Na zamknięcie gospodarki banki udzielające kredytów hipotecznych zareagowały natychmiast. W górę poszły wymagania dotyczące wkładu własnego, a niektórzy klienci zostali w ogóle wykluczeni z możliwości starania się o finansowanie. Dopiero teraz, po kilku miesiącach, widać pierwsze sygnały „powrotu do normalności”.


Tak gwałtownych zmian na rynku kredytów hipotecznych nie obserwowaliśmy co najmniej od przełomu 2008 i 2009 roku. W marcu i kwietniu 2020 r. niemal wszystkie banki zaostrzyły politykę kredytowania. Wzrosły wymagania dotyczące minimalnego wkładu własnego, podniesiono marże.
Jednak najbardziej gwałtowny charakter miały zmiany dotyczące akceptowanych źródeł dochodu. Z dnia na dzień niektóre instytucje „wykreśliły” z katalogu przyjmowanych typów wpływów działalność gospodarczą w wielu branżach oraz najmniej stabilne formy zatrudnienia – umowy o dzieło i umowy zlecenia.
Można było oczekiwać, że tego typu restrykcje będą miały charakter tymczasowy. Na odmrożenie gospodarki banki reagują jednak ostrożnie i dopiero po kilku miesiącach można powiedzieć, że zaczyna się powolny proces łagodzenia polityki kredytowej. W ten trend wpisuje się ostatnia decyzja mBanku. Od 25 sierpnia ten kredytodawca ponownie akceptuje dochody z umów o dzieło i umów zleceń przy ocenie zdolności kredytowej na potrzeby finansowania hipotecznego.
Dla zainteresowanych kredytem to sygnał „normalizacji”, ale nie należy się spodziewać rychłych zmian w innych obszarach. Wyższe wymagania dotyczące wkładu własnego zapewne pozostaną z nami na dłużej, a cykl podwyżek marż jeszcze się nie zakończył.






























































