Choć rynek akcji od długiego czasu jest w hossie, coraz więcej inwestorów obawia się jego przegrzania i szuka rozwiązań na ochronę wypracowanych zysków. Odpowiedzią na te obawy i skomplikowaną sytuację geopolityczną mogą być produkty strukturyzowane. O tym, jak mądrze włączyć je do swojego portfela, rozmawiamy z Jerzym Nikorowskim, dyrektorem Biura Maklerskiego Banku BNP Paribas.


Z jednej strony obserwujemy hossę na giełdach, napędzaną wygórowanymi wycenami spółek technologicznych, z drugiej – utrzymujące się napięcia geopolityczne i związaną z tym dużą zmienność na rynkach surowców, takich jak złoto czy ropa naftowa. W takim otoczeniu inwestorzy indywidualni często stają przed dylematem: zadowolić się bezpiecznym, ale niższym zyskiem z obligacji, czy zaryzykować kapitał na rynku akcji bądź surowców?
Rozwiązaniem mogą być certyfikaty strukturyzowane, które w ostatnich latach przeszły ewolucję, stając się jednym z najciekawszych narzędzi w arsenale świadomego inwestora.
Gościem w studiu Bankier TV jest Jerzy Nikorowski, dyrektor Biura Maklerskiego Banku BNP Paribas, a zarazem doświadczony makler i doradca inwestycyjny. W rozmowie przyglądamy się bliżej mechanizmom działania produktów strukturyzowanych, które łączą ochronę kapitału z ekspozycją na różne strategie rynkowe. Rozmowę prowadzi Michał Niewiadomski.

Bezpieczeństwo i ryzyko w jednym produkcie
Główną przewagą produktów strukturyzowanych jest ich uniwersalność polegająca na łączeniu dwóch pozornie wykluczających się cech: ochrony kapitału (częściowej lub pełnej) oraz ekspozycji na tradycyjnie ryzykowne aktywa. Tradycyjny rynek akcji nagradza inwestorów niemal wyłącznie w fazie hossy, jednak przy gwałtownych przecenach całe ryzyko straty ciąży na inwestorze. „Struktury” odwracają tę zależność.
– To nowoczesny „kompozyt”, który łączy cechy produktów dla ostrożnych inwestorów, takich jak obligacje skarbowe, z ekspozycją na wybitnie zmienne części rynku: surowce, indeksy czy konkretne spółki. Dzięki temu inwestor może zarabiać na rynkowej zmienności, zachowując jednocześnie dużą część, a nierzadko nawet 100 procent zainwestowanego kapitału na koniec okresu inwestycji. Co więcej, w przeciwieństwie do klasycznych rozwiązań, certyfikaty dają możliwość wygenerowania zysku również przy rynku spadającym lub płaskim, stając się doskonałym dywersyfikatorem dla tradycyjnego portfela – wyjaśnia Jerzy Nikorowski.
Sposób na rozgrzany rynek
Produkty strukturyzowane mogą więc rozważyć na przykład inwestorzy, którzy chcieliby partycypować w hossie na rynku technologicznym, ale paraliżuje ich strach przed pęknięciem potencjalnej bańki i kupnem aktywów „na górce”.
– Spółki z amerykańskiego sektora technologicznego wzrosły w krótkim czasie o kilkaset procent i ten trend nadal trwa. Wielu inwestorów chce w nim uczestniczyć, ale jednocześnie obawia się – nie bez powodu – że mamy do czynienia z bańką, a wyceny są już zbyt mocno rozgrzane. W takiej sytuacji wyjściem może być na przykład certyfikat strukturyzowany oparty na spółkach z USA, który gwarantuje zwrot zainwestowanych środków w dniu wykupu. Dzięki temu chronimy się przed ewentualnymi spadkami, zachowując jednocześnie szansę na zyski z dalszej hossy, co dla inwestora indywidualnego byłoby niezwykle trudne do zrealizowania na własną rękę – radzi ekspert.
Sprzedaż możliwa w każdej chwili
Jaką cześć portfela przeciętny inwestor powinien przeznaczyć na produkty strukturyzowane? Zdaniem naszego rozmówcy nie ma to jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ wiele zależy od preferencji inwestora i tego, jak wygląda reszta portfela oraz jaki jest horyzont inwestycyjny. Duże znaczenie ma też jednak bieżąca sytuacja na rynku.
– Chociaż każda strategia inwestycyjna powinna być obliczona na kilka lat, to obecnie zaangażowanie od 30 do 50 proc. kapitału w certyfikaty strukturyzowane może być merytorycznie uzasadnione. Jesteśmy w specyficznym momencie: hossa jest zaawansowana, więc to racjonalny czas, by zacząć chronić wypracowane zyski – wskazuje Jerzy Nikorowski.
Zwraca też uwagę, że chociaż produkty strukturyzowane zwykle emitowane są na kilka lat, nie trzeba wiązać się z nimi aż do momentu wykupu.
– Dzisiejsze certyfikaty nie oznaczają mrożenia kapitału na kilka lat. Dzięki rynkowi wtórnemu na warszawskiej giełdzie oraz dzięki zatrudnieniu animatora giełdowego, czyli rozwiązaniu stosowanemu w przypadku naszych emisji, możemy w każdej chwili wyjść po cenie rynkowej z takiej inwestycji – podkreśla dyrektor Biura Maklerskiego Banku BNP Paribas.
Materiał przygotowany we współpracy z Biurem Maklerskim Banku BNP Paribas.


























































