B. prezes Poczty Polskiej Tomasz Zdzikot zeznał przed komisją śledczą ds. wyborów korespondencyjnych, że w sprawie rozpoczęcia pracy w Poczcie Polskiej zadzwonił do niego szef MAP Jacek Sasin, w godzinach późno wieczornych 1 lub 2 kwietnia 2020 r. Przedstawił mi propozycję, żebym podjął się kierowania Pocztą Polską - dodał.


Zdzikot pytany był, w jaki sposób z wiceministra obrony narodowej został p.o. prezesa Poczty Polskiej, po dymisji b. prezesa Przemysława Sypniewskiego.
"W sprawie rozpoczęcia pracy w Poczcie Polskiej zadzwonił do mnie premier Jacek Sasin, w godzinach późno wieczornych 1 lub 2 kwietnia (2020 r.)" - powiedział. "Przedstawił mi propozycję, żebym podjął się kierowania Pocztą Polską. Premier Sasin powiedział, że Poczta Polska pozostaje bez prezesa, że przed nią są ogromne wyzwania, związane przede wszystkim związku z ustawą przyjętą 31 marca, zgodnie z którą do głosowania korespondencyjnego było uprawnionych mniej więcej 10 mln Polaków" - powiedział Zdzikot.
Pytany, kiedy dowiedział się, że Poczta Polska ma organizować wybory powiedział, że dowiedział się o tym z mediów, wraz przez przyjęciem z parlament ustawy z 31 marca (2020 r.), która rozszerzała katalogu osób uprawnionych do głosowania korespondencyjnego.
Jak poinformował, w rozmowie z Sasinem padła informacja, że wybory korespondencyjne stały się faktem, bo ustawa z 31 marca weszła w życie. "Odniosłem wrażenie, że premier wskazywał, że dymisja prezesa Sypniewskiego była przedwczesna i że przepisy, które kwestionował będą zmienione" - relacjonował swoją rozmowę z Sasinem. Dodał, że Poczta była zobligowana przez Sejm ustawą z 31 marca do włączenia się w wybory, a Sypniewski uznał, że tryb przewidziany w tej ustawie był nie realny.

Szef komisji Dariusz Joński (KO) pytał, z kim z MAP Zdzikot prowadził rozmowy. Zdzikot odpowiedział, że głównie rozmawiał z ministrem Jackiem Sasinem i wiceministrami MAP Arturem Soboniem oraz Tomaszem Szczegielniakiem. "To byli podstawowi partnerzy w czasie od kiedy 3 kwietnia zostałem delegowany do pełnienia obowiązków prezesa do 10 maja" - dodał. Doprecyzował, że głównie "byli to Jacek Sasin i Artur Soboń".
Zdzikot mówił, że "od 6 kwietnia do 16 kwietnia rozmowy dotyczyły przede wszystkim tego, czy ta ustawa o wyborach jest wykonalna, czy jest lepsza od przyjętej 31 marca, czy Poczta jest w stanie przeprowadzić na terenie całego kraju wybory w trybie korespondencyjnym i co jest niezbędne, żeby te wybory mogły się odbyć". "To główne pytania, jakie premier Sasin do mnie kierował" - dodał.
Pytany o spotkania z Soboniem Zdzikot mówił, że najistotniejsze spotkanie było też omówione w raporcie NIK, odbyło się 15 kwietnia (2020 r.) i było prowadzone przez wiceszefa MAP Artura Sobonia. Jak dodał, było ono następstwem jego spotkania z prezesem Sypniewskim i wiceprezesem Poczty Polskiej Grzegorzem Kurdzielem.
"Prezes Kurdziel informował mnie, że takie spotkanie z ministrem Soboniem odbył i że minister prosił, aby przygotować spotkanie z potencjalnymi wykonawcami pakietowania pakietów wyborczych. Takie spotkanie odbyło się 15 kwietnia w trybie telekonferencji. Ja w nim brałem udział, brało w nim udział kilkanaście ze strony samej poczty, bo cała kadra managerska. To spotkanie Soboń prowadził to spotkanie" - relacjonował.
