REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

To był rok złota. I początku systemowego resetu

Krzysztof Kolany2026-01-08 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2026-01-08 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Rok 2025 był bezapelacyjnie rokiem złota (oraz srebra). Metale szlachetne skradły show nawet manii AI, notując najwyższe stopy zwrotu od 46 lat. I to nie był przypadek. W mojej ocenie, to początek zapowiadanego od lat resetu globalnego systemu monetarnego.

To był rok złota. I początku systemowego resetu
To był rok złota. I początku systemowego resetu
fot. Lemonsoup14 / / Shutterstock

Niby człowiek czekał na te wydarzenia od 15 lat. Ale gdyby 12 miesięcy temu mi ktoś powiedział, że w 2025 roku złoto zdrożeje o 66%, to chyba bym nie uwierzył. A jednak stało się i królewski metal wyznaczył (w ujęciu dolarowym) najwyższą roczną stopę zwrotu od 46 lat. Czyli od roku 1979, gdy w atmosferze manii spekulacyjnej dobiegała końca poprzednia wielka fala rewaluacji „barbarzyńskiego reliktu”.

W 2025 roku na rynku złota widzieliśmy wiele. Najpierw imponująco silny i stabilny wzrost cen zimą i wiosną, który doprowadził nas w okolice 3 500 USD/oz. i przełamania bariery trzech tysięcy dolarów za uncję. Później doświadczyliśmy tradycyjnej letniej flauty. Ale od sierpnia złoto znów drożało jak szalone, szybko przełamując granicę 4 000 USD/oz. oraz po 45 latach wreszcie poprawiając realny (tj. skorygowany o oficjalną inflację CPI) rekord ze stycznia 1980.

Ostra październikowa korekta okazała się bardzo krótka. Nie było trzeciej fali spadkowej i już w połowie listopada notowania królewskiego metalu znów ruszyły w górę, by pod sam koniec roku ustanowić nowy rekord na wysokości 4 583,75 USD/oz. Rok temu takiego obrotu spraw nie spodziewali się nawet najbardziej zatwardziałe goldbugi. Nawet chłopaki z Incrementum w maju obstawiając „Wielkiego Longa” w scenariuszu bazowym typowali 4 821 USD/oz…. ale dopiero w roku 2030! A gdy rok wcześniej odważnie stawiali na niemal 5 000 USD/oz., to wciąż byli obiektem drwin. Teraz są już prognozy z piątką z przodu osiąganą jeszcze w 2026 roku.

Złoto wraca na monetarny tron

W latach 70-tych XX wieku cena złota wyrażona w USD wzrosła z 35,4 USD do 850 USD/oz. w styczniu 1980 roku. 24-krotny wzrost dolarowych notowań złota był reakcją na upadek systemu z Bretton Woods i wprowadzenie modelu petrodolara oraz płynnych kursów walut fiducjarnych. Czyli pieniądza niemającego pokrycia w niczym materialnym i bazującego wyłącznie na wierze w jego wartość oraz państwowy przymus jego stosowania. W ujęciu globalnym kluczową formą takiego przymusu stanowiła konieczność rozliczania handlu ropą naftową w dolarze amerykańskim. Po 2022 roku reżym petrodolara zaczął upadać, gdyż handel rosyjską ropą odbywa się teraz głównie w chińskim juanie czy indyjskiej rupii. Coś się skończyło. I to zapewne bezapelacyjnie.

Wakacje na giełdzie

W codziennych rynkowych komentarzach czy raportach analitycznych zwykle otrzymywali Państwo standardowy zestaw powodów, dla których złoto drożało. Były to zakupy banków centralnych (zwłaszcza w pierwszym półroczu), potężny napływ gotówki do ETF-ów (to już historia ostatniego kwartału), chęć zabezpieczenia się przed ryzykiem geopolitycznym (patrz: wojny celne prezydenta Trumpa) czy wreszcie lęk przed powrotem wysokiej inflacji i nierozsądnymi cięciami stóp procentowych w Rezerwie Federalnej. Wszystkie te przyczyny są prawdziwe, ale żaden z nich nie oddawał istoty tego, co naprawdę napędzało aprecjację złota.

A w zasadzie nie tyle wzrost cen złota, co dramatyczny spadek wartości dolara amerykańskiego i wszystkich pozostałych walut fiducjarnych. Według mnie to jest prawdziwa istota sprawy. Świat finansów podniósł bunt i już nie wierzy rządom i bankom centralnym, że te dostarczą pieniądz o jako takiej używalności w średnim i długim terminie. Tylko tak można w rozsądny sposób wytłumaczyć fakt, że „barbarzyński relikt” w niespełna dwa lata podwoił się w cenie i w perspektywie ostatnich 10 lat (+309%) niewiele ustępuje pola nawet Nasdaqowi.

- Naszym zdaniem triumf cen złota w ostatnich latach to przejaw utraty zaufania. (…) W ostatnich latach doszło do utraty zaufania do pieniądza fiducjarnego, ale na szczeblu międzynarodowym i instytucjonalnym, co przyspieszyło zmiany w międzynarodowym systemie finansowym. Ich wynikiem jest odwrót od tradycyjnych bezpiecznych aktywów i poszukiwanie alternatywnego medium transakcyjnego i tezauryzacyjnego (tzn. służącego do akumulacji majątku) przez państwa i ich organy (banki centralne, zarządzających aktywami, itp.) – bardzo zgrabnie temat ujęli ekonomiści Banku Pekao (pogrubienia od redakcji).

Trzy silniki wynoszące złoto na nową orbitę

Po prostu coraz więcej inwestorów dywersyfikuje się w kierunku metali szlachetnych w obawie o długoterminową stabilność dolara i światowego systemu finansowego. Te lęki nie biorą się znikąd, a ich źródłem są trzy zasadnicze kwestie. Pierwszą jest utrzymujący się od 6 lat ekstremalnie wysoki poziom zadłużenia publicznego w 10 największych gospodarkach świata. Stany Zjednoczone zadłużone są na prawie 125% PKB, strefa euro średnio na 87%, Chiny na 88%, Japonia na absurdalne 237% (z czego połowa tego długu jest w posiadaniu Banku Japonii, więc równie dobrze można by je anulować), Indie na 82%, a Wielka Brytania na 94%. W Top10 jedynie Niemcy (62%) oraz Brazylia (76,5%) raportują nieco niższe, lecz wciąż wyraźnie podwyższone wskaźniki.

Wprawdzie temat nadmiernego długu wałkowany jest regularnie od 2008 roku (do czego sam nie raz i nie dwa przyłożyłem rękę), ale dopiero od niedawna rynki finansowe zaczynają uświadamiać sobie, jak zła jest sytuacja i że nie ma żadnej szansy na jej istotną poprawę. O ile w latach 2010-20 ten monstrualny dług był możliwy do obsłużenia dzięki niedodatnim stopom procentowym, tak teraz stopy te są wyraźnie wyższe od zera i cały czas rosną w przypadku długoterminowych obligacji skarbowych. Oznacza to nieuchronny wzrost kosztów obsługi długu państwowego w horyzoncie kolejnych kilku lat.

Równocześnie przekonaliśmy się, że rządzący politycy wcale nie chcą oszczędzać. Prezydent Donald Trump uchwalił wielkie cięcia podatków powiększające dług publiczny o 4 bln USD w ciągu dekady, nowa premier Japonii także zwiększyła deficyt fiskalny, a Niemcy odcięli „budżetową kotwicę”, celując we wzrost długu do ok. 80% PKB i finansując w ten sposób program zbrojeń. A to wszystko w warunkach zapaści demograficznej w świecie Zachodu, gdzie dramatycznie spadającej dzietności towarzyszy coraz bardziej roszczeniowa postawa niepracujących już pokoleń.

W takim układzie jedynym możliwym rozwiązaniem jest zwiększenie inflacji w średnim i dłuższym terminie. Zapomnijcie o 2-procentowych celach banków centralnych. Przez resztę tej dekady zapewne będzie to przynajmniej 3% a może i bliżej 5%. Rzecz jasna, jeśli wszystko pójdzie dobrze. Bo jeśli pójdzie gorzej, to inflacyjny kryzys lat 2020-23 będzie tylko miłą przygrywką. To właśnie te obawy pchają teraz inwestorów finansowych w objęcia złota, kosztem redukcji zaangażowania w papiery dłużne.

Czego można się spodziewać w 2026 roku?

Wymienione wyżej trendy pozostaną w mocy w 2026 i prawdopodobnie także w następnym roku. Nie musi to jednak oznaczać, że napływy gotówki na rynek złota będą równie silne jak w roku 2025. Pamiętajmy, że rynek wycenia przyszłość i złoto po 4,5 tys. USD za uncję wycenia już wiele ze wspomnianych powyżej zjawisk. Rynek jest już bardzo rozgrzany i ewentualna korekta lub nawet trwająca kilkanaście miesięcy flauta dla nikogo nie powinna być tu zaskoczeniem. Nawet w latach 70-tych królewski metal potrafił zaliczyć trwającą półtora roku korektę o zasięgu blisko 50%!

