze strony państw i mieszkańców Zatoki Perskiej.

Stan gry na koniec czerwca 2026

W tym momencie złoto jest najtańsze od przeszło pół roku i straciło prawie 30% względem styczniowego rekordu wszech czasów. Równocześnie nie można powiedzieć, aby kurs „barbarzyńskiego reliktu” znajdował się jakoś szczególnie nisko w perspektywie ostatnich 5 czy 10 lat. Sądzę, że poważna korekta się temu rynkowi „należała” po ekstremalnie silnych i chyba nieco przesadzonych zwyżkach z jesieni ’25 i przede wszystkim stycznia ’26.

Inwestor o długoterminowym horyzoncie powinien zadać sobie jedno zasadnicze pytanie: czy przez poprzednie pół roku cokolwiek zmieniło się po stronie czynników, które przez poprzednie lata pchały w górę ceny złota? Czy globalne zadłużenie (zwłaszcza publiczne) uległo redukcji? Czy banki centralne Zachodu mogą pozwolić sobie na twardą antyinflacyjną politykę (tj. na wyższe stopy procentowe) przy tak wielkich potrzebach pożyczkowych rządów i tak wysokim udziale kosztów jego obsługi w ogóle wydatków publicznych? I czy w związku z tym dolar amerykański będzie mógł odzyskać zaufanie inwestorów na tyle, aby dalej pełnić funkcję jedynej globalnej waluty rezerwowej świata?

Jeśli Twoim zdaniem odpowiedź na powyższe pytanie brzmi „tak”, to nie ma sensu, abyś inwestował w złoto. Jeśli brzmi „nie”, to obecna korekta może stanowić niezłą okazję do akumulacji „barbarzyńskiego reliktu”. A jeśli brzmi „nie wiem”, to polecam lekturę tekstu zatytułowanego „Monetarny powrót do przyszłości. Tylko złoto może przywrócić zaufanie do systemu”.

Warto przy tym pamiętać, że na rynkach finansowych procesy cenowe nie zachodzą liniowo. Rynek to ludzie i ich pieniądze. A ci mają wątpliwości – zwłaszcza gdy sprawa dotyczy pieniędzy. Dlatego tez po silnych wzrostach nawet w wieloletnich trendach wzrostowych pojawiają się długi i głębokie korekty. Taka jak ta.

Natomiast w krótkim terminie sytuacja robi się coraz bardziej niekomfortowa dla posiadaczy królewskiego metalu. Zwłaszcza dla tych, którzy kupili go w pobliżu styczniowej górki i dla których miał on być krótkoterminową i zyskowną spekulacją. Cóż, jeśli jeszcze nie sprzedali, to właśnie zostali „inwestorami długoterminowymi”. 

Obraz „techniczny” także jest nieciekawy. Kurs złota przełamał nie tylko 200-sesyjną średnią kroczącą, ale też dotarł do poziomu 38,2% zniesienia fali wzrostowej z lat 2022-26. Równocześnie popularny 14-dniowy oscylator RSI znalazł się poniżej 30, wchodząc w umowną granicę wyprzedania rynku. Jednakże ten sam RSI w ujęciu tygodniowym pozostaje jeszcze w strefie neutralnej.  

O wyprzedaniu rynku nie może być też mowy w ujęciu analizy raportów CFTC. Według ostatnich dostępnych danych (tj. na 15 czerwca) spekulacyjna długa pozycja netto w kontraktach terminowych na złoto wciąż była stosunkowo duża i przekraczała 180 tys. kontraktów. Wprawdzie to o sto tysięcy mniej niż pod koniec stycznia, ale wciąż trudno mówić o kapitulacji zlewarowanych spekulantów. A wydaje się, że bez tego nie będzie można zarządzić zakończenia fali spadkowej.

Reasumując, o ile w długim i bardzo długim terminie złoto pozostaje skarbnicą wartości i zabezpieczeniem przed załamaniem reżymie pieniądza fiducjarnego, tak na krótką metę nie można wykluczyć pogłębienia wiosennych spadków. A ponieważ kurs złota żegluje teraz po nieznanych wodach, to następnym poziomem wsparcia może być dopiero linia 3 500 USD/oz. wyznaczana przez połowę zniesienia poprzedniej fali wzrostowej.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Porwania, tortury i groźby. Bogacze okradani z milionów w kryptowalucie
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy

Komentarze (12)

dodaj komentarz
kugu
Biorąc pod uwagę, jak zmienia się cena w tym roku, trudno to oceniać jako korektę. Po prostu chyba na razie ta inwestycja wcale nie jest taka bezpieczna. Rośnie długoterminowo, ale co z tego, jeśli przeskoczy starą wycenę po 10 latach? A no właśnie. Mam etfy kupione na złocie, ale to jeden z wielu tematów, więc spadki mnie szczególnie Biorąc pod uwagę, jak zmienia się cena w tym roku, trudno to oceniać jako korektę. Po prostu chyba na razie ta inwestycja wcale nie jest taka bezpieczna. Rośnie długoterminowo, ale co z tego, jeśli przeskoczy starą wycenę po 10 latach? A no właśnie. Mam etfy kupione na złocie, ale to jeden z wielu tematów, więc spadki mnie szczególnie nie ruszają. Zresztą - śledzę sytuację w analityce Freedom24. Jeśli pojawi się jakaś okazja, mocny spadek, to chętnie dokupię.
a_niedomagalczyk
Złotofile z forum banksterka - proponuję - zamiast powielać historyjki o "papierowym złocie" - schować się pod jakimś kamieniem i wypełznąć za kilka lat do czasu kolejnej bańki na błyskotkach.
od_redakcji
Ooo, panie i panowie, czapki z głów! Na salony wjechał właśnie klasyczny „król jednego sezonu”, który po kilku miesiącach bessy poczuł krew i postanowił ogłosić ostateczny koniec imperium. To ten sam typ rynkowego proroka, który w styczniu – gdy złoto biło rekordy przy 5 600 USD – siedział cicho jak mysz pod miotłą, a teraz, gdy Ooo, panie i panowie, czapki z głów! Na salony wjechał właśnie klasyczny „król jednego sezonu”, który po kilku miesiącach bessy poczuł krew i postanowił ogłosić ostateczny koniec imperium. To ten sam typ rynkowego proroka, który w styczniu – gdy złoto biło rekordy przy 5 600 USD – siedział cicho jak mysz pod miotłą, a teraz, gdy kurz opada, bohatersko wychodzi z ukrycia.

Odpowiedzmy mu w jego własnym, lekko ironicznym, ale merytorycznym tonie:


O, witamy na pokładzie! Pięć miesięcy korekty, a tu już z nory wychodzi rynkowy husarz, żeby ogłosić „koniec bańki na błyskotkach”. Gdzie kolega był w styczniu, jak złoto szorowało po 5 600 USD za uncję? Wtedy jakoś o „błyskotkach” cisza była na forum.

Fakt, spekulanci, którzy weszli na samej górce z lewarem, teraz rzeczywiście nerwowo zagryzają wargi i pewnie posłuchają twojej rady o kamieniu. Ale mylić krótkoterminowe czyszczenie rynku z „koncem złota” to jak twierdzić, że motoryzacja się skończyła, bo akcje Tesli spadły o 30%.

Przypomnę tylko trzy drobne, „papierowe” fakty:

1. Globalny dług publiczny (szczególnie ten amerykański) nie schował się pod żaden kamień – rośnie w tempie geometrycznym.
2. Koszt obsługi tego długu przy obecnych stopach zaraz udusi zachodnie budżety, więc Kevin Warsh i jego jastrzębia ferajna z Fed prędzej czy później i tak będą musieli włączyć drukarki.
3. Banki centralne od Chin po Warszawę jakoś nie chcą pod ten kamień uciekać – wręcz przeciwnie, z uśmiechem dokupują fizycznego kruszcu po obecnych, promocyjnych cenach.

Więc spokojnie. Złoto przetrwało Cesarstwo Rzymskie, upadek standardu złota i kilkadziesiąt takich „bess” jak ta. Przetrwa i obecnego szefa Fed. A ci, co mają fizyczny kruszec w sejfie, a nie papierowe kontrakty na ekranie monitora, zamiast pod kamień, idą po prostu na zakupy – bo okazja poniżej 4000 USD może się szybko nie powtórzyć.

Do zobaczenia za te „kilka lat” – tylko nie zapomnij wtedy zmienić nicku na forum!
jojo72 odpowiada od_redakcji
No i lepiej bym tego nie ujął. Najlepiej przypomnieć mu się będzie z końcem roku. Bo dłużej ta sztuczka z dolarami nie potrwa ;)
od_redakcji
No dobrze, zrzućmy na chwilę szaty chłodnego, podręcznikowego analityka i spójrzmy na ten krajobraz okiem kogoś, kto niejedno tąpnięcie na rynkach widział. Tekst Krzysztofa Kolanego uderza w sedno – ten moment, w którym złoto testuje granicę 4 000 USD od góry, to dla rynkowych graczy prawdziwy test zwieraczy.

Jeśli miałbym
No dobrze, zrzućmy na chwilę szaty chłodnego, podręcznikowego analityka i spójrzmy na ten krajobraz okiem kogoś, kto niejedno tąpnięcie na rynkach widział. Tekst Krzysztofa Kolanego uderza w sedno – ten moment, w którym złoto testuje granicę 4 000 USD od góry, to dla rynkowych graczy prawdziwy test zwieraczy.

Jeśli miałbym sformułować **własny komentarz i autorską opinię** na bazie tego, co tu widzimy, ująłbym to w trzech mocnych punktach:

### 1. To nie jest zwykła bessa – to gigantyczny, rynkowy „kac”

Spadek o blisko 30% od szczytu w pięć miesięcy brzmi jak katastrofa, ale spójrzmy prawdzie w oczy: po rajdzie z jesieni 2025 i szaleństwie ze stycznia 2026 roku, gdzie kruszec drożał o 100 dolarów dziennie, **ta korekta po prostu się rynkowi należała**. Rynek był rozgrzany do białości, spekulanci pakowali się w kontrakty pod korek, a mainstream krzyczał o „Nowym Porządku Świata” i końcu dolara. Dzisiejsze 4 000 USD to nic innego jak powrót do bolesnej, ale zdrowej rzeczywistości. Emocje opadły, kurz wojenny na Bliskim Wschodzie nieco opadł, a spekulanci liżą rany.

### 2. Krótkoterminowo: Kapitulacji jeszcze nie było (czyli wsparcie na 3 500 USD realne)

Zgadzam się z Kolanym w kwestii technicznej i płynnościowej – **to jeszcze może boleć**. Dlaczego? Ponieważ na rynku kontraktów terminowych (raporty CFTC) wciąż wisi masa „długich pozycji” spekulantów, którzy kupowali wysoko i kurczowo trzymają się nadziei. Dopóki rynek nie zmusi ich do ostatecznej kapitulacji i masowego wycinania stop-lossów, dno może nie zostać osiągnięte.

Dodajmy do tego jastrzębiego Kevina Warsha z Fed, rosnące rentowności obligacji w USA i fakt, że fundusze wciąż potrzebują gotówki na pokrycie strat z giełd technologicznych (słynne *margin calls* po tąpnięciu spółek AI). Jeśli w najbliższych dniach pękną psychologiczne zapory, techniczny zjazd w kierunku **3 500 USD za uncję** jest jak najbardziej na stole.

### 3. Długoterminowo: Fundamenty złota są nienaruszone

I tu dochodzimy do najważniejszego wniosku. Czy zmieniło się cokolwiek w globalnej gospodarce, co sprawiłoby, że papierowy pieniądz stał się bezpieczniejszy? **Absolutnie nic.**

* Globalny dług rośnie w zastraszającym tempie.
* Walka Fed z inflacją za pomocą wysokich stóp procentowych to obosieczny miecz – rządy na Zachodzie zaraz uduszą się kosztami obsługi własnego zadłużenia.
* Banki centralne na świecie (poza Rosją, która łata wojenny budżet) nadal będą kupować złoto, bo geopolityczna niepewność i chęć uniezależnienia się od kaprysów Waszyngtonu nie zniknęły.

Pozdrawiam pana panie Krzysztofie.. Wasz "sowizdrzał"

### Moja diagnoza: Droga przez mękę, ale kierunek bez zmian

Dla spekulantów grających z dźwignią finansową obecna sytuacja to rzeź. Stali się – jak to zgrabnie ujął Kolany – „inwestorami długoterminowymi” wbrew własnej woli.

Dla kogoś jednak, kto traktuje **fizyczny kruszec** jako polisę ubezpieczeniową na lata, ten zjazd poniżej 4 000 USD to nie powód do paniki, ale... **okazja, na którą czekano od miesięcy**. Trendy na złocie nie zmieniają się trwale z powodu jednej czy dwóch wypowiedzi szefa Fed. System finansowy oparty na długu jest zbyt kruchy, by dolar trwale odzyskał dawny, absolutny blask. Złoto wróci na szczyty – ale zanim to nastąpi, rynek musi najpierw porządnie przetrzepać kieszenie tym, którzy szukali tu szybkiego zysku.
gronostaj
ruscy sprzedają wszystko co mają to cena leci w dół.

Pytanie - ile jeszcze mają złota? Połowa pewnie i tak była tylko na papierze.
mekm
to kupuj wukraińcu dostajesz dotacje !
brututs
Do póki prezes NBP będzie kupował papierowe złoto jak i inni to takie ruchy spekulantów zawsze będą
sterl
Rosja zatrzymuje całe swoje 500 ton rocznego wydobycia złota i 1200 ton srebra za wyjątkiem kilku ton , a Polska wyprzedaje całe swoje roczne wydobycie srebra 1200 ton za grosze?.
prawnuk
a gdzie Polska ma srebro?

z tego co kojarzę Polska dopłaca KGHM do wydobycia ......

Zawszę dziekuję Bogu, że nas nie ukarał np ropą naftową.
też byśmy dopłacali

Powiązane: Złoto

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki