Po raz pierwszy od przeszło trzech tygodni cena złota spadła poniżej poziomu 5000 USD za uncję, kontynuując trend spadkowy wywołany eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. Choć kruszec ten tradycyjnie uznawany jest za "bezpieczną przystań", obecna sytuacja geopolityczna paradoksalnie wzmocniła dolara, spychając złoto i srebro na wielotygodniowe minima.


Ostatnie sesje na rynku metali szlachetnych upłynęły pod znakiem przeceny. Jeszcze w pierwszej sesji marca, kiedy rynki finansowe reagowały na pierwsze uderzenie USA i Izraela w Iran, cena złota wzrosła do poziomu 5433 USD za uncję, w klasyczny sposób pełniąc funkcję bezpiecznej przystani dla kapitału w czasie geopolitycznej niepewności. Tego samego dnia złoto było już 100 dolarów tańsze. Spadki były kontynuowane w kolejnych dniach trwania konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Złoto poniżej 5000 USD
W efekcie złoto po raz pierwszy od listopada ubiegłego roku oraz drugi raz od ponad pół roku zaliczyło dwa tygodnie spadków z rzędu. W pierwszym tygodniu marca kurs złota stracił 2,1 proc., a w drugim 2,6 proc. Trzeci tydzień marca także rozpoczął się od spadków. Tym bardziej znaczących, że po raz pierwszy od blisko miesiąca złoto jest wyceniane poniżej 5000 USD za uncję. Od szczytu ze stycznia korekta wynosi już ponad 11 proc., chociaż wciąż od początku roku stopa zwrotu to 15 proc.
Czy funkcja bezpiecznej przystani przestała pełnić swoją rolę, skoro mimo wymiany ognia na Bliskim Wchodzie złoto przestało rosnąć, a nawet zaczęło tracić? Nie da się ukryć korelacji obecnych spadków z wojną USA, Izraela i Iranu, która trwa już trzeci tydzień. Ataki na Iran spowodowały gwałtowny wzrost cen surowców energetycznych, głównie ropy, ale też gazu i węgla.
ReklamaZobacz także
Stopy i dolar szkodzą cenom złota
Złoto nie korzysta z kryzysu geopolitycznego tak, jak można by się spodziewać, ponieważ rynek boi się reakcji banków centralnych na rosnące ryzyko inflacyjne będące konsekwencją wyższych cen energii. „W końcu, wraz ze znacznym wzrostem cen ropy naftowej i gazu w tym tygodniu, rośnie również ryzyko inflacji. Może to zmusić banki centralne do podjęcia działań zaradczych” - napisała Barbara Lambrecht, analityczka ds. surowców w Commerzbank Research.
Aby zrozumieć obecne spadki, należy przyjrzeć się fundamentalnym zależnościom rynkowym, jakimi są odwrotna korelacja złota z dolarem i rentownościami amerykańskich obligacji skarbowymi, która oznacza, że gdy dolar drożeje, to cena złota spada. Zależność ta była doskonale widoczna, podczas gdy dolar tracił na wartości, wspierając wzrost ceny kruszcu. Złoto nie przynosi odsetek, ani dywidend, stąd gdy rentowności obligacji USA rosną, inwestorzy wolą ulokować kapitał w "bezpiecznym" długu skarbowym niż w kruszcu.
Niższe stopy procentowe amerykańskiej Rezerwy Federalnej, determinujące w głównej mierze to, co dzieje na dolarze i obligacjach byłoby korzystne dla kruszcu, tymczasem rosną obawy, że kolejnych cięć nie będzie, a nawet konieczne może być podniesienie kosztu pieniądza. Agencja Standard & Poor's ostrzega, że wojna może spowodować długotrwałe szoki podażowe. W takim otoczeniu Fed prawdopodobnie utrzyma stopy procentowe w przedziale 3,50–3,75 proc., co jest scenariuszem negatywnym dla złota.
Metale szlachetne pod presją
Sytuacja na rynku srebra jest jeszcze trudniejsza. Cena tego metalu spadła poniżej poziomu 80 dolarów za uncję. Srebro, będąc także metalem o dużym zastosowaniu przemysłowym, reaguje bardziej nerwowo na sygnały o spowolnieniu gospodarczym. Najnowsze dane z USA malują niepokojący obraz. PKB za IV kwartał 2025 roku zostało zrewidowane w dół do zaledwie 0,7 proc.
Złoto i inne metale szlachetne znajduje się więc obecnie w klasycznej pułapce "silnego dolara" i obaw o konieczność podwyżek stóp procentowych. Choć fundamenty do wzrostów, jak niepewność rynkowa i wojna, powinny wspierać ceny złota, to jednak ich proinflacyjne konsekwencje trzymają ceny pod presją. Inwestorzy z niepokojem wyczekują decyzji najważniejszych banków centralnych, w które obfituje trzeci tydzień marca świata. Przed nami decyzje Fed, EBC oraz banków centralnych Anglii, Japonii i Chin.
Fed może tak naprawdę tylko utrzymać stopy w tym tygodniu, sugerują analitycy z MacroMicro. "Przy cenie Brent powyżej 100 dolarów, nie ma innej opcji. Dalsza ścieżka zależy od cen ropy naftowej: 60 dolarów za baryłkę podnosi inflację bazową do 2,4 proc. i pozostawia przestrzeń do dwóch lub trzech obniżek; 90 dolarów za baryłkę utrzymuje inflację bazową na poziomie około 2,9 proc. na koniec roku, całkowicie zamykając okno łagodzenia polityki pieniężnej. Utrzymujący się ruch powyżej 100 dolarów przestaje być szokiem podażowym, a staje się problemem popytowym, stawiając Fed w sytuacji stagflacji" - wyliczają.

























