Dobrze też wiedzieć, że na rynku finansowym zjawiska niemal nigdy nie zachodzą liniowo. Rynek to ludzie i na krótką metę potrafi zachować się bardzo emocjonalnie i nieprzewidywalnie. Nawet wtedy, gdy długoterminowe fundamenty pozostają niezmienione. Dlatego też fenomenalna stopa zwrotu za rok 2025 w żaden sposób nie gwarantuje równie dobrego wyniku w tym roku. Co więcej, zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że tak spektakularny zeszłoroczny rezultat stanowi istotny czynnik ryzyka dla tegorocznej ścieżku kursu złota.

Owszem, można tu snuć historyczne analogie z latami 70-tymi XX wieku (gdy złoto podrożało o prawie 11% w roku 1980 po fenomenalnym roku 1979), czy początkiem XXI wieku (12 wzrostowych lat z rzędu!), ale uważam to za bezcelowe. Rok 2026 równie dobrze może przynieść zwrot rzędu +50% jak i -50% i nikt teraz nie potrafi przewidzieć, jak będzie naprawdę.

Pomocną dłoń wyciąga ku nam statystyka, która pozwala z grubsza oszacować to, czego po złocie można się spodziewać. Przez poprzednie pół wieku średnia (geometryczna) stopa zwrotu z żółtego metalu (liczona w USD) wyniosła 9,0%. Zeszłoroczna stopa zwrotu o ponad dwa odchylenia standardowe przewyższyła historyczną średnią. W przeszłości złoto zyskało więcej w ciągu jednego roku kalendarzowego tylko w 1973 (75,6%) oraz 1979 (136,2%). Znaleźliśmy się zatem w strefie obserwacji skrajnych i liczenie na ich powtórzenie może okazać się założeniem mocno nierozsądnym. Skądinąd wiemy też, że w obu wspomnianych tu przypadkach rok następny (tj. 1974 i 1980) także były dla złota dość udane przynosząc wzrost cen odpowiednio o 62,2% oraz 10,8% (aczkolwiek w 1980 był to już łabędzi śpiew złota, które szczyt osiągnęło w styczniu i przez resztę roku już głównie taniało).

Reasumując, w mojej ocenie fenomenalna zwyżka notowań złota w 2025 roku zasygnalizowała początek monetarnego resetu, który zapewne będzie rozgrywany przez resztę tej dekady (a może i trochę dłużej), prowadząc finalnie do jeszcze wyższych wycen królewskiego metalu. Ale tego, czy rok 2026 będzie okresem kontynuacji trendu wzrostowego, czy też czasem korekty lub flauty, w tym momencie nie da się wiarygodnie przewidzieć.

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
7-Eleven może dać Żabce więcej niż tylko pieniądze. Japończycy też mają się czego uczyć
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (11)

dodaj komentarz
jaspers
W życiu bym nie powiedział, że to znowu zacznie rosnąć. Myślałem, że teraz to już będą mocne spadki na lata, a tutaj proszę... szok. U mnie poszła sprzedaż na górce, fajny wynik i nie zamierzam niczego zmieniać. Strategia pozostaje ta sama - dalej uważam, że dojdzie do mocnych spadków. Kasa leży we Freedom24, dużo różnych instrumentów,W życiu bym nie powiedział, że to znowu zacznie rosnąć. Myślałem, że teraz to już będą mocne spadki na lata, a tutaj proszę... szok. U mnie poszła sprzedaż na górce, fajny wynik i nie zamierzam niczego zmieniać. Strategia pozostaje ta sama - dalej uważam, że dojdzie do mocnych spadków. Kasa leży we Freedom24, dużo różnych instrumentów, ale dobranych z nastawieniem minimalizacji ryzyka. I na razie tak pozostanie.
pracalic
Myślę, że wzrost wartości złota odzwierciedla właśnie globalny spadek wartości walut i to na arenie międzynarodowej. Wspomniane zadłużenie - kurcze ale skoro takie potęgi mają takie długi to kto jest wierzycielem - jeśli to tylko pan "dodruk pieniądza" to stracą jedynie Ci, którzy posiadają pieniądze i wszelkiego rodzaju Myślę, że wzrost wartości złota odzwierciedla właśnie globalny spadek wartości walut i to na arenie międzynarodowej. Wspomniane zadłużenie - kurcze ale skoro takie potęgi mają takie długi to kto jest wierzycielem - jeśli to tylko pan "dodruk pieniądza" to stracą jedynie Ci, którzy posiadają pieniądze i wszelkiego rodzaju papiery wartościowe oparte o waluty.
carlito1
Kurde jak ja lubię jak Krzysiu coś napiszę :)
keep_sleeping
Jest tu bardzo trzeźwe spojrzenie na to, jak działa obecny system finansowy oparty na walutach fiducjarnych i dlaczego w momentach niepewności kapitał od tysięcy lat wraca do złota jako magazynu wartości. Autor wyraźnie rozumie, że problemem nie jest „cena”, tylko zaufanie do pieniądza, które w systemie fiat jest regularnie niszczone Jest tu bardzo trzeźwe spojrzenie na to, jak działa obecny system finansowy oparty na walutach fiducjarnych i dlaczego w momentach niepewności kapitał od tysięcy lat wraca do złota jako magazynu wartości. Autor wyraźnie rozumie, że problemem nie jest „cena”, tylko zaufanie do pieniądza, które w systemie fiat jest regularnie niszczone przez dług i dodruk. Patrząc na tę analizę, trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś o takim rozumieniu mechanizmów pieniądza ma w portfelu nie tylko złoto, ale i Bitcoina — jako jego cyfrowe, ograniczone podażowo uzupełnienie.