Pytany przez Jońskiego, czy Soboń nadzorował Pocztę Polską w MAP jeśli chodzi o przygotowanie do wyborów, Zdzikot odpowiedział, że "byłoby to stwierdzenie na wyrost". "Premier Sasin mówił to na komisji, a także mi, że poprosił wiceministra Sobonia w sensie operacyjnym, by w jego imieniu był w kontakcie z Pocztą Polską, żeby koordynował te prace, ale minister Soboń nie nadzorował Poczty Polskiej, Poczta Polska znajdowała się w bezpośrednim nadzorze ministra Jacka Sasin, a ministra Sobonia poprosił by w jego imieniu bieżąco i operacyjnie był w kontakcie z zarządem PP i tak było" - podkreślił Zdzikot.
Pytany o decyzję premiera Mateusza Morawieckiego z 16 kwietnia 2020 r., którą zlecił Poczcie Polskiej podjęcie i realizację niezbędnych czynności zmierzających do przygotowania i przeprowadzenia w maju wyborów prezydenckich, Zdzikot mówił, że ta decyzja była opatrzona rygorem natychmiastowej wykonalności. Ocenił też, że "ta decyzja nie może być traktowana w sposób wyabstrahowany od wszystkiego, co było wówczas w systemie prawnym". Wymienił ustawę przyjętą 6 kwietnia oraz decyzję premiera, które określały zadania Poczty.
Pytany, jak Poczta chciała doręczyć pakiety do osób, które nie miały skrzynek pocztowych wyjaśnił, że "Poczta założyła, że każdy pakiet będzie doręczał zespół dwuosobowy, aby zwiększyć skuteczność i prawdopodobieństwo dowodowe". "Poczta Polska skompletowała w kwietniu 20 tys. 2-osobowych zespołów" - zaznaczył. "Tam gdzie nie było skrzynek była próba bezpośredniego kontaktu z mieszkańcem, zadzwonienie, zapukanie itd. jeżeli takiego kontaktu nie udało by się nawiązać, procedura zakładała, że zostawione było awizo. Poczta nie zakładała, że pakiety będą wkładane w drzwi. Tryb w jakim miały być dostarczane pakiety miały być dostarczane rozporządzeniem ministra aktywów państwowych" - podkreślił.
Pytany o wypowiedź Kurdziela, który na komisji śledczej zeznał, że Soboń na wideokonferencji 15 kwietnia mówił o możliwości przesunięcia wyborów, stwierdził, że było to oczywiste, bo ustawa z 6 kwietnia dawała taką możliwość i było to w niej bezpośrednio zapisane. Mówił też, że żeby ustawa weszła w życie musiała być rozpatrzona przez Senat. „Senat spotkał się w kwietniu raz 15-16 kwietnia, a kolejne posiedzenie zwołane było na 5-6 maja, ta ustawa nie weszłaby w życiu wcześniej niż 8 maja, więc wybory nie mogłyby się odbyć 10 maja” - wyjaśnił Zdzikot.
Pytany o spotkanie na Parkowej w willi premiera, o których opowiadał przed komisją b. wicepremier Jarosław Gowin oraz b. poseł Porozumienia Michał Wypij, Zdzikot odpowiedział: „to jest to spotkanie, o którym przed komisją mówił poseł Sasin i poseł Wypij. W tym samym spotkaniu brałem udział" - odpowiedział. "Na to spotkanie zaprosił mnie premier Jacek Sasin, odbyło się rzeczywiście na Parkowej. W spotkaniu poza prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim brał udział także premier Mateusz Morawiecki, wicepremier Jacek Sasin, minister (SWiA) Mariusz Kamiński, wicepremier Jadwiga Emilewicz, poseł Wypij i chyba poseł Krzysztof Sobolewski. Mogę się mylić co do dokładnego składu" - relacjonował.
Jak dodał, "spotkanie miało charakter rozmowy politycznej nt. tego czy posłowie Porozumienia poprą po powrocie z Senatu ustawę określającą wybory prezydenckie jako wybory korespondencyjne". "Premier Sasin zaprosił mnie na to spotkanie argumentując, że mogą paść pytania dot. przygotowania Poczty Polskiej do organizacji tego procesu, problemów, ryzyk, abym był gotowy do udzielenia odpowiedzi i wyjaśnień" - podkreślił Zdzikot.
"Bardzo szybko zorientowałem się że w Poczcie Polskiej jest bardzo pozytywne nastawienie do organizacji wyborów w trybie korespondencyjnym, że proces jest realny do przeprowadzenia przy przyjęciu pewnych założeń" - powiedział Zdzikot. Dodał, że na spotkaniu mówił że przy przyjęciu pewnych założeń było przeprowadzenie wyborów było realne. "To proces trudny, skomplikowany i wymaga, aby weszła w życie ustawa 6 kwietnia. Niezbędne jest zapewnienie absolutnej zgody politycznej, bo zadania będą musiały wykonać samorządy, różne instytucje państwa, które w ten proces będą musiały być zaangażowane" - zaznaczył.
Pytany skąd brał tę wiedzę, powołał się m.in. na stanowisko managementu Poczty Polskiej i związków zawodowych Poczty Polskiej - OPZZ i Solidarności, mówił, że ich opinie były, ale związki miały kilka warunków, np. zapewnienie odpowiedniej ilości środków dezynfekcyjnych oraz zapewnienie dodatkowego wynagrodzenia.
Świadek odpowiadając na pytania komisji ocenił, że w czasie pandemii przeprowadzenie wyborów w trybie korespondencyjnym było bezpieczniejsze niż w tradycyjny sposób. "Ze zdziwieniem przyjmuję, że mało kto w naszym kraju pamięta już jak wyglądał marzec, kwiecień 2020 roku. (...) To był czas, kiedy to był inny kraj. Mieliśmy zamknięte sklepy, banki, urzędy, mieliśmy puste ulice w Warszawie" - powiedział.
"W tym czasie wybory w trybie korespondencyjnym, kiedy mamy boom na rynku e-commerce, kiedy mamy boom na rynku różnych bezdotykowych usług wydawał się i był faktycznie rozwiązaniem bezpieczniejszym" - ocenił Zdzikot.
Pytany jakie były ryzyka, z punktu widzenia Poczty Polskiej, przy planowaniu całego procesu wyborów korespondencyjnych, odparł: "Największym, głównym, podstawowym ryzykiem, ryzykiem krytycznym było wejście w życie ustawy z 6 kwietnia 2020 r. (o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta RP). Bez tej ustawy po prostu nie dałoby się przeprowadzić wyborów w trybie korespondencyjnym".
"Gdybym wiedział jak to będzie wyglądało, to bym się nie zgodził w tym momencie kierować Pocztą. Ale nic na to nie wskazywało, że tak to będzie wyglądało. 31 marca Sejm i Senat jednego dnia, jednogłośnie prawie przyjmuje ustawę, gdzie 10 mln wyborców podlega głosowaniu korespondencyjnemu, a cztery dni później, ustawa która ma naprawić tamte rozwiązania - uznane przez Pocztę za niewykonalne - staje się przedmiotem nieprawdopodobnej wręcz burzy. Burzy z piorunami, która dzisiaj, po czterech latach, skutkuje komisją śledczą" - podkreślił.
Zdzikot odnosząc się do przebiegu prac legislacyjnych nad ustawą z 6 kwietnia powiedział, że dzień po uchwaleniu trafiła ona do Senatu, ale mimo, że jego posiedzenie miało się odbyć w dniach 15-16 kwietnia, to Senat nie zajął się tą ustawą. "Kolejne posiedzenie (Senatu) jest w maju, a wybory są zwołane przez marszałka Sejmu na 10 maja, no to rzeczywiście mamy tutaj problem bardzo poważny" - mówił.
Dodał, że ustawa ostatecznie weszła w życie 9 maja, a wybory były zaplanowane na 10 maja. "Gdyby nie podjęcie, w oparciu o decyzje Prezesa Rady Ministrów, działań przygotowawczych, to zostalibyśmy w takiej sytuacji, że wybory byłyby niewykonalne" - powiedział Zdzikot.
Świadek ocenił, że "nie ma możliwości zorganizowania tych wyborów bez wejścia w życie ustawy z 6 kwietnia". "Ta ustawa przez Senat z jakichś powodów nie była rozpatrywana, pomimo tego, że od 7 kwietnia była w Senacie" - zauważył.
Waldemar Buda (PiS) pytał świadka, kto powinien ponieść polityczne i finansowe konsekwencje, że wybory się nie odbyły. "Te wybory nie odbyły się dlatego, że zabrakło zgody politycznej wokół tego tematu" - odparł świadek.
Przypomniał, że w tamtym czasie odbyły się wybory korespondencyjne w Bawarii. Tam tryb był stosunkowo podobny, natomiast tam była pełna zgoda polityczna, co do tego, że należy te wybory w taki sposób przeprowadzić" - zaznaczył.
"Tej zgody politycznej (w Polsce) zabrakło. W związku z tym zabrakło wejścia w życie w odpowiednim czasie odpowiednich rozwiązań prawnych (...). Dlaczego tak się stało, to rozumiem że jest zadanie tej komisji żeby to ustalić" - mówił Zdzikot.
Były prezes Poczty Polskiej był też pytany o umowę, jaka miała być zawarta z resortem aktywów państwowych w sprawie wyborów korespondencyjnych. Zdzikot zwrócił uwagę na wydaną wówczas decyzję Prezesa Rady Ministrów, która - zaznaczył - miała dwie dyspozycje: podjęcia działań przez Pocztę oraz dla szefa MAP dotycząca zawarcia wspomnianej umowy. "Tam były dwie strony tego zobowiązania, dlatego też dążyliśmy do zawarcia tej umowy bardzo konsekwentnie" - przekonywał.
Magdalena Filiks (KO) dopytywała, jak to możliwe, że Poczta podjęła się jakichkolwiek czynności bez zawarcia umowy z MAP. Zdzikot odparł, że decyzja była opatrzona rygorem natychmiastowej wykonalności. "Była, jasna, czytelna i zrozumiała. Podmiot ją otrzymujący był zobowiązany do jej wykonania w momencie jej otrzymania" - wskazał. Dodał, że Poczta przygotowała odpowiednią umowę i przesłała ją do MAP. Dodał, że opinie prawne wskazywały, iż w przypadku gdyby nawet nie doszło do zawarcia umowy, to gwarancją i zabezpieczeniem wynagrodzenia dla Poczty z tego tytułu będzie sama decyzja premiera. Świadek zaznaczył, że gdyby mimo to nie doszło do płatności to Poczta pozwałaby Skarb Państwa, i że właśnie tak się stało w 2022 r.
Posłanka Fliks dopytywała też, dlaczego w pismach pojawiały się tylko informacje o przeprowadzeniu pierwszej tury wyborów, a kwestia drugiej tury nigdzie się nie pojawia. "Dlatego właśnie, że Poczta Polska w zakresie całości zadań, które były do przeprowadzenia, nie była w stanie państwu polskiemu pomóc. Co nie oznacza, że druga tura była niemożliwa do przeprowadzenia" - odpowiedział.
"W drugiej turze my wiedzieliśmy na pewno, że na doręczenia pakietów wyborczych do wyborców w kraju potrzebujemy, przy dołożeniu ponadstandardowych wysiłków, raczej czterech dni, i to jest pewnie coś co Poczta Polska była w stanie zrobić. Natomiast zupełnie inną kwestią jest wydrukowania kart wyborczych i kwestia skompletowania pakietów wyborczych. Wedle rozpoznania, wedle wiedzy fachowej pocztowców, firmy w Polsce nie były w stanie zadania takiego wykonać w ciągu kilku dni" - powiedział. Zwrócił jednocześnie uwagę na kwestię czas potrzebny do zliczenia głosów z pierwszej tury.
"Poczta Polska w zakresie swoich zadań nie była w stanie tych samych zadań dla drugiej tury wykonać" - przyznał Zdzikot.
Świadek zeznał, że Poczta Polska skompletowała 20 tysięcy dwuosobowych zespołów, by dostarczyć pakiety wyborcze do osób uprawnionych do głosowania. Zdzikot dodał, że w przypadku nieodebrania pakietu zostawiane byłoby awizo.
Zdzikot podkreślił, że dostarczenie 30 mln pakietów to nie było zdanie niewykonalne dla Poczty Polskiej i mogła ona dokonać tej dystrybucji w ciągu kilku dni. "To było oczywiście zadanie duże, ale to nie było zadanie, które przekraczało możliwości Poczty Polskiej, oczywiście na bazie przepisów z 6 kwietnia (2020 r.)" - powiedział Zdzikot. Wyjaśnił, że te przepisy zwalniały Pocztę Polskę z innych obowiązków w trakcie dostarczania pakietów wyborczych.
Poczta - jak mówił - codziennie dostarcza kilka milionów przesyłek, a rocznie to jest 1,5 mld przesyłek.
Zdzikot powiedział też, że Poczta Polska spotkała się "z wyjątkowym, absolutnie trudnym do wyobrażenia atakiem i hejtem, który był przez spółkę niezasłużony".
Pytany o wydane przez Pocztę Polską pieniądze na przygotowania bez zawarcia umowy z Ministerstwem Aktywów Państwowych powiedział, że dysponował opiniami prawnymi, że decyzje premiera mają rygor natychmiastowej wykonalności.
Zdzikot zeznał też, że na podstawie jednej z kolejnych odsłony tzw. ustawy covidowej Poczta Polska mogła występować o spis wyborców. Dodał, że około 1/3 samorządów przekazała te spisy, a około 2/3 samorządów odmówiło przekazania tych danych osobowych. Po tym jak nie doszło do wyborów korespondencyjnych uzyskane już dane - jak zeznał Zdzikot - zostały "trwale zniszczone".
Zdzikot powiedział też, że rzeczywiste wydatki Poczty Polskiej z związku z przygotowaniami do wyborów wyniosły około 53 mln zł netto, czyli około 70 mln zł brutto.
Podkreślił, że przygotowanie wyborów za granicą nie było w gestii Poczty Polskiej, tylko MSZ i służb konsularnych.
Zdzikot powiedział też, że były szef MAP Jacek Sasin mówił mu, że jest zgoda polityczna wokół wyborów korespondencyjnych, a ponadto - jak mówił były prezes Poczty - jedna z pierwszych ustaw dot. wyborów została przyjęta 31 marca "prawie jednogłośnie". Dodał, że potem rozpętała się "gigantyczna wojna" i okazało się, że nie będzie ani współpracy z samorządami, ani zaangażowania wszystkich służb publicznych.
Świadek podkreślił też, że Poczta Polska przedstawiła stanowisko, że w przypadku drugiej tury wyborów może tylko pomóc w doręczeniu pakietów, ale Poczta nie jest w stanie przygotować tych pakietów na drugą turę.
Zdzikot mówił, że zadania Poczty Polskiej "były jasne i precyzyjne". "Nie mówimy o tym, że Poczta Polska organizuje wybory w Rzeczypospolitej Polskiej" - podkreślił.
Dopytywany przez szefa komisji Dariusza Jońskiego (KO), kto zatem miał zorganizować te wybory korespondencyjne, Zdzikot odparł, że ustawa z 6 kwietnie nie mówiła, kto jest organizatorem wyborów, tylko kto ma jakie zadania do wykonania. "I tych zadań było dużo, najwięcej zadań z tej ustawy wynikało dla ministra aktywów państwowych, chyba osiem, dla ministra spraw zagranicznych chyba dwa, dla Poczty Polskiej chyba trzy" - zeznał Zdzikot. Dodał, że tak była skonstruowana ustawa przyjęta w Sejmie.
Wybory prezydenckie miały się odbyć 10 maja 2020 r., w czasie, gdy w Polsce trwała epidemia COVID-19. Rządzący zaplanowali, że w tej sytuacji głosowanie odbędzie się drogą korespondencyjną.
Początkowo głosować korespondencyjnie miało część wyborców. 31 marca została przyjęta przez Sejm, podpisana przez prezydenta i opublikowana w Dzienniku Ustaw nowelizacji ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Rozszerzała ona katalog osób uprawnionych do głosowania korespondencyjnie o również wyborców podlegających w dniu głosowania obowiązkowej kwarantannie, izolacji lub izolacji w warunkach domowych oraz osoby, które najpóźniej w dniu głosowania kończy 60 lat.
Z inicjatywy PiS została uchwalona ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów na prezydenta zarządzonych w 2020 r. (6 kwietnia przyjął ją Sejm, weszła w życie po powrocie z Senatu 9 maja 2020), zgodnie z którą za organizację wyborów w formie korespondencyjnej miał odpowiadać minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Wydrukowane zostały m.in. pakiety wyborcze; ich dostarczeniem miała się zająć Poczta Polska, posługująca się spisami wyborców pozyskanymi od władz lokalnych.
Premier Mateusz Morawiecki wydał dwie decyzji z 16 kwietnia 2020 r. polecające Poczcie Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych podjęcie działań zmierzających do przygotowania przeprowadzenia wyborów w formie korespondencyjnej.
Ówczesny RPO Adam Bodnar zaskarżył decyzję premiera do WSA. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uwzględnił skargę Rzecznika Praw Obywatelskich i stwierdził nieważność decyzji premiera Mateusza Morawieckiego.
Olga Łozińska, Rafał Białkowski, Karol Kostrzewa






























































