– Zalew taniej produkcji ze Wschodu powoduje, że w Polsce spadło zapotrzebowanie na bawełnę surową, przędzę bawełnianą, tkaniny i wyroby gotowe – mówi Jerzy Kotwas, prezes firmy Textilimpex Globe w Łodzi. – Bawełniany ręcznik wyprodukowany w Chinach jest o połowę tańszy od polskiego.
W ubiegłym roku sprzedaż bawełny w Polsce wyniosła 55 tys. ton, w tym roku będzie to prawdopodobnie 35, góra 40 tys. ton.
Upadek kolejnych zakładów z branży spędza sen z powiek Pawłowi Sali z łódzkiej firmy Cotton House Jakubiak, która zajmuje się m.in. sprzedażą surowej bawełny dla przędzalń.
– Kilogram przędzy sprowadzonej z Chin lub Indii jest tańszy od wyprodukowanej w Polsce od 50 groszy do 3 złotych – mówi Paweł Sala. – Wydaje się, że to niewiele, ale jeżeli ktoś sprowadza dwa kontenery przędzy miesięcznie, czyli 40 ton, może zaoszczędzić ogromne kwoty.
– Daje nam się to we znaki i to bardzo – komentuje Andrzej Pakulski, dyrektor ds. handlu i produkcji w Widzewskich Zakładach Przemysłu Bawełnianego Wi-Ma w Łodzi, ostatniej dużej przędzalni bawełny w regionie łódzkim. – Nie mogę więcej powiedzieć.
Do Chińczyków i Hindusów dołączają tani dostawcy bawełnianej przędzy z Turcji i Uzbekistanu, którzy doprowadzili na krawędź katastrofy finansowej Przędzalnię Piotrków zatrudniającą 170 osób.
– Kilogram takiej przędzy kosztuje 1,60 dolara, a u nas sam surowiec kosztuje 1,40 dolara – mówił niedawno „Dziennikowi” Jerzy Jacyna, prezes firmy. – Zostaje 20 centów, które nie wystarczają na pokrycie kosztów produkcji.
Janusz Bielski, właściciel hurtowni przędzy bawełnianej Cotton-Tex w Łodzi, jest zdania, że polskim producentom i handlowcom zostanie niebawem tylko wypełnianie niszy po Chińczykach.
– Dzisiaj zapotrzebowanie jest o połowę mniejsze niż rok temu – mówi Janusz Bielski. – Dobrze, że to niejedyna branża, w której działam.
Z Chińczykami nie sposób konkurować: sztucznie ustalany kurs juana do dolara, dotowanie produkcji, zwolnienia podatkowe. W efekcie ich produkt jest sprzedawany poniżej kosztów produkcji.
Najgorsze jest to, że jesień, okres, kiedy bawełna zwykle sprzedawała się bardzo dobrze w każdej postaci, nie przynosi oznak poprawy.
Dziennik Łódzki
(sow)































































