16 cyfr zawartych w tytule to nie przypadkowy ciąg, numer telefonu ani tajny kod. To raportowana przez rząd nominalna wielkość japońskiego długu publicznego wyrażona w jenach.


Słownie ta kwota to jeden biliard dwadzieścia dziewięć bilionów dziewięćset dwadzieścia miliardów pięćset milionów jenów. Przy obecnym kursie to równowartość 32 030 527 550 000 zł (trzydzieści dwa biliony trzydzieści miliardów pięćset dwadzieścia siedem milionów pięćset pięćdziesiąt tysięcy złotych).
Na przestrzeni roku japoński dług urósł "tylko" o 1,2%, ale przy tak wielkiej kwocie nominalnej daje to 11,97 bln jenów czyli 372 mld zł. W sumie od drugiego kwartału 1996 r. (najstarsze dostępne dane) do końca ostatniego kwartału 2014 r. japoński dług urósł o 208%.


Japoński dług robi wrażenie także w ujęciu względnym - relacja zadłużenia do PKB zbliża się do 250% (nie mamy jeszcze danych o wzroście w czwartym kwartale). Jeszcze „ciekawiej” robi się, gdy zestawimy dług z przychodami podatkowymi – według wyliczeń firmy McKinsey wartość takiego wskaźnika w przypadku Japonii przekracza 900%.
Dla japońskiego długu coraz większym problemem może być … zanikanie rynku. W ramach walki o wprowadzenie gospodarki na ścieżkę 2-procentowej inflacji, Bank Japonii skupuje coraz większą część obligacji emitowanych przez rząd. Według danych zebranych przez Bloomberga, jeżeli BoJ będzie kontynuował zakupy w obecnym tempie to – przynajmniej w teorii - do 2027 r. cały japoński dług znajdzie się w jego rękach. Psychologiczną barierę ponad 50-procentowego udziału w rządowym długu Bank Japonii może przekroczyć przed 2020 r., kiedy władze centralne będą potrzebować środków m.in. na organizację olimpiady w Tokio.
Więcej o problemach Japonii przeczytasz w czteroczęściowym artykule „Nadchodzi prawdziwy japoński horror”.



























































