Brytyjski rząd zapowiedział zwiększenie uprawnień samorządów, aby mogły one łatwiej blokować otwieranie nowych sklepów z e-papierosami, zakładów bukmacherskich i salonów z automatami do gier. To próba poprawienia wyglądu brytyjskich ulic handlowych. Debata nad ich stanem trwa w Wielkiej Brytanii od lat.


„Wzrost liczby sklepów z e-papierosami, punktów bukmacherskich i działalności prowadzonej przez nieuczciwych przedsiębiorców wypiera sklepy, usługi i miejsca służące lokalnym społecznościom, których ludzie naprawdę potrzebują. To nie do przyjęcia. Mówiłem, że poprawimy sytuację na brytyjskich ulicach handlowych. Właśnie zaczynamy to robić” - zadeklarował szef brytyjskiego rządu, dodając, że „wyjałowienie” szczególnie dotknęło ulic miejscowości, które przeżyły upadek lokalnego przemysłu.
Źródło zbliżone do rządu przekazało „Guardianowi”, że rząd próbuje ograniczyć liczbę takich lokali, bo w ostatnich latach stały się symbolem pogorszenia stanu brytyjskich ulic handlowych. W całym kraju znaleźć można ulice, przy których znajduje się np. kilka sklepów z e-papierosami, podczas gdy lokalny warzywniak czy rzeźnik dawno już zamknęły drzwi.
Nie jest to jednak tylko kwestia estetyki i użyteczności dla lokalnych mieszkańców. Zeszłoroczne śledztwo BBC wykazało, że w wielu takich miejscach kwitnie nielegalny handel lekami na receptę, narkotykami czy papierosami.
Rząd zamierza znieść zasadę, która w praktyce sprawia, że samorządy muszą zezwolić na otwieranie kasyn czy punktów bukmacherskich, jeśli tylko spełniają one wymogi licencyjne. Tymczasem według planów rządzących lokalne władze będą mogły odmówić, powołując się m.in. na dużą liczbę istniejących już w okolicy podobnych lokali, a także na sprzeciw mieszkańców. Zaostrzona zostanie też definicja sklepu z e-papierosami, aby właściciele nie mogli omijać przepisów, rejestrując działalność np. jako sklep spożywczy. Rząd chce również ograniczyć możliwość otwierania takich punktów w pobliżu szkół. Dyskusja o „upadku brytyjskiej ulicy handlowej” – symbolizowanym przez zabite deskami witryny i likwidacjami lokalnych sklepów, które służyły mieszkańcom od dekad lub nawet stuleci - trwa w Zjednoczonym Królestwie od lat.

Według danych ONS, brytyjskiego biura statystycznego, w Anglii, Walii i Szkocji zatrudnienie w sklepach przy głównych ulicach handlowych miast i miasteczek zmniejszyło się o niemal jedną piątą. Dane think tanku Centre for Cities pokazują regionalne nierówności. W Londynie, Brighton i Yorku średnio 10% sklepów przy głównych ulicach handlowych jest pusta, ale biedniejszych miejscowościach, takich jak Newport czy Bradford, niewykorzystana jest już co piąta witryna. Analiza „Guardiana” pokazuje, że w porównaniu do 2019 liczba domów handlowych zmniejszyła się o 38%, sklepów z artykułami biurowymi i papierniczymi oraz kwiaciarni – o niemal 1/4.
Opozycja uważa pomysły rządu za niewystarczające. James Cleverly, minister ds. lokalnych społeczności w konserwatywnym gabinecie cieni ocenił, że główną przyczyną wymierania ulic handlowych są podatki lokalne, które Partia Pracy podwyższyła. Według Roberta Jenricka z Reform UK bez reformy tych opłat pomysły premiera zaowocują tylko powstaniem kolejnych pustych lokali, których nie zastąpią inne.
Według planów rządu nowe przepisy dotyczące ulic handlowych mają wejść w życie z początkiem przyszłego roku, po przyśpieszonych, sześciotygodniowych konsultacjach.
Z Londynu Adam Dąbrowski (PAP)
ada/





























