Pozdrawiam Pana Krzysztofa:)
eglantyna
"początek zapowiadanego od lat resetu globalnego systemu monetarnego"

A dokładnie dekad - niektórzy teoretycy upadku dolara i wieszczyciele złota po 10 000 USD nie dożyją swojej prognozy.
Zmienia się jednak percepcja. Gdy kumplowi 20 lat temu powiedziałem, że USA utrzymuje swoją pozycję gospodarczą dzięki sztucznej
"początek zapowiadanego od lat resetu globalnego systemu monetarnego"

A dokładnie dekad - niektórzy teoretycy upadku dolara i wieszczyciele złota po 10 000 USD nie dożyją swojej prognozy.
Zmienia się jednak percepcja. Gdy kumplowi 20 lat temu powiedziałem, że USA utrzymuje swoją pozycję gospodarczą dzięki sztucznej wartości i statusowi dolara, to uznał to za teorie spiskowe.
Dziś trudno o tak skrajne reakcje, choć duża cześć luda wciąż myśli TVN-em.

Tu nie chodzi o żadne złoto - bo urósło srebro, miedź, a niektóre walory na giełdzie wiped the floor with the gold. Tu chodzi o USA i drukowanie dolara.
Otóż USA się sypie na naszych oczach. Trump napadł na Wenezuelę - nie dlatego, że to jest dobry biznes, tylko dlatego, że USA dostały kopa z Iraku i z Ukrainy. Trump wydał majątek, żeby porwać Maduro i jego żonę, więc mówi o wenezuelskiej ropie - nie dlatego, że USA w końcu przestały owijać w bawełnę (bajać o demokracji), tylko żeby nikt nie śmiał powiedzieć, że wywalił kupę kasy w błoto. Ale sześciokrotny bankrut wywalił, bo ta ropa (której wciąż nie posiada), to jest kiepska ropa i zniszczona (przez jankeskie embargo) infrastruktura - na tyle, że chevrony wcale tam nie chcą. The party is over, USA przestaje być imperium, a kapitaliści, czując koniec, chwytają się coraz większych absurdów. Doktryna Monroe, atak na członka NATO, porywanie prezydentów - widać w tym desperację i brak zrozumienia, co tak naprawdę się stało.
A staly się centralnie planowane Chiny. Upadł dogmat, że dobrobyt bierze się z chciwości, bezkarnego despotyzmu prywaciarzy i ich pogoni za zyskiem. Państwo chińskie centralnie zaplanowało tanią energię i najlepszą kolej na świecie. Państwo chińskie centranie tworzy nowe gałęzie gospodarki. Państwo chińskie kant-pitalistów centralnie skazuje na śmierć.
USA przegrywają z Chinami, jednak w tym całym ich burdlu nikt tego nie może pojąć. Mają w ręku dwa instrumenty, do których zawsze się uciekali: agresja militarna i drukarka. Jednak w miarę jak dolar traci międzynarodową pozycję, drukarka zamiast pomagać, zacznie szkodzić.
sterl
Próbowali wszystkiego w Chinach żeby się rozpadły, ale Chińczycy nie dają się omamić..nie strajkują, nie niszczą , nie protestują , tylko pracują i coraz więcej zarabiają.
pozhoga
Trochę prawdy, trochę błędów: wg mnie teza, że ,,USA się sypią” i pogłoski o śmierci dolara są stanowczo przesadzone, a już tezy jakoby USA przykrywały własny upadek tematami Wenezueli czy Grenlandii jest błędna i to właśnie ona świadczy o braku zrozumienia co się dzieje. A dzieje się to, że USA wracają do swojej TRADYCYJNEJ izolacji Trochę prawdy, trochę błędów: wg mnie teza, że ,,USA się sypią” i pogłoski o śmierci dolara są stanowczo przesadzone, a już tezy jakoby USA przykrywały własny upadek tematami Wenezueli czy Grenlandii jest błędna i to właśnie ona świadczy o braku zrozumienia co się dzieje. A dzieje się to, że USA wracają do swojej TRADYCYJNEJ izolacji i podejścia biznesowego do polityki. I konsekwentnie wypychają Chiny ze swojej strefy wpływów oraz zamykają w kręgu Eurazji. Tu z kolei kluczowa jest Rosja, czego kołchozowe zielone elfy i tęczowe wróżki kompletnie nie ogarniają. Wracając do dolara: konia z rzędem temu, kto widzi alternatywę.
eglantyna odpowiada pozhoga
"pogłoski o śmierci dolara są stanowczo przesadzone"

