Mimo że zarobki w tej branży sięgają nawet blisko 20 tys. zł, polskim firmom transportowym brakuje od 100 do nawet 150 tys. kierowców zawodowych. Obecna kadra się starzeje, młodzi nie garną się do zawodu, a pracownicy sprowadzani spoza UE nie są w stanie wypełnić rosnącej luki. Sprawdziliśmy, co jest powodem tak dużej luki w zatrudnieniu w tej branży.


Polski transport drogowy mierzy się z problemem, który może coraz mocniej ograniczać możliwości rozwoju jednej z najważniejszych krajowych branż. Według przedstawicieli rynku w Polsce brakuje od około 100 tys. do nawet 150 tys. kierowców zawodowych. Firmy próbują przyciągać pracowników wyższymi wynagrodzeniami, a braki uzupełniają kierowcami spoza Unii Europejskiej. To jednak nie wystarcza. Średni wiek kierowcy przekracza 50 lat, młodzi stanowią zaledwie kilka procent zatrudnionych, a przewoźnicy ostrzegają, że konsekwencją niedoboru pracowników są już wyższe koszty transportu i spadek konkurencyjności.
100 tys. kierowców za mało
Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, ocenia niedobór kierowców zawodowych na około 100 tys. osób.
– Wielkość ta ulega wahaniom w zależności od koniunktury w gospodarce Polski i UE. Według badań Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU), w Polsce jest 15,4 proc. niezapełnionych miejsc pracy dla kierowców. Co więcej - ten wskaźnik będzie rósł przede wszystkim z powodów strukturalnych – mówi Bankier.pl Jan Buczek. – Z jednej strony średni wiek kierowcy przekracza 50 lat, z drugiej zbyt mało młodych osób wchodzi do zawodu. Kierowcy do 25. roku życia stanowią zaledwie około 3 proc. wszystkich zatrudnionych na tym stanowisku. Przewoźnicy ratują sytuację, zatrudniając kierowców spoza UE, najwięcej z Ukrainy i Białorusi. W transporcie międzynarodowym pracuje ich łącznie około 150 tys.
Kierowców brakuje nie tylko w Polsce
Okazuje się, że problem nie ogranicza się do Polski. Z niedoborem kierowców mierzą się przewoźnicy w wielu państwach europejskich, a branża wskazuje go jako jedno z zagrożeń dla sprawnego funkcjonowania łańcuchów dostaw.

– Niestety z roku na rok jest coraz gorzej, przede wszystkim z uwagi na niski dopływ młodych kierowców. Nie bez powodu europejska branża transportowa od lat wskazuje brak kierowców jako jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla łańcuchów dostaw – twierdzi Jan Buczek.
ZMPD na krajowym podwórku stara się temu zaradzić, od kilku lat prowadząc, m.in. we współpracy z jednym z czołowych producentów samochodów, różne akcje promujące zawód kierowcy.
– Dzięki tym wieloletnim staraniom udało się przywrócić nauczanie tego zawodu w szkołach branżowych I stopnia. To wszystko nie zastąpi jednak koniecznych zmian systemowych, które powinno podjąć państwo i Unia Europejska. Zabiegamy o te zmiany i ułatwienia, bo zdajemy sobie sprawę z tego, że mamy coraz mniej czasu – dodaje ekspert.
Szacunki mówią nawet o 150 tys. osób
Jeszcze wyższą skalę niedoboru wskazuje Piotr Winiarski, Fleet Development Manager, Rohlig SUUS Logistics. Przywołując szacunki organizacji branżowych, mówi o 120–150 tys. brakujących kierowców zawodowych.
– Transport drogowy mierzy się dziś z dużymi wyzwaniami. To nie tylko braki kadrowe, ale również rosnące koszty prowadzenia działalności, coraz wyższe opłaty drogowe i kolejne regulacje. To wszystko ma wpływ na funkcjonowanie całego rynku transportowego – mówi Bankier.pl Piotr Winiarski. – Warto przy tym pamiętać, że wyzwaniem nie jest dziś poziom wynagrodzeń. To wymagający zawód, wiążący się z długą nieobecnością w domu, dużą odpowiedzialnością i specyficznym stylem życia, dlatego pozyskanie nowych kierowców od lat pozostaje wyzwaniem dla całej branży. Dlatego jest to dziś mniej popularny zawód wśród młodych niż 30-35 lat temu.
Młodzi nie chcą życia w trasie
Aby pozyskać pracowników przewoźnicy podnoszą wynagrodzenia. Według danych ZMPD wzrost w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosły one o kilkanaście procent. Nie wystarcza to jednak, aby zrekompensować charakter pracy w transporcie międzynarodowym.
W dodatku barierą jest już samo wejście do zawodu. Zdobycie prawa jazdy odpowiednich kategorii i kwalifikacji zawodowych oznacza wydatek liczony w kilkunastu tysiącach złotych.
– Do największych barier pozyskania kierowców należy przede wszystkim wysoki koszt uzyskania prawa jazdy kategorii C oraz C+E i kwalifikacji zawodowych, wynoszący kilkanaście tysięcy złotych – twierdzi prezes ZMPD. – Do tego w transporcie międzynarodowym kierowcy spędzają wiele dni poza domem lub miejscem zamieszkania. Tymczasem dla młodych ludzi równowaga między życiem prywatnym a pracą jest często ważniejsza niż wyższe wynagrodzenie.
Zdaniem Jana Buczka problemem jest także brak bezpiecznych parkingów, niewystarczające zaplecze sanitarne, trudności z odpoczynkiem na trasie.
– To sprawia, że zawód kierowcy międzynarodowego jest wyzwaniem, z którym nie wszyscy mogą się mierzyć – dodaje ekspert.
Ile zarabia kierowca TIR-a?
Na portalach z ogłoszeniami takich jak Pracuj.pl czy Olx Praca, obecnie można znaleźć wiele propozycji dla kierowców C+E w transporcie międzynarodowym, których chcą zatrudnić polskie firmy. Oferowane wynagrodzenie mieści się najczęściej w przedziale 10-16 tys. zł brutto miesięcznie, jednak pojawiają się również propozycje z płacą powyżej 18 tys. zł brutto.
Przykładowe aktualne stawki z ofert dla kierowców samochodów ciężarowych:
- 9-12 tys. zł brutto – standardowa międzynarodówka,
- 12-15 tys. zł brutto – część ofert dla C+E,
- 12-18 tys. zł brutto – lepiej płatne systemy/trasy,
- sporadycznie pojawiają się oferty nawet powyżej 18 tys. zł, ale zwykle dotyczą specyficznych przewozów albo warunków pracy.
Dużo zależy od systemu pracy (np. 2/1, 3/1, 4/1), kraju zatrudnienia, doświadczenia, rodzaju naczepy, posiadania zaświadczenia niezbędnego do przewożenia materiałów niebezpiecznych (ADR) i liczby dni spędzanych poza domem.
Kierowcy spoza UE nie rozwiążą problemu
Jedną z odpowiedzi przedsiębiorców na niedobór pracowników jest zatrudnianie kierowców spoza Unii Europejskiej. W polskim transporcie międzynarodowym istotną grupę stanowią kierowcy z Ukrainy i Białorusi.
– Kierowcy spoza UE na pewno nie rozwiązują problemu braków kadrowych. Choć przewoźnicy chętnie ich zatrudniają, to jednak borykają się z poważnymi utrudnieniami administracyjnymi – twierdzi Jan Buczek. – Muszą oni najpierw uzyskać wizę z prawem do pracy w Polsce. Wiąże się to z wielotygodniowym, a czasami wielomiesięcznym oczekiwaniem na samo umówienie wizyty w konsulacie. Potem kandydaci do pracy muszą uzyskać unijne kwalifikacje kierowcy zawodowego. Kolejnym problemem jest uzyskanie karty pobytu czasowego w urzędach wojewódzkich. W niektórych regionach na ten dokument trzeba czekać nawet dwa lata. Przez ten czas kierowca może pracować w kraju, ale nie może wykonywać pracy w transporcie międzynarodowym, co jest bardzo poważnym utrudnieniem dla naszych przedsiębiorstw.
Pracownik spoza Unii nie zawsze zostaje w Polsce
Do problemów administracyjnych dochodzi konkurencja o pracowników pomiędzy europejskimi rynkami. Według przedstawiciela Rohlig SUUS Logistics, kierowca sprowadzony do Polski nie zawsze pozostaje tutaj na dłużej.
– Część kierowców po uzyskaniu niezbędnych dokumentów decyduje się kontynuować pracę w innych krajach Europy. – twierdzi Piotr Winiarski. – Dlatego zarówno przewoźnicy, jak i organizacje branżowe od lat podkreślają potrzebę stabilnej i przewidywalnej polityki migracyjnej, która będzie wspierać rozwój biznesu i odpowiadać na realne potrzeby rynku pracy.
Brak kierowcy oznacza, że ciężarówka zostaje na parkingu
Niedobór pracowników ma również wymierne konsekwencje ekonomiczne. Firmy podnoszą wynagrodzenia, oferują premie i korzystniejsze systemy pracy oraz wydają więcej na rekrutację. Jednocześnie brak kierowcy oznacza, że część posiadanej floty nie może wykonywać przewozów.
– Gdy kierowców brakuje, firmy muszą oferować wyższe wynagrodzenia, premie, dodatki czy bardziej korzystne systemy pracy, aby utrzymać pracowników lub pozyskać nowych. Przewoźnicy ponoszą także wyższe koszty rekrutacji. Poza tym pojawia się mniejsza dostępność usług transportowych, bo samochody nie mogą wyjechać w trasę. To z kolei powoduje ograniczenia związane z przyjmowaniem zleceń i problemy z utrzymaniem terminowości dostaw. Zatem rosną koszty transportu drogowego, co przekłada się na całą gospodarkę. To zaś oznacza, że na arenie międzynarodowej jesteśmy coraz mniej konkurencyjni – uważa Jan Buczek.
Kierowców trzeba szukać na kilku frontach
Branża transportowa ma więc duży problem, którego nie rozwiąże jedno działanie. Dlatego młodzi powinni mieć łatwiejszy dostęp do zawodu. Firmy zatrudniające osoby spoza UE oczekują też sprawniejszych procedur administracyjnych. Przy średniej wieku kierowców przekraczającej 50 lat czas staje się jednym z najważniejszych czynników. Bez większego napływu nowych pracowników luka kadrowa może dalej rosnąć, zwiększając jednocześnie koszty transportu i osłabiając pozycję polskich przewoźników na europejskim rynku.





























































