Październik przyniósł zdecydowane wyhamowanie sprzedaży detalicznej w Polsce. Trudno się temu dziwić, skoro realne zarobki Polaków odnotowały rekordowo głęboki regres.


Sprzedaż detaliczna w cenach bieżących (czyli nominalnie) w październiku 2022 r. była o 18,3 proc. wyższa niż w rok wcześniej – poinformował Główny Urząd Statystyczny. Ekonomiści liczyli na wzrost o 21% rdr. Jest więc to wynik wyraźnie niższy od rynkowego konsensusu.
To też rezultat zauważalnie słabszy od uzyskanego we wrześniu (21,9%) oraz w sierpniu (21,5%), a zarazem podobny do tego z lipca (18,4%) i czerwca (19,9%). To także wyraźnie niższy wzrost niż w maju (23,6%), nie wspominając nawet o rekordowym kwietniu. Wtedy to dzięki efektowi niskiej bazy sprzedaż nominalnie urosła aż o 33,4% rdr.
Problem jednak w tym, że za tak wysokie dynamiki nominalne w znacznej mierze odpowiada galopująca inflacja cenowa. Dlatego warto patrzeć na wyniki sprzedaży w ujęciu realnym, czyli uwzględniającym efekt wzrostu cen. Sprzedaż detaliczna liczona w cenach stałych w październiku była tylko o 0,7% wyższa niż rok temu. To najniższy roczny wzrost realnej sprzedaży detalicznej od kwietnia 2021 roku, gdy zakończyła się w Polsce polityka lockdownów. Ten rezultat okazał się gorszy od prognoz większości ekonomistów, którzy spodziewali się realnego wzrostu sprzedaży o 3,2% rdr wobec 4,5% odnotowanych we wrześniu oraz 4,2% w sierpniu.
Z zaprezentowanych dziś danych wynika, że deflator sprzedaży detalicznej (czyli miara wzrostu cen) przyjął wartość 17,48%, co jest nowym rekordem w historii tych statystyk. We wrześniu wskaźnik ten wyniósł 17,1% w skali roku, w sierpniu 16,6%, a w lipcu 16,1%. Przy tym deflator sprzedaży detalicznej obejmuje węższy zakres dóbr od bardziej popularnej inflacji CPI, która w październiku sięgnęła 17,9%.
Należy też dodać, że na rzecz wyższej sprzedaży detalicznej nadal przyczyniał się popyt realizowany przez (lub na rzecz) uchodźców z Ukrainy. Po 24 lutego do Polski przyjechało ok. 2 miliony Ukraińców. Część z nich później opuściła nasz kraj, ale nadal oznacza to prawdopodobnie ok. milion dodatkowych konsumentów zwiększających popyt na towary i usługi.
Konsument pod presją inflacji
Słabe realne wyniki sprzedaży detalicznej nie są jednak aż tak dużym zaskoczeniem. W zasadzie od maja mamy do czynienia z realnym spadkiem wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw, który pogłębia się z miesiąca na miesiąc. Wynika to z faktu, że płace - choć wciąż szybko rosną - to jednak nie są już w stanie dogonić galopującej inflacji CPI. Stąd też siła nabywcza polskich konsumentów maleje w rekordowym tempie.
W danych GUS w dalszym ciągu widać efekty wysokich cen na stacjach benzynowych. We wrześniu sprzedaż paliw w ujęciu realnym była aż o 20,5% mniejsza niż rok wcześniej. Dla porównania, we wrześniu roczna dynamika w tej kategorii wyniosła -20,4%, a w sierpniu -14,2%. Licząc w cenach stałych, zmalały także obroty dilerów samochodowych (o 5,5% rdr). O 5% zmalała sprzedaż mebli, RTV i AGD. Sprzedaż pracy, książek oraz pozostała sprzedaż w wyspecjalizowanych sklepach spadła o 3,3% rdr.
Wzrost sprzedaży detalicznej napędzały zwiększone zakupu produktów pierwszej potrzeby, co w dalszym ciągu możemy wiązać ze wzrostem populacji Polski wynikającym z napływu emigrantów z Ukrainy. Dzięki temu sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych była realnie o 2,4% wyższa niż przed rokiem, obroty sklepów odzieżowych i obuwniczych poszła w górę o 14,3% rdr, a sprzedaż farmaceutyków i kosmetyków zwiększyła się o 8,4%.





























