Dolar traci pozycję jako globalna waluta rozliczeniowa i transakcyjna. Nie mogą już eksportować inflacji bezkarnie, każdy dodruk zwiększa biedę w USA - namiotów przybywa.

"wracają do swojej TRADYCYJNEJ izolacji"

Od zawsze mieszali, napadali,
"pogłoski o śmierci dolara są stanowczo przesadzone"

Dolar traci pozycję jako globalna waluta rozliczeniowa i transakcyjna. Nie mogą już eksportować inflacji bezkarnie, każdy dodruk zwiększa biedę w USA - namiotów przybywa.

"wracają do swojej TRADYCYJNEJ izolacji"

Od zawsze mieszali, napadali, szantażowali, bombardowali, zakładali lichwiarską pętlę na narody całe - kiedy się w końcu odizolują i zamkną w swoim jankeskim kapitalistycznym zardzewiałym wiaderku na amen??

"konsekwentnie wypychają Chiny ze swojej strefy wpływów oraz"

Wypychani z Afryki, Brazyli, Ukrainy, Europy... kurczą się jak posolony ślimak, został im kanibalizm w najbliższej okolicy.

"konia z rzędem temu, kto widzi alternatywę"

Dolar traci pozycję. Nie że Chiny kogoś napadają czy szantażują. Dla świata Chiny są alternatywą. Tylko kuń nie widzi, co na murze napisane.

"przykrywały własny upadek tematami Wenezueli czy Grenlandii"

Niestety ostatnie manewry uświęconych kapitalistów to kompletna desperacja. Tracą wpływy, zegar tyka, oddalone dodrukiem bankructwo sprzed lat 50-ciu sadnie jak wielki głaz.

TL;TD
30 lat kapitalistycznej indoktrynacji i oglądania schambo-TV robi swoje - odbiera zdolności poznawcze.
pozhoga
Złoto zapewne dość dobrze spełnia rolę tezauryzacyjną, ale nie rozliczeniową (chociaż małym krokiem w tym kierunku jest giełda w Szanghaju): po prostu nie jest tu możliwe dostosowywanie podaży pieniądza do popytu na niego. Wg mnie prawdziwa przyczyna rajdu to nadpodaż pieniądza fiducjarnego, co potwierdza rajd także na srebrze, platynie Złoto zapewne dość dobrze spełnia rolę tezauryzacyjną, ale nie rozliczeniową (chociaż małym krokiem w tym kierunku jest giełda w Szanghaju): po prostu nie jest tu możliwe dostosowywanie podaży pieniądza do popytu na niego. Wg mnie prawdziwa przyczyna rajdu to nadpodaż pieniądza fiducjarnego, co potwierdza rajd także na srebrze, platynie czy palladzie. Reset wg mnie nie będzie polegał na wprowadzeniu nowego rodzaju pieniądza, tylko na globalnym wyzerowaniu zadłużenia…
tomitomi
tak , zgadzam się . Druk fiducjarnych walut przesunie relatywnie wycenę w górą na wszystkie surowce . Zastanawia mnie dziwna cisza na diamentach .

Powiązane: Prognozy 2026, podsumowania 2025

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki