REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Sikorski: Prezydent ma na biurku ponad 40 wniosków o powołanie ambasadorów

2025-12-30 21:16
publikacja
2025-12-30 21:16
Dodaj Bankier.pl w Google

Prezydent Karol Nawrocki ma na biurku wnioski o kilkadziesiąt odwołań osób, które opuściły placówki dyplomatyczne, oraz ok. 40 wniosków o powołanie ambasadorów; niestety nie podpisał żadnego, nawet osobom, na które w Komisji Spraw Zagranicznych głosowali posłowie PiS – powiedział „Wyborczej” szef MSZ Radosław Sikorski.

Sikorski: Prezydent ma na biurku ponad 40 wniosków o powołanie ambasadorów
Sikorski: Prezydent ma na biurku ponad 40 wniosków o powołanie ambasadorów
fot. Konrad Laskowski / / MSZ

Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski został zapytany w wywiadzie dla portalu „Wyborcza.pl” opublikowanym we wtorek o odmowę przez prezydenta promowania na pierwsze stopnie oficerskie funkcjonariuszy służb specjalnych oraz nominowania ambasadorów.

„Mam ten komfort, że za rządów Zjednoczonej Prawicy, gdy wiceministrami w MSZ byli ludzie, którzy dzisiaj doradzają panu prezydentowi, doprecyzowano sposób powoływania ambasadorów. Przedtem rządził tym zwyczaj, a za PiS uchwalono ustawę o służbie zagranicznej, w której czarno na białym zapisano, że prezydent powołuje ambasadora na wniosek ministra spraw zagranicznych” – zauważył szef MSZ.

Jak dodał, prezydent Nawrocki ma na biurku złożone zgodnie z prawem wnioski o kilkadziesiąt odwołań osób, które już dawno opuściły placówki, oraz ponad 40 wniosków o powołanie. „Niestety nie podpisał ani jednego z nich, nawet osobom, na które w sejmowej komisji spraw zagranicznych zagłosowali posłowie PiS. To niesprawiedliwe wobec zawodowych dyplomatów i utrudnia mi pracę, ale rząd nie może zgodzić się na zawłaszczanie kompetencji pod szantażem paraliżu służby dyplomatycznej” – dodał Sikorski.

Zapytany, czy pójdzie na zwarcie, minister podkreślił, że robi dużo, aby tego uniknąć. „Mam nadzieję, że prezydent Nawrocki – tak jak prezydent Duda – w końcu się zreflektuje. Andrzej Duda podpisał na koniec ponad 20 powołań, mimo że też pierwotnie próbował przejmować politykę kadrową MSZ. Do dzisiaj na placówkach służą osoby z jego kancelarii” – zauważył szef MSZ.

Na uwagę, że każdy prezydent miewa kandydatów na ambasadorów, Sikorski ocenił, że to jest zrozumiałe.

Wakacje na giełdzie

„Są takie miejsca, gdzie polski ambasador nie musi być zawodowym dyplomatą. Mieliśmy ambasadorów, którzy byli naukowcami, znawcami danej kultury, co ma sens w Japonii czy w Indiach, w miejscach bardzo istotnych geopolitycznie, gospodarczo, a jednocześnie specyficznych kulturowo” – podkreślił Sikorski.

„Są miejsca, w których sytuacja sprawia, że jest sens wysłać generała, takie jak Irak czy Korea Północna. Można akredytować wojskowego tam, gdzie chcemy sprzedać broń albo gdzie armia ma duży wpływ, jak na przykład w Indonezji. A są miejsca, w których w przeszłości na ambasadorów wysyłaliśmy, niezależnie od rządu, dziennikarzy, bo mają ogólne obycie, szeroką wiedzę, ciekawość i umiejętności networkingowe” – zaznaczył szef polskiej dyplomacji.

Jak dodał, odziedziczył większość ambasadorów spoza służby i 20 procent wakatów, „co jest niedopuszczalne”. „Złożyłem więc panu prezydentowi uczciwą ofertę: na placówkach byłoby 80 procent zawodowców. Byłoby to zgodne z moim planem powrotu do profesjonalizmu w służbie zagranicznej. Polityk państwowiec powinien rozumieć tę intencję. Zaproponowałem też, by te 20 procent niezawodowców podzielić po połowie, 10 procent rząd, 10 prezydent. To nie jest propozycja »na zwarcie«” – podkreślił szef MSZ.

Dopytywany, co na to odpowiedział Karol Nawrocki, minister odparł: „Na razie nic. Mija kolejny miesiąc, kiedy nie dostałem żadnej odpowiedzi. A sprawy państwowe nie mogą czekać w nieskończoność, więc robię, co mogę w ramach procedur rządowych”.

Pytany o spotkania z prezydentem, minister podkreślił: „Rozmowa z nim jest żywa i interaktywna”.

Na uwagę, że może to jest tak, że – jak to się mawia w Rosji – car jest dobry, a bojarzy są źli, Sikorski mówił, że ma wrażenie, iż (prezydent) „ma wokół siebie pisowskich zakapiorów, którzy chcieliby rządzić krajem, nie mając do tego wystarczającego mandatu”. „Podejrzewam, że szczują prezydenta na rząd i stawiają go poza procedurami prawnymi, sami nie ponosząc odpowiedzialności ani prawnej, ani wizerunkowej” – podkreślił.

Pytany, czego się najbardziej obawia w 2026 r., szef MSZ odparł: „Obawiam się jednego: że część ludzi nie rozumie, iż wolność zawsze idzie w parze z odpowiedzialnością. Że może paść ofiarą rosyjskiej propagandy i uwierzyć, że dla Polski istnieje jakiś wariant alternatywny wobec współpracy z naszymi zachodnimi partnerami i sojusznikami”.

„Bo – parafrazując Roosevelta – jedyne, czego Polska naprawdę powinna się bać, to strach sam w sobie. Nie bójmy się tego, jak daleko nasz kraj może zajść. Polska jest dziś krajem bezpiecznym, dynamicznie rozwijającym się, pełnym możliwości. Nie zmarnujmy tego. Nie zmarnujmy naszego nowego złotego wieku” – podkreślił Sikorski. (PAP)

par/ mhr/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
samsza
Nie potrafi załatwić "kpo", cały Sikorski.

Powiązane: Konflikt prezydenta i rządu

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki