Po wydłużonym weekendzie nowojorskie giełdy dopiero we wtorek mogły zareagować na sobotnie groźby prezydenta Trumpa, który zapowiedział wprowadzenie ceł na państwa europejskie sprzeciwiające się przejęciu Grenlandii. Reakcja nie ograniczyła się tylko do rynku akcji. Oberwało się też dolarowi i obligacjom skarbowym Wuja Sama.


Tak soczystych spadków na Wall Street nie widziano od października. Indeks S&P500 spadł o 2,06% i zakończył wtorkową sesję na wysokości 6 796,86 punktów. Nasdaq zniżkował o 2,39% i finiszował z wynikiem 22 954,32 pkt. Dow Jones oddał 1,76% i zatrzymał się na poziomie 48 488,77 pkt.
Znamienny był blisko 30-procentowy skok indeksu zmienności VIX, zwanego potocznie „indeksem strachu”. Mierzy on wzrost zmienności implikowanej opcji i pośrednio odzwierciedla zmiany popytu na instrumenty zabezpieczające przed spadkami cen akcji. Lecz równocześnie sama nominalna wartość VIX-a (20,32 pkt.) wciąż pozostaje bardzo niska.
Warto przy tym odnotować, że w dół szły wyceny praktycznie wszystkich amerykańskich aktywów. Dolar drugi dzień z rzędu wydatnie tracił względem euro. Rosły za to rentowności obligacji rządu USA, co sygnalizuje spadek ich cen rynkowych. To zaczyna przypominać znany sprzed roku schemat inwestycyjny okrzyknięty mianem „sell America” (ang. sprzedaj Amerykę).
Rok temu była to reakcja na potężne cła importowe wprowadzane przez administrację prezydenta Trumpa. Wtedy inwestorzy masowo pozbywali się zarówno amerykańskich akcji jak i dolara oraz obligacji, przenosząc kapitał do Europy. Teraz spada praktycznie wszystko, ale jednoczesne spadki na Wall Street oraz przecena Treasuries w towarzystwie słabnącego dolara to jednak nieczęsto spotykana kombinacja.

Dzieje się tak dlatego, że rynki finansowe obawiają się kolejnych nieprzewidywalnych posunięć amerykańskiego przywódcy. Oraz ich gospodarczych konsekwencji. Eksplikujący na razie tylko w warstwie retorycznej spór o kontrolę nad Grenlandią w trakcie weekendu niebezpiecznie dotknął kwestii celnych. Donald Trump zapowiedział obłożenie dodatkowymi cłami produkty z ośmiu krajów europejskich, które otwarcie poparły Danię w sporze o największą wyspę świata. Inaczej niż rok temu Europejczycy nie pozostają dłużni i już grożą celnym odwetem na USA. Oznacza to ryzyko wznowienia wojny handlowej pomiędzy formalnymi sojusznikami z NATO.
- Po drugiej stronie deficytów handlowych i wojen handlowych istnieją wojny kapitałowe – powiedział Ray Dalio, założyciel Bridgewater Associates, w programie „Squawk Box” stacji CNBC podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos w Szwajcarii. - Jeśli weźmiemy pod uwagę konflikty, nie można ignorować możliwości wojen kapitałowych. Innymi słowy, być może nie ma takiej samej skłonności do kupowania amerykańskich obligacji skarbowych i tak dalej - dodał Dalio.
Inwestorzy obawiają się, że może nas czekać powtórka z rozrywki, jaką ekipa Trumpa dostarczyła rynkom niemal równo rok temu. Wtedy spadki na Wall Street zaczęły się w połowie lutego, eskalowały w marcu i eksplodowały na początku kwietnia po tzw. Dniu Wyzwolenia. Teraz do kwestii stricte ekonomicznych dochodzą nowe aspiracje terytorialne Białego Domu w postaci chęci anektowania Grenlandii i być może nawet Kanady (co zdaje się sugerować prezydent USA).
Nie zapominajmy też, że na Wall Street dopiero rozkręca się sezon publikacji raportów za IV kwartał. Do tej pory wynikami pochwaliły się 33 spółki z indeksu S&P500 i 85% z nich przebiło rynkowy konsensus zysku na akcję. Ale w e wtorek srodze rozczarował przemysłowy konglomerat 3M, który ze względu na skalę i zasięg branżowy swej działalności bywa nazywany „gospodarką w pigułce”. Akcje 3M przeceniono o blisko 7% po tym, jak koncern rozczarował całoroczną prognozą wynikową.
KK





























































