Trzeba sobie powiedzieć jasno: opublikowane w piątek dane są nie tyle rozczarowujące, co po prostu fatalne i jednoznacznie zaprzeczają rachubom optymistów. Niczego nie zmienia tu rewizja w górę danych za październik (z +151 tys. na +172 tys.). Oficjalna (czyli mocno zaniżona) stopa bezrobocia wzrosła z 9,6% do 9,8%, potwierdzając wnioski płynące z danych księgowych.
Źródło: Departament Pracy USA. Opracowanie: Bankier.pl
W sektorze prywatnym zatrudnienie zwiększyło się o 50 tysięcy, czyli trzykrotnie mniej od oczekiwań. Oznacza to, że administracja publiczna zredukowała listy płac o 11 tysięcy pozycji. Mimo wysokich wskaźników aktywności w przemyśle sektor wytwórczy pozbył się 13 tysięcy pracowników. Podobnie postąpili menedżerowie placówek handlowych, którzy zwolnili 28 tysięcy osób. Zatrudnienie tradycyjnie rosło za to w branży medycznej. Przybyło także 30 tysięcy pracowników tymczasowych. Na bardzo niskim poziomie pozostaje czas pracy – przeciętny tydzień roboczy w USA trwa zaledwie 34,3 godziny. Stagnacja panuje także po stronie wynagrodzeń – statystyki Departamentu Pracy podają, że przeciętna tygodniówka w USA w ciągu trzech ostatnich lat wzrosła zaledwie o 1%.
Podobnie jak w październiku jeszcze gorzej zaprezentowały się dane z badania sondażowego. Według tych danych liczba zatrudnionych zmniejszyła się aż o 173 tysiące, zaś liczba osób biernych zawodowo wzrosła o 82 tysiące. Przybyło za to 276 tysięcy bezrobotnych, których łączna liczba sięgnęła 15,1 miliona. Jeśli do tego doliczyć osoby niemogące znaleźć pracy w satysfakcjonującym wymiarze godzin oraz ludzi, którzy zrezygnowali z aktywnego poszukiwania pracy, to faktyczna stopa bezrobocia w USA (tzw. agregat U6) wyniosłaby 17%.
Raport ten jest dla rynków finansowych sporym rozczarowaniem, ale równocześnie obrazuje prawdziwy dramat milionów Amerykanów, którzy od trzech lat bezskutecznie szukają pracy. W Stanach Zjednoczonych, które dotąd nie znały europejskiej choroby o nazwie „strukturalne bezrobocie”, jest to szok. Tymczasem ekonomiści od miesięcy bez ustanku powtarzają, że bez wzrostu zatrudnienia nie będzie trwałego wzrostu konsumpcji i, co za tym idzie, trwałego ożywienia w największej gospodarce świata.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Zobacz też:
» W Polsce nie pracuje niemal 13,9 mln ludzi
» Czy Niemcy opuszczą strefę euro?
» Irlandczycy przegrali 85 miliardów euro
» W Polsce nie pracuje niemal 13,9 mln ludzi
» Czy Niemcy opuszczą strefę euro?
» Irlandczycy przegrali 85 miliardów euro






























































