REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Przez tanie produkty ze Wschodu firmy z branży tekstylnej plajtują

2005-10-27 07:32
publikacja
2005-10-27 07:32
Dodaj Bankier.pl w Google
Upadające przędzalnie bawełny i zakłady produkcji tkanin, zalew tanich produktów z Azji i spadek zapotrzebowania na polskie wyroby – tak wygląda rodzimy rynek po 10 miesiącach od zniesienia ograniczeń przez Unię Europejską w handlu tekstyliami z Chinami i innymi krajami Dalekiego Wschodu.

– Zalew taniej produkcji ze Wschodu powoduje, że w Polsce spadło zapotrzebowanie na bawełnę surową, przędzę bawełnianą, tkaniny i wyroby gotowe – mówi Jerzy Kotwas, prezes firmy Textilimpex Globe w Łodzi. – Bawełniany ręcznik wyprodukowany w Chinach jest o połowę tańszy od polskiego.

W ubiegłym roku sprzedaż bawełny w Polsce wyniosła 55 tys. ton, w tym roku będzie to prawdopodobnie 35, góra 40 tys. ton.

Upadek kolejnych zakładów z branży spędza sen z powiek Pawłowi Sali z łódzkiej firmy Cotton House Jakubiak, która zajmuje się m.in. sprzedażą surowej bawełny dla przędzalń.

– Kilogram przędzy sprowadzonej z Chin lub Indii jest tańszy od wyprodukowanej w Polsce od 50 groszy do 3 złotych – mówi Paweł Sala. – Wydaje się, że to niewiele, ale jeżeli ktoś sprowadza dwa kontenery przędzy miesięcznie, czyli 40 ton, może zaoszczędzić ogromne kwoty.

– Daje nam się to we znaki i to bardzo – komentuje Andrzej Pakulski, dyrektor ds. handlu i produkcji w Widzewskich Zakładach Przemysłu Bawełnianego Wi-Ma w Łodzi, ostatniej dużej przędzalni bawełny w regionie łódzkim. – Nie mogę więcej powiedzieć.

Do Chińczyków i Hindusów dołączają tani dostawcy bawełnianej przędzy z Turcji i Uzbekistanu, którzy doprowadzili na krawędź katastrofy finansowej Przędzalnię Piotrków zatrudniającą 170 osób.

– Kilogram takiej przędzy kosztuje 1,60 dolara, a u nas sam surowiec kosztuje 1,40 dolara – mówił niedawno „Dziennikowi” Jerzy Jacyna, prezes firmy. – Zostaje 20 centów, które nie wystarczają na pokrycie kosztów produkcji.

Janusz Bielski, właściciel hurtowni przędzy bawełnianej Cotton-Tex w Łodzi, jest zdania, że polskim producentom i handlowcom zostanie niebawem tylko wypełnianie niszy po Chińczykach.

– Dzisiaj zapotrzebowanie jest o połowę mniejsze niż rok temu – mówi Janusz Bielski. – Dobrze, że to niejedyna branża, w której działam.

Z Chińczykami nie sposób konkurować: sztucznie ustalany kurs juana do dolara, dotowanie produkcji, zwolnienia podatkowe. W efekcie ich produkt jest sprzedawany poniżej kosztów produkcji.

Najgorsze jest to, że jesień, okres, kiedy bawełna zwykle sprzedawała się bardzo dobrze w każdej postaci, nie przynosi oznak poprawy.

Dziennik Łódzki
(sow)
Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Chiny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki