Wyjechali i przestrzegają. 10 niepopularnych faktów o emigracji

Emigracja nie zawsze i nie każdemu przynosi zmianę na lepsze. Trudne bywają zwłaszcza początki. Przez ostatnich pięć lat opublikowaliśmy blisko 150 rozmów z Polakami mieszkającymi za granicą. To, co mówili, może być cenną lekcją dla zastanawiających się nad wyjazdem.

144 wywiady z Polakami żyjącymi za granicą - taki jest bilans mijającej właśnie piątej rocznicy autorskiego projektu Bankier.pl #TamMieszkam. Przez ten czas gościliśmy na łamach Bankier.pl rodaków mieszkających od Kalifornii po Nową Kaledonię i od Spitsbergenu do RPA.

Krytycy pisali, że popieramy emigrację. Nie popieraliśmy, tak samo jak nie byliśmy przeciwko niej. Za każdym razem szukamy blasków i cieni. Godziny rozmów to kopalnia wiedzy o społeczno-ekonomicznych warunkach życia w wielu krajach. To setki pięknych zdjęć, bajecznych widoków i opowieści o lepszej przyszłości. Ale to też lista ostrzeżeń dla tych, którzy myślą, że życie za granicą to beztroska.

(YAY Foto)

Z okazji 5. rocznicy rozmów o emigracji przewrotnie przypominamy te mniej popularne wypowiedzi, które studzą emigracyjny entuzjazm i zapowiadając, że przynajmniej na początku nie obędzie się bez rozczarowań.

1. Życie na dwa kraje nie będzie łatwe

Czy takie życie na dwa domy i dwa kontynenty na dłuższą metę jest możliwe – pytałam polskie małżeństwo, które po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych cały czas nadzorowało swój pozostawiony w Polsce biznes. – Świetnie, jeśli jest taka możliwość, bo daje to pewien spokój psychiczny – mówiła Sylwia. Zaraz potem dodawała też jednak: – Na dłuższą metę jest to bardzo trudne i przede wszystkim kosztowne. Trzeba przecież utrzymywać wszystko i tam i tu, a zarabia się więcej raczej tam, gdzie jest się na miejscu. Ciężko dzielić te przychody na dwa kraje. Jest to więc i trudne, i kosztowne, i chyba mało kto decyduje się na to na całe życie – przyznawali. Więcej na ten temat w rozmowie o życiu w Dolinie Krzemowej.

O udręce, jaką bywa rozdarcie pomiędzy dwoma krajami opowiadał też mieszkający w Berlinie Bogdan Nowak. – Polak zawsze potrafi znaleźć sobie drogę pod górkę. W przypadku Berlina tą górką jest bliskość Polski. Bardzo wielu rodaków pracuje i mieszka w Berlinie, ale w każdy weekend obowiązkowo gna do kraju. Takie życie jedną nogą tu, drugą tam oczywiście do niczego dobrego nie prowadzi – mówił w rozmowie z Bankier.pl.

2. Kto myśli, że dobrze zna angielski, niech upewni się ponownie

– Początki mojej emigracji nie należały do najłatwiejszych – wspomina Irmina, zielonogórzanka pracująca dla kanadyjskich mediów. – Przede wszystkim wydawało mi się, że przyjechałam z angielskim... a tu... niestety. Nie rozumiem, o czym mówią w radio, o czym (za szybko) rozmawiają między sobą, dlaczego dookoła tyle różnych odmian języka angielskiego. Angielski wyuczony a angielski w praktyce to dwa różne światy – przestrzega. – Może to być paraliżujące, zwłaszcza w sytuacji, kiedy musisz ponownie zdawać prawo jazdy, znaleźć pracę, mieszkanie, wypełniać dokumenty. Czy można sobie z tym poradzić w Kanadzie – o tym w rozmowie o życiu w Toronto.

(YAY Foto)

3. W niektórych miejscach da się żyć tak długo, jak długo można z nich wyjechać

Nie wszyscy wyjeżdżający trafią do krajów uchodzących za najatrakcyjniejsze kierunki emigracji. Niektórych los rzuca do miejsc mniej przyjemnych i mniej bezpiecznych, jak Irak czy Afganistan. Żyjąc w takim kraju, musisz czasami z niego wyjeżdżać dla higieny umysłu – opowiadała mieszkająca w Kabulu Aleksandra. – Nie jest możliwe pozostanie w dobrej kondycji psychicznej, jeżeli ogranicza się swoje miejsce pobytu tylko i wyłącznie do strzeżonego terenu i biura. Nie przez kilka lat życia. Bardzo ważną częścią pracy w Afganistanie jest też wyjeżdżanie z niego, dla złapania dystansu do tego, co nas otacza. To jedna z moich zasad – wyjechać co najmniej raz na 6 miesięcy, a najlepiej co 3 miesiące – wraca się znacznie bardziej produktywnym zawodowo i podekscytowanym możliwościami, jakie daje praca tutaj – mówiła. Więcej na temat życia w Afganistanie tutaj.

Podobna konieczność opuszczenia nowego miejsca zamieszkania pojawia się w przypadku emigracji do krajów o mocno odmiennej kulturze. – Moi znajomi ekspaci mówią, że najczęściej po 5 latach życia w Doha następuje moment przesytu lokalną arabską kulturą i chce się coś zmienić – mówiła Polka mieszkająca w Katarze.

4. Nie wszystko złoto, co zagraniczne

– Ludziom bardzo często wydaje się, że w Stanach jest jak w amerykańskim filmie. Wszyscy są piękni, młodzi i bogaci, a pieniądze spadają z nieba. Rzeczywistość jest inna – mówiła w jednym z odcinków Martyna, której przygoda z USA nie zakończyła się typowym happy endem. – Przede wszystkim Ameryka to zlepek różnych kultur, odmienności i to może z początku przerażać, w szczególności w dużych miastach (…) ilości bezdomnych i biednych na ulicach są przerażające. Dlatego znam sporo ludzi, którzy po miesiącu wrócili do kraju, bo Stany nie spełniły ich oczekiwań – uzupełnia. Rozmowę, która jako jedyna z tej serii została opublikowana pod hasłem „Tam (już nie) mieszkam” można przeczytać tutaj.

(YAY Foto)

W podobnym tonie wypowiadała się mieszkająca od wielu lat w Nowej Zelandii Maria Nowak. – Dla wielu Nowa Zelandii to raj, gdzie wszystko przychodzi łatwo. To pewien mit. Jak wszędzie, żeby do czegoś dojść, trzeba intensywnie pracować. Zdarzają się rozczarowania. W ciągu 19 lat w Nowej Zelandii spotkaliśmy rodaków, którzy po przyjeździe byli bardzo niezadowoleni, że nikt nie oferuje im dobrej pracy. Wiele osób wyjechało do Australii, a niektórzy wrócili do Polski – przyznaje.

5. Nie na wszystkich imigrantów czeka praca

Owszem, wysokie kwalifikacje i doświadczenie często ułatwią poszukiwanie pracy w nowym kraju, ale i to nie jest gwarantem powodzenia w każdej branży. W końcu każdy kraj zmaga się ze swoimi problemami na rynku pracy. Mówił o tym między innymi Bartosz mieszkający w Norwegii. – Rąk do pracy brakuje w całym kraju, ale nie działa to tak, że każdy kto wyjedzie, znajdzie pracę. Trzeba znać język, mieć kwalifikacje. Norwegom potrzeba przede wszystkim inżynierów, budowlańców i pracowników służby zdrowia. Wzdłuż wybrzeża sporo osób bez szczególnych kwalifikacji jest w stanie wchłonąć przemysł rybny – padały konkretne przykłady. To była nasza druga rozmowa o życiu w Norwegii.

6. Będąc kobietą, głową muru (od razu) nie przebijesz

W wielu krajach możliwość osiągnięcia sukcesu będzie podyktowana płcią. Taka rzeczywistość zastała na przykład mieszkającą w Nepalu Sylvię. – To jednak inna kultura, inny sposób myślenia i działania ludzi. To jednak ciągle kraj, gdzie mężczyźni decydują za kobiety, a kobiety służą mężczyznom – mówiła na łamach Bankier.pl kilka miesięcy temu. – Europejka to tutaj ciągle kobieta – nie znajdzie pracy, nieważne, jaką ma profesję i doświadczenie. Kobiety nie prowadzą tu biznesów, nikt się z nimi nie liczy, rzadko wykonują jakieś zawody. Kobiety wykonują pracę w domu – gotują, sprzątają, piorą, wychowują dzieci. – Od właściciela innego hotelu usłyszałam, że to niemożliwe, żeby kobieta mogła robić coś lepiej od mężczyzny – wspominała. – Moi koledzy Nepalczycy nie byli w stanie zaakceptować tego, że kobieta też może prowadzić biznes. Usłyszałam, że jestem biała, że to nie mój dom i żebym wracała do siebie. Ale przetrzymałam to. I choć mnie znają, to kiedy mijamy się na ulicy, patrzą na mnie trochę z wyższością. Ale też z jakimś zaskoczeniem – jak ja to robię. Próbują czasami podbierać moich pracowników, żeby dowiedzieć się, co robię inaczej niż oni

7. Jest pokusa, by sprzedać się zbyt tanio

Przeprowadzka za granicę to z reguły milowy krok w karierze. Dla wielu osób, największy, jaki zdołali wykonać. Szkoda, bo kompetencje pozwoliłyby im pójść o wiele dalej. – Odnoszę wrażenie, że my Polacy sprzedajemy się tutaj zbyt tanio – mówi mieszkająca w Los Angeles Monika Wieła. – Przyjeżdżamy do pracy i osiadamy na laurach. Nie rozumiem tego, bo to jest kraj pełen możliwości, można tutaj robić cokolwiek dusza zapragnie, właściwie nie ma granic i nie jest tutaj trudno coś osiągnąć. Są tutaj imigranci z Meksyku czy innych krajów, gdzie jest jeszcze trudniej i działają. A my – jesteśmy bardzo zdolnym narodem, jesteśmy bardzo dobrze wykształceni i pracowici, a przyjeżdżamy tutaj i marnujemy się, wykonując często najprostsze prace. Nie lubię tego, bo wydaje mi się, że jeśli ktoś ma już na tyle odwagi, żeby wyjechać za granicę, to - jak mówią - Keep going – puentuje. Więcej na ten temat w rozmowie z polską mieszkanką Los Angeles.

(FORUM)

8. Różnice kulturowe pokrzyżują wiele planów

Polak, nauczony europejskim doświadczeniem, za granicą będzie próbował załatwić dużo i szybko. Znalezienie się w otoczeniu zupełnie innej obyczajowości będzie jednak szybką lekcją pokory. – Tutaj rozmów nie prowadzi się w znanym nam zwyczaju: „Dzień dobry, robię to i tamto, to moja oferta, proponuję tyle i tyle, proszę zadzwonić, do widzenia”. Tutaj interesy zaczyna się od wprowadzenia, które wyjaśnia, na ile jest to zaufana osoba – tłumaczy Mateusz Kotowski z Wietnamu. – Potem rozmowy dotyczą wszystkiego, ale nie istoty biznesu. Rozmawia się o rodzinie, kraju, pieniądzach, ludziach itp. Po jakimś czasie zaproszenie na karaoke czy do domu, co oznacza wyróżnienie i wtedy pod koniec można wspomnieć o możliwości robienia wspólnych interesów. Nie rozumieją tego Europejczycy, którzy wpadają jak grom do biura i chcą od razu oferować. Jeżeli nie wiem, jak się śmiejesz, co robi twoja siostra i jeśli nie byłeś u mnie w domu, to nie ma interesów. Inna jest też forma komunikacji. Dla nas bardziej chaotyczna, ale zdecydowanie pełniejsza w szczegóły i niuanse… Nie polecam przyjazdu z biegu, żeby wejść na tutejszy rynek. Polecam zaznajomienie się z kulturą – dodaje.

W ten sam sposób zaskakuje sposób pracy w Katarze. – Dużą różnicą pomiędzy pracą w Polsce a w Katarze jest to, że w Polsce od razu przechodzi się podczas umówionych spotkań do rzeczy. Tutaj nie – tutaj dużo czasu zabiera tzw. rozbiegówka, opowiadała mieszkająca w Doha Aneta Stefanowicz-Borysławska. – Wypada najpierw zapytać o zdrowie, o rodzinę, dzieci, o wakacje – nie można od razu przechodzić do sedna, jest to wręcz niemile widziane. Przedtem trzeba napić się kawy, herbaty, ktoś musi poczęstować czekoladką i dopiero wtedy można powoli rozmawiać o przedmiocie spotkania. W ten sposób przebiega większość służbowych spotkań. Wszystko w Katarze toczy się zdecydowanie wolniej i nie ma pośpiechu – i to był dla mnie na początku szok kulturowy – wspomina.

Przed podobnymi skutkami ostrzegał wspomniany już, a mieszkający na zachodnim wybrzeżu USA Jakub. – (…) problemy to efekt uboczny kultury, która tutaj jest zupełnie inna. I oczywiście im dłużej tu jesteś, tym bardziej te granice kulturowe dla ciebie się zacierają. Ale na początku stykasz się z niewidzialnym murem. Musisz to wszystko pojąć – przestrzegał.

9. Jeśli liczysz na innych – lepiej licz na siebie

– Największym problemem z naszą narodową tożsamością jest brak siły jako grupy etnicznej. Jesteśmy dużą grupą, ale nie mamy siły politycznej i nie mamy swojego polskiego przedstawiciela, którym moglibyśmy się pochwalić – mówił Piotr mieszkający w uznawanym za kolebkę Polonii Chicago. – Taka sytuacja powoduje, że niestety nie liczą się z nami i podczas gdy inne nacje są wstanie coś uzyskać, my zawsze jesteśmy w tyle. Może to jest nasza cecha narodowa? My nie głosujemy jako grupa i przez to politycy nie traktują nas poważnie, nasz głos i nasze postulaty giną, a być może przeciętnemu mieszkańcowi USA tożsamość polska kojarzy się z pączkami i pierogami, bo te słowa są tu ogólnie znane – mówił.

(YAY Foto)

10. Będziesz tęsknić

– Oczywiście, że płakałam – tak, jak większość z nas w początkowej fazie emigracji. Jednakże nie od razu. Najpierw czułam się jak na wakacjach. Moje początki przypadły na gorący słoneczny lipiec. Sztokholm i otaczający go od wschodu archipelag wydały mi się piękne. Potem przyszła jesień i zaczęła mi doskwierać straszna tęsknota. Do tego wszystkiego dokładał się niezrozumiały dla mnie chłód w kontaktach z ludźmi. Dopiero w trzecią rocznicę pobytu tutaj poczułam, że Szwecja jest moim domem i tutaj już zostanę – opowiadała mieszkająca w Sztokholmie Monika. Zakładam, że płaczą nie wszyscy, za to właściwie każdy bohater naszych rozmów powtarzał, że tęsknota nie jest mu obca - za ludźmi, miejscami, jedzeniem. Szczegółowo opowiadali o tym w ubiegłorocznej publikacji "Polacy na emigracji - dlaczego nie wracają?".

(Bankier.pl)
Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
4 5 ~bylyemigrant_

polacy powinni mieszkac w kraju a do obcych jezdzic ale na wakacje i poznawac....wyjezdzajac w nastepnym pokoleniu przesytajesz byc polakiem....a spotkalem wnukow czy prawnukow polakow....gorzej mieli niz polacy w kraju. Pozatym kasa i micha to nie wszystko w zyciu....ale malo to kto pojmuje

! Odpowiedz
8 6 ~Fabian

No niestety wszystko ma plusy i minusy. Życie na emigracji także. Zresztą lwia część ludzi którzy pracują za granicą, szczególnie w Anglii tam zostaje... więc chyba nie jest im tam tak źle. Ja sama jak odwiedzam siostrę to ona nie ma się najgorzej. Co do języka...to niektórzy jadą i w ogóle go nie znają...i jakoś dają radę. Ja tez jakiś nie byłam mega mistrzem...ale i to się da wyćwiczyć. Jakiś kurs komunikacyjny ja miałam metodę Emila Krebsa z Krebsmethod.com i na początek wystarczy.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 32 ~Daniel

Prawie 4 lata mieszkam w Anglii, w Somersecie., w niewielkiej miejscowości. Wyjechałem do UK zaraz po zdaniu matury. Przez cały ten czas pracowałem głównie w nocy. Przez pierwsze dwa lata w fabryce za Ł9.52. Później rok po różnych agencjach za średnio Ł7-8. Teraz pracuję za Ł8.5, również w nocy. Próbowałem znaleźć dobrą pracę w dzień, za godziwe pieniądze. Ale takie prace są zarezerwowane głównie dla Anglików. Mógłbym ryć w chłodni lub rzeźni za podobne pieniądze, więc wolę pracę w nocy, ale w dość dobrej firmie. Prawda jest taka, że większość Polaków (95%) żyje w UK jak murzyni, miejscowi nimi pogardzają i wykonują prace, których Anglik się nie podejmie, kosztem własnego zdrowia.

Rok temu, po ponad dwóch latach zapier.d...lania i robienia overtimów kupiłem dom na wsi w Polsce. W maju wracam do Polski. Wolę żyć we własnym kraju, gdzie nikt nie patrzy na mnie z góry jak na śmiecia. Mając dom bardziej opłaca mi się wrócić niż skracać życie na emigracji. Żaden Polak w UK nie jest szczęśliwy (może 5%). Uważam, że pieniądze to nie wszystko, chociaż są bardzo ważne, bardziej liczy się zdrowie psychiczne i fizyczne oraz szacunek.

Odnośnie sytuacji w Polsce, to przypominam, że jeszcze 25 lat temu na półkach stał ocet, a ludzie żyli na poziomie dzisiejszych Ukrainców. Po tym okresie w sklepach mamy wszystko, średni majątek na Polaka wzrósł 4-krotnie, podobnie jak wypłaty. Polska zmieniła się diametralnie i jako w jednym z niewielu krajów w EU wynagrodzenia realnie tu rosną. Polska nie ma szans dogonić zachodu, który ma wolnośc od kiluset lat, a nie od 25! Jedyne co można zmienić to przestać łupić tymi podatkami. Gdyby na rękę zarabiało się tyle co brutto, byłbym naprawdę zadowolony.
zycze wszystkim emigrantom, żeby poważnie się zastanowili, czy warto poświęcać zycie i zdrowie, czy tez lepiej zyć skromnie, nawet biednie, ale u siebie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 15 ~Ralfi

Hej. ja też pracowałem w Angli w latach 2006-2009. Praca w budowlance, w jednym roku 7 dni w tygodniu po 11 godzin dziennie, czasem nocki. Wypłata 523 funty netto na tydzień. Kasa niezła, a czułem się jak robot. Wróciłem, tyle że w Polsce mam na chwilę obecną 2500 zł netto - praca w handlu. W dalszym ciągu jest różnica 4-5 razy w zarobkach Ale masz rację jesteśmy u siebie, tu jest rodzina, znajomi. Pracujmy na polskie PKB ;)

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 7 ~rep

A powiedz nam, czy w ciągu tych kilku lat pobytu zdobyłeś jakieś nowe kwalifikacje zawodowe ? Czy zrobiłeś jakiś kurs ? Czy pomyślałeś o jakiejś szkole ? Czy nauczyłeś się chociaż języka na dobrym poziomie ? Nie mów mi, że w Polsce nikt nie patrzy na innych z góry, a historię o samym occie na półkach w 90 r. który już pamiętam możesz opowiadać swoim rówieśnikom. Ja Ci źle nie życzę, ale trochę idealizujesz nasz kraj.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 6 ~andrea

To kolejna wersja dekalogu , dla zdeklarowanych katolików ?! Każdy ma swoją prawdę w czasie !

! Odpowiedz
11 16 ~Bartek

Problemy są często wymyślone. Imigracja do Kabulu?

Pominięto zaś bardzo ważny - statystycznie częste zabetonowanie w nizinach rynku pracy.
Polak po studiach polito/socjo/kulturoznawczych studiach staje się jako magister wielce oburzoną personą, że na początku nie proponują mu 3 na rękę. Gdy oczywiście mu się nie udaje, zaczyna pluć na swoje gniazdo, obwiniać innych i jedzie - b. często do fabryk, zmywaków, hoteli za granicą. Żeby w ogóle mieć JAKIEKOLWIEK pieniądze. Problem w tym, że co dalej? Chyba żaden ambitny studenciak nie chciałby robić do końca życia jako fizyczny robotnik. I co? Teraz nie uzbiera za granicą tyle, żeby w PL założyć działalność. Wróci po 3 latach ze 100 tys na koncie i co dalej? W CV ma pracę w angielskiej fabryce. I jak on ma zdobyć poważną pracę? A te 100 tys. to mu starczy na wkład w hipotekę.

Wielu jest świadomie przerażonych, że nie zarobią więcej niż 1300 zł. Poszli na studia z zamiarem zdobycia wartościowej, ciekawej pracy a tu na 3. roku stają się świadomi sytuacji na rynku pracy. Studiują w beznadzieji i lęku, już zakładając wyjazd, żeby w ogóle przeżyć.

A wystarczy pójść do jakiejś pracy, sprawdzić się. Po robocie nauczyć sie kurde języka, księgowości, cokolwiek. Pomyśleć. W Polsce da się zarobić, ale próżność, za duże oczekiwania na początek, masowa panika uniemożliwia to setkom. Ludzie, skończcie w miesiąc kurs spawacza za 1000 zł i już dostaniecie pracę i w Polsce. Niemiecki/francuski i zatrudnia was wszędzie. Gdzieś w przyszłości może awansujecie, po pracy w hotelu w Niemczech może być ciężej koło 40.

Pozdrawiam.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
10 10 ~trzeba_ryzykowac

Moja zona jest urzędnikiem w polsce. Ja zarabialem dwukrotnosc najniższej krajowej w biurze i to bym marazm, oczywiscie na jedzenie i zycie starczalo pare stowek co miesia c zostawalo mam dwujke dzieci jestesmy ciut po 30 pojawila sie okazja i wyjechalem do norwegii. Pracuje jako fizyczny może nie jakoś lekko ale też nie jakoś super ciężko w idealnym układzie 2 mce na 2mce ale za te dwa miesiące z nadgodzinami odkładam tyle co zarabialem prawie w rok plus feripenge i socjalne na dzieci. PS. Starsi pracownicy pukali się w czoło ale ja z zona wiedzielismy ze chcemy coś więcej niż oszczędzanie na rnaprawy auta po roku czasu wiem ze to było idealne rozwiązanie a prawdziwa i szczera miłość wytrzyma wszystko

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 11 ~Misza

Ja znam wielu takich co sie uczyli angielskiego na kursach wPolsce - uwierz mi, ze po przyjezdzie do Londynu to mogli sobie z cieciem pogadac o pogodzie. Nauka w szkole z Polskim nauczycielem a rozmowa w praktyce to 2 rozne swiaty.

! Odpowiedz
2 3 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne