Takiego tempa wzrostu dolarowych cen złota nie pamiętają najstarsi inwestorzy. Tylko od północy do poranka uncja złota zdrożała o ponad 200 dolarów! To jest nie tyle przejaw siły królewskiego metalu, co ucieczki kapitału od amerykańskiej waluty.


Na rynkach metali szlachetnych w mojej ocenie obserwujemy właśnie historyczne wydarzenia i kształtowanie się nowego porządku monetarnego. Porządku, w którym dolar amerykański nie będzie grał już dominującej roli. Inwestorzy z całego świata poszukują teraz bezpiecznej waluty i drogą eliminacji wybierają złoto.
To ostatnie w środę rano zyskiwało 4%, osiągając cenę 5 325,46 USD za uncję trojańską. W ujęciu nominalnym oznacza to absolutnie rekordowy wzrost ceny uncji „barbarzyńskiego reliktu” o ponad 200 dolarów. A jeszcze kilka dni temu emocjonowaliśmy się zwyżką przekraczającą 100 USD/oz. dziennie.
Przeczytaj także
Od dzisiaj dolarowy rekord notowań złota wynosi 5 344,70 USD/oz. A przecież raptem w poniedziałek po raz pierwszy żółty metal przełamał barierę 5 000 USD. Tylko w styczniu złoto zyskało względem dolara 22,4% po tym, jak w 2025 roku umocniło się o blisko 65%, notując najwyższą roczną stopę zwrotu od 46 lat. Oznacza to, że uncja „barbarzyńskiego reliktu” jest teraz o 90% droższa niż rok temu. Przy czym to nie tyle złoto zyskuje, co dolar i inne waluty „papierowe” dramatycznie tracą na wartości i sile nabywczej.
Zobacz także
- Złoto może nadal zyskiwać na wartości, ponieważ rosnąca izolacja USA na arenie międzynarodowej przekonuje wielu inwestorów do redukcji aktywów dolarowych i przejścia na kruszec – powiedział Vincent Mortier, dyrektor ds. inwestycji w Amundi w wywiadzie dla Bloomberg Television. Mortier jest przekonany, że skokowa aprecjacja złota jest rezultatem ucieczki od dolara amerykańskiego i innych walut fiducjarnych, które po lutym 2020 roku kreowane są zastraszającym tempie.

Nawet pomimo zdecydowanego umocnienia polskiego złotego względem dolara ceny złota w Polsce śrubują historyczne rekordy. W środę rano uncja królewskiego metalu była wyceniana na ok. 18,5 tys. złotych polskich. To o 19% więcej niż pod koniec 2025 roku i już o 66% więcej niż rok temu. Rzecz jasna po tej „giełdowej” cenie nie jesteśmy (i nigdy nie byliśmy) w stanie kupić fizycznego złota. Uncjowa złota moneta inwestycyjna to w tej chwili wydatek przynajmniej 19 tysięcy złoty. Dla porównania jeszcze we wrześniu 2024 roku w taką samą monetę można się było zaopatrzyć po mniej niż 10 000 zł.
Srebro poniżej rekordu wszech czasów
Tradycyjnie już jeszcze szybciej niż złoto drożeje srebro. Uncja białego metalu w środę rano zyskiwała 6,5%, osiągając cenę 112,82 USD/oz. Dzień wcześniej biały metal podrożał o ponad 9% po bardzo zmiennej sesji piątkowej, kiedy to wyznaczył nominalny rekord wszech czasów na wysokości 117,69 USD/oz.
O ile w przypadku złota mówimy o zmianie światowego porządku monetarnego, tak srebro w ostatnich miesiącach stało się spekulacyjną bombą. Przypomnę, że tylko w styczniu „biedniejszy kuzyn złota” dał zarobić ponad 50% po zwyżce o 25% w grudniu i przeszło 17% w listopadzie. W efekcie dolarowe notowania srebra podwoiły się w ciągu nieco ponad dwóch miesięcy. Taka trajektoria jest w mojej ocenie nie do utrzymania na dłuższą metę. Dlatego też w krótkim – a być może także i średnim – terminie srebro narażone jest na głęboką i dynamiczną korektę.



















