Były prezes Volvo, niegdyś zwolniony ze stanowiska, wkrótce sprzeda indyjskiemu gigantowi najmniejszą, a zarazem jedyną dostępną do przejęcia europejską markę ciężarówek. Za obiema stronami transakcji stoją potężne dynastie finansowe, dorównujące wpływami szwedzkiej rodzinie Wallenbergów. I choć analitycy na ogół bagatelizują chińską konkurencję dla Volvo, to potężny rywal rośnie właśnie w innym, najludniejszym państwie świata.


Indyjski przyczółek w Europie i wyzwanie rzucone gigantom
Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, w listopadzie indyjski koncern Tata Motors kupi Iveco, najmniejszą w Europie firmę produkującą samochody ciężarowe. Europejski rynek samochodów ciężarowych jest zdominowany przez dużych graczy, a przejęcia bezpośrednich konkurentów są trudne. Ten indyjski ruch oznacza jednak, że rośnie nowy rywal dla AB Volvo i firmy Traton, niemieckiego właściciela Scanii.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że stawka jest wysoka zarówno dla sztokholmskiej giełdy, jak i dla całej Szwecji.
Volvo, kontrolowane ostatecznie przez finansistę Fredrika Lundberga (ponieważ firma inwestycyjna Industrivärden jest jej największym właścicielem), to największa pod względem obrotów szwedzka firma. Spółka zatrudnia ponad 100 000 osób, z czego około 26 000 w Szwecji, i generuje efekt domina, dając pracę wielu ważnym podwykonawcom.
Ponadto Volvo jest siłą napędową giełdy w Sztokholmie, zajmując pozycję trzeciej co do wielkości spółki pod względem kapitalizacji rynkowej.

Na ostatnim walnym zgromadzeniu spółka przegłosowała dywidendę w łącznej wysokości 26,4 mld koron dla blisko 430 000 akcjonariuszy, a łącznie w ciągu ostatnich dwóch dekad Volvo wypłaciło z tego tytułu blisko 293 mld koron. Dodatkowym smaczkiem w tej historii jest fakt, że od 2024 roku dyrektorem generalnym Iveco jest Olof Persson – człowiek, który w kwietniu 2015 roku został zwolniony ze stanowiska prezesa Volvo, a jego miejsce zajął obecny szef firmy, Martin Lundstedt.
Jak dotąd Tata Motors koncentrowało się na dominacji w Indiach, gdzie udział firmy w rynku samochodów ciężarowych wynosi oszałamiające 55 procent. Planowany przez Tata Motors zakup Iveco oznacza jednak, że firma ta postawi stopę zarówno na europejskim, jak i południowoamerykańskim rynku aut ciężarowych i autobusów. Ambicja jest jasna: zbudowanie globalnego konkurenta dla dominującego obecnie zachodniego kwartetu, czyli firm Volvo, Traton, Daimler i Paccar.
Kulisy przejęcia i widmo chińskiej konkurencji
Oto jak przebiegały przygotowania do wielkiego indyjskiego przejęcia:
- 30 lipca 2025 r.: Tata Motors ogłasza zamiar zakupu Iveco, z wyłączeniem pionu obronnego. Oferta uwarunkowana jest wydzieleniem lub sprzedażą przez Iveco swojej działalności zbrojeniowej.
- 18 marca 2026 r.: Iveco sprzedaje pion obronny włoskiemu koncernowi Leonardo za 1,6 miliarda euro.
- 22 kwietnia 2026 r.: Środki ze sprzedaży działu obronnego zostają wypłacone akcjonariuszom Iveco.
- 4 września 2026 r.: Tata Motors ogłasza gotówkowe wezwanie do zakupu akcji Iveco po cenie 14,10 euro za sztukę, co wycenia firmę na około 4,3 mld euro.
Indyjska ofensywa na europejskim rynku ciężarówek ma miejsce w czasie, gdy na agendzie inwestorów Volvo coraz wyżej plasuje się chińskie zagrożenie dla branży. Istnieją obawy, że Chiny zrobią na rynku ciężarówek to samo, co na rynku samochodów osobowych – w krótkim czasie zmiażdżą konkurencję nowymi, zelektryfikowanymi pojazdami.
Starcie potężnych dynastii: od Wallenbergów po rodzinę Tata
Coś musiało się wydarzyć, a dzięki połączeniu z Tata Motors zwiększone wolumeny mogłyby przynieść korzyści skali. Tata Motors wskazało również na produkcję układów napędowych Iveco (skrzynie biegów i silniki) jako niezwykle pożądaną. Głównym udziałowcem Iveco nie jest byle kto, lecz włoska dynastia finansowa Agnellich, będąca krajowym odpowiednikiem rodziny Wallenbergów.
Początków rodziny Agnellich można upatrywać w założeniu Fiata w 1899 roku, ale ich portfel obejmuje też Ferrari, Juventus i firmę Philips. Z kolei nowy dom Iveco – Tata Motors – jest kontrolowany przez indyjski odpowiednik rodziny Wallenbergów, wchodząc w skład wielkiego holdingu Tata Sons. Punkty styczne między tymi rodzinami pojawiają się ponownie teraz, gdy Agnelli sprzedają Iveco – dokładnie tak samo, jak rodzina Wallenbergów sprzedała kiedyś Scanię.
Indyjska dynastia biznesowa Tata powstała jeszcze w XIX wieku. 18 spółek giełdowych należących do rodziny Tata ma łączną wartość rynkową przekraczającą 2 500 miliardów koron szwedzkich.
Oto co wchodzi w skład imperium Tata:
- Tata Trusts: Fundacje charytatywne kontrolujące 66 procent akcji w Tata Sons.
- Tata Sons: Nienotowana na giełdzie spółka holdingowa posiadająca pakiety kontrolne w szeregu firm (m.in. Air India, Jaguar Land Rover). Företagsgruppen zatrudnia ponad milion osób.
Kto wygra wyścig o rynkową dominację?
Połączone Tata Motors i Iveco wygenerowały w ubiegłym roku obroty rzędu prawie 240 mld koron, co jest wynikiem wyraźnie niższym niż 479 mld koron Volvo. Ambicją jest jednak osiągnięcie w ciągu pięciu lat obrotów na poziomie 340-390 mld koron.
Decyzja o formalnym rozpoczęciu procesu przejęcia Iveco następuje po tym, jak w zeszłym roku Tata Motors wykonała ten sam ruch, co Volvo w 1999 roku – podzieliła działalność w zakresie produkcji aut ciężarowych i osobowych na dwie oddzielne spółki. Należy jednocześnie zaznaczyć, że najsilniejszą stroną Iveco nie są ciężkie samochody ciężarowe (domena Volvo), lecz klasa od 3,5 do 7,5 tony.
Ogólny obraz sytuacji pokazuje, że akcjonariusze Volvo mogą póki co spać spokojnie, biorąc pod uwagę, że ich gigant dominuje w ciężkim segmencie. Z tego powodu nowy indyjski konkurent nie stanowi na razie bezpośredniego zagrożenia. Mimo to Szwedzi nie mogą sobie pozwolić na ignorancję. Volvo nie może podążyć ścieżką niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, który z arogancką pewnością siebie lekceważył zagrożenie ze strony Chin i Tesli. W przeciwnym razie grozi nam totalny chaos.
Zarówno dzisiaj, jak i jutro, na rynku wygrywają po prostu najlepsze produkty w najlepszej cenie. Jeśli Volvo sprosta temu zadaniu, dywidendowa uczta dla akcjonariuszy będzie zagwarantowana na kolejne pokolenie.
Johan Wendel, Dagen Industri (Bonnier Share)































































