Nadchodzi rewolucja w zakresie ogłaszania upadłości konsumenckiej. Od 2015 roku będą obowiązywać nowe przepisy, które są bardzo korzystne dla osób, które zadłużyły się ponad miarę i nie są w stanie spłacać swoich zobowiązań. Nowe przepisy wymuszą na bankach i firmach pożyczkowych zmiany w kwestii podejścia do klienta.


O tym jak bardzo potrzebne były zmiany w przepisach świadczy liczba ogłoszonych upadłości na podstawie obowiązującego prawa. Od 2009 roku do sądów wniesiono ponad 2 tys. wniosków, z których mniej niż 100 zakończyło się ogłoszeniem upadłości. Na przeszkodzie przede wszystkim stały wysokie koszty formalne (200 zł za wniosek) oraz konieczność dysponowania majątkiem wystarczającym do pokrycia postępowania upadłościowego m.in. wynagrodzenia syndyka.
Koszt całego procesu upadłościowego mógł wynieść nawet kilka tysięcy złotych. Wiele osób była po prostu zbyt biedna, żeby zbankrutować. Ponadto o ogłoszenie upadłości mogła starać się tylko ta osoba fizyczna, która nie doprowadziła do swojego zadłużenia na skutek rażącego niedbalstwa, utraty dochodu z własnej winy, etc. Upadłość przysługiwała tym, którzy popadli w długi na skutek wyjątkowych i niezależnych okoliczności – poważna choroba, katastrofa, oszustwo. Cały proces uwalniania od długów trwał aż 5 lat.
Niższe koszty i więcej wyrozumiałości
Nowa ustawa obniża koszty formalne do 30 zł. Pozostałe koszty, m.in. wynagrodzenie syndyka, finansowane będzie ze środków Skarbu Państwa, które będą zwracane przez dłużnika w ramach planu spłaty ustalonego przez sąd. Cały proces ma trwać 3 lata. Utrzymano zapis o tym, że upadłość może ogłosić dłużnik, który popadł w problemy finansowe nie ze swoje winy, ale w wyjątkowych sytuacjach sąd będzie mógł zdecydować inaczej – jest to furtka dla „winnych”, którzy wykażą np., że zadłużyli się ponad miarę na skutek niewiedzy, braku znajomości prawa lub niezrozumienia konstrukcji formalnych umów zawieranych z różnymi instytucjami finansowymi.
Co istotne, celem upadłości konsumenckiej ma być całkowite oddłużenie – sąd będzie mógł zadecydować o umorzeniu niektórych zobowiązań. Pierwszeństwo będzie miał interes dłużnika, a nie wierzycieli. W skrajnych wypadkach możliwe będzie nawet zachowanie nieruchomości na własność. Jeśli jednak nie, to syndyk w ramach jej sprzedaży będzie musiał zagwarantować „upadłemu” kwotę wystarczającą na pokrycie kosztów wynajmu lokalu na okres nawet do dwóch lat.
Upadłość ma na celu uwolnienie od długów, a nie ich spłatę
Kluczowe jest stwierdzenie, że upadłość konsumencka ma służyć całkowitemu oddłużeniu, a nie zaspokojeniu roszczeń wierzycieli. Zadaniem sądu będzie ustalenie planu spłaty i jeśli np. okaże się, że nie znajdzie się w nim miejsce do spłaty zaciągniętych chwilówek, to ten dług zostanie umorzony. Do tej pory, ze względu na nieprzyjazne przepisy, instytucje finansowe, firmy pożyczkowe, windykacyjne i komornicy prowadzili swoją działalność bez większych obaw, że dług zostanie utracony. W zasadzie dłużnik mógł spłacać swoje zobowiązania do końca życia i nigdy nie wyjść z zadłużenia ze względu np. na rosnące odsetki.
Co prawda istniała tzw. turystyka upadłościowa, czyli wyjazdy Polaków m.in. do Wielkiej Brytanii, gdzie przepisy dotyczące bankructwa osobistego są prostsze, tańsze i przyjaźniejsze niż w Polsce. Jednak wbrew pozorom o tej opcji wiedziało niewiele osób. Z resztą na taką wycieczkę też trzeba mieć pieniądze.
Klientów trzeba będzie sprawdzać dokładniej
Wraz z nowymi przepisami zmieni się zatem podejście do klienta. Firmy pożyczkowe i sektor finansowy będą musiały wnikliwiej badać zdolność kredytową klienta. W sytuacji problemów ze spłatą, bardziej opłacalne może okazać się obniżenie kosztów windykacji i rezygnacji z części długów niż ryzykowanie, że klient ogłosi upadłość. Oczywiście, atrakcyjność wprowadzanych przepisów to również duże pole do popisu dla wszelkiej maści oszustów – osób, które potrafią „spreparować” niezależne i wyjątkowe okoliczności.
Nowa upadłość konsumencka jest potrzebna i dobrze, że ustawodawca zdecydował się na wprowadzenie tych przepisów w życie. Niemniej, będą one sporym wyzwaniem dla wszystkich zainteresowanych nie wyłączając w to sądów – wciąż otwarte pozostaje pytanie, czy sędziowie nadążą z wydawaniem wyroków gdy dłużnicy zorientują się jak wielki prezent dostali do władzy.































































